Miss Jacky to prawdziwa gwiazda! A znów jego drugie wcielenie, Jacek, jest prawdziwym gentelmanem. Jedyna widoczna ekstrawagancja to słabość do złotej biżuterii. Miss Jacky jest artystą rzadkiego jeszcze w Polsce gatunku rozrywki, czyli travestie. Miss Jacky jest bardziej znana niż Jacek - ale oboje chyba jakoś się tolerują. Wywiad przeprowadziłem co prawda z Miss Jacky, ale w osobie Jacka. Miss Jacky nie protestowała. Następnego dnia znów widziałem Miss Jacky, tym razem w własnej osobie - ale choć przez chwilę musiałem pogadać o interesach z ukrytym w niej Jackiem. Łaskawie się zgodziła. Trudno zrozumieć? Przeczytaj wywiad, wszystkiego się dowiesz!
- Kiedy narodziła się Miss Jacky? Kobiet co prawda nie pyta się o wiek, ale przecież najpierw narodziłeś się Ty, a dopiero potem Twoje drugie wcielenie - Miss Jacky.
- Ona urodziła się w Niemczech, bardzo dawno temu, przez czysty przypadek. Tego nie pamiętają najstarsi Polacy! Zostaliśmy zaproszeni ze znajomymi do lokalu "Alcazar" w Hanowerze, gdzie są słynne rewie travestie. Postanowiliśmy pójść tam w przebraniu. Kupowaliśmy na szybko peruki, szyliśmy sukienki w rękach... W "Alcazar" występował nasz znajomy, gwiazda travestie Marcel Bijou. No i poszliśmy... Ja wyglądałem jak wymalowany worek ziemniaków. Czerwona sukienka, czerwona peruka, makijaż.... no, tak jak wymalowany kosmetykami facet. Ale wszyscy wokoło twierdzili że wyglądam świetnie i ponętnie. Poproszono mnie, żebym występował w chórku podczas występów innych gwiazd. Powiedziałem - nie ma problemu, mogę się nauczyć. Pierwsze moje występy wyglądały tak, że opierałem się o ścianę, bo nie mogłem ustać na szpilkach. Im bliżej ściany - tym bezpieczniej. Dopiero po trzech - czterech latach w tle odważyłem się na samodzielny występ.
- Ile miałeś wtedy lat?
- Dwadzieścia pięć. A jak zaczynałem miałem jakieś dwadzieścia jeden. Jak mówię - to był czysty zbieg okoliczności. Podobała mi się moda damska, suknie wieczorowe. Bardzo podały mi się występy travestie...
- A czy jako dziecko, albo młody chłopak, przebierałeś się po kryjomu w damskie ciuchy?
- Nie. Raczej nie.
- Nie widzę też w Tobie ciotowskiego przegięcia...
- To można rozgraniczyć. Życie prywatne i scena - to dwie różne rzeczy. Ja moje przegięcie wyżywam na scenie.
- Czy sztuki travestie można się nauczyć?
- Nauczyć można się wszystkiego - ale do travestie trzeba się urodzić. Można nauczyć się choreografii, makijażu. Ale to, co wyuczone - pozostanie sztuczne. Musisz umieć przeistoczyć się w kobietę, w odtwarzaną postać.
- Większość ludzi myli travestie z transwestytami. Wytłumacz, na czym polega różnica?
- Travestie, to sztuka naśladowania przez mężczyzn kobiet na scenie. Transwestyta, to człowiek, który zmienił płeć. Do travestie należą jeszcze tak zwane drag queen. Jest to gatunek travestie, polegający na groteskowym wyolbrzymieniu kobiecych cech: półmetrowe rzęsy, obcasy wysokie na 50 cm, talia osa, wielki biust, krzykliwe zachowanie i takież kostiumy...
- Długo mieszkałeś w Niemczech. Jak tam jest?
- Travestie jest tam sztuką bardzo rozpowszechnioną. Już lata temu para, która występowała pod imionami Mary i Gordy była sławna w całym kraju, występowała w telewizji... W Hanowerze, Hamburgu, Berlinie jest mnóstwo kabaretów dla heteryckiej publiczności. To bardzo popularna forma rozrywki.
- Jaki masz numer butów?
- 41.
- Nie masz problemów z znalezieniem damskiego obuwia do występów?
- Ja nie mam, bo są sklepy z większymi numerami dla rosłych pań. Są szpilki z numerem 41. Moja siostra nosi numer 41. Dużo butów kupuję w Niemczech, bo w Polsce się przepłaca.
- Jakie są reakcje, kiedy wchodzisz do sklepu i zaczynasz mierzyć szpilki?
