Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 22.10.2001 00:00

Lekcja tolerancji

Podziel się Tweetnij Skomentuj (1)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (1)

Odcinek trzeci

O siódmej rano zadzwonił budzik. Bardzo trudno było mi się obudzić, po czym wnioskowałem, że dość późno zasnąłem.
Nagle dotarło do mnie, że dzisiejszy dzień nie będzie taki jak zwykle. Przypomniało mi się to, co miało miejsce wczoraj. To do mnie przyszło tak, jak zwykle przychodzi do człowieka rzeczywistość po przebudzeniu się ze snu. Nagle uświadamiamy sobie, że zaczynamy żyć gdzie indziej, że wracamy do rzeczywistości. Przy czym często jest to dla nas ulga, to znaczy wtedy, gdy śnią nam się koszmary. Czasem żałujemy i po przebudzeniu mówimy "miałem taki piękny sen". Ja nie miałem pięknego snu, nie śniło mi się chyba nic, ale ranek przyniósł ze sobą wrażenie, że chyba lepiej by było zostać w tamtej krainie, krainie nicości, niż stawiać czoła dniu, który miał nastać, dniu, który miał być zupełnie inny niż wszystkie poprzednie dni. Mama zawsze rano, kilkanaście minut po siódmej wchodziła do mojego pokoju, kładła mi na biurku drugie śniadanie i zawsze o czymś zagadywała: a to o szkole, a to o delegacjach taty, a to bałaganie w moim pokoju. Byłem ciekaw, jak ten zwyczaj będzie wyglądał dzisiaj. Czy mama o czymkolwiek zagada? Codziennie po powrocie do domu zastawałem w pokoju pościelone łóżko. Mama nie mogła się powstrzymać przed robieniem mi porządku w pokoju, ale w wieku kilkunastu lat, gdy zacząłem mieć poczucie prywatności, nauczyłem ją ograniczać się jedynie do zaścielania. Możliwe, że gazety znalazła właśnie w jednej z chwil niepohamowanej potrzeby sprzątania. Czy dzisiaj mama zaścieli łóżko, w którym pewnej zimowej nocy dwóch młodych mężczyzn przeżyło najpiękniejsze chwile swojego życia, a przecież chwile tak nieprzyzwoite i brudne? Tego typu pytania zaczęły krążyć mi po głowie w chwilę po wyłączeniu budzika. Poszedłem do łazienki, gdzie moje myśli odeszły od rozważania odmienności dzisiejszego dnia w kierunku tego, co prędzej czy później zdarzyć się będzie musiało - szczerej rozmowy z mamą. Wyobrażałem sobie najróżniejsze scenariusze przebiegu rozmowy po tym jak definitywnie przyznam, że wolę mężczyzn - od wyklęcia przez własną matkę, przez najrozmaitsze sposoby na nakłonienie mnie do jakiegoś leczenia, lub życia w celibacie, przez umieszczenie homoseksualizmu na liście domowych tematów tabu, do wymarzonego przebiegu wypadków - totalnej akceptacji i pogodzenia się z faktem. Choć muszę przyznać, że ta ostatnia wizja wydawała mi się prawie stuprocentowo utopijna. Myjąc się spoglądałem w lustro, patrzyłem sobie prosto w oczy i próbowałem wyobrazić, co pomyśli mama, gdy te oczy na nią spojrzą, a ona będzie wiedziała, że to oczy homoseksualisty. Gdy miłość z jaką zawsze starałem się na nią patrzeć stanie się miłością skażoną zboczeniem. Gdy będzie wiedziała, że w tych oczach pożądanie płonie na widok mężczyzny, a nie kobiety. Czy usta, które tak często się do niej uśmiechały, będą się dla niej uśmiechać tak samo? Czy będzie to już zawsze uśmiech zabrudzony ustami innych mężczyzn, splamiony ich śliną?
Gdy wyszedłem z łazienki do pokoju, znalazłem na swoim biurku drugie śniadanie. Tak oto mama rozwiązała dzisiaj problem rytualnego spojrzenia mi w oczy i wymienienia kilku ciepłych słów na dzień dobry: zostawiła mi kanapki w pokoju podczas mojej nieobecności.
Ubrałem się i spakowałem plecak. Usłyszałem, że Monika się obudziła. Poszedłem do jej pokoju, dyskretnie zapukałem w drzwi i uchyliłem je.
- Cześć. Zaraz wychodzę, a chciałem cię przeprosić za wczoraj.
- Za jakie wczoraj? - spytała sennym głosem.
- Za to jak się na ciebie wydarłem.
- A... spoko - odpowiedziała typowym dla siebie swobodnym, wolnym od emocji tonem i dała mi ręką znak, abym już wyszedł, bo ona musi się przebrać.
W czasie gdy byłem w pokoju siostry, mama przemknęła do łazienki. Zabolało mnie to, jak bardzo stara się mnie unikać. Najbardziej jednak bolał nie fakt, że boi się spojrzeć mi w oczy, ale nieświadomość. Nie wiedziałem bowiem, dlaczego dokładnie to robi i jak długo to potrwa. Najprawdopodobniej bała się mnie w jakiś sposób. "Najprawdopodobniej" - ale dlaczego właściwie miała by się mnie bać? Przecież jestem jej synem, nawet jeśli zboczeńcem, to przecież nie takim, który daje upust swojemu kompleksowi Edypa, ale takim, który wręcz przeciwnie - stroni od kobiet. Więc z jednej strony byłem prawie pewien, że unika mnie ze strachu, z drugiej nie umiałem racjonalnie określić przed czym był to strach. A może wstydziła się tego, jak się wczoraj zachowała. A może bała się, że będę próbował zacząć jakąś rozmowę, na którą ona jeszcze nie była gotowa...
W salonie na stole stygła moja herbata. Przeszyło mnie w tym momencie dziwne wrażenie. Nie miałem ochoty jej pić, ale nie dlatego, że byłem w ciężkim stanie emocjonalnym. Była to dla mnie herbata w jakiś sposób... inna. Przygotowana była już nie z matczynej miłości i troski o to, żebym nie odczuwał zbyt silnego pragnienia na uczelni. Przygotowana była ze strachem, z brakiem akceptacji, machinalnie, z obowiązku. Spróbowałem łyk. Była gorzka. Do tej pory każdego ranka wypijałem szklankę słabej herbaty posłodzonej przez mamę jedną czubatą łyżeczką cukru. Dziś była gorzka. Spojrzałem jeszcze na drzwi łazienki, w nadziei, że może się otworzą. Ale na zegarze była już siódma trzydzieści, więc musiałem iść, żeby się nie spóźnić.

