Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 29.10.2001 00:00

Lekcja tolerancji - webnowela

Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)

Odcinek 4

Tata wciąż był w delegacji i miał wrócić dopiero za kilka dni. Co się wtedy stanie? Czy mama mu wszystko opowie? Czy tata wyrzuci mnie z domu? A może przestanie się do mnie odzywać? A może mama w ogóle mu nic nie powie? Ale czy będzie umiała ukryć przed nim swój smutek? Nie miałem o tym zielonego pojęcia, ale nie myślałem o tym zbyt głęboko, bo to miało dopiero nastąpić. W domu czekała na mnie siostra.
- Mama jeszcze nie wróciła z pracy? - spytałem.
- Nie była w pracy. A teraz jest na spacerze. Ciągle jest w podłym nastroju.
- A jak się czuła rano?
- Beznadziejnie. Oczy miała całe opuchnięte i wilgotne. Zresztą co się pytasz? Sam chyba widziałeś.
- Nie widziałem.
- Co ci się stało z butami?
- Aaa... długa historia...
- Tata dzwonił.
- I co?
- Ma jakieś problemy w Hiszpanii. Mówił, że powrót opóźni się o kilka dni.
- Mówiłaś mu, w jakim stanie jest mama?
- Nie.
- A nie pytał o nią?
- Pytał. Powiedziałam, że jeszcze jest w pracy.
- Rozumiem, że nie chciałaś go martwić?
- Dokładnie.
- Możesz mi zrobić kawę?
- Tak wcześnie? Przecież nie ma jeszcze czwartej.
- Spałem dzisiaj krótko. Kilka godzin. Jestem niewyspany, a mam sporo nauki.
- Przecież była dziesiąta, jak poszedłeś spać.
- Dziesiąta była jak zgasiłem światło w pokoju. Długo nie mogłem zasnąć.
- Martwiłeś się o mamę?
- Tak.
Po powieszeniu na suszarce w łazience skarpetek i butów, poszedłem do swojego pokoju. Łóżko było zaścielone. Pomyślałem, że to dobry znak. Skoro mama nie brzydziła się go dotknąć, to chyba nie było tak źle. Zasiadłem do nauki. Otworzyłem podręcznik, notes, wziąłem do ręki ołówek i tak siedziałem przez dłuższą chwilę. Nie byłem w stanie się skupić na nauce. Nigdy bym nie pomyślał, że moja orientacja może być przyczyną tak wielkiego rozproszenia w moim życiu. Co prawda gdy rozstaliśmy się z Piotrkiem, też byłem nieswój przez długi czas i wszyscy domownicy to zauważyli, ale zwaliłem to na uczelnię, na sesję, do której rzekomo musiałem opanować tak dużo materiału, że sypiałem zaledwie po kilka godzin. Na całe szczęście nie zauważyli, że to po tej niby arcyciężkiej sesji Piotrek więcej nie pokazywał się u nas. Raz mama zapytała o niego, ale odpowiedziałem, że przeniósł się na studia na drugi koniec Polski i dlatego już się nie widujemy.
Sylwia przyniosła mi kawę.
- Dziękuję, jesteś kochana.
- Dla mojego kochanego brata zrobię wszystko.
- Nawet dla takiego, co się na ciebie rzuca, tak jak wczoraj?
- Nawet dla takiego - uśmiechnęła się.
- Przepraszam cię.
- Już przepraszałeś. Zresztą rozumiem, że martwiłeś się o mamę. Wiesz, że ona nawet nie zaścieliła ci dzisiaj łóżka?
- Nie? A kto to zrobił?
- No a kto mógł to zrobić? Krasnoludki?
- O rany, dziękuję ci jeszcze raz! Czym ja sobie na ciebie zasłużyłem?
- Nie mam pojęcia, mój drogi.
