logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
14.12.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
7

Bartosz Żurawiecki - Sekstet

Sztuka w czterech aktach - premiera internetowa

Dodano: 08.08.2005, Aktualizacja: 08.08.2005

Niepublikowana dotąd w internecie sztuka jak zwykle błyskotliwego Bartosza Żurawieckiego, autora książki "Trzech panów w łóżku, nie licząc kota". "Sekstet" publikujemy zarówno na stronie jak i jako e-book w formacie PDF.

Tekst sztuki przygotowaliśmy także w formacie PDF (odnośnik w dolnej części strony) Osoby: PROFESOR LITERATURY, lat ok. 50 PRZEDSIĘBIORCA, lat ok. 35 HISTORYK SZTUKI, lat ok. 35 STUDENT KULTUROZNAWSTWA, lat ok. 25 KRYTYK FILMOWY, lat ok. 45 LEKARZ, lat ok. 40 ON, lat 20 Barmani, goście i inni statyści AKT I - Allegretto Scena 1 Wnętrze klubu. Palą się kolorowe żarówki: czerwone, różowe, zielone, fioletowe... Słychać popowe przeboje z czasów PRL-u. Pustawo. Przy podłużnym stoliku siedzi sześciu panów. Profesor pije czerwone wino, Przedsiębiorca z Historykiem drinki, Student duże piwo. PrzedKrytykiem stoi setka wódki, a przedLekarzem filiżanka z kawą. KRYTYK (wychyliwszy zawartość kieliszka) Coś się spóźnia ten twój bambino! PROFESOR (grzebiąc przy komórce) Pisze, że idzie. Kwadrans, nie dłużej. Musicie zrozumieć. Młodzież teraz pracuje. Obsługiwał ostatnich klientów PRZEDSIĘBIORCA Jesteśmy z Misiem poruszeni. To nagłe zaproszenie, tajemniczy chłopiec, twój nowy image i teraz na dodatek komórka! Przechodzisz kurację hormonalną czy zająłeś się postmodernizmem? HISTORYK I dlaczego tutaj? Skąd pomysł, by umówić się w tym lokalu? Myśleliśmy, że nie chodzisz po takich... hm! oficjalnych miejscach. PROFESOR Kochani! Jeszcze odrobinę cierpliwości, proszę. Gdy poznacie powód, znikną wasze rozterki. Teraz tylko kilka słów wyjaśnienia. Jak wiecie, drodzy przyjaciele, lata całe żyłem w wieży z kości słoniowej, którą opuszczałem tylko, by pójść do... toalety. I dopiero spotkanie z tym tu młodym człowiekiem (wskazuje na Studenta) - którego miałem przyjemność być promotorem, choć wolałbym sponsorem - uświadomiło mi, jak dalece wieże te nie są już..., jak to się obecnie mówi? - trendy. Czyż nie? Czyż nie dlatego odmawiałaś mi, bo świata poza tobą nie widziałem? Czyż nie wytykałeś mi, że nie utrzymuje stosunków z rzeczywistością? I oto jestem. STUDENT Pusto tu, jak na piątkowy wieczór. PROFESOR Musicie wybaczyć neoficie, że wciąż idzie na kompromis ze swoimi dawnymi wierzeniami. To lokal dla starszych gejów. Niezbyt uczęszczany, z wiadomych powodów. No i nie przychodzą tu moi studenci. Ale przynajmniej moje nowe słońce będzie lśnić wśród nas niczym... KRYTYK Zuzanna na tle starców PRZEDSIĘBIORCA Enrique na tle Julia. STUDENT Samoopalacz. KRYTYK Już tylko ja zostałem z dawnych, erudycyjnych czasów. (bierze pusty kieliszek i idzie do baru) LEKARZ Jako twój osobisty lekarz, kochany Profesorze, muszę cię ostrzec przed niebezpieczeństwem powikłań. W potocznej opinii młoda krew regeneruje wiekowe ciało. W praktyce jednak taki konflikt homo... hemodynamiczny może skończyć się śmiercią. Pamiętacie tego.. który umarł? HISTORYK Gdzie? PRZEDSIĘBIORCA Który? STUDENT