Historią, jaką Wam opowiem, to temat temat do sensacyjnego filmu lub skandalizującej sztuki teatralnej. Oto ona:
Ósmego kwietnia roku 217, w mieście Carrhae w Małej Azji, zamordowany został cesarz rzymski Karakalla. Przez kilka dni, w oddalonym o setki kilometrów od stolicy imperium obozie panował kompletny chaos. Jego następcą, został wybrany przez armię bezbarwny prefekt gwardii, Makrynus. W maju roku 218, rozeszła się wieść, że w świętym mieście Emesa (obecna Syria), objawił się syn Karakalii. W ciągu zaledwie miesiąca, wybuchła rebelia, wojska Makrynusa zostały pokonane, on sam przez wszystkich opuszczony i zamordowany. Zwłoki nieszczęśnika leżały jeszcze przez kilka dni w przydrożnym rowie, by mógł nimi nasycić oczy nowy imperator. Nazywał się Varius Avitus Bassianus i wszedł do dziejów jako cesarz Heliogabal. Miał wówczas zaledwie 14 lat. Panował tylko cztery lata - został bowiem zabity jako osiemnastolatek. Niczego szczególnego nie dokonał, a kronikarze opisują głównie jego ekscesy seksualne i dziwactwa. Po śmierci spotkała go największa kara, jaka dosięgnąć mogła władcę Imperium Rzymskiego: Nie został zaliczony w poczet bogów. A na tym właśnie zależało mu najbardziej... Gdyby Heliogabal żył w dzisiejszych czasach, znacznie lepiej czułby się jako gwiazdor muzyki pop, przywódca fanatycznej sekty lub aktor filmowy. Z opisów wiemy, że posiadał doskonałe warunki zewnętrzne. W każdym razie, w wyniku politycznej intrygi, absolutna władza nad całym ówczesnym cywilizowanym światem, dostała się w ręce czternastoletniego chłopaczka. Czy możecie wyobrazić sobie, co by się działo, gdyby nastolatek został nagle prezydentem Stanów Zjednoczonych?
Heliogabal bardzo szybko pojął, jakie możliwości otwiera przed nim władza. I nie miał najmniejszych skrupułów w korzystaniu z niej dla własnej przyjemności, zaspokajania najdzikszych zachcianek i wcześnie rozbudzonego apetytu seksualnego. Od najwcześniejszego dzieciństwa był kapłanem Boga Słońca w słynnym sanktuarium w Emezie. Była to świątynia bardzo popularna a przez to niezmiernie bogata. Do jej legendarnego skarbca płynęło szerokim strumieniem złoto i srebro a przepych przewyższał nawet świątynie Salomona w Judei. Kronikarz Herodian opisuje żywym językiem fascynujące uroczystości tam odprawiane, misteria i tańce. Młody Heliogabał grał w nich zawsze główną rolę. "W kwiecie swej młodości był najpiękniejszym pośród wszystkich. A ponieważ potrafił połączyć wdzięk ciała i chłopięcy urok z wspaniałością szat, porównywany był z Dionizosem". Na dzisiejsze czasy można powiedzieć że chłopak był genialnym performerem. Potrafił wykorzystać swe cielesne atuty a wiwatujące na jego cześć tłumy utwierdzały go w przekonaniu, że jest rzeczywiście najwyższym bogiem miłości.
Latem roku 219, Heliogabal wjechał uroczyście do Rzymu. Jeśli dać wiarę relacji Herodiana, była to ceremonia skandaliczna. Piętnastolatek ukazał się ludowi w swej jedwabnej, purpurowo-złotej szacie kapłana i był uszminkowany jak dziewczyna. Na głowie miał perską tiarę. Jego dłonie, ramiona, szyja, uszy, pokryte były skrzącymi się kamieniami, pierścieniami, kolczykami, wisiorkami, nausznikami, sznurami pereł i złotymi łańcuchami. Natychmiast po przybyciu, zarządził budowę świątyni dla najświętszej relikwii Emezy, Czarnego Kamienia. Pragnął bowiem, by kult Słońca stał się najwyższą religią państwową. Każdego ranka, Heliogabal zjawiał się w świątyni, by odprawić modły. Jako ministranci służyli mu senatorzy i inni dostojnicy. I nikt nie protestował przeciw fobiom zniewieściałego chłopca, który w otoczeniu innych młodzieniaszków pląsał wokół ołtarza. Także prywatne życie cesarza Heliogabala było niezwykłe. Kronikarze Dio i Herodian piszą, że obsadzał urzędy swymi ulubieńcami, wyróżniającymi się rozmiarami... genitaliów. Obfita męskość szalenie mu imponowała, rozkazał więc szukać w całym państwie wyróżniające się egzemplarze. "Dowództwo swej straży - pisze Lampridius - powierzył woźnicy Gordiusowi. A niejakiego Claudiusa, niegdyś stróża moralności i cenzora, administratorem cesarskich magazynów żywności. Wszystkie inne urzędy obsadzone były osobnikami dobranymi pod jednym tylko aspektem: Czy rozmiary ich męskości były godne polecenia. Jako prokuratora dwudziestego okręgu mianował kolejno poganiacza mułów, szybkobiegacza, kucharza i wreszcie ślusarza. Miał też plan, by ustanowić w każdym mieście prefekta z zadaniem demoralizowania młodzieży. Miało ich być czternastu. I plan ten byłby z pewnością urzeczywistnił, gdyby pozostał przy życiu. Był bowiem zdecydowany, najpodlejszych, ludzi najniższego stanu obsypać honorami i zaszczytami"...
