Jeśli wierzyć futurologom, świat przyszłości będzie się opierał na cywilizacji zdrowia. "Nigdy dotąd w historii ludzkości nie przykładano takiej wagi do zdrowego stylu życia jak dziś" - pisze w swej analizie Matthias Horx, szef niemieckiego "Instytutu Przyszłości". Pojęcie "wellness", używane do skrótowego opisu nowego zjawiska cywilizacyjnego, jakim jest dążenie do możliwie najdłuższego zachowania młodości, zdrowia i dobrego samopoczucia, pochodzi od angielskiego słowa "well", które znaczy dobrze, pomyślnie. "Be well" - to z kolei "być w dobrym zdrowiu".
Fenomenem "wellness" zajmują się tak poważne firmy jak Światowa Organizacja Zdrowia, Instytut Allensbach czy fachowe pisma w rodzaju amerykańskiego "The Futurist". Nie trzeba się jednak odwoływać do fachowych publikacji, by wyczuć puls czasu. O wpływie badań genetycznych na życie przyszłych pokoleń piszą nawet codzienne gazety. Dowiadujemy się z nich, że w niedalekiej przyszłości możliwe będzie odtwarzanie utraconych kończyn i całych organów, reperowanie genetycznych błędów, skazujących nas na krótkowieczność lub choroby nowotworowe. Rodzice decydować bądą o płci, kolorze włosów i oczu oraz poziomie inteligencji swego potomstwa. Ponieważ zaś odkryto tajemniczy "gen gejowski", można sobie wyobrazić świat, w którym... nie będzie już gejów. To istotne zubożenie ludzkości jest jednak pestką w porównaniu z korzyściami... Za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, wstaniemy z elektronicznie monitorowanego łóżka i przywdziejemy wyposażoną w czujniki kamizelkę, które kontrolować będą pracę całego organizmu. Pożywimy się następnie zdrową i genetycznie ulepszoną żywnością bez toksyn. Masła czy margaryny oczywiście nie będzie. W drodze do pracy, fotel pojazdu będzie delikatnie masował nam plecy. Wieczorem czekać nas będzie pełen program w stylu fitness, sauna i relaks tantryczny..
Już dziś, postępy medycyny znacznie wydłużyły nie tylko życie, ale także okres pełnej sprawności fizycznej i psychicznej. I nic nie wskazuje na to, by proces ten został powstrzymany. Teoretycznie, nie ma żadnego powodu, by człowiek nie mógł żyć do 130 lat i cieszyć się do końca pełnią sił. Oczywiście, w takim wypadku, wydłużony zostałby okres młodzieńczy - do około 25-tego roku życia. Trzydziestolatkowie robiliby za małolatów, zaś starość zaczynałaby się dopiero po 70-tce. Jeśli obecne tempo badań genetycznych zostanie utrzymane, to już w perspektywie 20 lat spodziewać się można nie tylko rewolucyjnych odkryć ale ich praktycznego zastosowania. Dwudziestolatkowie - cieszcie się! Tak czy owak: Coś za coś! Wellness wymaga dyscypliny i wyrzeczeń. Żegnajcie papierosy i alkoholowe balangi!
Długowieczność, która nie będzie przywilejem jednostek, stanie się prawdziwym wyzwaniem dla przyszłych społeczeństw najbogatszych krajów świata. Któż bowiem ma utrzymać powiększającą się armię zdrowych, sprawnych i tryskających energią emerytów? Można sobie z łatwością wyobrazić, że przemysł farmaceutyczny awansuje do roli głównego filaru gospodarki. Jego produkty nie będą bowiem konsumowane tylko przez ludzi chorych - jak to jest obecnie - lecz przez wszystkich bez wyjątku obywateli. Już dziś, jedna szósta PKB Stanów Zjednoczonych przeznaczana jest na ochronę i utrzymanie zdrowia oraz poprawę samopoczucia. W Europie Zachodniej współczynnik ten wynosi ok. 1/10 PKB. Branże takie jak turystyka lub przemysł służący poprawie sprawności fizycznej (siłownie, przyrządy sportowe), przemysł kosmetyczny etc. są bardzo młode. Ich produkty rozpowszechniły się dopiero w ostatnich 30 latach. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, rynek oferował zaledwie kilkaset produktów spożywczych. Dziś, przeciętny supermarket oferuje ich kilkadziesiąt tysięcy - z tendencją wzrostową.
Nie wiadomo, jakie nowe gałęzie przemysłu rozwiną się w ślad za ogólną potrzebą "wellness". Z całą pewnością potrzebne będą to wielkie koncerny, których produkcja zaspokajać będzie popyt na poszczególne organy wewnętrzne, kończyny, skórę. Z pewnością doskonale sprzedawać się będzie przedłużająca życie żywność. Na brak klientów nie będą narzekać kliniki diagnostyczne, w których w każdej chwili sprawdzić będzie można, czy kod genetyczny nie wymaga reperacji. W sklepach w Japonii kupić można już dziś wafelki na długowieczność a Amerykanie żują z zapamiętaniem "brain gum", czyli gumę aktywizującą pracę mózgu.
Kto za to wszystko ma płacić - pytają ekonomiści? Nasz ZUS z pewnością nie. Także systemy zabezpieczenia społecznego w bogatych krajach zachodnich nie będą w stanie udźwignąć ciężaru utrzymania przy zdrowiu armii 100-latków. Na horyzoncie rysuje się zastraszająca perspektywa jeszcze ostrzejszego podziału na biednych i chorych oraz bogatych i zdrowych.... Oby nie za mojego życia!
Opracował: Janusz Marchwiński
Wellness , ale tylko hobbystycznie. :) pozdrawiam
Jestem eskpertem w dziedzinie wellness.
Mieszakm w Krakowie i w Radomiu,ale zawsze jestem dostępny pod numerem 692153339.
Pozdrawiam i czekam na info:)