W którym roku? LEKARZ Na plaży. Umierał i coś z niego ściekało. PROFESOR Tylko bez insynuacji! Dzisiaj przypadek Aschenbacha z miejsca zostałby zakwalifikowany jako pedofilia. Nie mam nic wspólnego z tym panem. Przestały interesować mnie marynarskie ubranka, platońskie wymówki i śmiertelne zagrożenia. Uprawiamy bezpieczny seks. Mój miły to dwudziestocentymetrowy... dwudziestoletni konkret. Nie muszę do niego wzdychać. Wraca Krytyk z wódką. KRYTYK Czy barmani w takich lokalach zawsze są opryskliwi i wyniośli? To, że jestem od niego prawie trzydzieści lat starszy nie znaczy, że może traktować mnie jak gówniarza. Wszyscy biesiadnicy, z wyjątkiem Studenta, oglądają się w stronę baru HISTORYK Boże! Przecież to mój... brat cioteczny. STUDENT Wszyscy jesteśmy braćmi. Ciotecznymi. PRZEDSIĘBIORCA Który? Ten z Niepokalanowa? Przedsiębiorca i Historyk odchodzą przywitać się z bratem KRYTYK (wychyliwszy zawartość kieliszka) Spóźnia się ten twój puer! STUDENT Skąd go wyjąłeś? Pewno znowu z własnych wykładów. PROFESOR Ach skąd! STUDENT Takie łatwe zaliczenie, co? Profesorskie numerki. PROFESOR Uwielbiam autoerotyzm i nienawidzę autoepigonizmu. Wystarczy, że wyłożyłem się na tobie. STUDENT Przez rozum do dupy. PROFESOR Mój najsłodszy nie studiuje. On chce zrobić karierę. STUDENT Nauka poszła w krzaki. PROFESOR Nie, nie poznałem go w parku, nie poznałem go w toalecie, nie poznałem go w szkole. Pudło. Znowu pudło. LEKARZ Taki film kiedyś widziałem. Stary profesor zakochał się w swoim studencie, który dorabiał jako prostytutka. Nie pamiętacie tytułu? STUDENT Nie pamiętam. KRYTYK Ja tym bardziej nie. PROFESOR W pewien niedzielny poranek wyszedłem ze swej samotni, by okiem nieuprzedzonym popatrzeć na świat, który straciłem z oczu. I co? I nic. Zimno jak cholera, ludzie brzydcy, kościoły pełne, głowy puste. I nagle - tu zaszła zmiana w polu mojego widzenia. Knajpa, kawiarnia, cafe. Tuż koło mego domu. Zastanawiałem się długo, co tam było przedtem. Sklep z butami? Nie, sklep z butami jest obok. Drogeria? Też nie, drogeria to po drugiej stronie ulicy. Stałem, stałem, aż wszedłem. LEKARZ A on? PROFESOR Mnie obsługiwał. Uśmiechnąłem się raz, zamrugał powiekami. Uśmiechnąłem się drugi raz, spłonął rumieńcem. Przyniósł kawę, ręce mu drżały. Mnie też drżały ręce. Po prostu miłość od pierwszego wejrzenia. Przyszedł następnego dnia. I następnego. Już wiedział, że przychodzę do niego. Chodziłem codziennie, kilka razy dziennie, zaglądałem przez szybę, patrzyłem, czy jest. Był. Dopiero po tygodniu poprosiłem, żeby usiadł, wypił ze mną kawę. Odpowiedział, że nie może, że szef by go zwolnił. Zapytałem, kiedy kończy. Czekałem. Wyszedł. Lało. Nie było dokąd iść. Więc wziąłem go do siebie. Nie protestował. To wszystko. STUDENT Szybki. Szybkie, sprytne dziecko. KRYTYK Spóźnia się chłopiec, oj spóźnia. (znowu rusza w kierunku baru, mijając po drodze Przedsiębiorcę z Historykiem) PRZEDSIĘBIORCA Nie do wiary! Rodzona rodzina w pedalskim klubie. LEKARZ A on wiedział, że ty wiesz, że on wie, że jesteście...? HISTORYK Wiedział, nie wiedział. Nie wiem. Nie wiedział, że ja nie wiem, że on jest. Myślał, że wiem, że jest. Nie