Heliogabal postanowił natychmiast się ożenić (miał tylko 15 lat!), a jego wybranką była córka senatora, Cornelia Paula. Podczas uroczystości weselnych odbyły się igrzyska w cyrku. Krew gladiatorów płynęła strumieniami, a w czasie tylko jednego spektaklu zabito 51 tygrysów i jednego słonia. Znamy niezwykły przebieg nocy poślubnej. Na łożu młodożeńców siedziała banda pijanych błaznów, krzycząc "marsz do dziury, do dziury z tobą!". Już po kilku miesiącach, znudzony chłopak odtrącił małżonkę i uprowadził kapłankę Westy, ponieważ wmówił sobie, że spłodzi z nią boskie dzieci. Równocześnie jednak, chciał sam zostać kobietą! Planował nawet stosowną operację, która naturalnie nie doszła do skutku z uwagi na ówczesny stan medycyny. Przebrany za szewczyka, piekarczyka lub po prostu za kobietę, spędzał całe noce w spelunkach i burdelach. Za kilka miedziaków sprzedawał się marynarzom lub gladiatorom. Usiłował nawet imponować swymi sukcesami, opowiadając szczegóły swych intymnych przygód, dumny, że jego ciało wzbudza takie pożądanie. Jeden z kronikarzy, pisząc o tych wyprawach zauważył: "Wyczyniał z swoim ciałem takie rzeczy, że opowiadać o nich bez rumieńca wstydu nie sposób". Ponieważ te eskapady stawały się coraz niebezpieczniejsze, urządzono dom publiczny w pałacu. Przed jedną z komnat, zasłoniętą kotarą, stał nagi jak go Pan Bóg stworzył cesarz Imperium Rzymskiego i zachęcał najętych "przechodniów" do wstąpienia na chwilkę. Potem zaś z dumą opowiadał wszędzie, ile pieniędzy zarobił i jakich miał kochanków. Znalazł też młodego człowieka, z którym żył jak mąż i żona. Młodzieniec ten nazywał się Hierokles i był zawodowym woźnicą, biorącym udział w wyścigach kwadryg. Pewnego dnia, podczas igrzysk którym się przyglądał, doszło do wypadku. Hierokles wylądował, zbroczony krwią, przed cesarską lożą. Z głowy zsunął mu się hełm i odsłonią piękną twarz i jasne włosy. Heliogabal był tak urzeczony tym widokiem, że kazał odnieść Hieroklesa do pałacu i opatrzyć jego rany. Do wieczora, Hierokles otrzeźwiał na tyle, że zorientował się w swojej nowej, niezwykłej sytuacji. Najwidoczniej też noc, jaką spędził z cesarzem była tak euforyczna, że były woźnica stał się towarzyszem życia władcy. Pozostał u jego boku aż do śmierci.
