W marcu 2001 opublikowaliśmy list od czytelnika Innej Strony, który podpisuje się ksywą Charlie. Oto kolejna korespondencja od niego. Przeczytajcie koniecznie!
Na wstępie bardzo chciałbym podziękować za opublikowanie mojego listu z 25.03.2001 roku. Mniej więcej wtedy do Was po raz pierwszy napisałem. Nie chcę się powtarzać ,więc tylko krótko zaznaczę, że minęły prawie dwa miesiące a moje życie nabrało barw. Jak wynikało z poprzedniego listu, byłem w Gdańsku. Ten wyjazd w zasadniczy sposób mnie odmienił. Już o tym pisałem. Wytyczyłem sobie kilka celów i dzisiaj jestem pewien, że wszystko zaczyna układać się w jakąś całość. To bardzo mnie cieszy, bo zawsze w podświadomości się tego panicznie bałem. Okazuje się, że tylko myśli w naszych głowach są straszne. Jeśli komuś na czymś zależy to naprawdę można wiele osiągnąć. Chyba zaczynam lać wodę.
Moje serce przepełnia nieopisana radość. Chciałbym aby każdy mógł poczuć ten wyjątkowy stan.Pragnę podzielić się niektórymi faktami z ostatniego czasu...
Więc...od czego zacząć ? Może dla tych którzy nie pamiętają - w maju (już wkrótce) ukończę 23 latka i jestem zupełnie normalnym nie przegiętym gostkiem który przez całe lata oszukiwał samego siebie oraz otoczenie. Ten gostek wstał pewnego dnia z ciepłego łóżeczka i popatrzył w lustro. To co zobaczył, bardzo go przeraziło. Kłębek nieszczęścia i wewnętrznych rozterek. Brrr...aż niemiło wspominać. Wstałem i zacząłem się zastanawiać nad moim życiem. Myślę sobie- mam 22 latka i wspaniałe układy z rodzicami, przyjaciółmi. Pracuję, studiuję. Miałem dziewczynę i ogólnie jest ok. Więc dlaczego jesteś nieszczęśliwy? Pytanie proste i prosta odpowiedź.Tak wydaje mi się teraz, ale wtedy...
Jestem człowiekiem który jest otwarty i nie lubi robić sobie problemów. Miałem niezwykłe opory by poinformować o moich odczuciach otoczenie. Napisałem do wspaniałego Radka -redaktorka IS (pozdrawiam serdecznie) z zapytaniem, czy mam powiedzieć o sobie moim znajomym i rodzinie. Udzielił mi mądrej i szczerej odpowiedzi i podał jeden piękny przykład. I cóż? Stwierdził, że nie ma potrzeby opowiadać o sobie komukolwiek jeśli się tego nie chce. Ale ja chciałem, bo niby dlaczego nikt nie ma o tym wiedzieć. Czy ja nie mam prawa do takiego szczęścia jak heterycy. Wiem, niektórzy powiedzą, że mamy głupiutkie społeczeństwo. Myślę jednak(teraz wreszcie z własnego doświadczenia), że jeśli ma się trochę oleju w głowie i potrafi rozstawić szachy tak a nie inaczej, to można osiągnąć zadziwiający sukces jeśli chodzi o tz. coming out.
I cóż?
