Wanda Nowicka jest dyrektorką Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która propaguje prawa człowieka, profilaktykę zdrowotną, świadome macierzyństwo i nowoczesną edukację seksualną. Jest ekspertem Światowej Organizacji Zdrowia. Publikuje raporty o tym, jak rząd reprezentuje Polskę na forum międzynarodowym. Jest radną Sejmiku Województwa Mazowieckiego. Bezpartyjna. W nadchodzących wyborach parlamentarnych kandyduje na posła w Okręgu 19 - Warszawa z listy 1 SLD na miejscu 15.
Z programu wyborczego:
"Państwo musi zapewnić rzeczywistą równość wszystkich wobec prawa bez względu na wyznawaną religię, światopogląd czy orientację seksualną."
Janusz Marchwiński: Zdecydowała się Pani kandydować do Sejmu RP z listy SLD, mimo, że nie jest Pani członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Dlaczego wybrała Pani to właśnie ugrupowanie?
Wanda Nowicka: SLD jest jedynym ugrupowaniem, które daje szansę działania w obszarach, która są dla mnie ważne. Nie chcę powiedzieć, że daje pełną gwarancję. Natomiast daje taką możliwość, ponieważ program SLD mówi o prawie człowieka do decydowania o własnym losie w różnych sferach. Dla mnie jest to sprawą zasadniczą. Kandyduję więc z nadzieją, że wraz z SLD będę mogła zrealizować mój program wyborczy.
JM: Upływająca kadencja Parlamentu była niepomyślna dla wszelkich inicjatyw, skierowanych na postęp w sferze obyczajowości. Większość sił zmarnowano na blokowaniu absurdalnych pomysłów prawicy. Uchwalono też wiele ustaw, które wręcz cofnęły Polskę w drodze do osiągnięcia standardów nowoczesnego społeczeństwa. Czy sądzi Pani, że przyszły Sejm ograniczy się jedynie do przywrócenia stanu pierwotnego, czy też możliwe będą bardziej śmiałe kroki?
WN: Sądzę, że konieczne będzie podjęcie działań, które w jakimś stopniu odwrócą wszystkie te ustawy i inne akty prawne poprzedniego rządu, które doprowadziły do tego, że Polska zaczyna być postrzegana jako kraj zacofany, niechętnie widziany w Unii Europejskiej. Z drugiej strony, procesy integracyjne z UE i obowiązujące w niej prawo, dają szansę na to, żeby pójść dalej. Między innymi także w kwestiach związanych z orientacją seksualną. Jak wiadomo, Unia Europejska przywiązuje dużą wagę do tych zagadnień. Każdy kolejny dokument poświęcony sprawom społecznym porusza tę kwestię i dodaje do listy kolejne zobowiązanie. Aby uzyskać wiarygodność na arenie międzynarodowej, Polska będzie musiała kroczyć również w tym kierunku. Z drugiej strony fakt, że lewica niewątpliwie wygra nadchodzące wybory stanowi zobowiązanie dla SLD, aby zająć się aktywnie całym tym pakietem spraw, które są w centrum mojego zainteresowania. Lewica nie będzie już miała wytłumaczenia, że pewnych rzeczy "nie da się zrobić".
JM: Jak Pani rozumie pojęcie "tolerancji"?
WN: Nie przepadam za słowem "tolerancja". Dla mnie oznacza ono, że się kogoś "toleruje", ale nie traktuje w sposób równy i partnerski. Wolę określenia takie jak "partnerstwo", "szacunek", "współpraca". Tolerancja zakłada nierówną relację, w której ci, co są w większości, mają przewagę i dyktują warunki. Reasumując: Tolerancja jest pierwszym krokiem na drodze do równouprawnienia. Nie jest w żadnym razie punktem docelowym.
JM: W dyskusji, jaka toczy się także na łamach "Innej Strony", bardzo często pojawiają się głosy, że spraw, które dotyczą orientacji seksualnej, ludzkiej intymności, jednym słowem spraw "łóżkowych", nie należy mieszać z polityką. To, że ktoś jest gejem jest jego prywatną sprawą i nie należy tego wywlekać na zewnątrz. W jaki sposób kwestie orientacji seksualnej można połączyć z polityką tak, aby zachować równowagę pomiędzy intymnością a dobrem publicznym?