- Proszę siostrę by zmierzyła. Albo mówię, że mierzę dla siostry.
- Wydajesz chyba wielkie pieniądze na kostiumy?
- Część kostiumów szyję sam, kupuję tylko materiały. Część zamawiam u krawców, albo kupuję gdy widzę jakąś okazję. Kostiumy muszą być błyszczące, bogato zdobione, podkreślające figurę.
- Widziałem Cię kiedyś podczas występu. Do każdego wyjścia, do każdej piosenki kompletnie zmieniałeś kostium: Nowe buty, nowa peruka, nowa sukienka. Nawet makijaż był nowy. Potem wyłaniałeś się uśmiechnięty, świeży, radosny... Jak to robisz?
- Tak naprawdę, cała sztuka travestie to właśnie to, co dzieje się w garderobie. W ciągu kilkunastu sekund musisz zmienić sukienkę, buty, rajstopy, perukę, biżuterię. Trzeba mieć zawsze kogoś do pomocy. Zdarzyło mi się wyjść na scenę bez biustu!
- Masz specjalny biust?
- Zdradzę tę tajemnicę: Noszę normalny biustonosz z wkładkami silikonowymi numer 85 D. Pod wpływem temperatury ciała sam się przykleja do skóry.
- Chciałbym zapytać Cię o sprawę dość delikatną...
- Gdzie my "to" chowamy? Złociutki! Zawsze mówię, że "to" jest tak małe, że nie trzeba go chować... Poza tym - każdy ma swoją słodką tajemnicę...
- A golenie nóg i ciała?
- Ja nie golę nóg. Noszę specjalne rajstopy. Ale, jeśli ktoś ma ciemny i gęsty zarost - musi się naturalnie golić albo epilować. Są nowoczesne kremy - nakładasz, zmywasz. Najgorsze jest, kiedy włosy odrastają.
- Jakie były początki Miss Jacky w Polsce?
- Mam kolegę, który próbował to robić wcześniej...
- Kto to jest?
- Panna Iza. Wymyśliliśmy, że będziemy jeździli po lokalach i dawali występy. Pierwszym lokalem, do którego się zgłosiliśmy był bar "Myconos" w Warszawie. To było 2 lata temu. W lutym. Zrobiliśmy tam półtoragodzinny show z konferansjerem. Jak na warunki polskie - bardzo profesjonalnie. Tak się zaczęło. Posypały się propozycje z Polski i z zagranicy...
- Czy w Polsce byli już inni artyści travestie?
- Tak. Ale ponieważ lokale dopiero od niedawna otwierają się na występy travestie, jest dziś szansa dla tych starszych i dla młodych, którzy chcą wypróbować swe siły w show biznesie. Nam wystarczy mały podest i trochę światła. Dobry artysta wystąpi także na klepisku he he he...
- A co z repertuarem? Czy Polacy mają swoje własne upodobania?
- W Polsce każde miasto ma swoje własne upodobania. To co nie podoba się w Warszawie, w Krakowie przyjmowane jest z entuzjazmem. To trzeba wiedzieć. Jeśli nie zna się publiczności - to już przy pierwszej piosence trzeba wyczuć na co ludzie reagują? Ale generalnie - publiczność jest wybredna. Nie wystarczy kostium. Na scenie trzeba jeszcze coś pokazać.
- Większość artystów travestie śpiewa z play backu ruszając tylko ustami. Ale są też tacy, którzy sami śpiewają. Próbowałeś kiedyś dać własny głos?
- Namawiają mnie... Ale nie jestem na tyle odważny. Choć w Katowicach śpiewałem w duecie z Heleną Vondraczkową na dwa głosy "Nie spoczniemy niż dojdziemy"....
- Czy Polacy chętniej słuchają polskich piosenek? Santor, Przybylską, Rinn, Rodowicz?
- Tak! I jeszcze Kayah, Sośnicką. Starsze przeboje. Alibabki. Młodzież to uwielbia. Skąd oni to znają?
- Czy zdarzają się jakieś zabawne sytuacje podczas występów?
