Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Czwartek, 08.09.2005 00:00

Filmy: Anioły w Amerce

Podziel się Tweetnij Skomentuj (6)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (6)

Czyli czego nie ma w jesiennej ramówce

jest to zwyczajna opowieść, sceny z realnego życia przeplatają się tu z fantastycznymi wizjami, a fikcyjni bohaterowie występują obok rzeczywistych postaci. W momencie zawiązania akcji poznajemy głównych bohaterów, dwie młode pary: gejowską i heteryckie małżeństwo oraz starzejącego się znanego prawnika. Różnią się między sobą nie tylko statusem majątkowym, poglądami czy orientacją seksualną, ale także wyznaniem; w zlaicyzowanym środowisku największe zdziwienie budzą praktykujący mormoni. A wszystko to osadzone w Stanach Zjednoczonych połowy lat 80-tych, a więc okresie, kiedy żniwo zbierała epidemia AIDS...

Przez wiele lat filmy telewizyjne uważano automatycznie za coś gorszego niż dzieła kinowe. Mniej prestiżowe, tańsze i w ogóle trochę takie doraźne wyrobnictwo. Pamiętam jeszcze czasy, gdy za właściwy debiut reżysera uznawano realizację dla kina, a filmy telewizyjne to była taka wprawka. Jedną z pierwszych polskich prób zbliżenia obu sztuk była "Hrabina Cosel" (1968) Jerzego Antczaka o metresie króla Augusta Mocnego. Początkowo planowano tylko zrealizowanie miniserialu, potem postanowiono przygotować także jednoczęściową wersję na szeroki ekran.

Po co to wszystko piszę? Bo największy kinowy sukces pod względem frekwencji w tym roku to także film telewizyjny, pokazywany w Polsce także na dużym ekranie, myślę tu oczywiście o "Karolu. Człowieku, który został papieżem". Wyreżyserował go mało znany włoski reżyser Giacomo Battiato. Film ten nosi datę produkcji 2005, a jeszcze w tym roku wyemituje go telewizja TVN. Krytycy co prawda dość zgodnie uznali obraz za produkt najwyżej średni, ale temat oraz zaangażowanie polskich talentów sprawiło, że już wkrótce niemal wszyscy posiadacze odbiorników telewizyjnych będą mogli się tym dziełem delektować.

Mimo całej sympatii jaką mam dla włoskiej telewizji z przykrością muszę stwierdzić, że to nie tam powstają obecnie najlepsze produkcje telewizyjne. Potentatem jest w tym względzie stacja HBO. Już kilka lat temu Agnieszka Holland mówiła w wywiadzie-rzece udzielonym Marii Kornatowskiej: "Ostatnio HBO produkuje rzeczy najlepsze. Niektóre seriale bywają ciekawsze od większości filmów". To tam zrealizowano "Seks w wielkim mieście", "Rodzinę Soprano" czy "Sześć stóp pod ziemią". Jednym z największych sukcesów okazały się także "Anioły w Ameryce", adaptacja nagrodzonej Pulitzerem sztuki teatralnej Tony'ego Kushnera.

Scenariusz do tego sześcioodcinkowego miniserialu napisał sam Kushner, a reżyserią zajął się Mike Nichols, legendarny twórca takich filmów jak "Kto się boi Virginii Woolf?" czy "Absolwent", a także pierwszej hollywoodzkiej komedii gejowskiej - "Klatka dla ptaków". Zagrali znakomici aktorzy, począwszy od takich gwiazd jak Al Pacino, Meryl Streep, poprzez Emmę Thompson czy Mary Louise Parker, aż do Justina Kirka i Patricka Wilsona. Serial szybko okrzyknięto dziełem zgoła wybitnym, posypały się nagrody, w tym najważniejsze: 11 statuetek Emmy oraz 6 Złotych Globów, m.in. dla najlepszego miniserialu, aktora i aktorki.

Nie jest to zwyczajna opowieść, sceny z realnego życia przeplatają się tu z fantastycznymi wizjami, a fikcyjni bohaterowie występują obok rzeczywistych postaci. W momencie zawiązania akcji poznajemy głównych bohaterów, dwie młode pary: gejowską i heteryckie małżeństwo oraz starzejącego się znanego prawnika. Nietrudno zgadnąć, że mieszkając w jednym mieście los wielokrotnie sprowokuje między nimi spotkania i sprawi, że każdy z nich odegra istotną rolę w życiu pozostałych. Różnią się między sobą nie tylko statusem majątkowym, poglądami czy orientacją seksualną, ale także wyznaniem; w zlaicyzowanym środowisku największe zdziwienie budzą praktykujący mormoni. A wszystko to osadzone w Stanach Zjednoczonych połowy lat 80., a więc okresie, kiedy żniwo zbierała epidemia AIDS i następowało apogeum konserwatywnych rządów Ronalda Reagana. A symbolem tego konserwatyzmu jest grany przez Ala Pacino Roy Cohn.

