Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 08.08.2005 00:00

Bartosz Żurawiecki - Sekstet

Podziel się Tweetnij Skomentuj (7)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (7)

Sztuka w czterech aktach - premiera internetowa

Niepublikowana dotąd w internecie sztuka jak zwykle błyskotliwego Bartosza Żurawieckiego, autora książki "Trzech panów w łóżku, nie licząc kota". "Sekstet" publikujemy zarówno na stronie jak i jako e-book w formacie PDF.

Tekst sztuki przygotowaliśmy także w formacie PDF (odnośnik w dolnej części strony)

Osoby:
PROFESOR LITERATURY, lat ok. 50
PRZEDSIĘBIORCA, lat ok. 35
HISTORYK SZTUKI, lat ok. 35
STUDENT KULTUROZNAWSTWA, lat ok. 25
KRYTYK FILMOWY, lat ok. 45
LEKARZ, lat ok. 40
ON, lat 20
Barmani, goście i inni statyści

AKT I - Allegretto

Scena 1

Wnętrze klubu. Palą się kolorowe żarówki: czerwone, różowe, zielone, fioletowe... Słychać popowe przeboje z czasów PRL-u.
Pustawo.
Przy podłużnym stoliku siedzi sześciu panów. Profesor pije czerwone wino, Przedsiębiorca z Historykiem drinki, Student duże piwo. PrzedKrytykiem stoi setka wódki, a przedLekarzem filiżanka z kawą.