wiedziałem. STUDENT Przecież to każdy wie. Wystarczy spojrzeć. PRZEDSIĘBIORCA Gdyby ich matki wiedziały, co oni wiedzą! HISTORYK Wiesz co! Nie bądź złośliwy! Moja matka wie. PROFESOR I co zrobicie z tą wiedzą? PRZEDSIĘBIORCA Zachowają ją dla siebie. I dla przyszłych pokoleń. HISTORYK On ma bardzo surowych rodziców. W domu powiedział, że pracuje jako nocny portier. PRZEDSIĘBIORCA Zaproponowaliśmy, że może u nas nocować po pracy. Rodzice się ucieszą, że kuzyni tak się do siebie zbliżyli. HISTORYK W zamian sprzeda nam taniej piwo. PROFESOR (wznosi kieliszek) Wypijmy więc za rodziny. Niech nam długo żyją w niewiedzy! W czasie rozmowy niepostrzeżenie wchodzi On. Ocieka deszczem. Rozgląda się, zauważa Profesora, ale nie podchodzi, staje w miejscu kilka kroków od stolika. Profesor dostrzega Onego. Podbiega, obejmuje go ramieniem. PROFESOR Voila! Violetta Villas śpiewa "Przyjdzie na to czas". Scena 2 Najpierw rozjaśnia się przedpokój mieszkania Profesora - w perspektywie widać wielkie łóżko. Profesor z Onym zdejmują kurtki i buty. W tym czasie Historyk pada na fotel w swoim mieszkaniu. PROFESOR (obejmując od tyłu Onego, który właśnie nachylił się, by rozwiązać sznurowadło) Jeszcze raz ci dziękuję. Zrobiłeś na nich piorunujące wrażenie. Zazdroszczą mi ciebie, zazdroszczą jak diabli. HISTORYK Boże! Jak ja mu zazdroszczę! Taki stary wiór i takiego młokosa przygruchał! Ja też chcę. Przedsiębiorca podaje mu gorącą herbatę w kubku PRZEDSIĘBIORCA Oj, Misio, nie rozpaczaj. Też sobie przygruchasz, tylko musisz się bardziej postarać. Rozjaśnia się kolejny fragment sceny. Student chodzi nerwowo po swoim pokoju. PROFESOR Gotowi byli pogrzebać mnie pod moimi książkami. A tu ty! Mój największy sukces od czasu nagrody PEN Clubu. On zgięty nie może się ruszyć. ON Ja... HISTORYK Ja nigdy nikogo nie przygrucham! Lekarz wystukuje numer telefonu. Odbiera Krytyk. LEKARZ To ja! KRYTYK A to ja. PROFESOR A jacy oni zaniedbani, jacy podstarzali, jak źle wyglądają. HISTORYK Jak ja źle wyglądam, jak się zaniedbałem. Popatrz, przecież sam widzisz. Nikt mnie takim nie chce. PRZEDSIĘBIORCA Ja cię chcę. HISTORYK Ty to co innego. Student przystaje. Onemu udaje się wyrwać z ucisku Profesora, odwraca się do niego frontem, kładzie głowę na jego ramieniu. LEKARZ Nie zdążyliśmy porozmawiać, więc dzwonię. I co sądzisz? KRYTYK O czym? LEKARZ O tym, co widzieliśmy. O zmartwychwstaniu przez chłopca. KRYTYK Żałosne kabotyństwo. Żałosne kabotyńskie zmartwychwstanie. PROFESOR (tuląc Onego) To są mili, dobrzy ludzie. Każdy z nich chętnie cię przygarnie i nauczy wielu pożytecznych rzeczy. Nigdy mi niczego nie odmawiali, więc i ciebie nie odmówią. PRZEDSIĘBIORCA (ziewając) Dość lamentów na dziś. Idziesz spać, niestety tylko ze mną. PROFESOR Wiele razem przeżyliśmy, więc przeżyjemy i ciebie. Student chwyta pilota i zaczyna skakać po kanałach. Słychać odgłosy zmieniających się programów. LEKARZ Może i zmartwychwstanie kabotyńskie, ale to jedyne zmartwychwstanie, którego byłem świadkiem. A mam długą lekarską praktykę. PRZEDSIĘBIORCA (rozbierając się do snu, wychodzi) (z offu) Idziesz jutro do pracy? Bo ja mam mnóstwo klientów i umówionych