Długo się zastanawiałem jak zacząć ten list. Doszedłem w końcu do wniosku, że nie warto się nad tym zastanawiać, bowiem stracę naturalność i list będzie miał formę opowiadania fikcyjnego. A tak przecież nie powinno być, prawda? Zresztą moje listy zawsze są szczere i prawdziwe. Nie widzę powodów do fantazji.
Dzisiaj jest ten dzień, kiedy mogę i potrafię do kogokolwiek się zwrócić by napisać to, co czuję. A jest tego cała masa. Szczypta smutku, radości i miłości. Tak, miłości - w końcu. Po tylu latach mogę powiedzieć, że się (chyba) zakochałem. I jest to miłość prawdziwa! Mógłbym to ująć w kilku zdaniach i stwierdzić, że znalazłem w końcu to, czego szukałem i czego szuka niejeden młody chłopak, a nawet dorosły mężczyzna.
Droga do osiągnięcia wewnętrznego celu jest długa i często się zdarza, że ktoś w ogóle nie odnajduje tego celu.
Może ponownie się przedstawię, choć robiłem to wiele razy. Mam na imię Karol, w maju ukończyłem 23 lata. Mieszkam w pięknym mieście i co jakiś czas stukam listy do Innej Strony, do najlepszego portalu dla Nas. Te listy są właściwie mieszanką moich przemyśleń i decyzji. Pomagają mi w zasadniczy sposób. Zwykle w taki sposób rozładowuję wewnętrzne napięcie i nabieram nowych sił. Jeśli ktoś nie czytał moich poprzednich listów to zapraszam. To był wtedy początek mojej - jeśli mogę to tak nazwać - gejowskiej kariery. Na płaszczyźnie kilku ostatnich miesięcy tyle się zmieniło, że chyba napiszę o tym książkę. Pomysł całkiem niegłupi. Jak twierdzą moi przyjaciele, byłaby to biografia młodego geja, który poszukiwał drugiego geja-przyjaciela i w końcu go odnalazł? A ile mu to zabrało czasu? Ile nerwów, ale ile przybyło doświadczeń?! Ach! Warto jednak było!
Więc zaakceptowałem siebie jako geja, jako młodego, normalnego chłopaka. Opowiedziałem o sobie przyjaciołom. Przyjęli mnie serdecznie. I bardzo mnie to cieszyło. I nadal byłem sam. Miałem tylko dwa epizody z facetami. Dwa, potem mały trzeci. Ale ten gostek był typem maczo (choć bardzo przystojny!!!).Nie odpowiadały mi jego ciągłe opowieści o seksualnych podbojach. Cóż. Pożegnałem go po kilku dniach. I dobrze zrobiłem. Spotykałem się z przyjaciółmi heterykami. Balowałem z nimi na imprezkach do białego ranka. Potem szedłem na cały dzień do pracy a dodatkowo zaocznie oddawałem się studiom (i nadal oddaję). I stale szukałem mojego mena.
Nastała wiosna. Piękna, zajebista. Słońce, zielone drzewa i małe chmurki na błękitnym niebie. A ja w biurze. Nad papierami, zmęczony i wiecznie oddany komuś. Komuś, czyli kolegom, rodzicom czy kierownikom. Wiecznie myślący o innych. Nic o sobie. Zawsze kochałem ludzi. Byłem do nich otwarty i serdeczny. Na imprezach udzielałem heterykom rad (choć wiedzieli, że wolę facetów) i byłem nawet kilka razy świadkiem na ślubach kumpli z klasy. To bardzo mnie cieszyło, że jednak akceptacja z ich strony jest wielka i że normalnie mnie traktują. Nawet powiedziałem o sobie rodzinie. I był szok, łzy i nerwy matki, ojca. Ale minęło i to i od kilku tygodni jest ok. Wszystkie etapy przeszedłem w trudach, bo chciałem żeby ludzie o mnie wiedzieli, że jestem taki jak inni -NORMALNY FACET! No i tak faktycznie jest! Mimo wszystko w środku byłem pusty. Poznałem przez internet masę gejów. Było wiele, wiele, bardzo wiele spotkań, wypitych z nimi kaw, piwek i spalonych fajek. I tylko dwa epizody łóżkowe. Coś jednak wnieśli w moje pełne heteryków życie. Poznałem ich synonimy szczęścia i nowe myślowe horyzonty. Stwierdziłem, że oni niczym nie różnią się od heteryków. Wcale nie żałuję tego czasu i tych spotkań, bo to mnie czegoś nauczyło. Wielu szuka księcia, inni jednorazowych podbojów łóżkowych, a jeszcze inni mają kompleksy na punkcie swej gejowskiej natury i od takich stronię bo są jak woda w rzece, która płynie niezauważalnie do morza i ginie w masach nicości.
