Przyjechałem na pięć dni. Niezaplanowane, spóźnione wakacje i okazyjnie kupiony bilet. W Spartacusie - grubym jak biblia międzynarodowym gejowskim przewodniku - stolica Hiszpanii figuruje jako największe po San Francisco skupisko branżowych miejsc.
Pelayo, Galdos, Gravina, Figueroa. System wąskich uliczek w dzielnicy Chueca przypomina labirynt. Błądzę. Z mapą w kieszeni za cholerę nie mogę znaleźć klubu Crusing, o którym najcieplej pisano w Spartacusie.
"No, cóż, widocznie, wszystkie moje orientacje, poza seksualną, są kiepskie" - pocieszam się i postanawiam po angielsku zapytać o drogę.
Podchodzę do bruneta, który raz już mignął mi gdzieś tego wieczoru. Klasyczny Hiszpan - pełne, kształtne usta, brąz w oczach, ciemne włosy. Rozmawiamy przez chwilę. Ma na imię Alvaro.
- Jesteś pewny, ze chcesz iść do Cruising? - uśmiecha się i pyta czy miałbym coś przeciwko, gdyby mnie zaprowadził. Przyglądam mu się uważniej: odrobinę wyższy, delikatnie umięśniony, drobny zarost. Ma najwyżej 25, 26 lat. Podoba mi się.
Po kwadransie - będą już w Cruising - nabieramy więcej odwagi. Klub ciemny, duży i taki jaki dziesiątki podobnych w Paryżu, Londynie, nawet w Krakowie. Dwa piętra, dwa barki, trzy darkroomy, wąskie korytarzyki z kabinami do seksu. Mnóstwo facetów tuz przed i po trzydziestce. Powiedzieć, że każdy z nich poluje, zaczepiając wzrokiem, to mało.- Chcesz sie rozejrzeć? - pyta Hiszpan.
Przemieszczamy się z sali do sali, rozglądając się na boki, jak Japończycy w Muzeum Prado. "Cruising, cruising - always looking for someone new - that's what gay life is all about" - przypomina mi się cytat z opowiadania Francisa Marsha. Rzeczywiście, nazwa odzwierciedla charakter tego miejsca. Z parkietu bucha "Beautiful stranger".
- Madonna - wrzeszczy mój towarzysz na parkiecie. - I love her.
"Who doesn't?" - myślę i zaczynamy powoli tańczyć. Z pełnym luzem skaczemy w refrenie i ocieramy się o siebie przez resztę piosenki. Wiem już, że ten obrazek przyklei się do melodii jak fotografia do wspomnień. Ze gdy 6 miesięcy, dwa, trzy lata później usłyszę "Beautiful Stranger" gdzieś w radiu, mignie mi ta właśnie duszna dyskoteka w podrzędnym madryckim klubie.
Czas na grę wstępną. Siadamy w ciemnym pokoiku z filmem video.
Alvaro przysuwa się bliżej. Opowiada krótko o dorastaniu w małym miasteczku, ujawnieniu się przed rodzicami, przeprowadzce do Madrytu. Jego ręka znajduje się wpierw na moim ramieniu, potem gładzi mój brzuch, podwijając koszulkę. Nie jestem mu dłużny.
- Chyba nie jest ci wygodnie w tych obcisłych spodniach - zauważam, czując wyraźnie jego podniecenie. Unikamy pocałunków, skupiając się na szyi. Ręce wędrują po spoconych torsach, mały okrągły kolczyk na jego prawym sutku. Tak twardym, że mógłbym go złamać. Taaak.. Ktoś z siedzących obok próbuje się przyłączyć, ktoś inny masturbuje się spoglądając raz na nas, raz na pornosa z ekranu.
- Bardzo tu ciasno - mówi Hiszpan.
- Hm - przytakuje. Nie chce pospiesznego seksu na kanapie. Mam ochotę poczuć jego pełne hiszpańskie usta na całym ciele, leżąc swobodnie.
- To jak, idziemy do ciebie?
W jego pokoju na Puerta del Sol dzieje się reszta.
