Wbrew zapewnieniom Mikołaja Reja nie byłbym taki pewny, że Polacy mają swój własny język. Śmiem twierdzić, że jest on dosyć ubogi, przynajmniej w tematach gejowskich, gdzie naśladujemy to, co wymyślili inni.
Niestety, chyba jednak nie mają, zdolni tylko do gęsiego powtarzania tego, co inni wymyślili... Przynajmniej w tematach branżowych. Zastanawiałem się, jakimi słowami Polak może określić mężczyznę o skłonnościach do tej samej płci i doszedłem do wniosku, że wybór jest raczej skromny, zarówno jeśli chodzi o wyrazy o pozytywnym, jak i pejoratywnym znaczeniu. Co więcej, znakomita ich większość to zapożyczenia. Przyjrzyjmy się: homoseksualista to właściwie hybryda językowa: homos znaczy po grecku "wspólny, ten sam", zaś sexus to po łacinie "płeć". Poza tym, to słowo niezbyt lubiane przez gejów, jako zbyt poważne i kojarzące się niektórym z medycznym, naukowym określeniem jakiejś choroby. (Mi osobiście wcale się tak nie kojarzy, chociaż przyznaję, że niezbyt zręcznie mówic o sobie "jestem homoseksualistą".) Gej, który zrobił szaloną karierę, to z kolei pożyczka z angielskiego, chociaż do angielszczyzny weszła w średniowieczu z francuszczyzny; samo w sobie słowo "gay" znaczyło najpierw "piękny, czarujący", potem po prostu "wesoły", które to znaczenie można spotkać u wielu angielskich poetów [np. magic web in colours gay u Tennysona]. Swojsko brzmiący, chociaż nieco pejoratywnie, pedał (pedzio, pedałek), wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z jazdą na rowerze, a pochodzi od greckiego "paiderastes", czyli - miłośnik chłopców, do polszczyzny zaś trafił poprzez łacinę. Można jeszcze powiedzieć o sobie bardzo naukowo, że jest się mężczyzną o skłonnościach homoerotycznych, ale wątpię, żeby było to popularne miano; brzmi jeszcze bardziej medycznie niż "homoseksualista", no i zawęża znaczenie, odnosząc się tylko do erotycznej sfery naszego życia.
Całkowicie polskie jest natomiast słowo ciota (wraz z odmianami: cioteczka, ciotensja), ale chyba nikt z nas nie chciałby być w ten sposób określony. (Jeśli się mylę, proszę wszystkie czytające te słowa cioty o wybaczenie.) Poza tym, w odróżnieniu od poprzednich, "ciota" jest zdecydowanie rodzaju żeńskiego (gramatycznie!), co niewątpliwie wpływa na jej negatywne, obelżywe w moim odczuciu, zabarwienie. Prawdopodobnie takich obelżywych słów jest w polskich homofobicznych środowiskach więcej, sam słyszałem w autobusie określenie "spermojad", które brzmi tak nieciekawie, że wolę się nie zagłębiać w inne nieprzyjazne nam określenia. Jeśli chodzi o rodzaj żeński używany wobec osobników płci męskiej, to można jeszcze powiedzieć o geju koleżanka, co może nie ma w sobie nic złego, brzmi nieco żartobliwie, jakby z przymrużeniem oka (stąd często pisane w cudzysłowie), ale mi osobiście niezbyt się podoba. (Za co wszystkie "koleżanki" przepraszam.) Podobne znaczenie i użycie ma też określenie już nie jednostkowe, mianowicie branża (np. "on też jest z branży"), chociaż może być nieco mylące, w końcu branż jest dużo i każda z nich może być postrzegana przez członków jako właśnie TA branża. Kiedyś też spotkałem się z próbą oswojenia "homoseksualisty" - w ten sposób powstał homik, ale nie sądzę, żeby było to określenie powszechne w użyciu, chociaż zdecydowanie miło brzmiące. I na tym, muszę przyznać, kończy się moja językowa wiedza...
Dla porównania, w angielskim można określić geja takimi słowami: faggot, shirt-lifter, poofter, queer, queen, pansy, fudge-packer, bender, gaylord, bum-bandit, cocksucker, fairy... Nie wnikam tu w ich znaczenie (zainteresowanych odsyłam do dobrych słowników), wiele z nich odebieranych jest przez naszych wyspiarskich kolegów jako obraźliwe, jednak z językowego - i językoznawczego - punktu widzenia zachwyca mnie ich bogactwo i pomysłowość, których brakuje polszczyźnie. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na słówko "queer", które pojawiło się też w menu IS [rubryka BE.QUEER]. Otóż samo w sobie, w odniesieniu do ludzi, znaczy ono właściwie "dziwak, ktoś, kto się różni, często w nieprzyjemny sposób"; mimo że początkowo w odniesieniu do takich jak my miało zdecydowanie obraźliwy wydźwięk, obecnie moi angielscy przyjaciele, którzy nie są związani ze środowiskiem, nie są "scene-oriented", wolą o sobie mówić "queer" niż "gay". Po prostu w ich odczucie słowo "gay" zaczęło oznaczać już nie mężczyznę kochającego mężczyzn, ale całkiem osobną subkulturę, z którą nie czują się związani. Derek Jarman w swoich dziennikach też wolał o sobie pisać "queer". Szkoda, że to słowo nie zadomowiło się w polszczyźnie, głównie chyba ze względu na pisownię - a może wymowę? Chyba też wolałbym o sobie powiedzieć "jestem queer"...
A może czytelnicy mają jakieś pomysły na określenie polskiego geja? Może coś przeoczyłem, jakieś słowo nowopowstałe, którego nie znam? (Taaak, lata mijają...) Zapraszam serdecznie do dyskusji!
opracował: Edmund Mazur
Gondar (08.12.01 14:46)
Jezeli wolno jeszcze dodac moja ulubiona autorka uklula wlasne slowo na okreslenie naszych sklonnosci: "shay'a'chern" z czasem przeksztalcone w "shayn". Mnie sie podoba bo tylko najblizsi wiedza o co chodzi ;-)
ja: 7939918
voca_(at)_o2.pl