Ufabularyzowanie i wykorzystanie w sztuce, a potem filmie autentycznej biografii Cohna jest zabiegiem genialnym, bo jego życiorys to nie tylko temat na film, ale także powieść psychologiczną. Ten żyjący w latach 1927-86 prawnik był uważany za jednego z najbliższej wpływowych ludzi w Ameryce. Na prywatnej praktyce adwokackiej zbił fortunę, reprezentował w sądzie m.in. Calvina Kleina, Andy Warhola i Biankę Jagger, ale także bossa mafii i kardynała Kościoła rzymskokatolickiego, a wielu liberalnym mieszkańcom Stanów Zjednoczonych mógł kojarzyć się ze wszystkim co najgorsze: sprawą skazanych na śmierć za szpiegostwo małżeństwa Rosenbergów i - przede wszystkim - słynną komisją McCarthiego, a właściwie całą erą początku lat 50., która była swoistym polowaniem na czarownice (czytaj: komunistów), ale także zapisała się szczególnie niechlubną kartą jeśli chodzi o prześladowania osób homoseksualnych.

Nikogo chyba nie powinno dziwić, że w samym środku homoseksualnej paniki działał Cohn, związany wówczas ze swoim pomocnikiem Davidem Shine'em, który zresztą przysporzył mu sporych kłopotów. Gdy Shine otrzymał powołanie do wojska, Cohn próbował zdobyć dla niego nominację oficerską. Gdy to się nie udało, zagroził, ze zniszczy siły zbrojne. Cała sprawa wyszła na jaw i spowodowała skandal, który mógł być początkiem końca Cohna, gdyby nie jego niezwykła umiejętność odbijania się od dna.

Roy Cohn wyrobił sobie zadziwiającą pozycję, która sprawiała, że choć nie mógł być jawnym homoseksualista, to nikt nie odważył się wykorzystać przeciwko niemu kwestii prywatnego życia. Dlatego przede wszystkim wierzył w siłę swoich wpływów. W serialu jedne z najlepszych scen to te, gdy grany przez Pacino bohater wykłada swoje credo życiowe. Nie chce być homoseksualistą, bo ci traktowani są ciągle gorzej niż reszta społeczeństwa, więc mówi: - Nie jestem homoseksualistą, ja tylko sypiam z facetami. A mówi to swojemu lekarzowi, gdy ten ten stwierdza u niego AIDS.

Właśnie ostatnie miesiące z życia Cohna pokazują "Anioły w Ameryce". W pewnym momencie przestaje się zresztą na niego patrzeć jak na tego słynnego prawnika, staje się uosobieniem pewnej postawy życiowej łączącej władzę, hipokryzję i egoizm w której najważniejsze są pozory. Kochanków werbuje wykorzystując wpływy i pieniądze, a nawet w momencie przewiezienia do szpitala, w ostatnim stadium choroby, wciąż utrzymuje, że to rak wątroby i dba przede wszystkim o to, by nie zostać umieszczonym na piętrze, gdzie leżą chorzy na AIDS, a więc osoby wykluczone i uważane za gorsze. On nie chce być gorszy.

Postać ta jest symbolem świata, który w połowie lat 80. odchodził do lamusa. Choć i dziś zdarzają się konserwatywni politycy oficjalnie zwalczający homoseksualizm, a prywatnie będący jego apologetami, jest to już na szczęście podejście anachroniczne. Cohn z dumą opowiada jak wiele osiągnął, choć jego homoseksualizm był tajemnicą poliszynela. To homofobiczne w gruncie rzeczy założenie obnaża każdy nie ukrywający się gej czy lesbijka. Nic dziwnego, że najbardziej złości go, gdy szykowany na następcę ulubiony współpracownik wyznaje, że wyprowadził się z domu i zamieszkał z mężczyzną. Cohn wyrzuca go za drzwi i każe wracać do żony, choć wcześniej sam namawiał do porzucenia jej i skupieniu się na karierze.

Nie tylko sztuka Kushnera i jej adaptacja sprawia, że pamięć o Cohnie jest w USA wciąż żywa, Paul Russell przygotowując swoista listę, która w Polsce ukazała się pod tytułem "Stu kochających inaczej, którzy mieli największy wpływ na dzieje ludzkości" umieścił go na 84 miejscu i tak uzasadniał swoją decyzję: " Royowi Cohnowi, podobnie jak Alanowi Turingowi [83] przyznałem miejsce w rankingu doprawdy z bólem serca. Niewątpliwie okazał się człowiekiem wpływowym na sposób zarówno świetny, jak i potworny. Był hipokrytą, choć hipokrytą niezwykłym. Pojmował swoje położenie w sposób, jak się wydaje, wielce zawiły - ale bo też i ono samo było bardzo niejasne i 'zawiłe'."

