Opowieść o zakochaniu, przyjaźni i dorastaniu
Jest styczeń 1990 roku. Jarle Klepp ma 17 lat i uczy się w liceum w Stavanger, małym mieście w zachodniej Norwegii. W jego życiu liczy się rock, seks i polityka. Razem z najlepszym kumplem gra w kapeli punkowej, ma świetną dziewczynę, chodzi w czarnym płaszczu i arafatce, a do tego cały czas stara się wyróżnić z tłumu. Wszystko zmienia się, gdy w jego szkole pojawia się nowy uczeń, Yngve – roztargniony marzyciel lubiący słuchać popu, grać w tenisa i czytać o starożytnym Egipcie. Nagle Jarle ze zdumieniem odkrywa, że nie może przestać o nim myśleć…
Było lekko, było przyjaźnie, było fajnie.
Aż do imprezy, jak w prawdziwym życiu. Wypił za dużo, za dużo powiedział, za dużo rzeczy się stało, niczego nie dało się cofnąć.
Ta książka wstrząsnęła mną, jak gdybym przypadkowo użyła paralizatora na sobie samej. Pomogła mi zrozumieć, że z niczym nie wolno czekać, że trzeba robić wszystko od razu.
Nie czekać tak, jak Jarle z pocałowaniem Yngve'go.
Co do samej książki - motyw LGBT jest niezwykle lekko snuty, co jest jedną z wielu zalet tego utworu. Miłość Jarlego ukazana jest tu od samego początku - opisywana jest wieloma emocjami, które towarzyszą chłopakowi od kiedy po raz pierwszy ujrzał Yngvego. Podoba mi się również aspekt "rozerwania" głównego bohatera pomiędzy światem, który dzieli ze swoją dziewczyną i przyjacielem, a światem, który należy tylko do niego i Yngvego. Kontrast ten pozwala zrozumieć po części, dlaczego Jarle w pewnych momentach podejmuje niesłuszne według nas decyzje.
Lektura warta polecenia, czyta się ją szybko i płynnie. Najlepiej jednak robi się to wieczorem, gdy wokół nas panuje cisza, gdyż to sprawia, że łatwiej dostrzegamy głębię tej książki.