W katolickim miesięczniku "Znak" ukazał się artykuł, zatytułowany "Homoseksualizm a cywilizacja miłości". Jego autorem jest ks. dr Dariusz Kowalczyk, jezuita, wykładowca na Papieskim Wydziale Teologicznym. Po opublikowaniem artykułu w magazynie internetowym Onet.pl wywiązała się pomiędzy internautami żywa dyskusja. Jej uczestnicy krańcowo różnili się poglądami. Jedni chcieli gejów zabijać - inni domagali się dla nas akceptacji.
Ks. Kowalczyk zgodził się odpowiedzieć na zadane na piśmie pytania Innej Strony.
IS: Czy Pana zdaniem, osoby homoseksualne są w Polsce dyskryminowane?
Ks. Dariusz Kowalczyk: Niewątpliwie są w Polsce osoby homoseksualne, które czują się dyskryminowane. Wydaje mi się jednak, że osoby te często mylą brak akceptacji dla zachowań homoseksualnych właśnie z dyskryminacją i brakiem tolerancji. Jeśli na przykład powiem, że na widok dwóch czule ("z języczkiem") całujących się mężczyzn (a miało to miejsce w rzymskim autobusie), opanowało mnie uczucie obrzydzenia, to zapewne wielu zarzuci mi szerzenie nietolerancji i dyskryminacji. Moim zdaniem niesłusznie. Uczucie obrzydzenia nie zrodziło się u mnie z powodu jakiejś ideologii, czy też światopoglądu, ale była to całkiem naturalna, spontaniczna reakcja. Osoby homoseksualne nie mogą zabrać mi prawa do takich spontanicznych, biologicznych wręcz reakcji. Chyba że stwierdzą, iż jestem nienormalny i powinienem się leczyć, aby następnym razem odczuć piękno homoseksualnych, męskich pieszczot. Moje obrzydzenie nie było przejawem nietolerancji, lecz naturalnego (fizycznego) braku akceptacji. Tolerancja bowiem z definicji polega na znoszeniu tego, czego się nie akceptuje (np. dłubania w nosie przy obiedzie). Chcę zauważyć, iż mam znajomych homoseksualistów i fakt, iż odpychają mnie ich seksualne upodobania, nie przeszkadza, abym traktował ich jak ludzi, z którymi mogę pogadać, pójść do kina, czy zaprzyjaźnić się. Wiem, że człowiek, to dużo, dużo więcej niż jego seksualność. Słysząc o dyskryminacji osób homoseksualnych nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja. Otóż patrząc na media w Polsce mam wrażenie, że homoseksualiści w Polsce nie tylko nie są dyskryminowani, ale wręcz hołubieni. Nie tak dawno redaktorzy telewizyjnego cyklu "Kwadrat" poprosili mnie o wypowiedź, która miała być częścią programu o homoseksualizmie. Efekt był taki, że "przycięto" moją wypowiedź do jednego, trywialnego zdania, które "włożono" pomiędzy same zachwyty nad homoseksualizmem. Za publiczne pieniądze zrobiono homoseksualną laurkę z koloratką (moją) w tle. Tak jest w wielu redakcjach, nie tylko telewizyjnych.
IS: Jeśli są dyskryminowane, to jakie są Pana zdaniem przyczyny tej dyskryminacji?
DK: Pewne realne przejawy dyskryminacji biorą się stąd, że niektórym braknie osobistej kultury, aby swoich negatywnych (spontanicznych) odczuć w związku z homoseksualizmem nie wyrażać w sposób chamski i obraźliwy.
IS: Czy partnerstwo osób homoseksualnych powinno zostać usankcjonowane prawnie?
Nie widzę tu żadnej moralnej, ani pragmatycznej ze społecznego punktu widzenia powinności, a jedynie możliwość, jaką stwarza demokracja. Moim zdaniem, jeśli osoby homoseksualne chcą jakiejś formy prawnego związania, to demokratyczne państwo może im to umożliwić. Za szkodliwe jednak uważam nazywanie takich związków małżeństwami. To jest gwałt na języku, a tym samym na rzeczywistości. Co prawda, można się umówić, że od dzisiaj słowo "małżeństwo" znaczy coś innego niż jeszcze 10 lat temu, a słowem "stołek" będziemy określać również to, co do tej pory było szafą, tylko że - moim zdaniem - nie miałoby to żadnego sensu.
