Czy zastanawiałeś się, jak to się dzieje, że nawet w naszym świętoszkowatym kraju, powstają gejowskie wyspy wolności i tolerancji? Że tworzą się organizacje, kluby, dyskoteki? Że istnieje gejowski internet, który jest fenomenalnym medium komunikacyjnym, wolnym od cenzury i dostępnym dla wszystkich? Za kilka dni, mija kolejna rocznica wydarzenia, które było kamieniem milowym w rozwoju tak zwanego "ruchu gejowskiego". Wielu czytających ten tekst nie poczuwa się do solidarności środowiskowej. Wielu nigdy, przenigdy nie przyznałoby się do swej orientacji seksualnej, nie mówiąc już o uczestnictwie w paradzie gejowskiej. Są tacy, którzy swoją niechęć do "środowiska" obnoszą dumnie jak sztandar. Nie szkodzi. Wszyscy jesteśmy częścią środowiska i wszyscy je tworzymy. Choć z dużym opóźnieniem, z oporami i bagażem uprzedzeń i obaw, dołączamy do pochodu, który od ponad trzydziestu lat kroczy przez świat pod tęczową flagą.
Na początku były wydarzenia, jakie rozegrały się 27 i 28 czerwca 1969 na ulicy Christopher Street, w nowojorskiej dzielnicy Greenwich Village, marzenia amerykańskich gejów o "ruchu wyzwolenia", który stawiłby czoła terrorowi społecznemu i policyjnemu. Prawicowa prasa (także w Polsce) opisuje te wydarzenia jako serię wybryków chuligańskich rozhisteryzowanych pedałów. W rzeczywistości, homoseksualiści byli i są tylko jedną z wielu grup, które w tak zwanym "cywilizowanym świecie" domagają się zrównania w prawach. Równouprawnienia domagają się kobiety - które mimo narodowo-ojczyźnianego bełkotu otrzymują niższe pensje niż mężczyźni i obciążone są obowiązkami, na które "prawdziwi mężczyźni" nie mają ochoty. Prześladowane i wyjęte spod prawa są mniejszości etniczne, rasowe i religijne. O prawa domagają się niepełnosprawni, emeryci i renciści i wiele innych grup. Do 1969 roku, kiedy na Christopher Street posypały się kamienie, zaledwie jeden z czterdziestu dziewięciu stanów Ameryki zreformował przepisy prawa, odnoszące się do homoseksualizmu. Każdy, kto publicznie przyznał się do swej orientacji seksualnej ryzykował utratę pracy, mieszkania, musiał znosić prześladowania i obelgi. Wszystkim, którzy odwracają się z pogardą od "środowiska" powiem, że 30 lat temu życie gejowskie możliwe było tylko w zamkniętych grupach, w anonimowości wielkich miast Europy i Stanów Zjednoczonych. W Nowym Jorku działało około 50 barów (dziś jest ich z pewnością kilka tysięcy). Lokale te regularnie nawiedzane były przez policję. Geje traktowani byli jak przestępcy, szumowiny żyjące w półmroku, rynsztokowe śmieci. Każdy policjant mógł ulżyć sobie bijąc pedałów, bezkarnie wyładować swoją nienawiść i frustrację.