Pewnego dnia, to było tuż po powrocie z Gdańska(ten wyjazd z Markiem) postanowiłem wszystko o sobie napisać w formie opowiadania (dość długiego).Wydrukowałem i starannie zapakowałem. Kupiłem dobre piwko i przygotowałem kolację. W chłodny marcowy wieczór odwiedziłem Wojtka. To mój najlepszy przyjaciel.Mieszka pod miastem, na wsi. Jest dość konserwatywny i zawsze podchodzi do odmienności (jakichkolwiek) z pewnym dystansem. Wybrałem go, bo chyba najbardziej się obawiałem jego reakcji. Wszystko starannie zaangażowałem. Powiedziałem Wojtka dziewczynie, że mamy kilka spraw do omówienia i chcemy być sami. Była więc kolacja. Sami w całym domu. Kilka piw, małe drinki i jedzonko. Ogólne rozluźnienie (ale tylko Wojtka). Byłem panicznie przejęty tym wydarzeniem. W końcu wyjąłem z plecaka kopertę i wręczyłem Wojtkowi. Zaznaczyłem nieco i włączyłem muzykę. Siedziałem z boku, na fotelu. Sączyłem piwo i co chwila zerkałem na mojego przyjaciela. Na człowieka który był dla mnie jak brat. On czytał. Nie potrafiłem dowiedzieć się co on teraz czuje, ale chciałem aby on wiedział, co teraz ja przeżywam. Wspomnienia. Postawiłem wszystko na jedną kartę. On - nasz kolega (choć ma dopiero 23 lata) - jest duchowym bratem całej naszej paczki. Każdy przyjeżdża do niego o poradę i ma do niego głęboki szacunek.
Tak siedziałem i zastanawiałem się co się stanie , jak mnie odrzuci. Będzie ciężko i chyba nie wiem, jak i ... - myślałem. Czy jest możliwe, aby to się skończyło. Moi kochani przyjaciele. Nasza paczka. Tyle lat, wspólna praca, szkoła i imprezy, wycieczki i kolorowe zdjęcia, gdzie oni i ja na słonecznej plaży a w tle błękitne morze. Te białe szaleństwa na imprezkach i studia i biwaki, namioty, muzyka, rozmowy do białego rana. Nie ,to niemożliwe. Czy człowiekowi może zależeć bardziej na przyjaciołach niż na własnych uczuciach? Chyba tak. Przecież przez cały czas udawałem aby ich nie zranić, a może żeby nie zostać sam jak palec w świecie nietolerancji. Nie wiem, ale jedno jest pewne, patrzałem na Wojtka czytającego o mnie całą historię życia i wiedziałem, że jeśli on to przeczyta to tak jakby przeczytali to wszyscy moi bliscy. Nie chodzi o plotki, bo on do takich nie należy. Chodzi raczej o akceptację.On to on i nic więcej.
Siedziałem, wskazówki zegara minęły 23.00. Moje serce wiedziało,że za chwilę wszystko na zawsze się zmieni. Albo zrozumie albo nie. Jedna karta lub szach-mat.
Była prawie północ gdy skończył. Położył kartki na ławie a jego oczy napełniły się łzami. Dech mi zaparło. Płakał on , płakałem ja. Może to alkohol, może coś innego. Domyślcie się jak zareagował... skoro dwa tygodnie temu zadzwonił telefon, a ja mało nie dostałem zawału gdy usłyszałem od niego, że czułby się zaszczycony gdybym był świadkiem na ślubie jego i Agnieszki i bardzo chcą abym przybył z moim przyjacielem !!! Absolutny szok i radość! Spotykam się z moimi przyjaciółmi od wielu lat. Nikt nie podejrzewał i nie przypuszczał ,że powiem im kiedyś otwarcie, że jestem gejem. Miałem dziewczynę i robiłem wszystko na pozór, tłumiąc własne, prawdziwe uczucia. Stałem się w pewnym momencie mało wydajnym obywatelem, synem, przyjacielem, uczniem i pracownikiem. Ludzie tego nie zauważyli. Nikt nie przypuszczał, że ja cierpię, że przeżywam wewnętrzny konflikt.
Musiałem jednak, może raczej powinienem postawić sprawę jasno. Tak zrobiłem podejmując wielkie ryzyko. Mogłem zostać sam. Przecież nikt do końca nie wie jak zareaguje druga osoba, choćby jest to dobry kolega czy nawet wyrozumiały rodzic.