- W Katowicach robiłem Cher i byłem bardzo skąpo ubrany. Miałem na sobie body i czarną perukę. I to body rozpięło mi się w kroku. Więc tańczę, śpiewam i trzymam to wszystko ręką. W końcu podszedłem do kogoś z publiczności i mówię: "Zapnij mi bo puściło!". W Niemczech miałem taki numer, że facet - heteryk - nie mógł uwierzyć, że nie jestem kobietą. Przyszedł do garderoby z bukietem róż i zaczął namolnie zapraszać mnie na kolację. Był trochę podchmielony... Był ohydny, paskudny, bah... Perswaduję mu, że nie mam czasu, nie chodzę na kolacje z nieznajomymi. A on swoje. Zaczął już zamawiać stolik. Więc w desperacji sięgnąłem po najpoważniejszy argument i mówię "Proszę pana, ja nie jestem kobietą!". Popatrzył się dziwnie i powiada "to mi zupełnie nie przeszkadza". Zaczął mnie namawiać, żebyśmy poszli do niego "posłuchać płyt". Byłem tak rozeźlony, że zdjąłem perukę, rzuciłem ją na toaletkę, wyciągnąłem biust i spoliczkowałem go własnym biustem! Tak jak w tym słynnym filmie "Pół żartem, pół serio" - nikt nie jest doskonały. Niestety....
- Znany musical "Klatka dla błaznów" (doczekał się dwóch wersji filmowych) jest apoteozą życia w kabarecie travestie. Jest w nim scena, w której główna(y) bohater(ka), Zsa Zsa wychodzi jako mężczyzna, siada przed publicznością i nakładając makijaż zaczyna przeistaczać się w kobietę, śpiewając słynny szlagier "I am what I am" - "Jestem, kim jestem". Mimo całego komizmu, scena ta jest przejmująca. Musical widziałem chyba kilkanaście razy w najrozmaitszych inscenizacjach. Grał w nim mój długoletni partner. Jaki jest Twój rytuał przed występem?
- O Boże! No cóż - przychodzę, robię sobie drinka, siadam, ściągam koszulę. Patrzę się lustro i zastanawiam się: "Co z tego można zrobić?". Zaczyna się nakładanie kamuflażu, pudru...
- Co to jest kamuflaż?
- To podkład, niwelujący nierówności. Po nałożeniu pudru zostaje gładka, aksamitna powierzchnia. Ostatnio powiedziano mi, że kamuflaż nie starczy, muszę sięgnąć po gładź gipsową. Będzie szybciej i taniej. Ale - do rzeczy. Po nałożeniu wszystkich warstw, z twarzy zostają ci tylko oczy i usta. Maska, którą trzeba na nowo namalować. Zaczyna się malowanie brwi, policzków, ust. Inaczej maluje się Marylin Monroe - inaczej Cher. Jak ma się do zrobienia kilka postaci - to trzeba się sporo nagimnastykować, żeby po zmianie peruki makijaż był podobny do odtwarzanej postaci.
- Próbujesz przed lustrem?
- Często słyszą piosenkę i po prostu mam ochotę ją zrobić. Nie lubię robić repertuaru na zamówienie. I nienawidzę próbować przed lustrem. Niedawno robiłem próbę z Panną Izą. Ona mówi że nasz duet to "dama i kretynka". Ja to oczywiście dama... Iza jest strasznie śmieszna i nie mogę się na nią patrzeć, bo zawsze konam ze śmiechu i już po próbie.
- W Polsce jest coraz więcej występów travestie, jest coraz więcej artystów...
- Tak, zdecydowanie. Kilka lat temu była nas garstka - parę osób. Teraz jest mnóstwo młodzieży... Z gwiazd mogę wymienić Violettę i Brigittę z Łodzi, Marelyn też z Łodzi, Panna Iza z Krakowa (już mówiłem), Żaklina, Celesta, Carmen Casandra Daruma, Cora. Z młodszych pojawiła się Priscilla, Amanda, Christel (bardzo zdolna!), Edyta z Szczecina, bardzo podobna do Górniak. Masa ludzi! Wszyscy się u nas znają.
- Są kłótnie, konkurencja?
- Bardzo się wszystkie lubimy. Na odległość. Jak się spotykamy, jesteśmy dla siebie baaaaardzo miłe. Nikt się nie kłóci. Tylko jad wypala dziury w podłodze. Jak to baby.
- Kiedy jesteś w kostiumie - czy mówisz o sobie w formie męskiej czy żeńskiej?
- Żeńskiej, choć czasem się mylę. Robię na przykład zapowiedź i mówię "Chciałe...aaaam Wam przedstawić...".
- Czy w Polsce możliwe jest utworzenie profesjonalnego zespołu travestie, który występowałby w teatrze, albo w jakimś dużym kabarecie?
- To moje marzenie! Rewia! Dwie godziny, pióra, brokaty, tancerze, muzyka. Na przykład w Teatrze Słowackiego w Krakowie!
- Serdecznie Ci tego życzę! Może czyta nas jakiś dyrektor teatru i się zgłosi? Kto wie? Dziękuję Ci za rozmowę!
Rozmowę przeprowadził Janusz Marchwiński
Zdjęcia: George Lambert