Idolem nowojorskich gejów przed trzydziestu laty była piosenkarka Judy Garland (matka Lisy Minelli), która śpiewała słynny przebój "Somewhere over the rainbow", w której śpiewała o tęsknocie za światem, kryjącym się poza wstęgą tęczy. Jeszcze 15 czerwca 1969 roku, Judy Garland śpiewała dla swoich wielbicieli w Greenwich Village. Kilka dni potem, 22 czerwca zmarła w Londynie po zażyciu tabletek nasennych. Wieczorem, po pogrzebie, w gejowskim klubie Stonewall Inn, gdzie za trzy dolary można było posiedzieć przez cały wieczór, pogadać i potańczyć panowała atmosfera przygnębienia. Przychodziła tam rajska mieszanka przegiętych ciot, transseksualistów, męskich do bólu Latynosów. Dokładnie taka, jakiej jak ognia unikają ci, którzy nie przyznają się do "środowiska". Nagle, w lokalu pojawiło się dziewięciu tajniaków. Chcieli zamknąć Stonewall Inn pod pretekstem nielegalnego wyszynku alkoholu. Barman, ochroniarz i trzy transy zostali aresztowani. Dotychczas - takie incydenty przyjmowane były z pełną rezygnacji pokorą. Tym razem stało się inaczej. W książce Leigh W. Rutledge: "The Gay Decades - From Stonewall to the Present" znajdujemy taki opis tego, co się wydarzyło:
"Rozwścieczony tłum, który rychło urósł do czterystu osób, zgromadził się na ulicy i zaczął rzucać butelkami i kamieniami. Policjanci wycofali się w głąb lokalu. Ludzie wdarli się za nimi. Ktoś krzyczał "Wy świnie!". "Wystrzelamy was wszystkich skurwysyny" - odpowiadali policjanci z bronią w ręku. Jeden z gejów próbował podpalić bar, w którym siedzieli funkcjonariusze. Inny został przez nich wyciągnięty z tłumu i brutalnie pobity. Posypał się grad kamieni, butelek, szklanek. Ktoś wyrwał parkometr z bruku ulicy i rzucił w policjantów. Tłum rozproszył się dopiero, kiedy przybyły posiłki w radiowozach ()".
Założona w 1967 gazeta The Advocate pisała w jednym z pierwszych wydań: "Czy nadejdzie dzień, kiedy policji nie będzie już wolno wyładowywać swą nienawiść na gejach?". I odpowiadała "tak, taki dzień nadejdzie. A o nasze prawa nie będziemy błagać na kolanach: Domagamy się ich stojąc, dumnie jak ludzie. Nie cofniemy się!". Także w ciągu następnych dni, na Christopher Street dochodziło do zamieszek i starć z policją. Schodzili się tam geje, stali w grupach i dyskutowali. Gdy nadjeżdżała policja - nie uciekali. Krzyczeli: "Zalegalizujcie gejowski kluby!" i "Gay is good!". Geje wyszli z cienia, tańczyli na ulicy, spotykali się, prowokowali policję. Następnego roku, 28 czerwca 1970 roku odbyła się na Christopher Street pierwsza gejowska parada. W 1974 roku maszerowało w niej 40 tysięcy osób, w 1977 - 75 tysięcy. Głównym ośrodkiem gejowskim stało się miasto San Francisco, gdzie w 1978 roku wyległo na ulice 350 tysięcy gejów! Protest przynosił owoce. W 1971 drugi stan USA zreformował ustawy dotyczące homoseksualizmu. W 1972 było ich sześć, w 1983 - połowa. Jednak jeszcze dziś w 14 stanach Ameryki homoseksualizm jest karalny! A jak było w Europie? Dopiero w 1994 roku z niemieckiego kodeksu karnego zniknął sławetny paragraf 175, kryminalizujący kontakty homoseksualne. W wielu krajach Unii Europejskiej przyjmowane są ustawy, umożliwiające rejestracją związków jednopłciowych. Mimo tych postępów, droga do równouprawnienia jest jeszcze bardzo daleka.
Mówisz: A co mnie to obchodzi! Nie będę przecież biegał po ulicy z tęczową flagą ani się żenił z facetem! Chciałbym tylko poznać kogoś, kochać go i spokojnie żyć. No właśnie...
Opracował: Janusz Marchwiński
http://www.londonmardigras.co.uk !
ciekawe, czy u nas musi dojsc np. do jakiegos szczegolnie brutalnego i "spektakularnego" zajscia z gejami (np. morederstwo...), by sie (samo z siebie?!) cos zmienilo...