O piątej and ranem wracam do hostelu. Ruch uliczny wcale nie mniejszy niż zazwyczaj. Chodniki zapełniają się ludźmi, kioskarzami i słońcem.
* * *
W dniu odlotu spacerowałem po wcale nie ekskluzywnej ulicy Montera. Dużo restauracji i barów, witryny sklepów zasuwane na wieczór metalowymi zasłonami. Na chodniku roześmiana grupka skate'ów.
Tuz za nimi wypatrzyłem interesującego nastoletniego Hiszpana. Stal pod budka telefoniczna, z wydętą warga, w lekko znudzonej pozie. Wysoki i przystojny, cały w jeansie. Wyłapał moje spojrzenie po kilku chwilach. Zwolniłem i czekałem. Jeszcze przez kilka sekund nie bylem w stanie oderwać od niego oczu. Uśmiechnął się chłodno i... tez czekał. Kiedy kiwnął, wszystko było jasne. Wycofałem się. Dotarło do mnie, że to męska prostytutka.
"W Hiszpanii nie patrzy się przechodniom w oczy. Każde dłuższe niż przypadkowe spojrzenie odczytywane jest jako natarczywe i brane za propozycje - seksu lub narkotyków" - wyjaśniał mi w drodze na lotnisko taksówkarz.
Jego słowa uporczywie chodziły mi po głowie, gdy kilka dni po powrocie spacerowałem ulicami Katowic. Tutaj nic nie przeszkadza ludziom gapić się na ciebie, w dodatku jakoś złowrogo. "Czego, kurwa, chcesz" - woła językiem ciała, gdy podtrzymasz wzrok kogoś wpatrującego się o chwile za długo. Tęskniłem za hiszpańskim luzem. Za najbardziej rozrywkowa dzielnica, jaka znam. Za sjesta, bistro czynnymi do północy, drag queens rozproszonymi na ulicach Chueca. Za tak cholernie mała homofobia w tak katolickim kraju. I za ustami tego Hiszpana
marcinwlondynie.blog.onet.pl
...no ale każdy lubi co innego
I nie to, ze potepiam wystepek w klubie - robi sie, co sie lubi, jak nikomu nie szkodzi, to i przeszkadzac nikomu nie powinno. Tylko to po prostu nie nadaje sie do publikacji, dziwie sie redakcji IS - ma juz chlopak blog swoj, bitchuje na gejowo.pl (jak sie na blogu pochwalil) i na tym powinien poprzestac.
A tak przy okazji dodam, ze sama idea web2.0 jest dla mnie nico podejrzana - bloggerom wielu za szybko wydaje sie, ze zostali literatami, a i utalentowanych ludzi/profesjonalistow korci coraz czesciej, by za darmo swoje talenty online rozdawac. Plutokracja i denominacja talentow w jednym, ot co. }:-/>
Szczęka mi opadała coraz niżej przy każdej "perle": tak, twarde sutki, które można łamać; zamiłowanie do komfortu, która to słabość powstrzymuje autora przed uprawianiem seksu na kanapie; skejt cały w dżinsie (połowa lat 90-tych - to był czas, pachniała Saska Kępa). Wzruszyłem się, gdy zatopiony w lekturze, zorientowałem się, jak bardzo autor musiał czuć się nieswojo: otaczała go ciżba - masturbujący się, impertynent wtrącający się do gry tzw. "wstępnej". Przyznaję - łzy wyciska monolog Hiszpana o dorastaniu :)
"Dobre, dobre" skandował tłum (z przytupem - oczywiście nie tłum). Ave!
PS Potem za kazdym razem, gdy swędzą mnie jajka i odpadają kolejne strupki opryszczki z ust, zastanawiam się czy było warto? Czy może lepiej było pochodzic po uliczkach i nacieszyc wzrok niepowtarzalną architektorą? Czy może, dobrze zrobiłem, ze pozwoliłem napełnic usta nasieniem gorącego Avlaro(WTF??)?? Nie niczego nie załuje, CARPE DIEM.