W moim przypadku musiał zaistnieć men który powali mnie na zmysły swą inteligencją i charakterem. Nie ważny wiek!!! Ważne walory charakteru. No... Oczywiście też spoglądam na wygląd, bo nasza natura zawsze szufladkuje ludzi najpierw według wyglądu a później ducha.
Jaki jest więc mój Adaś? Przeglądałem ogłoszenia w 'pewnym' portalu. I natrafiłem na stronę Adasia. Tak mnie rozbawiła, że postanowiłem dla frajdy-odpisać. Kilka informacji i komentarz do jego anonsu. Podał mi telefon, a ja mój. Wiedziałem, że ma 30 lat i że zawsze chciałem kogoś raczej w moim wieku. No ale...Zadzwoniłem kiedyś późną porą i ten jego głos mnie powalił. Gadaliśmy dość długo. Umówiłem się wkrótce. Pojechałem do miasta Kopernika. Na ławce siedział mężczyzna w jasnej kurtce. Przypominał raczej chłopczyka niż faceta około trzydziestki. Wysoki, szczupły, tak jak ja - pomyślałem. Ok-podejdę. Więc podchodzę i patrzę czy będzie zmanierowany czy nie, bo jeśli będzie, to małe piwko i spadówka do Grudziądza. Ale nie był. I pierwszy raz w moim życiu spotkałem mena z bajki! Czy to możliwe?
Siedzę w towarzystwie Adama w pubie. Fajnie! Jedno piwko, drugie, trzecie. I spoglądam i rozmawiam i zero wielkiej LOVE. Ale przecież Karolek nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. No i nie było tak w przypadku Adasia. Ona nastąpiła później. Siedzimy, browarujemy i rozmawiamy dosłownie o wszystkim. Spoglądam na zegarek.Za pół godziny pociąg z Torunia do Grudziądza. I stało się to, czego NIGDY nie robiłem na takiego typu spotkaniach- zapytałem wprost:
- Adaś, i co ja mam teraz zrobić? - Zerkam na wskazówki zegara.
- Chcę żebyś został.
Wędrujemy ulicami zielonego miasta. Idziemy do jego mieszkanka (już wcześniej o tym wspomniał). Wędrujemy a ja panikuję. Co ja robię - myślę - ale ze mnie dziwka. No ale...te parę browarów i jeszcze kolejne w domu. Ok. Siedzimy na kanapie. On w jednym kącie, ja w drugim. Odległość duża. I bardzo dobrze, bo ja postanowiłem to przeciągnąć. Gadu gadka o pierdołach. Widzę, że facet jest nerwowy, więc podchodzę i mówię.
- Jak widać, nie przejmujesz inicjatywy jako gospodarz i doświadczony gostek.
A to co było przez całą noc było Matri'xem.
Rano śniadanko, buzi i hejka do nauki, bo wkrótce egzaminy. Jadę pociągiem i myślę, że już do niego nie pojadę, bo to jednak inne miasto, więc po co ciągnąć taki głupi układ. Adaś pojechał na miesiąc do Niemiec, do pracy. Myślałem o nim niewiele. Wyobrażałem sobie go jako kolejnego faceta który po prostu chciał mnie na jedną noc, choć opowiadał takie romanse, że głowa pęka. Minęły trzy tygodnie. Ja nadal szukałem księcia i prawie zapomniałem o Adamie, choć on wysyłał mi SMS-y z komputera z Niemiec lub dzwonił. A ja udawałem, że o nim myślę, że jeszcze przyjadę i takie bzdety. Na głowie miałem naukę, w pracy dużo roboty, a w weekendy przyjaciele heterycy i kilka kolegów gejów z którymi też przecież trzeba czasem się spotkać (ale tylko czasem, bo wolę heteryckich).