Więc mama jednak nie ruszyła łóżka. Chociaż na początku byłem przekonany, że jeśli tego nie zrobi, to będzie to oznaczało jej obrzydzenie moją innością, to teraz przyszła mi do głowy inna wersja: może po prostu była taka zdruzgotana, że nie myślała o sprzątaniu. Chociaż to by było naprawdę do niej niepodobne. Tak czy inaczej - było źle. Czuje do mnie wstręt, a nawet jeśli nie wstręt, to jest to dla niej ogromny ból. Miałem zapytać Moniki, czy mama posprzątała może resztę domu, ale nagle przypomniało mi się, że wczoraj wieczorem, będąc w coming-out'owym szoku bezmyślnie schowałem czasopisma do łóżka. Monika zaścielając mogła je zobaczyć. Czułem ogromną potrzebę, żeby to wybadać, ale nie wiedziałem jak ją o to zapytać. Przez głowę przechodziły mi różne dziwne wersje pytań o ścielenie łóżka: "I jak się zaścielało?", "Czy zaścielając nie zauważyłaś czegoś niepokojącego?"... Zanim przyszło mi do głowy, żeby zapytać po prostu, czy po raz pierwszy zaścielała moje łóżko, Monika już wyszła z pokoju. Chciałem za nią pójść, ale dotarło do mnie, że to by dziwnie wyglądało, gdyby brat latał za siostrą pytać, czy nie miała problemów z jego łóżkiem. Usiadłem więc znów na krześle i nie wiedziałem co robić. Wziąłem do ręki ołówek i zacząłem go gryźć. Może udawać, że idę do łazienki i po drodze ją zapytać? Nie, to i tak trochę głupie... Nie miałem pojęcia, co robić. Ale Opatrzność jakby nade mną czuwała, bo Monika weszła w tej chwili do pokoju i przyniosła mi cukier, pytając:
- Ty słodzisz kawę? Bo właściwie nie wiem.
- Nie, dziękuję, kawy nie słodzę.
- Aha - odwróciła się i chciała już wyjść i zamknąć drzwi, żeby mi telewizor nie przeszkadzał w nauce, więc zawołałem szybko:
- Monika!
- Tak?
- Czy ty... - i w tej chwili pytanie "czy po raz pierwszy zaścielałaś moje łóżko" wydało mi się niesamowicie głupie. Może gdybyśmy siedzieli na bezludnej wyspie, albo w pustym pokoju i naprawdę nie było by o czym rozmawiać, to pytanie miałoby sens. Ale oderwanie się od nauki i zatrzymywanie wychodzącej siostry, żeby wyrazić troskę o jej poradzenie sobie z moim legowiskiem, wydawało mi się w tej chwili dość dziwnym zagraniem. Na całe szczęście mózg zapracował mi dość szybko i do głowy przyszło mi pytanie, które było jak najbardziej na miejscu:
- Czy mama powiedziała ci już może, co się stało?
- Nie.
- Na pewno? Może to jakieś te... babskie sprawy i... nie chce żebym ja wiedział i...
- Nie, nic mi nie mówiła.
- A nie domyślasz się niczego? W końcu ty też jesteś kobietą.
- Nie mam pojęcia. Może dowiedziała się, że ma raka piersi...
- Mój Boże, nie mów tak lepiej!
- Ale to jedyne co mi przychodzi do głowy z "babskich spraw".
Zamyśliłem się. Monika widząc, że nie będę już kontynuował rozmowy, zamknęła drzwi i wyszła.