Jednak mamy pewną przewagę. Możemy ludzi na to przygotować. Możemy stwierdzić z autopsji, czy dana osoba jest warta aby powierzyć jej taką tajemnicę czy też nie. Można doskonale przewidzieć czas, miejsce i reakcje, jeśli się do tego bardzo starannie człowiek przygotuje. Po tak głębokich przeżyciach ostatnich 10 lat, teraz oddycham pełną piersią. Wiem, że można poinformować bliskie osoby o swoich prawdziwych uczuciach. Jest teraz we mnie nie tylko radość, duma ale i bunt, złość. Nie współczuję tym którzy narzekają na gejowski los a nic nie robią w tym kierunku aby to zmienić. Przecież do wszystkiego co piękne i szlachetne , dochodzi się w bólu. Rzeczy nie przychodzą same. Wiem, że tak jest. Nie piszę tego pod wpływem emocji lub/albo mi się udało i teraz jestem mądry jak nikt inny. Nie!
Chodzi o to, że jeśli komuś jest źle, bo dręczy go samotność i chciałby też aby ktoś wiedział o jego uczuciach, to nie ma innej rady jak wziąć się w garść i wyznać to. Ale...pamiętać należy o tym ,żeby to był ktoś godny.
Jestem jeszcze młody, ale już wiele osiągnąłem. Największy sukces to wyznanie prawdy. Nikt mnie o nią nie prosił. Ja sam to poczułem. Teraz jestem wolny. Powiedziałem matce, ojcu. Ale to trwało latami. Stopniowo. Nie mogłem ich skrzywdzić. Oni mają prawo do własnego zdania i nie muszą niczego akceptować skoro nie chcą. To ludzie cenni i trzeba poświęcić im szczególną uwagę. To nie przyjaciele którzy przychodzą i odchodzą. Czasem lepiej nie mówić nic. Ja jednak spróbowałem.Oni wiedzą ,że nie będą mieli synowej ani wnuków i że wolę facetów. Aby ich za nadto nie załamywać tymi informacjami, powiedziałem, że jestem samotnym gejem z wyboru,że nie chcę z nikim dzielić życia(choć jest inaczej). Stwierdziłem, że na początek wystarczy. Oni mnie szanują i cieszą się szczerością. Teraz, gdy oglądamy film, mogę żartować, że ten np. chłopak jest ładniejszy od tej dziewczyny, że ma ładną pupcię itd. Jak wspomnę moje dawne kłamstwa (dotyczące mnie i moich podbojów miłosnych związanych z dziewczynami) to aż mi wstyd. Pocóż tak motałem !?
Niektórzy geje strasznie mnie irytują. Są tak obłudni, że lepiej byłoby dzisiaj ominąć ten temat. Może więc ominę dla lepszego wrażenia. Tak czy owak, są tacy, którzy twierdzą, że ich rodzice są tak fanatycznie religijni, że albo ich znienawidzą albo wyrzucą z domu. Dobrze, ale moi rodzice też są religijni. Wyznają religię która kara homoseksualizm,a mimo to, potrafiłem ich podejść. Na wszystko jest rada. Ludzie przecież wylądowali na księżycu i szykują podbój dalszej przestrzeni, a ja niemiałbym poradzić sobie z nadgorliwością moich kochanych rodziców. To śmieszne. Można. Na wszystko jest rada. To są tak przyziemne sprawy,że czasem nie warto zawracać sobie nimi głowy. Aj! Ludziska, nie narzekajcie, że geje mają tak ciężki los. To WY sami sobie go sprawiacie. W Waszych mózgach. Zawsze wydawało mi się ,że geje to inny wymiar, inny świat,że to zjednoczone społeczeństwo, które się wspiera. A wcale nie trzeba odwiedzać gejowskich knajp (nie przepadam za nimi), żeby przekonać się, że to normalni ludzie,ale czasem tak pokręceni, że czaszka pęka. Wystarczy odwiedzić internet, przeczytać niektóre anonse, żeby się przekonać jak niektórzy są prymitywni. Ale na szczęście to tylko jednostki i ogólna większość z Nas to wartościowi ludzie. Może za bardzo to wszystko wyolbrzymiam, ale przecież ślepy nie jestem i na podstawówce też nie zaprzestałem mej edukacji, więc mam oczy i rozum i widzę jaka obłuda ogarnia niektóre jednostki. Niby tacy samotni, odrzuceni, ogłaszający wszem i wobec w internecie, że poszukują bratniej duszy,że nikt o nich nie wie, że się boją. A jak przyjdzie do spotkania , to po prostu nie przychodzą a zapytani przez koleżankę z klasy albo z pracy, czy są gejami, to zaprzeczają jakby to był jakiś trąd czy zaraza. Zastanówcie się czasem nad tym co robicie. A może najpierw pomyślcie.