I dnia pewnego, wrócił z Niemiec Adam i postanowiłem pojechać. Zostawiłem imprezę, pracę i wszystko. Pomyślałem, że on faktycznie na mnie czeka, że jednak warto pojechać.
I pociąg mknął chwilę przez kolorowe pola i piękne niebiosa które tonęły w zachodzie wiosennego słońca. Zostawiłem miasto, moje miasto w którym całe życie udawałem kogoś kim nigdy nie byłem. Zostawiłem też przyjaciół i znajomych na których bardzo mi zawsze zależało, ludzi których sprawdziłem i przekonałem się, że można im ufać. Zostawiłem matkę, ojca, którzy nic o tym Toruniu nie wiedzą. Myślą, że synek jedzie na wykłady, a on do mena.
Szedłem ulicami Torunia. Tak sobie - pomyślałem. Po co ja tam lezę!? Dla seksu? Raczej nie tego oczekuję po księciu z bajki. To oczywiście ważny element i bardzo przyjemny, ale nie on tylko decyduje o tym, czy coś przetrwa czy też nie (a może się mylę koledzy?).
Wciskam domofon, idę po schodach eleganckiej kamienicy. W drzwiach stoi Adaś. Podałem rękę i nic więcej. Uświadomiłem sobie, że ja zupełnie zapomniałem jego twarzy. Jakie to dziwne-przemknęło mi.
Ale nic. Wchodzę do pokoju, a tam widok którym dech mi zaparło.
Na podłodze chińska kolacyjka. Przywiozłem szampana i pizze. Jemy, pijemy i miło gawędzimy. Tak fajnie się czuję-pomyślałem. Wyszedłem na moment do łazienki. Gdy wróciłem siedział na podłodze z...prezentem dla mnie. Powiedział, że szukał tego specjalnie dla mnie i z myślą tylko o mnie. Nie chciałem tego przyjąć. Nikt nigdy nie robi mi prezentów (chyba, że sztucznie na urodziny).Zawsze wszystko wychodzi z mojej strony i to ja komuś coś daję. A tu Adaś i coś od niego specjalnie dla mnie. Wypakowałem, a w środku mój ulubiony zapach perfum i bokserki. Może to szampan i drink, może emocje, ale...zacząłem płakać, bo nie spodziewałem się, że kiedyś dostanę od faceta taki prezent, a przecież zawsze w podświadomości tak o tym marzyłem. I trafiło właśnie na niego. I wyłem i on mnie przytulił i też płakał, a w telewizji płynęła fajna muzyka i klimat był kosmiczny.
Następnego dnia pojechałem do domu nic sobie specjalnie nie obiecując. To znaczy on chciał się spotykać, Ja mówiłem, że też chcę, ale wiedziałem, że ta odległość i tak zniszczy to, co może się narodzić. Już miałem taki epizod z Marcinem z Bydgoszczy i nic poza rozczarowaniem z tego nie wyszło (pisałem już o tym).
Wracałem do domu tym razem inny. Szczęśliwy jakoś. Zrozumiałem, że nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, już na zawsze Adaś odmienił szare dotąd życie. Jeszcze nie spotkałem takiego faceta który miałby w sobie tyle delikatności, dobroci, męskości i coś z małego chłopca, taka jakaś niewinność. On co prawda miał kiedyś żonę i ma też córkę, ale układy są tak idealne, że nie ma o czym pisać.
Jestem szczęśliwy, że zaistniał w moim życiu. Oczywiście było jeszcze kilka spotkań. Dopiero po kolejnym z kolei zrozumiałem, że to pierwszy etap miłości. Tęsknota za nim była ogłupiająca. Nie znałem tak intensywnych uczuć. To jest wielkie uczucie. I niech trwa. Stwierdziłem, że ten układ jest dobry. Ta odległość jest znośna, a poza tym ja studiuję w Toruniu i te miasto od dawna jest mi jakoś bliskie (już nawet nie ze względu na Adasia).
Jak już o tym niejednokrotnie wspominałem, zastanawiałem się, czy związki na odległość mają jakikolwiek sens?! Czy wielkie uczucia, łączące dwóch ludzi, nieważne czy gejów czy heteryków, mogą przetrwać próbę odległości?
Pytania na które zapewne znajdą się różne odpowiedzi. Wielu ludzi ma różne doświadczenia w tej materii. Ja również. Przecież z Marcinem z Bydgoszczy mogłem stworzyć coś wielkiego. Rodziło się piękne uczucie. Niestety, nie lubię takich dojazdów. Poza tym w Bydgoszczy bywam stosunkowo rzadko. Nawet dla księcia nie mogę marnować cennego czasu który pochłania mi nauka, praca, rodzinka i przyjaciele. Oni też mają swoje miejsce w moim życiu. Trzeba stąpać po ziemi czasem twardą stopą. Miłością jeszcze nikt się nie najadł. A jak wiemy, czasy są konkurencyjne, więc trzeba za młodu w siebie inwestować, by później móc z tego korzystać. W Naszym przypadku, czyli w przypadku gejów, to szczególnie ważne. Wątpię, czy na starość można związać się z kimś atrakcyjnym jeśli nie można tej osobie czegoś zaoferować. Urody raczej się nie ma, więc trochę materializmu? Co? Może jestem w błędzie?
Kolejne spotkania z Adasiem także były u niego, w Toruniu. Na każde już czekałem z niecierpliwością. Już coś się rodziło i w końcu nastał dzionek kiedy wyznałem mu, co do niego czuję. On powiedział mi tak piękne słowa, że prawie dostałem zawału. Nigdy nie przeżyłem takich uniesień. Nie wiem, ale bardzo wiele nas różni. Może to właśnie te różnice i kompromisy nas tak łączą. Pewnie i seks jest też tym elementem. Dogadujemy się wspaniale i potrafimy dać sobie rozkosz.
Najbardziej utkwiło mi w pamięci to, jak kiedyś po raz pierwszy leżałem z nim w wannie i opowiadaliśmy sobie horrory. Trochę śmieszne, ale tak wtedy było miło, że woda wystygła a my mieliśmy sine usta. Gadaliśmy pół nocy, a potem zasnęliśmy jak małe niemowlaki.
Trudno przewidzieć, co przyniesie nam przyszłość. Jednego jestem pewien-on odmienił mój żywot. Wysłuchałem tyle już opinii na temat tego, czy warto ciągnąć związki na odległość, czy lepiej dać sobie spokój!? Było to wtedy, gdy poznałem Marcina z Bydgoszczy. Teraz nie potrzebuję ani doradców i nie muszę wybierać. Nasze miasta, czyli Adasia i moje, leżą bardzo blisko. To pół godziny autem lub godzinkę pociągiem. Poza tym, nawet gdybyśmy mieszkali w jednej metropolii (gdziekolwiek), czas który on spędza w pracy lub mój, nie pozwoliłby na częste wizyty. Dlatego nie ma o czym pisać, bo nie ma problemów. Wystarczy mi to co mam. Te kilka nocek w miesiącu to tyle radości i tyle zdań i tyle dowodów na to, że jednak się kochamy. Myślę, że jeszcze nigdy w moim życiu nie byłem tak pewien podjętych w stosunku do drugiej osoby - decyzji, jak do Adasia. Chciałbym i dołożę wszelkich starań do tego, by to trwało. Jak długo? Najlepiej długo... Nastał też czas kiedy byłem już na tyle wyluzowany i spokojny, że postanowiłem przedstawić go moim przyjaciołom, a on mnie swoim. Jeśli ma być długi i udany związek, to nie można przecież widywać się wkoło tylko we dwoje. To dobre na początek. Był więc biwak, koncerty, dyskoteki i domowe party. I wspaniałe reakcje heteryków. Mam kilku znajomych gejów, są wśród nich nawet przyjaciele(dwóch).Oni jeszcze go nie poznali. Może wkrótce.