A o "Aniołach w Ameryce" piszę nie bez powodu. Ten serial z 2003 roku, w Polsce był pokazywany dotychczas tylko w płatnej HBO. Pod koniec 2004 r. wydano go na na DVD. Teoretycznie przez którąś z powszechnie dostępnych telewizji powinien zostać pokazany już dawno. Nie mam zresztą wątpliwości, że gdyby był poświęcony innej tematyce, premierę na małym ekranie miałby już za sobą, zapewne z wielką pompą reklamowano by go i puszczono w niedzielę po dwudziestej. Skoro tak się nie stało, warto się zastanowić nad tym na ile telewizja publiczna jest rzeczywiście publiczna, a także jakimi kryteriami kierują się pozostałe stacje. Wiemy już, że decydujące nie są przychylne oceny krytyków, nagrody, gwiazdy, ani nawet wyprodukowanie filmu w Stanach Zjednoczonych.

Opisałem tylko jeden z wątków serialu, bo "Anioły w Ameryce" zapewne któregoś dnia przemkną chyłkiem przez ekran. Czekając nie pozostaje nic innego jak obejrzeć ich swoiste przeciwieństwo - "Karola. Człowieka, który został papieżem". Życiorys, który tam przedstawiono także mógłby posłużyć do realizacji fascynującej fabuły, tak się jednak nie stało. Jan Paweł II, postać na swój sposób tajemnicza i zaskakująca została potraktowana tak samo jednowymiarowo jak ponad 35 lat temu Hrabina Cosel u Antczaka. Może zresztą właśnie dlatego i to dzieło zapewne telewizja pokaże po raz kolejny w najbliższej przyszłości.

Krzysztof Tomasik
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (1)
bemibem
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (6)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
12.09.2005 10:18 koosie
Wszystko pięknie, tylko że nieobecność "Aniołów..." na polskiej antenie może wynikać nie tylko ze względów cenzuralnych (choć pewnie jest to JEDEN Z CZYNNIKÓW). Autor nie bierze w ogóle pod uwagę praw rynku - taka jest po prostu polityka kablówek amerykańskich: najpierw wyeksploatować rzecz na maksa w kanałach płatnych, potem na DVD, a dopiero na sam koniec w wersji bezpłatnej, czyli telewizji :) Smutne ale prawdziwe, nawet "Karol, człowiek który i tak dalej" jest sprzedawany w Polsce w ten sposób. Dzięki temu także inne doskonałe seriale HBO widzimy na polskich kanałach z opóźnieniem o kilka sezonów albo na wyrywki (jak choćby wspomniane "6 stóp pod ziemią").
cytuj zgłoś 0 0
hebius
11.09.2005 1:00 hebius (58) warmińsko-mazurskie
Od kiedy "Klatka dla ptaków" (1996) jest pierwszą hollywoodzką komedią gejowską? "Ślicznotki" (1995) były wcześniej, a pewnie i przed nimi jakieś inne tytuły :)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
10.09.2005 19:39 Walpurg
Specjalnie dla "Aniołów" płaciłem kilka miesięcy za HBO :-)

Krzysiek skupił się na jednym wątku i to dosyć odpychającym, choć ciekawym. O wiele bardziej poruszający wydaje mi się jednak wątek chorego na AIDS chłopaka, którego partner odchodzi.
I dodam jeszcze, że baśniowa strona tego filmu jest o wiele lepsza niż ta realna i osadzona w najnowszej historii.

WARTO WARTO WARTO zobczyć!
Na 5 gwiazdek ten film dostaje ode mnie 10 :-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.09.2005 12:59 facead
To jest przede wszystkim pretensjonalne nudziarstwo a wrzaski anielicy "aj, aj, aj, AJ!!!" weszło wśród moich znajomych do kanonu najgłupszych scen w filmografii gejowskiej.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
08.09.2005 22:37 czartogromski
Film ukazał sie na DVD również w Polsce i powininen być w co lepszych wypożyczalniach. (A nadawanie "Seksu w wielkim mieście" TVP przerwała i coś nie ma zamiaru kończyć)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
08.09.2005 19:22 Viktor
serial jest oczywiscie rewelacyjny, choc zdenerwowalo mnie to uwielbienie dla gorbaczowa pod koniec.
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się