Ignacy Karpowicz, jak nikt inny pisze o miłości w 2017 roku. O rozpaczliwym poszukiwaniu szczęścia w czasach zarazy. Jakiej – odpowiedzi na to pytanie mają poszukać czytelnicy.
W dworku wczesnych lat powojennych, w dystopijnej Polsce przyszłości, w baśniowym królestwie toczonym zarazą, w krzywym zwierciadle tu i teraz – ścierają się ludzkie namiętności. Każdy pragnie spełnić swoją powinność. Nikt nie chce być samotny. Każdego czeka ból.
„Nie wiem, czy człowiek rodzi się z pierwszym kłamstwem. Jeśli tak, to jakie ono jest? Płacz nakarmionego niemowlęcia, żeby przykuć uwagę matki? Płacząc, udawałem głód lub ból? Nie mam natomiast wątpliwości w kwestii kłamstwa głównego, kłamstwa towarzyszącego mi dzień i noc przez ponad trzydzieści lat. Kłamstwo główne zostało tak gorliwie i szeroko rozpracowane przez literaturę, psychologię i rozmaite nauki, że wstyd się do niego przyznawać. Kto nosi w sobie takie kłamstwo, wydaje się ułomny i tchórzliwy. Bo czego tu się bać? A taka jest natura tego kłamstwa – strach. I wstyd”. (fragment powieści)
„Retrofuturystyczna powieść, wyzwalająca od wstydu, strachu, niechęci”. Ryszard Koziołek
"Bo „Miłość” to na swój sposób księga ksiąg opisująca bolesną pustkę życia pozbawionego uczuć, życia w kłamstwie, w strachu przed powiedzeniem sobie prawdy w oczy. O mistrzostwie samooszukiwania się i cierpieniu po utracie osoby najbliższej. Albo szaleństwie w dążeniu do zdobycia, zawłaszczenie sobie kogoś, kto tego drugie człowieka zwyczajnie nie pragnie. I nie ma tu łatwych diagnoz, w rodzaju boyowskiego „z tym najgorszy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”. U Karpowicza miłość homoseksualna zostaje opisana w sposób niezwykle liryczny, ale tez pełen cierpienia. A ambaras zostaje przedstawiony w partiach retrofuturystycznych. Nieheteronormatywne według rządów Prawa Swobody „chcenie” to można by rzec – śmiertelna przypadłość." Recenzja portalu Poranny.pl