KRYTYK (wychyliwszy zawartość kieliszka)
Coś się spóźnia ten twój bambino!
PROFESOR (grzebiąc przy komórce)
Pisze, że idzie. Kwadrans, nie dłużej. Musicie zrozumieć. Młodzież teraz pracuje. Obsługiwał ostatnich klientów
PRZEDSIĘBIORCA
Jesteśmy z Misiem poruszeni. To nagłe zaproszenie, tajemniczy chłopiec, twój nowy image i teraz na dodatek komórka! Przechodzisz kurację hormonalną czy zająłeś się postmodernizmem?
HISTORYK
I dlaczego tutaj? Skąd pomysł, by umówić się w tym lokalu? Myśleliśmy, że nie chodzisz po takich... hm! oficjalnych miejscach.
PROFESOR
Kochani! Jeszcze odrobinę cierpliwości, proszę. Gdy poznacie powód, znikną wasze rozterki. Teraz tylko kilka słów wyjaśnienia. Jak wiecie, drodzy przyjaciele, lata całe żyłem w wieży z kości słoniowej, którą opuszczałem tylko, by pójść do... toalety. I dopiero spotkanie z tym tu młodym człowiekiem (wskazuje na Studenta) - którego miałem przyjemność być promotorem, choć wolałbym sponsorem - uświadomiło mi, jak dalece wieże te nie są już..., jak to się obecnie mówi? - trendy. Czyż nie? Czyż nie dlatego odmawiałaś mi, bo świata poza tobą nie widziałem? Czyż nie wytykałeś mi, że nie utrzymuje stosunków z rzeczywistością? I oto jestem.
STUDENT
Pusto tu, jak na piątkowy wieczór.
PROFESOR
Musicie wybaczyć neoficie, że wciąż idzie na kompromis ze swoimi dawnymi wierzeniami. To lokal dla starszych gejów. Niezbyt uczęszczany, z wiadomych powodów. No i nie przychodzą tu moi studenci. Ale przynajmniej moje nowe słońce będzie lśnić wśród nas niczym...
KRYTYK
Zuzanna na tle starców
PRZEDSIĘBIORCA
Enrique na tle Julia.
STUDENT
Samoopalacz.
KRYTYK
Już tylko ja zostałem z dawnych, erudycyjnych czasów.
(bierze pusty kieliszek i idzie do baru)
LEKARZ
Jako twój osobisty lekarz, kochany Profesorze, muszę cię ostrzec przed niebezpieczeństwem powikłań. W potocznej opinii młoda krew regeneruje wiekowe ciało. W praktyce jednak taki konflikt homo... hemodynamiczny może skończyć się śmiercią. Pamiętacie tego.. który umarł?
HISTORYK
Gdzie?
PRZEDSIĘBIORCA
Który?
STUDENT
W którym roku?
LEKARZ
Na plaży. Umierał i coś z niego ściekało.
PROFESOR
Tylko bez insynuacji! Dzisiaj przypadek Aschenbacha z miejsca zostałby zakwalifikowany jako pedofilia. Nie mam nic wspólnego z tym panem. Przestały interesować mnie marynarskie ubranka, platońskie wymówki i śmiertelne zagrożenia. Uprawiamy bezpieczny seks. Mój miły to dwudziestocentymetrowy... dwudziestoletni konkret. Nie muszę do niego wzdychać.
Wraca Krytyk z wódką.
KRYTYK
Czy barmani w takich lokalach zawsze są opryskliwi i wyniośli? To, że jestem od niego prawie trzydzieści lat starszy nie znaczy, że może traktować mnie jak gówniarza.
Wszyscy biesiadnicy, z wyjątkiem Studenta, oglądają się w stronę baru
HISTORYK
Boże! Przecież to mój... brat cioteczny.
STUDENT
Wszyscy jesteśmy braćmi. Ciotecznymi.
PRZEDSIĘBIORCA
Który? Ten z Niepokalanowa?
Przedsiębiorca i Historyk odchodzą przywitać się z bratem
KRYTYK (wychyliwszy zawartość kieliszka)
Spóźnia się ten twój puer!
STUDENT
Skąd go wyjąłeś? Pewno znowu z własnych wykładów.