Po pewnym czasie rozmyślań i wyobrażania sobie co się stanie, gdy mama wróci i jak będzie wyglądała nasz najbliższa rozmowa, udało mi się skupić na nauce i wpaść w swoisty trans, możliwe, że dzięki kawie. Z owej hipnozy wyrwał mnie szczęk zamka do drzwi wejściowych. Mama wróciła. W jednej sekundzie zesztywniałem. Po chwili bezruchu spojrzałem na zamknięte drzwi mojego pokoju, tak jakbym mógł przez nie dojrzeć co się dzieje w przedpokoju. Starałem się wychwycić najcichszy szept, czy jakikolwiek szmer rozmowy, ale Monika włączyła telewizor zbyt głośno. Słyszałem jakąś wymianę zdań miedzy nią a mamą, ale nie miałem pojęcia, co to były za słowa. Nie słyszałem nic, a żeby wstać i udać się osobiście do salonu nie miałem siły; byłem w dalszym ciągu sparaliżowany. O czym rozmawiają? Mama zapewne spytała Moniki, czy już wróciłem, Monika odpowiedziała, że tak. Ale co dalej? Mama pewnie dowiedziała się, że miałem mokre buty, ale nie mogła się dowiedzieć dlaczego. Ciekawe, co o tym pomyślała? Najrozmaitsze warianty rozmowy między mamą a siostrą plątały mi się w głowie i każdy z nich wydawał się bardziej logiczny i prawdopodobny od poprzedniego, a jednocześnie bezsensowny w porównaniu z następnym. Po chwili za wyrzeźbioną szybą drzwi do mojego pokoju zauważyłem sylwetkę mamy. Zatrzymała się. Miałem wrażenie, że moje serce też się zatrzymało. Cień mamy ruszył w moją stronę. Teraz z kolei wydawało mi się, że serce mi zaraz wyskoczy z piersi. Weszła do pokoju. Wzrok miała taki, jak nigdy do tej pory. Zupełnie pusty i szklisty. Spojrzała na mnie i jej oczy napełniły się smutkiem, współczuciem i bardzo specyficznym odcieniem miłości, miłości, jakiej nigdy przedtem w jej oczach nie widziałem. To była chyba miłość wypływająca właśnie z tego współczucia. Miłość jako córka Litości. Nigdy tak na mnie nie patrzyła.
- Nie bój się - powiedziała.
- Nie boję się - odszeptałem.
- Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha - mówiła stojąc ciągle w drzwiach. - Co? - dodała po chwili - wyglądam jak duch, prawda?
- Nie, nie jak duch... raczej jak żywy trup.
Mama spuściła wzrok, weszła do pokoju zamykając za sobą drzwi i usiadła na łóżku. Rozejrzała się dookoła, tak jakby szukała gazet, które wczoraj jeszcze tu leżały. Poprawiła włosy i podparła brodę dłonią w typowy dla siebie sposób. Zawsze tak robiła gdy się zastanawiała, gdy szukała jakiegoś rozwiązania. Czułem, że dalej wierzy i ma nadzieję mnie z tego "wyleczyć". Ale tym różniła się od "typowej" zamyślonej mamy, że jej spojrzenie było puste i wypatrujące jakby z oddali kogoś za kim się bardzo mocno tęskni i od kilku co najmniej tygodni oczekuje, że pojawi się na horyzoncie.
- Synku - zaczęła po chwili - wiesz, że cię bardzo kocham... - Milczałem. - I wiesz, że nic tego nie zmieni...
- Dzisiaj rano mnie unikałaś. Nie dałaś mi kanapek do ręki, nie posłodziłaś mi herbaty, nie zaścieliłaś mi też łóżka.
- Przepraszam... Przepraszam za to, jak się zachowałam, ale zrozum... to jest dla mnie taki cios... ja po prostu od wczoraj nie jestem sobą...
- Zauważyłem.
Milczeliśmy. Ja czekałem na jakieś pytania, a mama... A mama może układała je sobie właśnie w głowie, zastanawiała się nad tym, jak je ułożyć, żeby mnie nie zranić.
- O Boże... - powiedziała w końcu. - Tyle pytań miałam do ciebie, tak wiele chciałam się dowiedzieć. I nagle wszystko mi wyleciało z głowy.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Nie chciałem jej ponaglać, ani sugerować żadnych pytań. Nie chciałem też zaczynać rozmowy, bo to w końcu ona cierpiała, więc ona powinna mieć w tej dyskusji pierwszeństwo. Ale bardzo chciałem, żeby zadała mi jedno pytanie, na które naprawdę pragnąłem jej szczerze odpowiedzieć. Czy jestem szczęśliwy? "Tak, mamo, jestem bardzo szczęśliwy".
- Filipku... Czy ty mi możesz powiedzieć... czy ty mi możesz powiedzieć, kiedy to się zaczęło?
- Nie wiem mamo. Trudno mi powiedzieć...
- To znaczy, że od zawsze pociągali cię mężczyźni?
- Nie wiem naprawdę. Mam wrażenie, że jako dziecko byłem jakiś taki... taki aseksualny.
- To znaczy?
- To chyba było tak, że czułem podświadomie, że powinny pociągać mnie dziewczyny, ale mnie nie pociągały. Więc po prostu... tak jakby nie miałem orientacji. Tak mi się wydaje.