Zastanawiam się teraz, co mógłbym napisać na optymistyczne (tak jak ten list) zakończenie. Więc... Uważam, że większość z Nas we wczesnym okresie życia zaczyna szukać idealnego partnera życiowego. Dla nielicznych szczęśliwców poszukiwania te trwają krótko i nie nastręczają kłopotów, jednak dla większości są długie i czasami trudne. Wielu nie udaje się znaleźć idealnego towarzysza życia aż do późnych lat. A niektórym nie udaje się to nigdy. Częściowo przyczyną takich trudności, a czasami wręcz niemożności znalezienia idealnego mena, są nasze oczekiwania. Moje oczekiwania były za bardzo wyszukane. Być może właśnie to było powodem, że tak długo byłem sam. A może to czysty przypadek...?Tak czy owak, wielu musi zmienić swój system wyobrażeń o tej drugiej osobie, pójść na kompromis, aby być z kimś na stałe. Chyba, że komuś odpowiada układ na kilka nocek. Ale to już inna bajka.
Kiedyś kolega gej zapytał mnie, czy warto być z kimś na dłuższą metę, potem rozczarować się i w efekcie pozostać samemu marnując czas. Pytam go o jakie zmarnowanie czasu mu chodzi, a on, że gdyby nie był ze swoim chłopakiem tyle lat, to w tym czasie mógłby szaleć i poznać masę innych gejów i świetnie się bawić. Trochę głupie rozumowanie, bo niby dlaczego nie można poznawać innych gejów będąc z kimś w stałym partnerskim związku. Wszystko leży chyba w kwestii dogadania się między chłopakami. Ja i Adaś wciąż kogoś poznajemy i mimo to trwamy ze sobą. Nie twierdzę, że może w takim przypadku nie spodoba mi się ktoś bardziej i wtedy pożegnamy się z Adasiem. Gorsze byłoby chyba rozstanie z powodu nudy, monotonii i skakania sobie wzajemnie do oczu. Ogólnie, bo już motam...
Czasy są ciężkie, ale to nie powód by być samemu. Trzeba szukać, poznawać, bawić się jednocześnie. Nie wolno poddawać się, załamywać. Trzeba próbować. Życie ma tyle dobrych stron, że trudno czasem wszystko ogarnąć.
Ludziska-kochajcie siebie, życie i szukajcie Waszych drugich połówek. Jak się przekonać, że to właśnie ten wymarzony men??? Po prostu...Gdy znajdziesz swoje idealne drugie ja, w jednej chwili będziesz o tym wiedział.
Serdeczne pozdrowienia dla całej redakcji i dla wszystkich Poszukiwaczy oraz dla tych którzy już znaleźli.
Pa, pa. Charlie.
Wiem, masz o mnie wyrobione zdanie. Wedlug twego listu zaliczam sie do tych wod, co wpadaja do morza...
Ale moze sprobuje dorzucic takze cos ode mnie. Charlie, mialem juz ci dac spokoj, myslac sobie: ok, sa tacy, ktorzy sa szczesliwi na dluzsza mete, mimo swego mlodego wieku, ale ostatnia partia listu znowu upewnila mnie, ze nie masz racji. Piszesz "milosc", ale dla ciebie milosc polega na byciu z druga osoba, kochaniu sie i - o dziwo - dopuszczaniu skokow w bok! To co to za milosc? Po co pisac o nocnych Matrix'ach, skoro wasz zwiazek moze nie byc trwaly? Wedlug mnie masz nierowno po sufitem! "Prawdziwy zwiazek", drogie sloneczko, to przebywanie z druga osoba bez wzgledu na to, ze ma sie chetke na kogos innego. Milosc, to nie skoki z kwiatka na kwiatek. Troche czasu uplynie, kiedy to wreszcie zrozumiesz. Stad kolejne pytanie: czy mozna kochac wielu facetow i wielu wyznawac milosc? Dla mnie to glupota. Kocha sie tylko jednego, wiec po co tym szafowac na prawo i lewo? Sluchaj, nawijmy to wyraznie: to tylko seks. To nie milosc wiec, ale przywiazanie. Powiedz Adamowi raczej, ze chcesz byc z nim, a czas pokaze, co z tego wyjdzie. Jesli zdecydujesz sie byc z nim do konca, to wtedy bedzie to milosc. I tylko wtedy bedziesz mial prawo powiedziec: tak, kocham; to jest milosc. Pogadamy za kilka lat.