PROFESOR
Ach skąd!
STUDENT
Takie łatwe zaliczenie, co? Profesorskie numerki.
PROFESOR
Uwielbiam autoerotyzm i nienawidzę autoepigonizmu. Wystarczy, że wyłożyłem się na tobie.
STUDENT
Przez rozum do dupy.
PROFESOR
Mój najsłodszy nie studiuje. On chce zrobić karierę.
STUDENT
Nauka poszła w krzaki.
PROFESOR
Nie, nie poznałem go w parku, nie poznałem go w toalecie, nie poznałem go w szkole. Pudło. Znowu pudło.
LEKARZ
Taki film kiedyś widziałem. Stary profesor zakochał się w swoim studencie, który dorabiał jako prostytutka. Nie pamiętacie tytułu?
STUDENT
Nie pamiętam.
KRYTYK
Ja tym bardziej nie.
PROFESOR
W pewien niedzielny poranek wyszedłem ze swej samotni, by okiem nieuprzedzonym popatrzeć na świat, który straciłem z oczu. I co? I nic. Zimno jak cholera, ludzie brzydcy, kościoły pełne, głowy puste. I nagle - tu zaszła zmiana w polu mojego widzenia. Knajpa, kawiarnia, cafe. Tuż koło mego domu. Zastanawiałem się długo, co tam było przedtem. Sklep z butami? Nie, sklep z butami jest obok. Drogeria? Też nie, drogeria to po drugiej stronie ulicy. Stałem, stałem, aż wszedłem.
LEKARZ
A on?
PROFESOR
Mnie obsługiwał. Uśmiechnąłem się raz, zamrugał powiekami. Uśmiechnąłem się drugi raz, spłonął rumieńcem. Przyniósł kawę, ręce mu drżały. Mnie też drżały ręce. Po prostu miłość od pierwszego wejrzenia. Przyszedł następnego dnia. I następnego. Już wiedział, że przychodzę do niego. Chodziłem codziennie, kilka razy dziennie, zaglądałem przez szybę, patrzyłem, czy jest. Był. Dopiero po tygodniu poprosiłem, żeby usiadł, wypił ze mną kawę. Odpowiedział, że nie może, że szef by go zwolnił. Zapytałem, kiedy kończy. Czekałem. Wyszedł. Lało. Nie było dokąd iść. Więc wziąłem go do siebie. Nie protestował. To wszystko.
STUDENT
Szybki. Szybkie, sprytne dziecko.
KRYTYK
Spóźnia się chłopiec, oj spóźnia.
(znowu rusza w kierunku baru, mijając po drodze Przedsiębiorcę z Historykiem)
PRZEDSIĘBIORCA
Nie do wiary! Rodzona rodzina w pedalskim klubie.
LEKARZ
A on wiedział, że ty wiesz, że on wie, że jesteście...?
HISTORYK
Wiedział, nie wiedział. Nie wiem. Nie wiedział, że ja nie wiem, że on jest. Myślał, że wiem, że jest. Nie wiedziałem.
STUDENT
Przecież to każdy wie. Wystarczy spojrzeć.
PRZEDSIĘBIORCA
Gdyby ich matki wiedziały, co oni wiedzą!
HISTORYK
Wiesz co! Nie bądź złośliwy! Moja matka wie.
PROFESOR
I co zrobicie z tą wiedzą?
PRZEDSIĘBIORCA
Zachowają ją dla siebie. I dla przyszłych pokoleń.
HISTORYK
On ma bardzo surowych rodziców. W domu powiedział, że pracuje jako nocny portier.
PRZEDSIĘBIORCA
Zaproponowaliśmy, że może u nas nocować po pracy. Rodzice się ucieszą, że kuzyni tak się do siebie zbliżyli.
HISTORYK
W zamian sprzeda nam taniej piwo.
PROFESOR (wznosi kieliszek)
Wypijmy więc za rodziny. Niech nam długo żyją w niewiedzy!
W czasie rozmowy niepostrzeżenie wchodzi On. Ocieka deszczem. Rozgląda się, zauważa Profesora, ale nie podchodzi, staje w miejscu kilka kroków od stolika. Profesor dostrzega Onego. Podbiega, obejmuje go ramieniem.
PROFESOR
Voila!
Violetta Villas śpiewa "Przyjdzie na to czas".

