Hej.
Ogłoszenie kierowane do kobiet 25-30 lat.
Nie wiem, co tu robię – po raz sręty (chyba jestem uparta, a może nie wyciągam wniosków, kij wie.)
Nie zależy mi na tym żeby błyszczeć, ani by na siłę przyciągnąć uwagę w ogłoszeniu, czy wkręcać Ci jaka jestem zajebista. Szczerze mówiąc – piszę to na totalnym wyjebaniu i nie spodziewam się niczego. Trudno poznać przez internet kogoś, kto nadaje się do stałego związku, nie mówiąc już o wymaganiach, które też na pewno posiadasz. Może coś w stylu: ,,bądź ładna, kobieca, inteligentna, bla, bla..." – jest to jak najbardziej okej.
Moje wymagania odnośnie kobiety z którą chciałabym spędzić życie, są w zasadzie śmieszne. ,,Śmieszne" ponieważ dla każdej z nas wydają się oczywiste, ale jak się okazuje... trudno o kogoś, kto rzeczywiście byłby ,,normalny". To może teraz wyjaśnię, czym jest dla mnie ta cała ,,normalność", bo każdy może mieć swoją definicję. Dla mnie osobiście normalność, to... (wjebałam się. Nigdy nie byłam dobra w tłumaczeniu swoich filozoficznych przemyśleń, ehh.) Zaczynając od najbardziej płytkiej rzeczy – nie wyglądaj jak pokemon. Sama nie wyglądam jak chodzący seks, ale nie próbuję też zwracać na siebie uwagi kolczykami na twarzy, czy oczojebnymi kolorami włosów. Jeśli lubisz krótkie fryzury – są w porządku, ale mimo wszystko wyglądaj i czuj się kobietą. Co więcej o tej normalności? Jeszcze nie miałam przyjemności poznać osoby, która potrafiłaby rozmawiać szczerze – o wszystkim, w tym o sobie. Cenię sobie ludzi, którzy potrafią mówić prawdę prosto w oczy – kiedy jest źle, albo wręcz chujowo. Jednak miłe ,,wypierdalaj, nic z tego nie będzie" jest lepsze, niż ,,nie wiem, co czuję". Do tego nie mam potrzeby przejmowania każdego twojego wolnego dnia, czy godziny. Myślę, że w zdrowej relacji obie strony powinny mieć czas dla siebie, na swoje pasje i znajomych. Bez zazdrości, czy scen kiedy ktoś czasami po prostu nie ma chęci do podnoszenia telefonu. Oczywiście, wszyscy kochamy ten dreszczyk związany z początkiem znajomości, kiedy siedzimy późnym wieczorem, czekając na kolejną wiadomość... ale wiesz co? Spoiler. To mija. A potem zwykle wiadomo, czy to zauroczenie, czy coś więcej.
I jeśli coś nie działa... bo czasem tak jest, to z szacunku do drugiej osoby, chyba wypadałoby o tym powiedzieć. Mniej więcej tak widzę tę normalność, w dużym skrócie.
Ale nie może być za fajnie, co?
Każdy ma wady. Ja. Ty. Twoja ex. Nawet przyszła żona, jeśli o tym marzysz. No więc mi też ich nie brakuje. Ba, mam ich chyba nawet trochę w nadmiarze, albo w granicach przyjęcia ;)
Większość osób zwykle chyba pisze o swoich zaletach, ale ja pójdę w drugą stronę, tak by nie marnować Twojego czasu na starcie.
– Bywam nieznośna. Szczerze? Mam wybitny dar do wkurwiania ludzi i od lat robię to bez większego wysiłku, choć nie wiem jak. Często nawet nie specjalnie. Nie ma to chyba związku z truciem komuś dupy. Po prostu bywam wkurwiająca. Nawet dla samej siebie.
– Mam trochę pokręcony humor. Zwłaszcza w pracy, w której popierdolenie jest traktowane jak dodatek do wynagrodzenia. Pracuję w Niemczech, może dlatego czasem warczę na ludzi.
– Nie jestem zbyt wygadana w realu. Może po bliższym poznaniu trochę się otwieram. W każdym razie lepiej idzie mi pisanie. Jasne, mogę Cię zaskoczyć na pierwszym spotkaniu i przez długi czas sprawiać wrażenie zupełnie otwartej, rozgadanej osoby, ale w środku umieram i palę się pod wrażeniem, że chrzanię głupoty.
– Dla niektórych osób wulgarność może być wadą. Jestem wulgarna. W chuj. Ale śmieszny fakt. Wygrałam kiedyś konkurs poetycki, więc potrafię też czasem puszczać ładne wiązanki.
– Lubię wydawać/marnować swoje pieniądze. Głównie na hobby, takie jak gry.
– I chyba najgorszą rzeczą jest to, że po całym swoim bagażu doświadczeń (których swoją drogą mogło nie być, ale jak większość byłam naiwną idiotką, brawo ja) trudno mi się otworzyć na nową miłość. Jestem po prostu sceptyczna i myślę, że potrzebuję więcej czasu, by się do kogoś przekonać, zaufać i zaangażować. Nie wierzę, że poznam tym razem kogoś odpowiedniego. No, ale niestety jakaś mała i wyjątkowo wkurwiająca część mnie, każe mi pisać to ogłoszenie o 3 nad ranem.
– Miałam coś dodać, ale zapomniałam co. To chyba o czymś mówi.
– Nie lubię dzieci i jestem szczęśliwa z faktu ich nieposiadania.
– Lubię czasami pobyć sama ze sobą i ze swoimi myślami i denerwuję się, kiedy ktoś mi przeszkadza w tym czasie. Mam w sobie coś z choleryka, słychać to w pracy i widać, kiedy siedzę przy komputerze. Wiele rzeczy wokół mnie wkurwia. I tak, mogłabym się zachowywać. Ale klawiatura sama się nie rzuci.
– Palę. Dużo. Co za niespodzianka.
– Nie piję. Nie imprezuję. Wolę nudne wieczory przy filmach, albo książce którą piszę...
– Nie potrafię skupić się na rozmowie, jeśli nie jestem nią zainteresowana. Nie zapamiętam nawet połowy, jeśli temat dotyka mody, czy czegoś, co do mnie nie przemawia. Tak, to zdecydowanie jest do dupy.
– Jestem uparta. Na szczęście nie lubię i nie będę się z Tobą kłócić. Po prostu jak sobie coś wkręcę, to na 99,9% coś odjebię. Nawet jeśli obie wiemy, że to chujowy pomysł.
To tylko niektóre przykłady. Mam też oczywiście zalety, ale wolałabym zacząć od tej gorszej strony, żeby nie zabierać niepotrzebnie czasu komuś, kto ma inne oczekiwania.
A jeśli przeżyłaś moją antyreklamę i dalej jesteś ciekawa, spróbuj mnie poznać. Bez presji. Bez oczekiwań na natychmiastową miłość. Opisz siebie, może w podobny sposób, jeśli chcesz. To skąd jesteś nie ma dla mnie znaczenia, na początku i tak będziemy głównie pisać – i pewnie na tym się skończy.
Natomiast jeśli nie... jeśli wbrew logice i wszelkim prawom zjebanego wszechświata, Ty okażesz się być tą... właściwą? Wymarzoną? Jedyną? Dla mnie.
– Kurwa, zabrzmiało jak pieśń desperatki.
W każdym razie, wtedy chciałabym zmienić to na spotkania. O ile będziemy pewne swoich uczuć.
Jeśli zdecydujesz się napisać, zapraszam na priv.