IS: Jeśli tak, to w jakim zakresie powinno nastąpić zrównanie praw związków homoseksualnych i heteroseksualnych?
DK: Związki homoseksualne są czymś innym niż związki heteroseksualne, dlatego też jeśli homoseksualiści chcą, to niech starają się stworzyć "nową jakość", ale bez ambicji równania do związków heteroseksualnych. Skoro osoby homoseksualne tak bardzo podkreślają swoją inność (nieprzypadkowo mamy www.innastrona.pl), to niech będą konsekwentne przyznając, iż związki homoseksualne też są inne, a zatem prawa też powinny mieć inne, czyli nie takie same jak małżeństwa. Jest na przykład oczywiste, że z punktu widzenia społeczeństwa i państwa rodzina, w której przychodzą na świat dzieci, jest czymś korzystnym. W związku z tym państwo i społeczeństwo winny prowadzić politykę prorodzinną (abstrahuję tutaj od konkretnych rozwiązań) poprzez ustanawianie prawa i obyczaju sprzyjającego całościowemu rozwojowi rodziny. Związki zaś homoseksualne nic społeczeństwu i państwu nie dają. Dlatego powinny - moim zdaniem - zostać prywatną sprawą osób homoseksualnych, a ewentualne ich usankcjonowanie przez państwo nie powinno wiązać się z jakimiś ulgami i przywilejami, które kosztowałyby podatnika. Innymi słowy, jako obywatel chętnie przyzwolę, aby część płaconych przeze mnie podatków szła na ulgi dla małżeństw, które mogą dać początek nowemu ludzkiemu życiu. Nie widzę natomiast żadnych powodów, aby płacić, czyli tracić budżetowe pieniądze, w powodu np. dwóch żyjących ze sobą panów.
IS: Na jakiej podstawie buduje Pan tezę zagrożenia społeczeństwa przez "ideologiczny homoseksualizm" i co on oznacza?
DK: To nie teza, ale opis postaw i działalności pewnych środowisk homoseksualnych, które są bardzo agresywne. Ich symbolem może być zachowanie podczas parad homoseksualnych w Rzymie w Roku Jubileuszowym. Facet z zakonnym welonem na głowie oraz wielkim, sztucznym członkiem wygląda nie tylko żałośnie, ale uosabia chamską, nietolerancyjną postawę, której można i należy się obawiać. Ponadto organizowanie wielotysięcznej, niewątpliwie prowokacyjnej i konfrontacyjnej, manifestacji homoseksualnej przy jednoczesnym porównywaniu się do pierwszych chrześcijan, którzy zginęli śmiercią męczeńską jest - moim zdaniem - bełkotliwą interpretacją historii, niebezpieczną dla wiedzy i świadomości współczesnego człowieka. Ideologiczny homoseksualizm to taki, który z jednej strony mówi: "Odwalcie się od nas, to nasza prywatna sprawa", a z drugiej robi homoseksualne krucjaty domagając się powszechnej i publicznie deklarowanej akceptacji (tolerancja to za mało!) dla własnych zachowań seksualnych. Ideologiczny homoseksualizm z jednej strony piętnuje wszelkie podziały ze względu na opcję seksualną, a z drugiej zaś sam je wprowadza organizując np. takie kurioza jak olimpiady homoseksualistów. Taka homoseksualna ideologia rości sobie prawo do kształtowania rzeczywistości na swoją modłę, a jednocześnie histerycznie reaguje na jakąkolwiek próbę krytyki swoich działań (internetowe wypowiedzi odnośnie mojego artykułu "Homoseksualizm a cywilizacja miłości" są tej histerii przykładem).
IS: Jak odnosi się Pan do coraz powszechniejszego w krajach zachodnich zjawiska akceptacji homoseksualizmu jako jednego z normalnych zachowań seksualnych?
