Wiadomość, że wybieram się do Tallina, stolicy bałtyckiej republiki Estonii wzbudziła wśród moich znajomych najwyższe zdumienie. "Rzym, Paryż, Londyn - to są cele wakacyjne" - argumentowali. "Ale Tallin? Tam przecież nic nie ma? Po co tam jechać?" To, że jakiś cel turystyczny nie jest nawiedzany przez tłumy konsumentów turystycznej konfekcji z całego świata nie znaczy wcale, że nie warto zaryzykować. Ponieważ zaś wszystkie trzy kraje bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię poznałem dość dobrze, gwarantuję, że wszystkie Wilno, Ryga i Tallin są warte zwiedzenia, a dla gejowskiego podróżnika wyprawa ta przyniesie mnóstwo wielorakich przeżyć.
Estonia jest ostatnim w szeregu krajem bałtyckim, który po długiej niewoli odzyskał niepodległość w wyniku rozpadu ZSRR. Z jednej strony graniczy z Łotwą (przepiękny kraj!) i Rosją. Do Petersburga jest od granicy estońskiej niewiele kilometrów, ale Rosja i Estonia to dwa światy. Z jednej strony orientalny chaos, samowola urzędników, biurokratyczne procedury - z drugiej czystość, uprzejmość i najwyższa w tym regionie stopa życiowa. Do Tallina najłatwiej dojechać autobusem przez Wilno (kursują z Warszawy) lub samolotem (drogo). O podróży pociągiem nie wspominam. Podczas planowania wyprawy doszedłem do wniosku, że strata aż 16 godzin po to by dostać się z Warszawy do Wilna, to stanowczo za długo. Szkoda także, że nie ma możliwości dotarcia do Estonii z Polski drogą morską. Ponieważ mieszkam nad niemiecką granicą myślałem nawet o skorzystaniu z linii, kursującej z Rostocka (ok. 200 DEM, ok. 20 godzin), ale także ta operacja wydała mi się zbyt skomplikowana. W każdym razie, widok miasta od strony morza jest fascynujący.
W ogóle, Tallin jest przepiękny, choć może nie tak malowniczy jak Ryga. Jednak mieszanka hanzeatyckich budowli średniowiecznych z wpływami Wschodu, robi wrażenie. Problemów z porozumiewaniem się z tubylcami nie ma, bo w Tallinie praktycznie każdy mówi po rosyjsku i w dalszym ciągu mieszka tam silna rosyjska mniejszość. Co prawda rodowici Estończycy nie lubią Rosjan i - co tu owijać w bawełnę - mają ku temu poważne powody. Ale turysta z Polski może czuć się całkowicie bezpieczny. Nie ma też problemów z dostępem do internetu. Pod tym względem, Bałtowie wyprzedzili Polskę o lata świetlne. Estończycy, jak wszyscy mieszkańcy Północy, robią wrażenie hermetycznych i mało kontaktowych. Ale to tylko pierwsze odczucie. W rzeczywistości są bardzo serdeczni i gościnni.
Wpływy Rosji zastąpiła w Estonii gospodarcza ekspansja Finów - etnicznych krewniaków. Do Helsinek można przepłynąć promem za kilkadziesiąt złotych, a oferta połączeń jest tak duża jak między Warszawą a Piasecznem. A propos złotówki. We wszystkich krajach bałtyckich, PLN można wymieniać w kantorach na lokalną walutę. Złotówek nie wolno co prawda wywozić w dużej ilości, ale jeśli ktoś zapomniał udać się do kantoru nie ma dramatu. Tallin liczy niespełna pół miliona mieszkańców. Większość z nich mieszka w post-komunistycznych blokowiskach na peryferiach. Centrum chętnie porównywane jest z Pragą. Może to przesada, jednak kulturowa wartość tallińskiej Starówki jest bardzo wysoka. Niemal 700 budynków wpisanych zostało na listę zabytków, romantyczne uliczki zapraszają do spacerów, podziwiać można ratusz z XIII wieku. Po Tallinie kręci się sporo turystów, ale na pewno jest spokojniej niż nad Wełtawą. Sporadycznie słychać język polski. Ceny w lokalach i hotelach porównywalne są z polskimi. Oprócz Starówki warto zwiedzić także dzielnicę Toompea, gdzie podziwiać można eleganckie fasady mieszczańskich kamienic, gmach Parlamentu, twierdzę, najstarszą świątynię w kraju Toomkiriku i cerkiew Aleksandra Newskiego. Wzmiankuję o tym, ponieważ zostałem uświadomiony, że dzielnica ta, to teren łowów miejscowych i przyjezdnych gejów (granica wieku dla kontaktów seksualnych: 16 lat!). Popularne są też plaże Pirita i Stromi Rand. Do Klooga Rand dojechać trzeba koleją (ok. 40 minut). Nawiązanie znajomości, zwłaszcza z rosyjskojęzycznymi nie nastręcza problemów.