Może dziś napisałem za dużo, a może za mało.Jedno jest pewne, ja jestem naprawdę wolny. Powiedziałem w domu, (niektórym) w pracy i sprawdziłem moich przyjaciół. Teraz przynajmniej wiem,że to wartościowi ludzie,że można z nimi porozmawiać i nie drażni ich moje towarzystwo, bo niby dlaczego. W końcu brzydki nie jestem. A tak ogólnie to mam chłopaka.To mój pierwszy(a może drugi).Może nie jedyny???Chciałbym aby coś z tego wyszło.
To jednak historia na inny dzień.
Serdecznie pozdrawiam i cieszę się ,że jesteście najlepszym portalem dla Nas.Wykonujecie nie tylko dobrą robotę, myślę, że posiadacie też wspaniałych pracowników, tylko szkoda,że nie mogę udzielić Wam wywiadu, bo ja mieszkam w Grudziądzu, a o ile mi wiadomo, trzeba się z Wami spotkać w Krakowie, by go udzielić. Tu jednak, na północy też mieszkają ludzie którzy są chętni do pogadanki na forum publicznym. Tak czy owak, dziękuję, że mogłem do Was napisać i podzielić się tymi przeżyciami.
Dodam tylko, że wczoraj przedstawiłem mojego chłopaka po raz pierwszy moim znajomym. To było na imprezie. Było wspaniale. Same heteryckie pary i tylko ja i mój towarzysz i był szampan i toast za Nas (i nie muszę chodzić do knajp gejowskich aby było wesoło i żeby czuć się swobodnie!!!). Czyż nie warto było tyle wycierpieć i mieć tę odwagę, żeby zmienić swoje życie które nie musi być wcale takie straszne jak niektórzy uważają.
Pozdrawiam - Charlie
Przeczytaj poprzedni list od Charlie: (http://www.gej.net/por_co_wyjazd.phtml)
A colossus ? Myślę, że określenie :'stare , wypalone małżeństwa(...)zakurzone rytuały(...)nieporadne flirty...'to idealne określenia dla znużonych życiem heteroseksualnych par. Mam kilku znajomych(po ślubach) którzy twierdzą, że gdyby cofnęli czas, na pewno nie podjęliby tak ryzykownego kroku. Ale ogólnie małżeństwo nie jest złą sprawą. W końcu , dlaczego tak wielu gejów walczy o to, aby można było zawierać związki np. Holandia. Coś w tym musi być...ale to inna beczka i inna dyskusja.
Wciąż nabywam wiedzy i doświadczenia. Te wszystkie komentarze sprawiły, że na niektóre sprawy spoglądam inaczej. Wielkie dzięki BRACIA.
Mimo wszystko- GEJE TO WARTOŚCIOWI LUDZIE, a to ,że niektórzy mają nasrane w mózgach -to tylko mały ułamek ( podobnie jak w świecie heteryków). GEJE SĄ SZCZĘŚLIWI I POTRAFIĄ BYĆ NAJLEPSZYMI PRZYJACIÓŁMI I KOCHANKAMI, TOWARZYSZAMI, PARTNERAMI, PRACOWNIKAMI, UCZNIAMI. GEJE TO LUDZIE KTÓRZY MUSZĄ PRZEJŚĆ W SWYM ŻYCIU O WIELE WIĘCEJ NIŻ HETERYCY I MAJĄC DWADZIEŚCIA PARĘ LAT , MAJĄ NA KARKU TAK BOGATE I WIELKIE DOSWIADCZENIA JAKIE NIEJEDEN HETERYCKI CHŁOPTASZEK NIE ZGROMADZI PRZEZ CAŁE MAŁŻEŃSKIE ŻYCIE.
