Paulina Kuczalska-Reinschmit (1859-1921)
Była bez wątpienia najważniejszą polską działaczką feministyczną przełomu XIX i XX wieku. Skupiała wokół siebie całe grono kobiet, ale życie spędziła tylko z jedną z nich – Józefą Bojanowską.
- Krzysztof Tomasik -
Jej nazwisko powinno być powszechnie znane, nauczane i wymieniane wraz z najwybitniejszymi przedstawicielami epoki. A jednak przez całe lata Paulina Kuczalska-Reinschmit była dokumentnie zapomniana. Starania o przypomnienie i odzyskanie jej dorobku polskie feministki zaczęły pod koniec lat 90. XX wieku, a dopiero teraz ukazał się obszerny, dwutomowy zbiór jej publicystyki wydany nakładem Feminoteki pod redakcją Agaty Zawiszewskiej. Dzięki “Naszym drogom i celom” możemy dokładnie prześledzić jak wyglądała walka naszych babek o prawa kobiet, toczona już w XIX wieku. To pierwsza książka poświęcona tej niezwykłej kobiecie.
Sterniczka
Już same określenia, którymi obdarzano Kuczalską wszystko mówią o roli jaką odegrała. Mówiono o niej jako Hetmance, Sterniczce, Wodzu i Papieżycy polskich sufrażystek. Przez wiele lat jako założycielka Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich i redaktorka naczelna feministycznego pisma “Ster” była liderką lub wręcz twórczynią ruchu kobiecego. Walczyła z dyskryminacją płci na wielu polach: politycznym, ekonomicznym, społecznym. Kiedy dziś czyta się jej pisma stykamy się z umysłem bardzo konkretnym i zdeterminowanym w walce, mało tu emocji, przypuszczeń, a dużo danych i porównań z sytuacją w innych krajach.
W publicystyce widać także ewolucję zainteresowań, początkowo Kuczalska niemal wyłącznie skupia się na pracy zawodowej kobiet, możliwości utrzymania się z nielicznych zawodów do których dopuszczane są kobiety. Z czasem w sposób naturalny dochodzi do tego kwestia edukacji, potem handel żywym towarem i sytuacja prostytutek, wreszcie prawa wyborcze, które wbrew mniemaniom nie zostały Polkom po prostu dane, tylko o które walczyły kolejne pokolenia sufrażystek.
Strzępki
Czytanie pism Kuczalskiej to zadanie interesujące, ale równie ważna, a nawet bardziej fascynująca jest jej droga życiowa, którą przedstawia Zawiszewska we wstępie do “Naszych dróg i celów”. Ponieważ kwestia zbierania i porządkowania informacji dotyczących Sterniczki dopiero dostała rozpoczęta, mnóstwo tu jeszcze białych plam i wątpliwości. Tym bardziej, że źródeł jest niewiele, bo jak pisze Zawiszewska: “już dla swoich współczesnych była raczej pomnikiem niż żywą osobą”.
Urodziła się w 1859 roku w Warszawie jako córka Eweliny Porczyńskiej i Leona Kuczalskiego. Matka musiała być kobietą niebanalną, o nowoczesnych poglądach, być to może to ona jako jedna z “Entuzjastek” skupionych wokół Narcyzy Żmichowskiej, przekazała córce feministyczne poglądy. Po przedwczesnej śmierci ojca, razem mieszkały i gospodarzyły.
Syfilis w pakiecie
O dorastaniu Pauliny wiele nie wiadomo, ale w 1879 r. wyszła za mąż za Stanisława Reinschmita, urzędnika Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Miała wówczas 20 lat, co było przeciętnym lub wręcz późnym wiekiem dla dziewczyn na ślub. Trudno dziś dociec czy był to krok uczyniony z miłości i wiary w szczęśliwą przyszłość, czy też może np. efekt kłopotów finansowych. Bez względu na odpowiedź szybko okazało się, że mówiąc ogólnie ich “charaktery i usposobienia były diametralnie przeciwnie”. Na tym zresztą nie koniec, Stanisław Reinschmit zaraził bowiem żonę chorobą weneryczną w wynika czego ta straciła oko.
Z dzisiejszej perspektywy przejścia z mężem to bez wątpienia najbardziej dramatyczne i szokujące wydarzenia w życiu Kuczalskiej, ale należy pamiętać, że mowa o XIX wieku, kiedy nie było to aż tak niespotykane. Jeszcze międzywojniu Tadeusz Boy-Żelenski pisał: „Wciąż zachodzą jeszcze do domów publicznych bogobojni młodzieńcy, szanujący dziewiczą część swej narzeczonej i w rezultacie często dokumentujący ten szacunek wniesioną w małżeństwo chorobą weneryczną”. Za niezwykłą należy więc raczej uznać decyzję Kuczalskiej o odejściu od męża, tym bardziej, że zgodnie z prawem była zmuszona zostawić mu jedyne dziecko - syna Leona.
Publicystka i działaczka
W życiorysie Kuczalskiej trudno nie dostrzec podobieństwa do drogi jaką przeszła Maria Konopnicka. Poetka także miała męża, którego opuściła, a potem związała się z młodszą od siebie kobietą (przypadek sprawił, że Kuczalska była równolatką Marii Dulebianki, partnerki Konopnickiej). Być może ze względu na sytuację prawną i obyczajową był to wówczas jeden z niewielu wzorów postępowania dostępny dla lesbijek.
