Wielki James Dean, którego podobiznę wieszają na ścianach kolejne pokolenia nastolatków nakręcił tylko trzy znaczące filmy. Gdyby żył, miałby siedemdziesiąt lat. Zginął w wypadku samochodowym 46 lat temu. Ale do dziś, na adres jego agencji impresaryjnej nadchodzą tysiące listów z całego świata. Szczególnie dla młodych gejów zmarły tragicznie aktor stał się zakonserwowaną niczym owad w bursztynie nieprzemijającą ikoną.
Andy Warhol, wielki i genialny budowniczy nowej, gejowskiej kultury w Stanach, nazwał Deana "duszą zniszczoną". Aktor Humphrey Bogart ("Casablanca") uzupełnił: młodego Deana zniszczyła sława. "Gdyby żył dłużej, nie byłby w stanie spełnić pokładanych w nim oczekiwań". Martin Sheen ("Apocalypse Now") jest przekonany, że James Dean był geniuszem. "Kiedy chodziłem do szkoły teatralnej w Nowym Jorku, Marlon Brando zmienił całkowicie metodę aktorską, a James Dean styl życia".
Wiadomość o tragicznym wypadku, który wydarzył się w 1955 była dla wielu ludzi wstrząsem równie silnym, jak meldunek o śmierci księżnej brytyjskiej Diany. Tym bardziej, że okoliczności śmierci pasowały jak ulał do obrazu buntowniczego, nie zważającego na żadne konwenanse młodego człowieka. Sportowy samochód Porsche 550 Spyder, ryzyko, szybkie życie, szybki koniec - wszystko to było zwierciadlanym odbiciem filmowych postaci, kreowanych przez słynnego aktora.
James Byron Dean stracił matkę kiedy miał zaledwie dziewięć lat. Odtąd, chłopcem zajmował się wujek i ciotka, mieszkający na rancho w Fairmont w amerykańskim stanie Indiana. Już wcześnie młody James miewa emocjonalne problemy. Mówiąc językiem obrazowym, był bardzo humorzasty. Wpadał w stany bliskie euforii, by zaraz potem, pogrążyć się w depresji. Zaczyna interesować się sztuką i teatrem. Bierze lekcje baletu i muzyki, pisze wiersze i rzeźbi. Nade wszystko zaś, uwielbia szybkie, sportowe samochody. Potem - odkrywa swą największą pasję: aktorstwo.
Po skończeniu szkoły dołącza do armii młodych i bezrobotnych adeptów sztuki aktorskiej. Akceptuje każdą ofertę pracy. Gra w reklamówkach, przyjmuje małe rólki w raczkującej telewizji i w filmie. Pierwszą główną rolą na Broadwayu, dostaje w 1951 roku ("See the Jaguar"). Następna (1954, "The Immoralist") daje mu dawno oczekiwaną szansę: role filmowe w słynnej wytwórni Warner Brothers. Wszystkie trzy wielkie filmy James Deana: "Na wschód od Edenu" (reż. E. Kazan), "Buntownik bez powodu" (reż. N. Ray) i "Olbrzym" (reż. G. Stevens) powstają w ciągu zaledwie jednego roku i przynoszą mu sławę, pieniądze i nieśmiertelność.
O życiu intymnym idola, wiadomo było bardzo niewiele. Dean żył w czasach, kiedy w filmie amerykańskim triumfowała purytańska moralność. Homoseksualni aktorzy zmuszani byli do zawierania fikcyjnych małżeństw. Sceny erotyczne były cenzurowane do tego stopnia, że nawet w małżeńskich sypialniach pokazywano osobne łóżka.
Jednak nie orientacja seksualna Jamesa Deana jest do dziś aktualnym i ważnym symbolem, lecz jego bunt przeciwko zastałym i skostniałym strukturom społecznym i wartość, o którą zabiega każda kolejna młoda generacja - wolność.
Opracował: Marek Kamiński - Miami