- A może to tylko przejściowe. Podobno u wielu chłopców tak się dzieje...
- Ale to u chłopców w trochę młodszym wieku, mamo. Ja mam już 21 lat. To już jest wiek... dojrzały. Chyba. Ale... nie wydaje mi się, żeby to było przejściowe.
- Więc ty już do końca życia będziesz...? - wymamrotała, a oczy zaszły jej łzami.
- Mamo... - westchnąłem. - No chyba będę...
Pociągnęła nosem i przetarła oczy.
- Ale dlaczego, synku, dlaczego?
- Nie wiem, mamo.
- Nie interesowałeś się tym? Może gdyby znaleźć przyczynę, to dałoby się z tym coś zrobić?
- Oczywiście, że się tym interesowałem.
- No i co? Nie wiesz dalej dlaczego? Nie ma na ten temat książek, albo jakichś prac naukowych?
- Są mamo. Jest nawet sporo. Ale każda mówi co innego.
Zaczęliśmy rozmawiać o tym, która dziedzina nauki w czym upatruje się podstaw "tego zjawiska" - jak to określała mama. Opowiedziałem jej, co wyczytałem w książkach psychologicznych, co w biologicznych... Mówiłem o tym, że jedni są przekonani, że to geny, inni, że hormony, inni, że wychowanie a jeszcze inni, że wszystkie te czynniki po trochu. Mama każdą z przytoczonych przez mnie teorii analizowała, starała się dowiedzieć o niej jak najwięcej. Zadawała czasem nawet pytania, na które nie znałem odpowiedzi. Próbowała też przyporządkować mnie do schematu każdej z tych hipotez. Wspomniała swojego dalekiego wujka, który nigdy się nie ożenił, twierdząc, że może "po nim" mam ten gen. Mówiła o tym, że tata zawsze był w delegacji, więc miałem za mało ojcowskiej miłości w dzieciństwie. Starała się odtworzyć z grubsza przebieg całych dziewięciu miesięcy, kiedy była ze mną w ciąży i przypomnieć sobie, czy nie ulegała wtedy jakimś stresom, bo powiedziałem jej, że między innymi stres w czasie ciąży może, według naukowców, przyczynić się do nieprawidłowości w rozwoju orientacji seksualnej nienarodzonego jeszcze dziecka.
Rozmowa była dla mnie o tyle przyjemna, że mogłem się w końcu komuś pochwalić swoją wiedzą na temat homoseksualizmu, ale w pewnym momencie zaczęła mnie nudzić. Zacząłem czuć się jak jakiś okaz rzadkiego gatunku człowieka, jak jakiś produkt nieudanego eksperymentu genetyczno - hormonalno - psychologicznego. W końcu zacząłem udzielać coraz bardziej skąpych odpowiedzi na pytania mamy, albo mówiłem, że nie znam odpowiedzi, nawet jeśli wcale tak nie było. W pewnym momencie mama przestała już zadawać pytania, zamyśliła się i po chwili zadumy spytała jakby samą siebie:
- Mój Boże... co to teraz z tobą będzie, Filipku?
- Mamo, nic nie będzie. Będę dalej normalnie żył.
- Jak "normalnie"? Jak możesz mówić, że to będzie normalne? Przecież to jest wypaczenie moralności.
- Mamo, moralność to rzecz względna. Dla mnie niemoralne jest to, co krzywdzi drugiego człowieka. A ja będąc takim, jaki jestem, nikogo nie krzywdzę.
- Jak możesz tak mówić? Czy ty wiesz, co ja w środku przeżywam? Czy ty wiesz, jak mnie to boli? Jakie to dla mnie jest krzywdzące?
- Dobrze mamo, więc powiem to tak: niemoralne jest dla mnie celowe krzywdzenie drugiego człowieka. A ja tego nie wybierałem, to nie jest moja wina.
- Jak to nie wybierałeś? Przecież to nie jest naturalne, to jest sprzeczne z naturą!
- Mamo, przecież takiego mnie właśnie natura stworzyła. Przecież mówiłem ci przed chwilą o tych wszystkich teoriach podłoża homoseksualizmu. Czy ja miałem kiedykolwiek jakiś wybór?