Gwoździem tallińskiej oferty rozrywkowej to słynna dyskoteka Nightman (ulica Vineeri 4), największy gejowski klub w całym regionie bałtyckim. Atmosfera jest w nim tak świetna, że chętnie pojawia się także młodzież heterycka. Oprócz tego, organizowane są w różnych miejscach party pod nazwą Mutant Disco. O terminach i miejscach najlepiej poinformują miejscowi. Oprócz tego działają jeszcze 2 kluby gejowskie w mieście. Jeden nazywa się X-Baar, a znaleźć go można na Starówce pod adresem Sauna 1, zaś rozpoznać po łopoczącej na wietrze tęczowej fladze. Otwarty jest codziennie od 14.00. Drugi zaś to Ring Club (Juhkentali 11), lokalik położony dosłownie kilka kroków od centrum. Jest też w Tallinie gejowska sauna nazwana przewrotnie Club 69 (ulica Pärnu 27 w podwórzu, otwarta codziennie od 14.00 z wyjątkiem poniedziałków). Nocne życie toczy się też w niezliczonych restauracjach i knajpkach. Miejscowa kuchnia jest nastawiona na duże porcje mięsa i tłuszczu. Jeśli komuś to nie smakuje, może spróbować amerykańskich steków w Arizona Saloon (Viru 6). W Hot Rock Café (Mahtra 11, Lasnamäe, obok Mc Donalda) przypomnieć sobie można czasy sowieckiej okupacji. Stoły i bary to stare samochody marki Łada, bar znajduje się w sowieckim autobusie. Kuchnia... meksykańska. Przenocować można w niedrogim i gay-friendly pensjonacie Tihase B&B http://www.hot.ee/tihase/ (nocleg z śniadaniem ok. 70 PLN, własna sauna, płatna ekstra).
Miłej podróży życzy: Maciek Suszyński
czy warto?, czy bary i sauna beda czynne?
Moze ktos zna dobry i tani hotel niedaleko sceny gay.
Pozdrawiamy
Pozdrawiam
Co do miejsc gejowskich w Tallinie: Night Man już dawno nie jest klubem gejowskim (zdominiwany przez heteryków). W związku z tym powstał nowy klub pod jego domeną G punkt przy Pärnu mnt (niedaleko od klubu-sauny 69). Poza tym dalej działają X Baar (tam flaga nie powiewa, ale została namalowana na ścianie), wspomniana sauna i klub z płatnym wejściem Ring Club (najbezpieczniejsze miejsce wraz z sauną, tyle że tańsze). Obiecuje się otwarcie nowego klubu w Starym Dolnym Mieście - największego, mamy nadzieję, najlepszego :)
Jeśli chodzi o pikietę - znajduje sie ona w parku obok i pod zamkiem Toompea (Toompea to nie dzielnica Tallina, ale część Starego Miasta - tzw. Górne Miasto, NB: tam mieszkała arystokracja a nie mieszczanie).
W ogóle to zapraszam do Tallina, miasto to mi się bardzo podoba, podobnie zresztą jak wielu znajomym (z Polski i nie tylko), którzy mnie odwiedzają. Ja zawsze służę pomocą. Tak więc do zobaczenia!