DK: Rzeczywiście, w wielu krajach zapanowała "polityczna poprawność", której elementem jest moda na homoseksualizm. Stąd w Holywoodzie łatwiej ponoć zrobić karierę, gdy kocha się inaczej (przynajmniej od czasu do czasu). Czy ta tendencja będzie się umacniać? Nie wiem. W każdym razie jestem przekonany, że homoseksualizm nigdy nie zostanie powszechnie zaakceptowany jako normalne zachowanie seksualne, choć będzie w coraz większym stopniu tolerowany. Myślę, że zwycięży ostatecznie opinia, którą tak oto wyraził jeden z internautów na "onecie": "Sam jestem gejem, więc wiem, o czym mówię. To nie może być jakaś totalna tolerancja; homoseksualizm jest czymś nienormalnym i nienaturalnym - to fakt, trzeba tę nienaturalność jednak tolerować - to fakt. Ale nie można przegiąć ani w jedną, ani w drugą stronę".
IS: Co Kościół katolicki proponuje osobom posiadającym orientację homoseksualną?
DK: Kościół osobom homoseksualnym proponuje zasadniczo to samo, co osobom w ogóle, czyli osobiste przyjęcie Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, a w konsekwencji pełnienie - mocą łaski - Bożej woli wyrażonej w Biblii oraz Tradycji Kościoła. Problem polega na tym, że to najczęściej homoseksualiści niewierzący w Boga, a przynajmniej nie czujący się katolikami, mają do Kościoła katolickiego wielkie pretensje, że ten głosi to, w co wierzy, i że m.in. akty homoseksualne nazywa grzechem. Równie dobrze osoby nie stroniące od cudzołóstwa mogłyby mieć żal do Kościoła, że jest zacofany i nietolerancyjny, gdyż do znudzenia powtarza: Nie cudzołóż! Z moich kapłańskich kontaktów z wierzącymi homoseksualistami (lub biseksualistami) wynika, że niejednokrotnie poszukują oni w Kościele oczyszczenia i umocnienia do prowadzenia życia, jakiego pragną. Nie zapomnę mężczyzny, który płakał mówiąc, że ma żonę i dwie wspaniałe córki, kocha je, ale od czasu do czasu podejmuje homoseksualne współżycie, po którym czuje do siebie obrzydzenie. Prosił o rozgrzeszenie, o pomoc i modlitwę, aby mógł być wierny osobom, które kocha. Takich ludzi jest sporo i absolutnie nie pomoże im ten, kto będzie twierdził: Człowieku, nie ma sprawy, jesteś całkiem normalny; to problem społeczeństwa (w tym twojej żony i dzieci), że nie potrafią tego zaakceptować. Dla tych, którzy uważają, że homoseksualizm lub biseksualizm to normalne, wspaniałe drogi rozwoju człowieka, Kościół jest i pozostanie znakiem sprzeciwu. Ci zaś, którzy tak nie uważają, mogą znaleźć w Kościele słowo przebaczenia i wsparcia.
Pytania do wywiadu z ks. D. Kowalczykiem sformułował Janusz Marchwiński
Przeczytaj artykuł "Homoseksualizm a cywilizacja miłości": http://kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1067374
News na Innej Stronie na temat artykułu wraz z wpisami czytelników: http://www.gej.net/news_pokaz.phtml?nID=760
wiec juz sie bac nie bedziemy...oskarza sie Nas i chce osylac o czysca psychologicznego, o konstruowanie hermetycznej kultury, tak jakby zakon jezuicki nie byl tego przykladem, wystarczy wspomniec wklad w ''katolicyzacje nawracanie i inkwizycjei kolonializacje i wyniszczenie kultur oryginalnych'' ....Dzieki Bogu ZE Jestem Gejem....
Przypominam sobie piekne slowa jednego kaplana, ktory mi ogromnie pomogl zaakceptowac siebie i osiagnac wewnetrzny spokoj. W sumie to ciesze sie, ze jestem wlasnie taki, a przez to wrazliwszy, tak mysle. Ktos inny kompetentnie wyjasnil, na czym polega sam grzech i o co wlasciwie chodzi w tej tzw. drodze chrzescijanskiej doskonalosci.
Nie wiem, o co ta klotnia? Wielu nawet nie wie, o co sie sprzecza i podchodzi z bagazem uprzedzen, wytaczajac z miejsca wielkie dziala, co tylko wzmaga napiecie, po obu stronach.