- Ja nie wierze w te wszystkie teorie!
- Czyli mam rozumieć, że według ciebie ja tak sobie po prostu zdecydowałem, że będę się zabawiał z chłopcami zamiast dziewcząt?
- Jak możesz mówić do mnie w taki sposób? - na wpół krzyknęła ze łzami w oczach.
- No więc dlaczego mi nie wierzysz?
- Nie mówię, że nie wierzę tobie, tylko tym wszystkim teoriom.
Wstałem z krzesła, podszedłem do łóżka i klęknąłem przed nią.
- Mamo. Spójrz mi w oczy. - Spojrzała. - Ja tego nie wybierałem. Wierzysz mi? Wierzysz słowom własnego syna, który nie jest ani psychologiem, ani genetykiem, ani jakimś innym naukowcem, który jest twoim synem i człowiekiem? Wierzysz mi?
Mama znowu schowała twarz w dłoniach i zaczęła po cichu szlochać. Położyłem na jej kolanach dłonie, a na nich swoją brodę.
- Mamo, proszę cię... nie płacz.
- Jak możesz mnie o to prosić? - łkała - Czy ty nie rozumiesz jaki to jest dla mnie cios? Ja się nie będę umiała z tym nigdy pogodzić. Czy Ty sobie zdajesz sprawę z tego, jaki to jest szok?
- Mogę tylko się domyślać mamo... Ale powiedz mi, dlaczego to jest dla ciebie aż takie bolesne?
- Jak to dlaczego? Kochanie czy ty nie rozumiesz? Dla matki fakt, że jej dziecko nie będziesz mogło znaleźć szczęścia w życiu, jest chyba największym bólem.
Nie wiem jaka siła mnie powstrzymała, żeby się nie roześmiać.
- Mamo, dlaczego myślisz, że nie jestem szczęśliwy?
- Mój Boże, a jak można być szczęśliwym będąc... kimś takim?
- Można mamo. Ja jestem szczęśliwy.
Zapadła cisza. Mama zdawała się mnie w ogóle nie rozumieć, tak jakbym ostatnie zdanie powiedział w zupełnie obcym języku. Przez chwilę klęczałem tak przed nią i patrzyliśmy sobie nawzajem w oczy.
- Ale przecież - odezwała się po chwili - nie będziesz mógł się ożenić, założyć rodziny, mieć dzieci...
- Czy uważasz, że szczęście w życiu tkwi tylko w zakładaniu rodziny?
- A nie?
- Nie! Mamo! Jest tyle innych rzeczy na świecie, które można kochać i z którymi można być szczęśliwym.
- Ja tego nie rozumiem. A ty nie rozumiesz mnie. Nie możesz wiedzieć jakie to szczęście wychowywać dziecko. Jaka to radość słyszeć pierwsze niewyraźne "mama"... Widzieć, jak dziecko stawia pierwsze kroki... patrzeć jak się do ciebie uśmiecha i mówi, że cię kocha... Nie wiesz tego. A to jest największy dar, jaki można dostać na tym lichym świecie od Wszechmogącego.
Nie bardzo wiedziałem co odpowiedzieć. Na taki przebieg rozmowy nie byłem przygotowany. Milczałem przez chwilę i nie wiedziałem co zrobić ze wzrokiem. Zapatrzyłem się na drzwi wejściowe, tak jakby miała zaraz pojawić się w nich odpowiedź. Obok mojego zakłopotania w pokoju wyraźnie czuć było jak rośnie coś w rodzaju poczucia triumfu mamy. Nie wiedziałem za bardzo jak to rozumieć, nie wiedziałem, dlaczego ma wrażenie, że wygrywa, ale byłem pewien, że tak właśnie czuje. Mój siódmy zmysł do ludzkich wnętrz prawie nigdy mnie nie zawiódł. W pewnym momencie przyszło olśnienie. Stanąłem przed mamą i spytałem:
- A rodzice, których dzieci są chore, mają jakieś zespoły Downa, albo wodogłowie? Albo są upośledzone? Albo rodzice, którym rodzą się bliźnięta syjamskie? Myślisz, że oni są tacy szczęśliwi patrząc jak ich dzieci nie mogą normalnie powiedzieć pierwszego "mama", jak nie mogą postawić pierwszych kroków, jak muszą wegetować w inkubatorze? Albo jak giną, gdy oddzieli się jednego bliźniaka syjamskiego od drugiego? Gdy przeżywają swoje dziecko, albo gdy umierają ze świadomością, że ich pociecha nigdy nie będzie samodzielna? Myślisz, że są szczęśliwi?