WN: Ja widzę to w sposób dynamiczny. Niestety, czy się to nam podoba, czy nie, polityka weszła ludziom do łóżka. I w tych łóżkach siedzi. Nie dotyczy to wyłącznie orientacji seksualnej, ale także problemów związanych z aborcją. Brakuje nam ustaw, które by gwarantowały pełną wolność w sferze seksualności człowieka. To trzeba załatwić! I wtedy polityka wyjdzie z łóżek. Nie możemy udawać, że państwo pozostawia nam swobodę wyboru w najbardziej intymnych sprawach naszego życia, bo tak nie jest. Na razie, polityka siedzi mocno pod kołdrą czy to się nam podoba czy nie. Trzeba ją stamtąd wyprowadzić i wtedy każdy będzie mógł zająć się własnymi sprawami, pod warunkiem że nie będzie nikomu szkodził.
JM: Politycy prawicy często mówią działaczom gejowskim: "Przecież w Polsce nic złego się wam nie dzieje". Rzeczywiście - homoseksualizm nie jest w Polsce karalny. Można by więc zapytać, po co mamy wychodzić na ulice i robić tyle szumu wokół problemu, który nie istnieje?
WN: Fakt, że nie ma prawa dyskryminującego nie oznacza że nie ma praktyki dyskryminującej, że społeczeństwo nie dyskryminuje. Oczywiście, każdy powinien mieć prawo do zachowania spraw związanych z seksualnością dla siebie. Ale też każdy, kto ma potrzebę żeby wyrazić je publicznie, również powinien mieć do tego prawo. A fakt, że geje nie ujawniają publicznie swej seksualności świadczy o tym, że mają obawy przed ujawnieniem. Znaczy to że coś jest nie w porządku. Wchodzenie na ulice jest pierwszym krokiem. Ludzie muszą się przyzwyczaić do tego że w społeczeństwie żyją mniejszości.
JM: Politycy prawicy, ale także hierarchia Kościoła katolickiego podnosi, że największym problemem związanym z prawnym usankcjonowaniem związków gejowskich jest zagrożenie dla tradycyjnej rodziny heteroseksualnej. Rodzina jest podstawową komórką społeczną i nie można zezwolić na podkopywanie fundamentów porządku społecznego.
WN: Te dyskusje są mi bardzo dobrze znane, zwłaszcza z forum międzynarodowego, gdzie dyskusja na temat definicji rodziny trwa już bardzo długo. Co to jest "rodzina"? Oczywiście, jeżeli przyjmie się, tak jak jest to niestety zapisane w naszej Konstytucji, że rodzina składa się z tatusia, mamusi i ewentualnie dzieci, to będziemy mieli model co prawda najczęściej spotykany, ale przecież nie jedyny. W debatach w różnych gremiach międzynarodowych odchodzi się już właściwie od klasycznego pojęcia "the family" w kierunku "families" - wielu form rodzinnych, wśród nich partnerskiej. Utożsamiam się z szerokim pojęciem "rodziny", które zawiera także związki partnerskie. Ja nie widzę żadnego zagrożenia dla klasycznej rodziny.
JM: Jak by Pani zareagowała, gdyby Pani syn oznajmił że jest gejem?
WN: Zastanawiałam się nad tym. Od bardzo dawna miałam przyjaciół-gejów. Uważałam się za osobę bardzo "tolerancyjną". Potem urodziłam trzech synów. I muszę się przyznać, że często myślałam tak: "Co prawda nie jestem przeciw, ale wolałabym żeby żaden z nich nie był gejem". Dręczyło mnie to. Jestem jednak pewna, że dziś nie miałabym takiego dylematu. I jestem pewna, że moi synowie też nie mieliby obaw, by otwarcie ze mną na ten temat rozmawiać.
JM: Z tego wynika, że problem gejów nie jest sprawą prywatną i jednostkową, lecz jest problemem całego społeczeństwa. Życzę Pani dużo szczęścia w wyborach. Mam nadzieję, że uda się Pani osiągnąć zamierzony cel i zasiąść w ławach poselskich Sejmu.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmowę przeprowadził: Janusz Marchwiński
Polecamy także:
Newsy IS - Spotkanie z Wandą Nowicką
Akcja wyborcza IS: Nie głosuj na pracwicę!
Strona Wandy Nowickiej: http://www.wandanowicka.republika.pl/