Scena 2
Najpierw rozjaśnia się przedpokój mieszkania Profesora - w perspektywie widać wielkie łóżko. Profesor z Onym zdejmują kurtki i buty. W tym czasie Historyk pada na fotel w swoim mieszkaniu.
PROFESOR (obejmując od tyłu Onego, który właśnie nachylił się, by rozwiązać sznurowadło)
Jeszcze raz ci dziękuję. Zrobiłeś na nich piorunujące wrażenie. Zazdroszczą mi ciebie, zazdroszczą jak diabli.
HISTORYK
Boże! Jak ja mu zazdroszczę! Taki stary wiór i takiego młokosa przygruchał! Ja też chcę.
Przedsiębiorca podaje mu gorącą herbatę w kubku
PRZEDSIĘBIORCA
Oj, Misio, nie rozpaczaj. Też sobie przygruchasz, tylko musisz się bardziej postarać.
Rozjaśnia się kolejny fragment sceny. Student chodzi nerwowo po swoim pokoju.
PROFESOR
Gotowi byli pogrzebać mnie pod moimi książkami. A tu ty! Mój największy sukces od czasu nagrody PEN Clubu.
On zgięty nie może się ruszyć.
ON
Ja...
HISTORYK
Ja nigdy nikogo nie przygrucham!
Lekarz wystukuje numer telefonu. Odbiera Krytyk.
LEKARZ
To ja!
KRYTYK
A to ja.
PROFESOR
A jacy oni zaniedbani, jacy podstarzali, jak źle wyglądają.
HISTORYK
Jak ja źle wyglądam, jak się zaniedbałem. Popatrz, przecież sam widzisz. Nikt mnie takim nie chce.
PRZEDSIĘBIORCA
Ja cię chcę.
HISTORYK
Ty to co innego.
Student przystaje. Onemu udaje się wyrwać z ucisku Profesora, odwraca się do niego frontem, kładzie głowę na jego ramieniu.
LEKARZ
Nie zdążyliśmy porozmawiać, więc dzwonię. I co sądzisz?
KRYTYK
O czym?
LEKARZ
O tym, co widzieliśmy. O zmartwychwstaniu przez chłopca.
KRYTYK
Żałosne kabotyństwo. Żałosne kabotyńskie zmartwychwstanie.
PROFESOR (tuląc Onego)
To są mili, dobrzy ludzie. Każdy z nich chętnie cię przygarnie i nauczy wielu pożytecznych rzeczy. Nigdy mi niczego nie odmawiali, więc i ciebie nie odmówią.
PRZEDSIĘBIORCA (ziewając)
Dość lamentów na dziś. Idziesz spać, niestety tylko ze mną.
PROFESOR
Wiele razem przeżyliśmy, więc przeżyjemy i ciebie.
Student chwyta pilota i zaczyna skakać po kanałach. Słychać odgłosy zmieniających się programów.
LEKARZ
Może i zmartwychwstanie kabotyńskie, ale to jedyne zmartwychwstanie, którego byłem świadkiem. A mam długą lekarską praktykę.
PRZEDSIĘBIORCA (rozbierając się do snu, wychodzi)
(z offu) Idziesz jutro do pracy? Bo ja mam mnóstwo klientów i umówionych spotkań.
PROFESOR
Który ci się najbardziej podobał? Którego wybierasz na początek, hm?
Student wyłącza telewizor, odrzuca pilota, sięga po komórkę, zaczyna wystukiwać SMS
HISTORYK (rozbierając się do snu, z ponurą miną)
Idę. Jutro przywiozą kolejne trupy.
LEKARZ
Jak żyjesz? Widziałeś ostatnio jakiś film?
KRYTYK
Oszalałeś! Ja już nie oglądam filmów. Ja już wszystkie filmy widziałem.
HISTORYK
A wszystkie z wąsami.
LEKARZ
To jak piszesz recenzje?
KRYTYK
Z pamięci. Deja vu!
PROFESOR (patrząc Onemu w oczy)
Razem dokonamy wielkich rzeczy. Przynajmniej dzisiaj w nocy.
Ciągnie go do sypialni. Padają na łóżko
STUDENT (sylabizuje na głos)
Nie-zła dupe wy-rwa-les...
LEKARZ
Żebym ja miał lepszą pamięć do filmów. Nie wchodzą mi tak do głowy jak choroby.
STUDENT
O-by by-la bar-
Profesor wraca do przedpokoju, wyciąga komórkę z kieszeni płaszcza i sprawdza ją. Nikt nie napisał. Wkłada z powrotem do płaszcza. Gasi światło w przedpokoju.
LEKARZ
Myślałem, że podniecimy się nawzajem wspomnieniem wieczoru. Myślałem o tobie, myśląc o nim. Co z tobą?
KRYTYK
Film mi się urwał. Życie mi się prześwietliło.
Przedsiębiorca bez ubrania wchodzi do pokoju.. Historyk, także w dezabilu, przeciąga się.
HISTORYK
Chyba nie będę się dzisiaj mył. Jestem taki... zrozpaczony.
PRZEDSIĘBIORCA
Nie ma mowy. Śmierdzisz wódą i papierosami. Marsz do łazienki! (klepie go w pośladek)
Zaciemnienie mieszkania Przedsiębiorcy iHistoryka.
LEKARZ
Muszę ci zrobić kompleksowe badania. Mam różne przyrządy! (chichocze) No, nie martw się już niczym. Śpij dobrze.
(zaciemnienie mieszkania Lekarza)
KRYTYK
Śpię. Całe życie przespałem. Dobranoc.
(zaciemnienie mieszkania Krytyka)
STUDENT (odczytuje na głos SMS)
"Niezłą dupę wyhaczyłeś. Oby była bardziej elastyczna niż moja" (wysyła)
Słychać odgłos "wiadomości przychodzącej" z głębin płaszcza Profesora.

