Popularny gejowski magazyn erotyczny "Nowy Men" obchodzi swoje szóste urodziny. I mimo, że samozwańczy stróże moralności walczą z nim wytrwale, trzyma się nieźle. Jak ogromne znaczenie ma prasa gejowska, ocenić mogą tylko ci, którzy żyli w czasach, kiedy jej... nie było. A przecież nie są to czasy odległe. Jeszcze w latach 80-tych, celnicy potrafili konfiskować na granicy kolorowe pisemka, przywożone z Zachodu. A co było jeszcze wcześniej? Wsiądźmy do wehikułu czasu z "Nowym Menem" pod pachą i cofnijmy się 100 lat wstecz...
Na przełomie wieków, w Stanach Zjednoczonych żył wydawca nazwiskiem Bernard Macfadden. Ponieważ był fanatykiem sportu i zdrowego stylu życia, zaczął wydawać pierwsze na świecie pismo, poświęcone męskiemu ciału, a precyzyjniej: kulturystyce. Pismo nazywało się "Physical Culture" i zawierało fotografie niemal nagich, atletycznych mężczyzn, upozowanych na kształt antycznych posągów. Fotografie te wzbudziły oczywiście sensację wśród ówczesnych gejów (chociaż ten termin jeszcze wówczas nie istniał). Sam Macfadden był heteroseksualistą i nie spodziewał się, że jego publikacja wywoła zainteresowanie... erotyczne. Gdy się dowiedział, że wśród czytelników "Physical Culture" jest tak dużo gejów, opublikował pełen oburzenia artykuł, wzywając "prawdziwych mężczyzn" do złojenia skóry "tym wymalowanym, wyperfumowanym i sepleniącym lalusiom".
Sukces Macfadden'a ściągnął na plan wielu naśladowców, ale i oni demonstracyjnie dystansowali się od gejowskiej klienteli. Przełom nastąpił dopiero po II Wojnie Światowej, kiedy pojawiły się na rynku fotografie, robione przez gejów - dla gejów. Pochodziły one z mieszczącego się w Los Angeles studia Athletic Model Guild (AMG). Fotografie można było zamówić z katalogu, który kosztował 15 centów. Rozsyłane były pocztą na specjalne zamówienie. Założycielem AMG - studia i agencji promującej kulturystów był 23-letni Bob Mizer. Studio - to może za dużo powiedziane. Była to przybudówka w rodzinnym domu Boba. Mieszkał z matką, której co prawda nie podobało się zajęcie syna, ale nie miała nic przeciwko pieniądzom, które zarabiał. Modeli do swych zdjęć, Mizer znajdował w siłowniach lub na plaży Venice Beach. Chłopcy nie musieli być gejami. Wystarczyło, że byli muskularni, posiadali piękną rzeźbę ciała i należeli do białej rasy. Mizer prowadził skrupulatną kartotekę, notując nazwiska modeli i ich wiek. Stąd, wiemy kim byli, znamy ich późniejsze losy. Biznes z fotografiami kwitł i Mizer musiał poszukać lepszej metody dystrybucji. W 1951 roku, ukazał się magazyn "Physique Pictorial", który przeznaczony był dla odbiorców o jednoznacznych upodobaniach seksualnych. W ciągu kilku następnych lat, wyszło kilkanaście podobnych tytułów. Szacuje się, że w roku 1958 miały nakład 70 tysięcy egzemplarzy a dostępne były głównie w Los Angeles, San Francisco i innych miastach Kaliforni. To w tych magazynach właśnie rozpoczęli karierę tak znani artyści jak James Bidgood czy Tom of Finland. Można je było prenumerować z dostawą do domu lub kupić w kiosku - choć było to często równie ambarasujące i nieprzyjemne jak kupowanie gejowskiej prasy w prowincjonalnym mieście w dzisiejszej Polsce. W dodatku, w latach 50-tych, w Stanach Zjednoczonych panował purytanizm. Homoseksualizm traktowany był jako zboczenie, niegodne prawdziwego Amerykanina. Specjalna cenzura pocztowa i agenci FBI wyłapywali wszystko, co można było podciągnąć pod "pornografię", a był nim nawet wizerunek nagiego męskiego ciała. Działo się to na podstawie ustawy z roku 1873, tzw. "Comstock Act", która zabraniała przesyłania pornografii pocztą. Aby uniknąć kłopotów, "Physique Pictorial" posłużył się ideologią Macfaddena i głosił, że "zdrowie fizyczne jest hołdem dla Stwórcy, który dąży do największej perfekcji w swoim dziele".