Drogi Kuczalskiej i Konopnickiej przecinały się zresztą wielokrotnie, to właśnie w prowadzonym przez autorkę “Roty” kobiecym piśmie “Świt” Paulina Reinschmit debiutowała jako publicystka, wcześniej pisząc anonimowo tylko jeden tekst w “Echu” (1881). W “Świecie” w latach 1885-86 stała się specjalistką od problematyki pracy zawodowej kobiet. Dziesięć lat później będzie założycielką “Steru”, pierwszego pisma poświęconego prawom kobiet, miał on zresztą dwie odsłony – lwowską (1895-97) i warszawską (1907-1914).
Rozpoczęła też działalność społeczną, która doprowadzi do stworzenia w 1907 r. Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich. Jak często się dzieje w przypadku prekursorek szczytnej idei, życie prywatne było zaprzęgnięte w służbie sprawy, więc siedziba Związku, redakcja „Steru”, czytelnia dla kobiet i mieszkanie prywatne Kuczalskiej i jej partnerki – Józefy Bojanowskiej mieściło się w jednym lokalu, przed pierwszą wojną światową było to w Warszawie na ul. Nowy Świat 4.
Blondyna w angielskim kostiumie
Niewiele zachowało się podobizn Kuczalskiej-Reinschmit. Zdjęcie wykorzystane na okładce “Naszych dróg i celów” pokazuje kobietę o surowym typie urody, w binoklach, z krótkimi włosami. Romana Pachucka, która poznała Hetmankę w 1908 r. tak opisywała po latach jak wówczas wyglądała: “szczupła, średniego wzrostu, o smukłej postaci, urodzie Ukrainki: czarne włosy, obcięte krótko, spadały w niesfornej czuprynie, czarne oczy lśniły gorącym blaskiem zza szkieł binokli zawieszonych na czarnym sznureczku. Ubrana była skromnie w czarną, jednolitą, długą do ziemi suknię”. Natomiast Bojanowska ubierała się w “popielaty angielski kostium, jasną kamizelkę ozdobioną fontaziem krawatu. Blondyna, o jasnych niebieskich oczach. Rysy ma nieregularne, włosy zaczesane do góry, splecione w warkocz spięty szpilkami z tyłu głowy”.
Wspomnienie Pachuckiej, ale też innych akcentują różnice między Kuczalską, a Bojanowską. Ich inna znajoma, Cecylia Walewska, pisała, że “nie rozłączały się nigdy, przedziwnie uzupełniając intelekty, usposobienia, temperamenty swoje”. Odmienne charaktery pokazała na przykładzie tego jak przemawiały na wiecach. Bojanowska miała być w takich sytuacjach “namiętna, nieposkromiona, trzęsła salą słuchaczy”. Zupełnie inaczej jej partnerka: “odmienne przemówienia Kuczalskiej-Reinschmit nie miały w sobie nigdy elektryzujących niespodzianek. Zawsze pełne rozwagi, umiarkowania, taktu, ożywiały się tylko wówczas, gdy – wracając z szerokiego świata, z wielkich międzynarodowych kongresów – opowiadała o zdobyczach ruchu kobiecego zagranicą, o potężnych zmaganiach się, poprzez które łyskały się już świty nowego świata”.
Ster przemian
Związek Kuczalskiej i Bojanowskiej przetrwał do końca. Kuczalska-Reinschmit zmarła w Warszawie 13 września 1921 roku. Doczekała nie tylko odzyskania niepodległości przez Polskę, ale także realizacji prawa o które walczyła przez niemal całe życie – kobietom przyznano prawa wyborcze.
Paulina Kuczalska-Reinschmit “Nasze drogi i cele. Prace o działalności kobiecej”, zebrała i wstępem opatrzyła Agata Zawiszewska, Wydawnictwo Feminoteki, Warszawa 2013. Przytoczone cytaty pochodzą ze wstępu Agaty Zawiszewskiej.
Szlakiem kobiet, nie tylko lesbijek, kobiet zaangażowanych w walkę o prawa dla kobiet, pierwszych feministek, założycielek czytelń, poetek, tych które się ukrywały i które ukrywały innych.
Co do wojennych zniszczeń - nie jestem rodowitą Krakowianką, nie sposób mi dopiec posądzając Kraków o cokolwiek. A pięknych kamienic Warszawy rzeczywiście szkoda, co nie zmienia faktu, że nijak się to ma do tematu artykułu jak i mojego postu. :-P
Mnie nigdy niczego nie brakowało na historii, ale to z tego względu, że na tym przedmiocie zawsze było dla mnie za dużo ;)
A tak serio, to w Krakowie od czasu do czasu, z inicjatywy fundacji Przestrzeń Kobiet są organizowane wycieczki "szlakiem kobiet". Przez dwie godziny wędruje się ulicami miasta, a przewodnik co jakiś czas zatrzymuje się przy kamienicy bądź innym obiekcie i opowiada, kto tam żył, co ta pani zrobiła dobrego, o jej życiu, okolicznościach śmierci... Bardzo ciekawe, pouczające historie...Polecam :)
Z artykułu wynika, że to jej współcześni mówili o niej jako "Hetmance, Sterniczce, Wodzu i Papieżycy polskich sufrażystek". Czepiać się ich nie sposób, hehe.