Scena 3
Student stoi na ulicy i patrzy na znajdującą się po drugiej strony witrynę kawiarni. Nie jest ciepło. Student tuli się w swoją kurtkę. Za szybą widać Onego w kelnerskim fartuchu. Przy stoliku stoi Profesor i wodzi wzrokiem za swoim kochankiem. On spostrzega Studenta, na parę sekund ich spojrzenia się spotykają, po czym On wraca do swoich zajęć. Profesor nie widzi Studenta.
Student odchodzi

Późny wieczór, ta sama sceneria. Z pustej już kawiarni wychodzi On. Stoi chwilę, waha się . Nie jest zdecydowany, dokąd pójść. Idzie w jedną stronę, przystaje, chwilę się zastanawia, rusza w drugą stronę.

Scena 4
Krytyk w swoim mieszkaniu. W wytartym szlafroku ( pasek ciągnie się po ziemi), wyciągniętej koszulce, spodenkach "w ludziki" i mocno nadszarpniętych klapkach kąpielowych. Potargany. Zmięta pościel na łóżku.
Włączony laptop. Krytyk siada, coś pisze, kasuje. Mówi do siebie.
KRYTYK
Obudziłem się rano w panice... Obudziłem się rano w panice...
Dzwoni domofon - krótko, nieśmiało. Zdziwienie, przestrach na twarzy Krytyka. Skrada się na palcach w stronę drzwi wejściowych. Domofon znowu dzwoni.
KRYTYK (przystaje)
A nie otworzę!
Siada, noga na nogę, ręka na rękę.
KRYTYK
A właśnie że nie otworzę. Nie będę otwierał!
Domofon dzwoni ponownie, natarczywie.
Krytyk zwleka się, idzie do przedpokoju.
KRYTYK (z offu, ostro)
Słucham?
KRYTYK (zaskoczony)
Kto? Proszę.. tak... proszę... wejdź.
Wpada w panice do pokoju. Ściąga w biegu szlafrok. Nie wie, co z nim zrobić. Wpycha go pod łóżko. Zakłada nerwowo jakieś spodnie i jakąś bluzę.
Dzwonek do drzwi.
KRYTYK (z offu)
Proszę.. tak... proszę... wejdź.
Do pokoju wchodzi On.
ON
Ja...
KRYTYK (zaaferowany)
Rozbierz się. To znaczy, daj kurtkę, powieszę w przedpokoju. (biega z kurtką) Rozgość się, siadaj, czuj się... Ha! (wskazuje na komputer) Piszę. Próbuję pisać. Recenzję. Ale... Już wyłączam. (wyłącza komputer) Byłbym zapomniał. Napijesz się czegoś? Kawa, herbata? (On kiwa głową) Kawa? (On kiwa głową) Herbata? (On kiwa głową) Masz rację, na kawę już za późno. (biegnie do kuchni) Choć jeden mój znajomy, wiesz, ten lekarz, który był wtedy w klubie, pije na noc kawę, bo twierdzi, że lepiej mu się po tym śpi. Takie zboczenie. No, nie wiem. Gdy przez chwilę byliśmy razem, to nie pozwalałem mu pić na noc kawy, żeby nie przespał najlepszych momentów. Dawne dzieje. Teraz to sam bym mu zaparzył. Dałbym ci coś mocniejszego, ale nie mam, bo gdybym miał to już bym wypił. Ha! Ha! Przepraszam, że jestem taki chaotyczny, ale jesteś taki wyjątkowy. To znaczy, to takie wyjątkowe, że ktoś mnie odwiedził. Zapomniałem, co się robi z gośćmi. Wszyscy mnie opuścili. Z cukrem? (On kiwa głową) I cytryną na to zimno? (On kiwa głową, Krytyk biegnie do kuchni).
On wstaje i rozgląda się po pokoju. Przechyliwszy głowę, czyta tytuły na grzbietach kaset video i płyt DVD.
KRYTYK ( z offu)