Skłonności homoseksualne nikogo w antycznym Rzymie nie szokowały. Tyberiusz, Kaligula, Neron, Witeliusz, Tytus, by wymienić tych kilku, mieli kochanków, nawet wielu. Neron zawarł nawet formalny "ślub" z ulubionym niewolnikiem i grał oddaną, kochającą połowicę. Także Heliogabal poślubił Hieroklesa z całym dworskim ceremoniałem. Wyglądał jak uszczęśliwiona dziewica i - jak opowiada Dio - "nosił na włosach wełnianą siatkę a oczy uszminkowane miał białą farbą". Wielu mówiło, że to Hierokles rządził Rzymem. Z pewnością rządził Heliogabalem, urządzając mu gwałtowne sceny zazdrości o wspomnianą Westalkę, podczas których nierzadko dochodziło do rękoczynów. Cesarski pałac był sceną hałaśliwych kłótni, przeradzających się w bijatyki. Cesarz z dumą obnosił potem guzy i podbite, zasiniaczone oczy. Pewnego dnia, Heliogabal usłyszał plotkę, że w mieście Smyrna, w tamtejszym cyrku, występuje jakiś wspaniale zbudowany niewolnik o imponującej męskości, imieniem Aurelius Zoticus. Sprowadzony do Rzymu, przyjęty został w pałacu kwiatami i iluminacją. Gdy wkroczył do sali tronowej, rzucił się cesarzowi do stóp. Heliogabal, odziany w jedwabie, kolie i złoto, umalowany jak hetera, przerwał oficjalną ceremonię powitania szepcząc: "Nie jestem panem, lecz panią!", a w czasie uczty tulił się do swego nowego ulubieńca niczym panna młoda do ukochanego. Ów nowy lover okazał się jeszcze bardziej żądny władzy niż stary. Historycy Xiphilinius i Zonaras piszą: "Niejaki Zoticus uzyskał w czasie rządów Heliogabala takie wpływy, że wszyscy wyżsi oficerowie traktowali go jak królewskiego małżonka..." Wreszcie, Hierokles znalazł sposób na pozbycie się rywala. Wszedł w komitywę z kucharzem, który podał Zoticusowi napój, wywołujący chwilową impotencję. Heliogabal zawiedziony i rozczarowany wygnał Zoticusa z pałacu a potem z Italii. Nie mógł znieść myśli, że jego ciało, z którego był tak dumny, mogło być komuś obojętne.
Heliogabal nudził się. Jedyna jego rozrywka polegała na bezustannym prowokowaniu otaczających go ludzi, by sprawdzić, jak daleko może się jeszcze posunąć. Wszystko mu było wolno, jego swoboda była bezgraniczna. Jak każdy człowiek, tęsknił za prawdziwą miłością - nie wiedział jednak jak jej szukać. Nie znał żadnych hamulców moralnych. Tam, gdzie dla zwykłego śmiertelnika leżały najdalsze rubieże, dla niego zaczynała się dopiero przygoda. Jeden gest wystarczał, by zaspokoić najbardziej wyszukane życzenia. Wyobraźnia młodziutkiego cesarza podsuwała coraz to nowe psoty i figle. Goście, których spraszał na przyjęcia nigdy nie wiedzieli, czy wyjdą sowicie obdarowani, czy też stracą życie. W przypływach infantylnej złośliwości, częstował ich potrawami z drewna, kości słoniowej lub wosku i zaśmiewał się do łez, kiedy zwiedzieni autentycznym wyglądem atrap, wyłamywali sobie zęby. Jadał ze złotych talerzy kogucie grzebienie "żywcem wyrwane", wielbłądzie pięty i słowicze języki. Pływał w marmurowych wannach, wypełnionych różaną wodą, stąpał po kwietnych dywanach z narcyzów, lilii i fiołków. Układał swych gości na nadmuchiwanych poduszkach ze skóry i czekał aż ucieknie z nich powietrze a goście wylądują na podłodze. Podczas jednego z przyjęć spuścił z sufitu deszcz kwiatów. Zaproszeni goście reagowali początkowo z entuzjazmem. Deszcz jednak nie ustawał, nad ranem zaś niewolnicy wyciągnęli przyduszone ciężarem kwiecia zwłoki tych, którzy byli zbyt pijani, by się uratować. "Podczas uczt - notuje Lampridius - sadowił się najchętniej wśród kupnych chłopców, delektował się ich pieszczotami, a nade wszystko uwielbiał pić z nimi z jednego pucharu".
Heliogabal miał zaledwie osiemnaście lat, gdy 11 marca roku 222 został zamordowany przez tych samych żołnierzy, którzy oddali mu tron. Próbował ukryć się w skrzyni, ale został znaleziony i zasztyletowany. Jego zwłoki, wyjąca z uciechy tłuszcza, wrzuciła do Tybru.
Janusz Marchwiński
Po smierci cialo Heliogabala wloczono po miescie, po czym wieczorem wrzucono do scieku, skad poplynelo do Tybru.