- Synku, przecież to są pojedyncze przypadki. Zdarzają się raz na... nie wiem nawet na ile dokładnie, ale przecież są bardzo rzadkie, jak możesz je przytaczać i porównywać do swoich problemów?
"Moich problemów"... To nie ja miałem problem i chciałem o tym jej powiedzieć, ale stwierdziłem, że nie jest jeszcze gotowa, żeby usłyszeć i zrozumieć, że jestem ze sobą pogodzony. Postanowiłem nawiązać do jej poprzedniej wypowiedzi:
- A może gdybym był heteroseksualistą, to właśnie mi byłoby przeznaczone być ojcem takiego upośledzonego dziecka? Może Wszechmogący nie chciał, żebym był rodzicem takiego nieszczęśliwego chłopca, czy dziewczynki? Może to jest właśnie jego plan?
- Ależ co ty opowiadasz? Przecież Bóg potępia homoseksualistów.
- Nie mamo, nie Bóg! Kościół potępia gejów.
- W Biblii jest napisane...
- W Biblii o homoseksualistach mówią zwykli ludzie. Chrystus ani razu nie wypowiedział się na temat gejów. Tylko różni prorocy, apostołowie i inny ludzie, którym wydawało się, że mają natchnienie od Boga.
- Nie bluźnij! W Biblii zawarte jest słowo Boże spisane przez ludzi natchnionych!
- Nie bluźnię mamo. Udowodnij mi, że każde słowo napisane w Biblii pochodzi od Boga, a nie od ludzi z homofobią? A może na przykład Hitler był też posłannikiem Boga i, potępiając niskich brunetów, on też głosił słowa natchnione, tylko takie, których ewangeliści nie zdążyli zapisać w Piśmie Świętym?
- Jak możesz tak mówić?! - krzyknęła stając na proste nogi.
Faktycznie przesadziłem i zrobiło mi się niesamowicie głupio.
- Przepraszam. Ale ja po prostu wierzę w Boga, nie w kościół. Syn Boży nigdy nie potępiał homoseksualistów.
Mama otarła oczy, poprawiła włosy i skierowała się do drzwi.
- Mamo - krzyknąłem za nią. Odwróciła się. - Kocham cię.
Przez chwilę stała tam ze spuszczoną głową. Po jakimś czasie zadumy spojrzała na mnie oczami zasnutymi łzami pełnymi bólu, ale też miłości.
- Ja też cię kocham, Filipku.
- Pamiętaj o tym, że jestem szczęśliwy. Proszę cię.
- Nie umiem tego zrozumieć.
- Może kiedyś zrozumiesz. Przecież uczymy się całe życie, czyż nie?
Milczała. Podszedłem i przytuliłem ją.
- Może kiedyś zrozumiem - wyszeptała uwalniając się z mojego objęcia i wyszła.


(Mozart)

W kolejnym odcinku już za tydzień: Filip ma dziwny sen, w którym ukazuje mu się jego chłopak Piotrek. Pomimo sennych koszmarów, sytuacja w domu powoli się normalizuje. Matka ciągle jeszcze płacze na myśl o tym, że ma syna, ale kolejna rozmowa pozwala jej zrozumieć niektóre tajemnice "bycia gejem"...

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (1)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (3)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
23.02.2002 12:10 albert
narazie doczytałem do 4 rozdzialu i musze powiedziec ze to sie nadaje do druku. Tez chcialbym zeby kiedys moja mama objeła mnie i powiedziała że mnie kocha mimo że jestem...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
03.11.2001 14:18 Szymon Niemiec
Bardzo prawdziwa....az bolesnie prawdziwa historia
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
30.10.2001 21:40 kuba
Jakbym czytał historie swojego życia:) :(
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się