"Ksiądz J. Augustyn SJ, od lat poszukujący właściwego spojrzenia na ludzką seksualność, także i tym razem sprostał niełatwemu zadaniu. Powstała książka dobrze osadzona w najnowszej literaturze przedmiotu. Wielokrotnie przywoływane i cytowne dokumenty Kościoła dobitnie świadczą o tym, że spojrzenie Kościoła na homoseksualizm jest bardzo ludzkie, nie ma w nim potępienia, ale jest obecna zachęta do zrozumienia i pomocy osobom zranionym homoseksualnie."
Recenzja książka ze strony interntowej wydawnictwa.
"Pożądanie seksualne" to nie to samo co "miłość" - owszem, święta racja. Tylko dlaczego niektórzy utożsamiają homoseksualizm tylko z tym pierwszym? Jak można być tak ślepym, tak zamkniętym i pozbawionym wrażliwości na innych ludzi, żeby nie widzieć, co ich łączy? Wygodniej nie widzieć całej gamy pięknych uczuć i redukować je do "pożądania" - łatwiej wtedy je potępiać.
Każdy ma prawo do swojego punktu widzenia - jasne. Ale nie zgadzam się z takim, który zamyka oczy na CZŁOWIEKA, w całej jego złożoności i pięknie, w imię IDEI, choćby i najszlachetniejszej. To mi zaraz nasuwa na myśl wojny krzyżowe, palenie na stosie, getta...
Nie wiem, czy ks. Augustyn jest gejem. Jestem natomiast pewien, że swą wiedzę o temacie czerpał z spotkań z gejami, którzy zawierzali mu się w konfesjonale etc. Szczególnie w naszym kraju osób takich, którzy nie mogąc sobie poradzić z własną seksualnością, szukają porady i pomocy w miejscu najmniej kompetentnym - Kościele katolickim.
Z punktu widzenia nowoczesnej wiedzy o homoseksualizmie, książka jest całkowicie bezwartościowa a nawet szkodliwa. Konserwuje stereotypy, jej pseudonaukowy bełkot nie powinien pruesłonić konkluzji: Jedyną akceptowalną oceną homoseksualizmu jest całkowite i bezwarunkowe uznanie jako normalnej formy seksualności człowieka. Koniec i kropka.