Pieniądze nie śmierdzą. Potentat branży turystycznej Thomas Cook (jest to jedno z największych biur podróży w Wielkiej Brytanii) ogłosił, że zamierza stworzyć specjalną ofertę wakacyjną dla gejów i lesbijek. Przeczytać o tym było można w gazecie "Peterborough Evening Telegraph", gdzie jest też napisane, że eksperci szacują ten rynek na około dwóch milionów potencjalnych klientów. Rzecznik firmy, Mike Beaumont mówi: "dotychczas oddawaliśmy tu pole małym firmom. Ale teraz chcemy to zmienić"...
Tam gdzie są pieniądze - nie ma dyskryminacji. Jak powiada mój przyjaciel, pracownik dużej instytucji finansowej: "Zapłać, a sprzedam ci różowego słonia w butelce po whisky". Wielkie firmy rozglądając się po zatłoczonym rynku nagle dostrzegły, że w rozwiniętych krajach Zachodu żyje ogromna grupa ludzi zamożnych, nie obciążonych rodzinami z dziećmi, mobilnych i żądnych wrażeń, reagujących na nowinki i nastawionych konsumpcyjnie. Mowa oczywiście o gejach i lesbijkach. Czytając zamieszczoną na tych łamach korespondencję na temat ankiety, przeprowadzonej w Niemczech, trudno nie zgodzić się z zawartą w nim konkluzją. Mam wielu przyjaciół gejów, samotnych lub żyjących w stałym związku, którzy każdą wolną chwilę wykorzystują na podróże, zakupy, przyjmowanie gości, kluby i dyskoteki i wreszcie (co należałoby wymienić na początku) - kupowanie ciuchów. Ponieważ zaś geje brytyjscy uwielbiają stadny tryb życia, w Londynie i innych większych miastach Wielkiej Brytanii wykształciła się tak zwana "infrastruktura" - co oznacza nie tylko instytucje służące zaspokojeniu potrzeb seksualnych i towarzyskich, ale też kulturalnych, rekreacyjnych i wszelkich innych jakie tylko mogą nam przyjść do głowy.
Wracając zaś do cytowanego na początku biura podróży: Dotarcie do geja-konsumenta jest dla firmy heteryckiej prawdziwym wyzwaniem. Nie wystarczy przecież atrakcyjna oferta, bo taką można otrzymać wszędzie. Cóż więc potentat taki jak Thomas Cook zamierza zrobić, by przekonać parę gejowskich przyjaciół, aby swe coroczne wakacje na greckiej wyspie Mykonos kupili akurat u niego? Bardzo wiele! Przede wszystkim, zapewnić przyjazny gejom serwis. Co to znaczy? Ano, pewnie odbędą się intensywne szkolenia personelu na wszystkich epapach wakacyjnych wędrówek. Począwszy od pracowników w biurach, sprzedających podróże, poprzez personel na lotniskach, serwis w hotelach, restauracjach, przewodnikach i "animatorach" - wszyscy ci ludzie dowiedzą się i przyjmą raz na zawsze do wiadomości, że "klient-homoseksualista to nasz pan". Na widok dwóch lesbijek lub dwóch gejów, trzymających się za ręce podczas "podróży poślubnej" nie będzie już nigdy porozumiewawczych uśmieszków, uszczypliwych uwag i agresywnych zachowań. Łatwo sobie wyobrazić efekt wychowawczy, jaki będzie miała taka akcja. Ktoś, kto wychowany został w homofobicznej, drobnomieszczańskiej atmosferze będzie musiał albo zrewidować swe poglądy - albo zmienić pracę! A wszystko po to, by zarobić na gejach i les pieniądze! Nie dość na tym. Oprócz biura turystycznego, zarobią firmy reklamowe, drukarnie, w których drukowane będą przewodniki, foldery i ulotki, a także wszyscy, którzy z drukarniami współpracują, prasa, kolporterzy, firmy przewozowe, banki, gastronomia, hotele, sklepy i butiki.... Thomas Cook zapowiada, że "gejowską zarazę" poniesie na cały świat, bo "geje nie są już zainteresowani klasycznymi celami, takimi jak Wyspy Kanaryjskie i Mykonos...
To jednak nie koniec. Bowiem procesy gejowsko-heteryckiej "osmozy" odbywają się także w drugim kierunku. Narzekając na brak tolerancji i dyskryminację należy o tym pamiętać. Otóż wydawcy tutejszych gejowskich magazynów, takich jak "Gay Times", "Fluid" czy "Attitude" twierdzą, że wśród ich nabywców jest coraz więcej heteroseksualnych mężczyzn i kobiet - którym podoba się publicystyka poświęcona zdrowiu, modzie, kosmetykom czy rozrywce. Z tego względu "Gay Times" zamierza już niebawem zamieszczać reklamę w prasie codziennej i klasycznych "męskich" periodykach. Inne pisma - jak na przykład "Attitude" - zamieszczają coraz częściej materiały, które adresowane są do czytelnika bez względu na jego orientację. I tak - w aktualnym wydaniu znajdujemy artykuł o "spajsetce" Geri Halliwell (bąkała coś o swych lesbijskich fascynacjach). Redaktor "Attitude" Adam Mattera powiedział gazecie "The Independent" że numer magazynu, w którym był artykuł o Kylie Minogue sprzedawał się o wiele lepiej niż zwykle, bo kupowali go heteroseksualni mężczyźni i kobiety.
Powyższe przykłady służą podmurowaniu tezy, że w krajach zachodnich, kultura gejowska wychodzi powoli z podziemi. I jest to proces nieodwracalny, którego nieuchronną konsekwencją będzie wzrost tolerancji i powstanie nowych wartości w sferze obyczajowej. Jestem także przekonany, że prędzej czy później, tendencje te objawią się także w Polsce. Być może czytelnik IS z Kalisza może to sobie wyobrazić z dużą trudnością, ale Warszawiak już bardziej. Wiem, że wielu z Was się ze mną nie zgodzi, być może wytargany zostanę za uszy, nazwany niepoprawnym optymistą i marzycielem... Już się na to cieszę.
Waldek Czyżowski - Londyn
Ja tez bardzo chętnie! I to od zaraz!
Pewnien problem w tym, że teraz mamy słabą sytuacje gospodarczą w naszej pięknej Polsce i to na wszystkich się odbija ...
Osobną kwestią jest to czy pieniądze kształtują tolerancję? To chyba zbyt daleko posunięty wniosek ... jednak mysle, że na pewno w tym pomagają!