Wczesne pisma z fotografiami, przeznaczone dla gejów, nosiły tytuły takie jak "Grecian Guild Pictorial", "Body Beautiful", "Adonis" i "American Apollo". Słowo "grecian" odnosiło się oczywiście do Grecji, jej kultury, uwielbienia męskiego ciała, tężyzny fizycznej. Przedstawianie pełnej nagości było niemożliwe, toteż modele nosili tzw. g-string, to znaczy woreczek na genitalia, przymocowany tasiemkami do talii. Na jednym z amerykańskich portali gejowskich znalazłem takie oto wzruszające wspomnienie z młodości: "Kiedy pierwszy raz w kiosku w centrum Miami zobaczyłem "physique magazine", miałem jakieś 13 lat. Mimo że nie wiedziałem wtedy jeszcze kim jestem, podobali mi się mężczyźni. Zdjęcia nagich (ale tylko od tyłu!) mężczyzn magicznie mnie przyciągały i doszedłem do wniosku, że ci faceci są najpiękniejszymi stworzeniami, jacy chodzą po ziemi. Natomiast kioskarz nie był zachwycony moim żywym zainteresowaniem i odgonił mnie szorstko. Musiał to potem regularnie powtarzać"...
Z czasem, publikowane artykuły i pozy modeli stawały się coraz bardziej jednoznaczne i wyzywające. Wizerunki mężczyzn rasy czarnej, zamieszczały pisma "Vim" i "Trim". Przedstawiały muskularnych atletów, reportaże z zawodów sportowych i artykuły wychwalały tężyznę fizyczną. Cały ten kamuflaż nic naturalnie nie pomógł. Fundamentalistyczni fanatycy przypuszczali nieustanne ataki na "pornograficzne" wydawnictwa "zboczeńców", a ich inkwizycyjny zapał niczym nie różnił się od dzisiejszego zaangażowania sławetnego posła Niesiołowskiego z ZChN. Zmuszali też władze poczty, czyli U.S. Post Office, do konfiskaty pism, co coraz częściej prowadziło do procesów sądowych. W roku 1965, przed Sądem Najwyższym zakończyła się rozprawa "Manual Enterprises versus Day". Sąd orzekł, że mimo iż prezentacja nagości jest "obrzydliwa" nie stanowi jednak naruszenia prawa. Był to prawdziwy przełom, który umożliwił legalne przedstawianie tzw. "frontal nudity", czyli całkowitej nagości "od przodu". To z kolei umożliwiło powstanie całego przemysłu, zaspokajającego estetyczne i seksualne upodobania mężczyzn, kochających mężczyzn... W 1969 roku zakaz publikowania wizerunków nagich mężczyzn zniesiono. Powstało wiele pism, wśród nich otwarcie gejowskie "Drum" i "Vector".
F. Valentine Hooven pisze, że wczesne magazyny, takie jak "Physique Pictorial" odegrały rewolucyjną rolę: "Ogromne znaczenie w dziele Mizera nie było to, co robił - lecz to, czego nie robił. Od początku istnienia fotografii, istniały zdjącia nagich mężczyzn. Lecz w przeciwieństwie do aktów kobiecych, wizerunek mężczyzny nie mógł służyć jako obiekt doznań zmysłowych. Fotografia nagiego mężczyzny zawsze wymagała jakiegoś usprawiedliwienia. Niepisana umowa stanowiła, że mężczyzna nigdy nie pokazuje swego ciała po to, by sprawić swym widokiem przyjemność. "Physique Pictorial" skończył z tą praktyką. Nigdy, od czasu upadku Imperium Rzymskiego, nie prezentowano męskiej nagości tak ostentacyjnie, jak właśnie w nim".
Wraz z powstaniem amerykańskiego przemysłu erotycznego, skończył się czas dla "Physique Pictorial". Mimo to, Bob Mizer kontynuował wydawanie pisma aż do roku 1991. Zmarł w roku 1992. Pismu "Nowy Men" życzę z okazji urodzin ad multos annos - w końcu sam wiele razy przemykałem do kiosku, nieśmiało szepcząc: "nowegomenaproszę"...
Marek Romiszewski - Miami
Sławek Starosta
redator naczelny NM