Każdy z nas był nie jeden raz z pewnością ofiarą słownych zaczepek, wrednych odzywek, głupiej gadki. I to nie tylko ze strony chamskich heteryków, którzy zdobyć się mogą (co najwyżej) na komplementy w rodzaju "ty j... cioto" lub "ty p... pedale". Po świecie chodzi niestety mnóstwo gejów, którzy nie przegapią okazji, by wykazać się dowcipem kosztem bliźniego. "Chodź towarze niech cię zważę" należy jeszcze do zaczepek dość szarmanckich. "Co się gapisz, krowo" - nieco mniej. Przekłady można mnożyć - lecz nie o nie mi chodzi, lecz o to, jak się bronić.
Technika obrony przed tzw. "atakiem werbalnym" jest umiejętnością, którą można i trzeba trenować tak samo, jak trenuje się judo czy karate. Ofiarą "ataku werbalnego" stać się można wszędzie: w szkole, w pracy, na ulicy a nawet w gronie przyjaciół. I rzadko tylko można bronić się, używając siły fizycznej. Sam trening można porównać do nauki hamowania pojazdu na śliskiej powierzchni. Robi się to zwykle na bezpiecznym terenie. W sytuacji awaryjnej możemy sobie przypomnieć podstawowe zasady - i wyjść cało z opresji. Nieodwzajemniony "atak werbalny" pozostawia uczucie upokorzenia i bezsiły. Obelgi zapominamy bardzo szybko. Gorycz poniżenia, nadszarpnięte poczucie godności dają się dłużej we znaki. Gdy kilka minut po incydencie rozpamiętujemy jego przebieg, wpadają nam do głowy celne i dowcipne riposty. Niestety - za późno, bo po fakcie. Często, by "zrehabilitować się" w własnych oczach, upiększamy zdarzenia, chwalimy się swym refleksem i odwagą.
Umiejętność prawidłowego reagowania w przypadku "ataku werbalnego" ważna jest dla naszego dobrego samopoczucia. Zanim jednak zaczniemy zastanawiać się nad właściwą odpowiedzią na "głupią gadkę" - musimy samą postawą zasygnalizować, że nie tak łatwo nas zastraszyć. Nie wolno dać zbić się z tropu! Trzeba się wyprostować, patrzyć atakującemu w oczy. W postawie siedzącej można sobie wyobrazić, że siedzimy na tronie: wyprostować kręgosłup, wysunąć pierś do przodu. Nie należy krzyczeć, zdradzać irytacji. Jeśli adrenalina zbyt silnie uderzy do głowy - trzeba głęboko i równomiernie oddychać. Maskując zdenerwowanie lub niepewność - skoncentrujemy się na jakiejś czynności: Można np. wstać, żeby nalać sobie coś do picia, lub przynieść jakiś przedmiot. W żadnym wypadku nie wolno zachowywać się jak zając, sparaliżowany w świetle reflektorów!
Kolejną fazą treningu, jest zbudowanie wokół siebie nieprzenikliwej bariery. Wyobraźmy sobie po prostu, że zaczepka na w ogóle nie dotyczy, lub że atakujący jest figurą tak głupią i bezczelną - że nie warto w ogóle zwracać na niego uwagi. Zawsze celem "ataku werbalnego" jest upokorzenie ofiary, wyprowadzenie jej z równowagi. Gdy zamysł ten się nie powiedzie - atakujący traci koncept, jest zdezorientowany. Daje to cenny czas, by zastanowić się nad właściwą ripostą.
Riposta nie musi wcale polegać na jakimś błyskotliwym i wyrafinowanym dowcipie. Bo nawet, jeśli przyjdzie on nam w właściwym momencie do głowy - to wygłaszając go, przyjmujemy wyzwanie i rozpoczynamy pyskówkę. Zamiast więc odpowiadać obrazą na obrazę lub epitetem na epitet - lepiej przyjrzeć się atakującemu z wyższością i litościwym uśmiechem, lub pokiwać głową mówiąc "no coś takiego!". Jeśli obraża nas przełożony (szef w firmie, nauczyciel w szkole) można sięgnąć po łatwy i skuteczny chwyt: udać że notuje się jego słowa, mówiąc "to naprawdę bardzo interesujące stwierdzenie, muszę to zapamiętać na przyszłość". Generalnie: półsłówkami w rodzaju "no no", "ach, popatrz tylko" możemy wyjąć wiatr z żagli nawet najbezczelniejszemu chamowi. Ilustracją jest tu historia pewnego rzemieślnika, który często musiał znosić przemądrzanie się swych klientów, instruujących go, jak ma reperować zepsute pralki i krany. Od kiedy nie wdaje się w dyskusje i odpowiada "mmmchmmm" - ma święty spokój. W sytuacjach rodzinnych, lub podczas sprzeczki w gronie przyjaciół, skuteczną metodą rozładowania napięcia jest zmiana tematu. Całkowicie rozbrajające są niespodziewane komplementy. Niegrzeczna urzędniczka rozchmurzy się, gdy usłyszy "Jak pani świetnie dzisiaj wygląda!".
Niekiedy jednak - nieuprzejmy przełożony lub chamski nauczyciel nie pozostawia nam wyboru. Wówczas musimy zareagować w sposób stanowczy - lecz opanowany. Można na przykład wstać i powiedzieć głośno: "Pan mnie obraził, oczekuję przeprosin!" - i wyjść z pomieszczenia. Same przeprosiny nie są tak istotne jak reakcja. Atakującemu należy pokazać że nie godzimy się na rolę ofiary, zaś świadkom incydentu, że potrafimy się bronić. Ludzie instynktownie stają po stronie ofiary. W tej sytuacji, szef zaskarbi sobie opinię nieokrzesanego prostaka.
Metod obrony przed atakiem werbalnym jest wiele. Spróbuj przyswoić sobie choć dwie podstawowe i przećwicz je kilka razy "na sucho". Zobaczysz, że ta umiejętność Ci się przyda!
Opracował: Dr Nick
Robisz to tak: wyobrażasz sobie twarz swojego przeciwnika (a najlepiej, gdy masz jego zdjęcie) i patrząc na nie równo i spokojnie głęboko oddychasz. Co to daje? Ano spokój i głęboki oddech to oznaki opanowania, równowagi emocjonalnej, a co za tym idzie kontroli sytuacji. PO kilku minutach takiego "treningu" mózg skojarzy Twoje uczucie spokoju i panowania nad sytuacją z wizerunkiem Twojego przeciwnika, dzięki czemu gdy go spotkasz, zamiast stresu Twój organizm zareaguje na jego widok spokojem. i znowu pytanie - co to da? Ano gdy jesteś spokojny, to łatwo Ci przychodzą błyskotliwe riposty prawda? i łatwo jest Ci kontrolować sytuację, co nie? No właśnie. Więc pamiętaj o tym.
Podobno śmiech bardziej rani niż słowa :)))
Moze byc przydatna.
Mabo