Posłuchaj 'aka'- jesteś w błędzie. Geje to ogólnie szczęśliwi ludzie. Pisząc ten artykuł właśnie myślałem o takich nieudacznikach jak TY kochany !!! Narzekać potrafi każdy, ale żeby coś zmienić , nie ma nikogo. Podziwiam ludzi nie za to, że chcą się ujawnić, bo nie w tym sprawa. Chodzi o samo podejście do sprawy własnego gejostwa. Jeśli nie akceptujesz siebie to o czym w ogóle dyskutujesz chłopie???!!!
Zresztą za tydzień(jeśli redakcja pozwoli) napiszę artykuł dla ludzi właśnie takich jak Ty.
Jeszcze raz dziękują za komentarze. Powodzenia koledzy. Powodzenia.
Charli.
Oczywiście, wiem, że nie jest to łatwe. Ale przecież tu chodzi o nas samych. Jesli my o siebie nie zadbamy, nikt tego nie zrobi za nas.
Myślę także, że powinniśmy pomysleć o naszych najbliższych. Kto dokonał coming outu, wie, o czym mówię. Może organizacje gejowskie zorganizowałyby grupy wsparcia, animowane przez specjalistów, skupiające członków rodzin gejów. Myślę, że naszym bliskim byłoby dużo łatwiej przechodzić przez nasz coming out w świadomości, że nie są sami i moga wymienić doświadczenia z ludźmi, którzy przeszli albo przechodzą przez to samo.
A mój coming out..? Był trudny i jeszcze trwa. Mam już "z głowy" rodziców i część moich przyjaciół. Z przyjaciółmi nie było problemu. Rodzice przezywają to (naturalnie) dużo ciężej. Są wykształconymi ludźmi, a jednak zaskoczyli mnie swoją niewiedzą. A jednak... po trzech miesiącach jest już lepiej i bardzo wierzę w to, że kiedyś pogodzą się nie tylko z tym, kim jestem, ale i z wszystkimi tego aspektami. Trudno jest im zaakceptować mojego partnera, który jest ode mnie dużo starszy. Ale z czasem (da Bóg!) i to będziemy mieli za sobą.
I jeszcze jedno: jeśli wolno mi coś radzić: jeśli zdecydujecie się na coming out, miejcie kogoś przy sobie. Ja miałem najwspanialszego mojego człowieka na świecie, który przez cały czas mnie wspierał i pomagał radami. On ma już swój coming out za sobą, znam całą Jego rodzinę i przyjaciół. To dodawało mi otuchy.
Tommy
PS. Autorowi listu życzę powodzenia. Jestem pewien, że będzie dobrze... :-)
Ale nie zgadzam się, że geje to nieszczęśliwi ludzie!!! JA jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem - w życiu, w miłości i w interesach. Dzięki mojej orientacji poznałem wspaniałych ludzi, przeżyłem piękne uczucia (i nadal je przeżywam). Wiem co to miłość, przyjaźń, przygoda.
Kiedy odwiedzam moich heteryckich znajomych (na ogół nic o mnie nie wiedzą a ja nie uważam za stosowne ich wtajemniczać) - po godzinie nudzę się i chcę uciekać. Te stare, wypalone małżeństwa! To pustosłowie! Te towarzyskie zakurzone rytuały! Te nieporadne flirty! Boże! Panopticum. Mam przyjaciół - gejów w różnym wieku. Nie wszyscy złapali fortunę za nogawkę, ale nawet ich konflikty wewnętrzne i powierzchowność są ciekawsze od tego muzeum. Oni przynajmniej czegoś szukają, do czegoś dążą...
etc etc etc...
collossus
ja musze sie przyznac, ze u mnie rodzina nic nie wie..choc pewnie sie domysla.. ale to wlasnie o nich sie boje..
na mojej ulicy mieszkal gej.. rok mlodszy oode mnie..pewnei komus sie przyznal, lub jakos sie ktos o tym dowiedzial, bo co kilka dni rodzinka miala obsmarowane napisami drzwi..nic przyjemnego... i nie chcialbym zeby to spotkalo moich najblizszych...
mabo