Nie trudno się chyba domyślić, że na uczelni byłem nieswój. Sylwia od razu to zauważyła i po zajęciach zgadała do mnie na ten temat. Nie chciałem o tym rozmawiać, nie chciałem nic mówić. Poczuła się trochę urażona, że jej nie ufam, ale naprawdę trudno było by mi o tym jej powiedzieć. Poprosiła mnie, żebym powiedział chociaż, czego dotyczą moje problemy, jakiej sfery: towarzyskiej, miłosnej, rodzinnej, czy może z samą Sylwią coś jest nie tak?
- Rodzinnej - powiedziałem.
- OK, w takim razie rozumiem - odpowiedziała. - Pamiętaj, że jeśli tylko będziesz miał ochotę pogadać, to ja jestem...
- Dzięki - powiedziałem uśmiechając się do niej. Była fantastyczną kobietą. Gdybym był heterykiem, jestem prawie pewien, że w niej bym się zakochał po uszy.
Poszliśmy jak zwykle na plażę. Sylwia zdjęła zwyczajowo sandały i weszła do wody. Ja stałem na pisaku.
- Nie wchodzisz?
- Nie...
- Dlaczego? Woda jest świetna.
- Przepraszam, Sylwia, jakoś po prostu... Te wszystkie moje problemy zajmują mnie całego. Nie mam nastroju. Przepraszam.
- Spoko, rozumiem. Chcesz iść do domu?
- Nie wiem, czy chcę? Ale tak chyba będzie lepiej. I tak ze mną niewiele dzisiaj pogadasz.
Sylwia spojrzała gdzieś w dal i zamyśliła się na chwilę.
- A ja mam ochotę pobrodzić sobie, jak co dzień. Chcesz to idź.
Zrobiło mi się trochę głupio. Podrapałem się po głowie w taki sposób, w jaki drapią się osoby czujące chwilowe zażenowanie i nie wiedzące co zrobić z rękami.
- Przepraszam. Ale naprawdę dzisiaj nie mogę... chyba pójdę.
- Dobrze już, idź. Skoro wiesz, że tak będzie lepiej, to nie będę cię powstrzymywać. Nie zrób tylko jakiegoś głupstwa i uważaj na siebie! Chce cię jutro widzieć w szkole całego i zdrowego.
- No bez przesady. Moje kłopoty nie polegają przecież na tym, że na przykład ojciec nagle zaczął nas katować - powiedziałem głupkowato się uśmiechając.
Sylwia nagle zmarkotniała, a ja sobie uświadomiłem swój błąd.
- Sylwia, przepraszam! - powiedziałem natychmiast. Było mi niesamowicie głupio. Moje problemy urosły we mnie do tego stopnia, że zapomniałem zupełnie o tym, jak trudne życie miała moja przyjaciółka. - Przepraszam... - powtórzyłem.
- Spoko... - powiedziała cicho. - Każdemu się może wymsknąć.
Milczeliśmy przez chwilę. Ja czułem ogromny wstyd, a przed oczy Sylwii powracały pewnie obrazy z ciężkiej przeszłości, która w jej mniemaniu była prawdopodobnie najgorszą formą dzieciństwa, jaką tylko może mieć dziecko. Zresztą nie tylko w jej mniemaniu. Stała tam w wodzie smutna i patrzyła melancholijnie na fale obmywające brzeg. Nie kontrolując siebie samego, nie zważając na to, że cały czas jestem w butach, podszedłem do niej natychmiast, objąłem ją i jeszcze raz wyszeptałem "Przepraszam". Sylwia wtuliła się we mnie delikatnie i westchnęła. Jej oddech był ciężki i lekko urywany; był typowym oddechem człowieka, który doświadcza silnych emocji.