Jest wielu kaplanow, ktorzy potrafia zrozumiec i na prawde dobrze ustawic. Dzieki Bogu spotkalem ich kilku. Kowalczyk do nich nie nalezy, to prawda, ale tez odroznijmy to, co mowi w swoim imieniu od tego, co rzeczywiscie plynie z wiary.
A sprawa wiary to nie tylko ideologia. Trzeba wejsc w nia glebiej, zeby zrozumiec. I o to tez chodzi ks. Kowalczykowi.
Zreszta, to wszystko jest szalenie delikatne i skomplikowane, a w poprzednich glosach pojawilo sie juz i tak sporo uproszczen. Mysle, ze trzeba wyciszyc emocje i rzeczywiscie zaczac myslec, bez robienia jarmarku.
No coz mamy dlugo wyczekiwna demokracje i kazdy ma prawo do wyrazania swych pogladow, nawet takich... pozbawionych wszelkich racji jak te umieszczone w jego wypowiezdzi.
Drogi ksieze, jestem osoba TOLERANCYJNA wiec z cierpliwością zniosę to co ksiadz byl łaskaw powiedzieć.
Po piewsze: w tym co ksiadz powiedzial na temat swych przyjazni z gejami...uderzylo mnie to, ze ksiadz w stosunku do nich odczuwa cos na ksztalt ..OBRZYDZENIA...jak mozna sie przyjaznic z kims do kogo czuje sie obrzydzenie???
Ciekawe co ci przyjaciele sadza o tej wypowiedzi...
Po wtore:ja tez place podatki i czuje sie potrzebnym obywatelem tego kraju-moze nieco gorszej jakosci dzieki takim pogladam jakie i ksiadz reprezentuje-ale jednak mieszkam w Polsce i kocham ten kraj!
I TEZ MAM JAKIES JAKO JEGO OBYWATEL PRAWA-nie mniejsze i nie wieksze niz ksiadz i inni "normalni"
Ps;jeszzc ejedno na koniec ....czy pamieta ksiadz jakie jest najwieksze przykazanie???
A moze juz ksiadz zapomnial???To przykazanie o MILOSCI,ktorej w sercu swoim ksiadz chyba nie dostrzega...
Ktos tu nie czytal Monachomachii i zywotow papierzy.
Pomijajac juz taka drobnostke jak Wielka Inkwizycje.
Wybitnie twarde zasady moralne obowiazywaly oczywiscie podczas wojen krzyzowych, kiedy to papierze glosili, ze zabojstwo w imie wiary nie jest grzechem i tak dalej i tak dalej.....
A pozniej ludzie sie mnie pytaja, dlaczego nie jestem katolikiem...
Wniosek jest prosty: jeżeli kościół się odwali od ludzi, którzy nie chcą mieć z nim nic wspólnego, to będzie spokój.
Biorąc pod uwagę stosunek kościoła do gejów muszę także niestety stwierdzić, że każdy gej, który grzecznie potakuje na każdy bezsens i każdą obrazę, jest osobą niepoważną i bardzo naiwną.
Dostajemy dokładnie to, na co sobie zasłużyliśmy... Na szczęście takie "Tomki" to wyjątki... Gdyby było ich więcej, to mielibyśmy karę śmierci za stosunki homoseksualne.
kiKA
ps.: człowiek zdewociały, to osoba, która bez głębszych zastanowień poddaje się zasadom narzucanym przez ogół, przełożonych, etc.
Jeśli ktoś chce należeć do wspólnoty, to on musi się dostosować, nigdy odwrotnie. Jeśli ktoś ma jakieś jeszcze pytania, wątpliwości, a może chce podyskutować (merytorycznie), to zapraszam na E-mail: lodzergay_(at)_interia.pl
Pozdrawiam Was!
Zostańcie z Bogiem.
Jak odwrócić atak prześladowanej mniejszości? Wystarczy powiedzieć, że to właśnie oni są nietolerancyjni i agresywni. A tacy nie są... po prostu nie chcą by czarni zaglądali mu do łóżka a domniemana agresja to po prostu brak cierpliwości wobec takiego ściemnienia.