W powieści "Godziny" Michael Cunningham, uznany za jednego z najlepszych współczesnych pisarzy amerykańskich, opowiada historie dwóch kobiet, które przeżywają rozterki między pragnieniem miłości a wpojonymi zasadami, między nadzieją a rozpaczą, próbując odnaleźć radość życia na przekór temu, czego oczekują od nich przyjaciele, kochankowie i rodziny.
Na podstawie powieści powstał film, który otrzymał dziewięć nominacji do Oscara.
Recenzja-Rzeczpospolita
Inni się topią
Tę, nagrodzoną w ubiegłym roku Pulitzerem, powieść należałoby czytać równolegle z "Panią Dalloway" Virginii Woolf. Nie jest to jednak niezbędne, by dostrzec i docenić walory prozy Michaela Cunninghama, jednego z najciekawszych pisarzy amerykańskich średniego pokolenia.
"Godziny" to splątane ze sobą historie trzech kobiet: Virginii, powieściopisarki żyjącej w latach 20. w Londynie; mieszkającej w Los Angeles w 1949 r. Laury - namiętnej czytelniczki Woolf; wreszcie zajmującej się wydawaniem książek Clarissy, nieprzypadkowo nazwanej przez swojego życiowego partnera właśnie Panią Dalloway.
Kobiety te żyją w rozdarciu między wpojonymi im przez społeczeństwo zasadami a rozpaczliwym pragnieniem miłości. I to miłości najtrudniejszej do zaakceptowania - homoseksualnej. Bohaterki Cunninghama buntują się, ale ich bunt prowadzi nieuchronnie do destrukcji czy raczej autodestrukcji. To dlatego skończyła ze swoim życiem w 1941 r. Virginia Woolf, pisarka nowatorska, zdobywająca dla literatury nieodkryte jeszcze przestrzenie.
Coś jednak się zmienia; inaczej postrzegamy tabu, co innego zresztą staje się tabu. Ale czy rzeczywiście, jak powiada jedna z występujących w "Godzinach" postaci: "Wszystko jest lepsze od homoseksualistów starej daty, ubranych jak na egzamin, przesiąkniętych do szpiku kości mieszczańską obyczajowością, żyjących ze sobą jak mąż z żoną. Lepiej być szczerym i otwartym sukinsynem, lepiej być pieprzonym Johnem Wayne'em niż dobrze ubraną lesbą z szanowanym zawodem".
Wciąż nasze życie tu i teraz jest piekłem dla nadwrażliwców, ludzi odbiegających swą konstrukcją psychiczną od szablonu przypominającego wzorzec przechowywany w S?vres. "Żyjemy, robimy to, co robimy, potem kładziemy się spać - to takie proste i takie zwyczajne. Niektórzy wyskakują z okna, inni się topią czy zażywają zbyt dużo pigułek, znacznie więcej spośród nas ginie w wypadkach; a większość, zdecydowana, jest powolnie trawiona przez choroby lub, jeśli ma trochę szczęścia, przez czas. (...) A jednak cieszymy się porankiem, ponad wszystko żywimy nadzieję na więcej".
Skąd czerpiemy tę nadzieję?