- Nie szkodzi - odszeptała. Podniosła głowę z mojego ramienia, spojrzała mi w oczy i powiedziała - Nie trać teraz czasu na to, żeby mnie przepraszać, bo i tak jeszcze nie raz te wspomnienia wrócą. Wracają często, prawie codziennie.
- Ale ja to powiedziałem z takim uśmieszkiem... przepraszam... Moja kłopoty zajmują mnie tak bardzo, że nie myślę o innych.
- Mówię ci: nie trać teraz czasu na to, żeby mnie przepraszać. Lepiej podziękuj Bogu, że ty nie miałeś takiego dzieciństwa, jak ja.
Staliśmy tak przez chwilę, na wpół objęci, milcząc.
- Ale przynajmniej o tyle mnie pocieszyłeś, że skoro twój problem nie polega na katowaniu przez ojca, to na pewno nie jest tak źle.
Uwolniłem się zupełnie z objęcia. Spojrzałem w bok i nie wiedziałem co myśleć o tym, co Sylwia właśnie powiedziała. Kto ma lepiej? Człowiek katowany, czy emocjonalnie wyklęty przez własną matkę? Ale może przesadzałem? Przecież to dopiero pierwszy dzień, może jutro będzie już lepiej; może to tylko chwilowe, pozorne wyklęcie. Zresztą przecież dla Sylwii nie ma chyba gorszego nieszczęścia, niż dzieciństwo pełne przemocy. Spojrzała w dół i powiedziała:
- Zmoczyłeś sobie buty.
- Trudno. Są dla mnie ważniejsze sprawy niż buty.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęliśmy się do siebie. Znowu pomyślałem, że ona jest po prostu moim Aniołem, którego sam Bóg zesłał na moją drogę życia. Po chwili postanowiłem się pożegnać i na dobre odejść. Sylwia została. Miałem nadzieję, że nie zepsułem jej tamtego wieczoru. Piasek oblepiał mi buty, a gdy już doszedłem do jakiegoś chodnika, zacząłem zostawiać ślady. Niektórzy się na mnie spoglądali, ale nie interesowało mnie to. Już kilka lat temu nauczyłem się nie brać pod uwagę tego co myślą sobie inni, a szczególnie obcy ludzie, gdy nie ma to na mnie wpływu.
Oto była zmiana, której nie przewidziałem. Codzienny spacer po plaży z Sylwią był dzisiaj skrócony do minimum i zakończony moją niezgrabną zagrywką i zmoczeniem butów. Tego nie przewidywałem rano, nie pomyślałem o tym, że będę zbyt markotny, by mieć ochotę na spacer i na tyle zajęty sobą, żeby zapomnieć o koszmarze mojej przyjaciółki. Cóż jeszcze mogło się zdarzyć, czego nie byłem w stanie przewidzieć?


(Mozart)


W kolejnym odcinku już za tydzień: Filip nareszcie może rozmówić się z matką, wytłumaczyć jej, że jest zupełnie normalnym, szcząśliwym chłopakiem. Czy zrozumie i zaakceptuje jego argumenty?

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (1)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (1)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
24.10.2001 22:41 Cornel
Super story. Zupełnie jak u mnie, ale nie mam takiej przyjaciółki.
Nara
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się