spotkań. PROFESOR Który ci się najbardziej podobał? Którego wybierasz na początek, hm? Student wyłącza telewizor, odrzuca pilota, sięga po komórkę, zaczyna wystukiwać SMS HISTORYK (rozbierając się do snu, z ponurą miną) Idę. Jutro przywiozą kolejne trupy. LEKARZ Jak żyjesz? Widziałeś ostatnio jakiś film? KRYTYK Oszalałeś! Ja już nie oglądam filmów. Ja już wszystkie filmy widziałem. HISTORYK A wszystkie z wąsami. LEKARZ To jak piszesz recenzje? KRYTYK Z pamięci. Deja vu! PROFESOR (patrząc Onemu w oczy) Razem dokonamy wielkich rzeczy. Przynajmniej dzisiaj w nocy. Ciągnie go do sypialni. Padają na łóżko STUDENT (sylabizuje na głos) Nie-zła dupe wy-rwa-les... LEKARZ Żebym ja miał lepszą pamięć do filmów. Nie wchodzą mi tak do głowy jak choroby. STUDENT O-by by-la bar- Profesor wraca do przedpokoju, wyciąga komórkę z kieszeni płaszcza i sprawdza ją. Nikt nie napisał. Wkłada z powrotem do płaszcza. Gasi światło w przedpokoju. LEKARZ Myślałem, że podniecimy się nawzajem wspomnieniem wieczoru. Myślałem o tobie, myśląc o nim. Co z tobą? KRYTYK Film mi się urwał. Życie mi się prześwietliło. Przedsiębiorca bez ubrania wchodzi do pokoju.. Historyk, także w dezabilu, przeciąga się. HISTORYK Chyba nie będę się dzisiaj mył. Jestem taki... zrozpaczony. PRZEDSIĘBIORCA Nie ma mowy. Śmierdzisz wódą i papierosami. Marsz do łazienki! (klepie go w pośladek) Zaciemnienie mieszkania Przedsiębiorcy iHistoryka. LEKARZ Muszę ci zrobić kompleksowe badania. Mam różne przyrządy! (chichocze) No, nie martw się już niczym. Śpij dobrze. (zaciemnienie mieszkania Lekarza) KRYTYK Śpię. Całe życie przespałem. Dobranoc. (zaciemnienie mieszkania Krytyka) STUDENT (odczytuje na głos SMS) "Niezłą dupę wyhaczyłeś. Oby była bardziej elastyczna niż moja" (wysyła) Słychać odgłos "wiadomości przychodzącej" z głębin płaszcza Profesora. Scena 3 Student stoi na ulicy i patrzy na znajdującą się po drugiej strony witrynę kawiarni. Nie jest ciepło. Student tuli się w swoją kurtkę. Za szybą widać Onego w kelnerskim fartuchu. Przy stoliku stoi Profesor i wodzi wzrokiem za swoim kochankiem. On spostrzega Studenta, na parę sekund ich spojrzenia się spotykają, po czym On wraca do swoich zajęć. Profesor nie widzi Studenta. Student odchodzi Późny wieczór, ta sama sceneria. Z pustej już kawiarni wychodzi On. Stoi chwilę, waha się . Nie jest zdecydowany, dokąd pójść. Idzie w jedną stronę, przystaje, chwilę się zastanawia, rusza w drugą stronę. Scena 4 Krytyk w swoim mieszkaniu. W wytartym szlafroku ( pasek ciągnie się po ziemi), wyciągniętej koszulce, spodenkach "w ludziki" i mocno nadszarpniętych klapkach kąpielowych. Potargany. Zmięta pościel na łóżku. Włączony laptop. Krytyk siada, coś pisze, kasuje. Mówi do siebie. KRYTYK Obudziłem się rano w panice... Obudziłem się rano w panice... Dzwoni domofon - krótko, nieśmiało. Zdziwienie, przestrach na twarzy Krytyka. Skrada się na palcach w stronę drzwi wejściowych. Domofon znowu dzwoni. KRYTYK (przystaje) A nie otworzę! Siada, noga na nogę, ręka na rękę. KRYTYK A w...   ( Pozostało znaków: 50773 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186417   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku