Nie udało się dwa lata temu - udało się w tym roku: Wawel zdobyty! Mimo kilku ataków krakowskich pseudokibiców i faszystowskich bojówek, uczestnicy marszu dotarli pod Zamek Królewski na Wawelu(...) Do dziś nie opublikowana została liczba uczestników marszu. Z naszych szacunków wynika, że podczas, gdy na placu Matejki pojawiło się "zaledwie" kilkaset osób, to na wysokości Filharmonii, w pochodzie brało udział już około 2.000 osób...
Nie udało się dwa lata temu - udało się w tym roku: Wawel zdobyty! Mimo kilku ataków krakowskich pseudokibiców i faszystowskich bojówek, uczestnicy marszu dotarli pod Zamek Królewski na Wawelu.
Dzięki akcjom plakatowym Stowarzyszenia Kultury "Chrześcijańskiej" im. Piotra Skargi i Młodzieży Wszechpolskiej o Marszu wiedział cały Kraków. Gdy pod koniec tygodnia pojawiły się plakaty organizatorów festiwalu Kultura dla Tolerancji i solidaryzującej się z mniejszościami seksualnymi SDPL, każdy mieszkaniec Krakowa była już poinformowany o zbliżającym się przemarszu gejów, lesbijek i ich przyjaciół.
Mając na uwadze przykre doświadczenia sprzed dwóch lat, organizatorzy wraz z policją przywiązali szczególną wagę do bezpieczeństwa uczestników marszu. O godz. 11 podano informację o zmianie miejsca zbiórki manifestantów. Marsz rozpoczął się na placu Matejki. Już przed godziną 15.00 na placu zebrało się kilkaset świetnie przygotowanych do marszu osób. Byli oczywiście przedstawiciele Lambdy i KPH, byli "Zieloni", goście zza granicy oraz dziewczyny z "Porozumienia Lesbijek". Mnóstwo dowcipnych transparentów oraz flag. Na bardzo oryginalny pomysł wpadł też menadżer klubu "Cocon" - Krzysiek, który w wielkich siatkach przyniósł 700 żonkili. Już wkrótce prawie każdy uczestnik marszu trzymał w ręce żółty kwiatek.
Punktualnie o godzinie 15.00 kilkaset osób ruszyło "Plantami" w kierunku rynku. Po drodze do pochodu dołączali kolejni uczestnicy. Po kilku minutach marszu okazało się, że marsz nie podąża w stronę rynku, na którym czekali już uzbrojeni w kamienie i butelki kontrdemonstranci. To był kolejny manewr taktyczny, który miał zapobiec atakom na uczestników manifestacji.
Do pierwszego nieprzyjemnego wydarzenia doszło na ulicy Podwale, gdzie grupa kilkudziesięciu wygolonych bandytów oraz członków Młodzieży Wszechpolskiej (ci mniej wygoleni, ale nie mniej krzykliwi) dogoniła demonstrantów. Pod Filharmonią poleciały jajka, butelki i kamienia. Kilku uczestników marszu odniosło lekkie obrażenia. Policja, która tego dnia nie pozwoliła sobie na ani jeden błąd, szybko uporała się z chuliganami i marszu ruszył dalej. Gdy pochód dotarł pod wzgórze Wawelskie, poleciały kolejne kamienie. Grupa "kiboli" zablokowała trasę przemarszu. Także ten atak został błyskawicznie odparty przez policję. W końcu po godzinie 16.00 uczestnicy manifestacji dotarli do celu, który do samego końca znany był tylko organizatorom oraz policji. Pod Zamkiem Królewski na Wawelu, organizatorzy Marszu Tolerancji wygłosili krótkie przemówienie. Wystąpiła także Izabela Jaruga-Nowacka, która podziękowała uczestnikom marszu i zauważyła, że ich liczba z roku na rok wzrasta.
Do dziś nie opublikowana została liczba uczestników marszu. Z naszych szacunków wynika, że podczas, gdy na placu Matejki pojawiło się "zaledwie" kilkaset osób, to na wysokości Filharmonii, w pochodzie brało udział już około 2.000 osób. Wśród uczestników widziałem wiele znajomych twarzy. Zauważyłem także, że nie tylko geje i lesbijki maszerowali ulicami Krakowa. Wśród demonstrantów było sporo osób, które chciały pokazać, że nie godzą się na traktowanie mniejszości seksualnych jak obywateli drugiej kategorii.
Według opinii obserwatorów krakowski marsz był "nudnawy". Może był. Zabrakło kolorowych strojów, tłum skandował trochę od niechcenia. Wydaje mi się, że jest to efektem strachu. Sam w pewnym momencie z niepokojem rozglądałem się na wszystkie strony, by nie powrócić z marszu z butelką wbitą w czoło. Nie chciało nam się chyba skandować... ale byliśmy!
Redakcje wszystkich telewizyjnych serwisów informacyjnych przygotowały materiały z krakowskiej demonstracji. Relacje mediów były dość rzetelne. Utkwiło mi jednak w pamięci często używane słowo "starcie". Słowo to sugeruje, że obie grupy wzajemnie się atakowały. Widziałem coś zupełnie innego. Widziałem rozwścieczonych chuliganów, obnoszących się z faszystowskimi symbolami, rzucających pod adresem uczestników marszu nie tylko obelgi, ale także przeróżne przedmioty. To nie było starcie, lecz brutalny, bezpardonowy atak najpodlejszej zbieraniny. A skoro zacząłem już czepiać się słówek, to mam informację dla dziennikarza TVP: kobieta homoseksualna to lesbijka - nie lisbijka.
Więcej nie będę się już czepiał... bo nie ma czego. Było naprawdę fajnie.
Zdjęcia: Jurek Szajta
Kraków jest jednak miastem toleranji!!!
Z postępowania policji w Krakowie wypływa jeden najważniejszy wniosek - że brednie o niemożności zachowania porządku i bezpieczeństwa nie są żadnym argumentem, bo policja nie z takimi problemami potrafi się uporać. Bo co innego politycy, a co innego specjaliści niższego szczebla, którzy wiedzą co robić, a jedynie wszystko zależy od tego, jakie dostaną rozkazy.
mile wspominam DIK FAGAZINE w sobotę w Punkie
oraz film o Żydach i ich problemach z orientacją seksualną
a zabawa byłem np. w Kitschu - cudo i jak tanio w Krakowie!!!