Cytryna się skończyła. Zupełnie jak ja. (wchodzi, niosąc dwa kubki z maczankami, stawia, wybiega, wbiega z cukiernicą w ręku, pada zdyszany na krzesło). Gotowe. Jak ci się naciągnie to zamocz kapcia w moim kubku. Lubię mocne wrażenia i mocne herbaty. Robi wrażenie, prawda? Podoba ci się mój zbiór? (On kiwa głową) Kiedyś pożyczałem. Rwałem na pożyczanie. Ależ moje kasety miały branie! Już nie pożyczam. Bo nie oddawali. Dla ciebie zrobię wyjątek, proszę, jeśli masz ochotę. Pornosy są za koszem na papiery. Napij się może, zanim wszystko ostygnie. (zaniepokojony) Czy twój... czy on wie, że tu jesteś? (On kiwa głową). Głupio pytam, przecież to wolny kraj i wolna miłość. To cynik, straszny cynik. Ale uczciwy. Nigdy niczego nie krył poza prawdą o sobie. Mówił ci, że wiele lat byliśmy ze sobą? Tak, tak... Poznaliśmy się za Solidarności. Na Konfrontacjach. Kojarzysz? (On nie kiwa głową) Bo kiedyś, jak się rodziłeś, a nawet dużo przedtem, jak cię jeszcze nie było to ja nie miałem takiej kolekcji jak teraz. W ogóle niczego takiego nie miałem. Nikt nie miał. Bo takich rzeczy nie było, tak jak ciebie. Wiem, że mi wierzysz, ale tak było, że nie było. I były Konfrontacje, na których pokazywano tych parę filmów, co na świecie było u nich głośno, a u nas nikt ich jeszcze nie widział. I były kolejki, a nie było biletów. A ja pracowałem w jednej gazecie i miałem dwa bilety na "Sobowtóra" Kurosawy. Kurosawa, kojarzysz? (On nie kiwa głową). I byłem młody i on był młody. Ale był starszy. Nadal jest starszy. I był znanym autorytetem niemoralnym. Od literatury, ale nie tylko od literatury. Ci, co mieli wiedzieć, wiedzieli. Więc gdy go ujrzałem, jak stał w kolejce to... Jeszcze wtedy potrafiłem być bezczelny. Podszedłem i zapytałem, czy nie zechciałby wziąć ode mnie jednego biletu. Zechciał i wziął. To był długi film. On wtedy miał romans z tym starym lekarzem z klubu, który wtedy był młodym studentem. I przez pewien czas biegał między nami. Od studenta do dziennikarza, od dziennikarza do studenta, a po drodze na stronę. Ale w końcu powiedział doktorowi, żeby tamten najpierw zdobył praktykę, a potem się do niego zgłosił. A potem... A potem nastał stan wojenny. Stan wojenny, mówi ci to coś? ZOMO, internowania. Internowania, nie internetowania. Demonstracje, ulotki, podziemie. Najszczęśliwszy okres w moim życiu. Za dnia go prześladowali, a wieczorami wracał do mnie. Kupiliśmy to mieszkanie. Tak, tak... A potem... wrócił do lekarza. Nie, zaraz, odwrotnie. Najpierw to chyba ja związałem się z lekarzem, a on z kimś, kto wkrótce wyemigrował? Nie pamiętam. Nie pamiętam kolejności. No, grunt, że minęło dwadzieścia lat i wciąż jesteśmy przyjaciółmi.
(Krytyk milknie, kładzie Onemu rękę na ramieniu, On wtula się w Krytyka)
KRYTYK
Jesteśmy przyjaciółmi.
Zaczynają się całować. On rozpina Krytykowi spodnie, które opadają, ukazując bokserki w ludziki. Krytyk, nie przerywając całowania, spogląda na nie kątem oka. Jedną ręką obejmuje chłopaka, drugą usiłuje podciągnąć spodnie. Wreszcie mu się to udaje. Odsuwa znienacka Onego i uśmiecha się przepraszająco.
KRYTYK
Pójdę się przebrać... rozebrać do łazienki.
Zaciemnienie

Scena 5
Wernisaż wystawy portretu trumiennego. Przed jednym z obrazów stoi Profesor. Patrzy i popija. Od tyłu skradają się do niego Przedsiębiorca i Historyk.
PRZEDSIĘBIORCA i HISTORYK (razem, znienacka)
Uuuuuuuu!
PROFESOR (przestraszony, krztusi się winem, część wylewa na marynarkę)
Chryste! Przestraszyliście mnie na śmierć. Oblałem się. Dobrze, że nie czerwone.
Muzykolg i Historyk chichoczą
HISTORYK
Długo się w muzeum zastanawialiśmy, jakie wino dobrać, by pasowało do głównego dania. Aż wreszcie stwierdziliśmy, że...
PRZEDSIĘBIORCA
Trup i cielęcina lubią białe wina.
Przedsiębiorca, Historyk i Profesor chichoczą. Podchodzi do nich Student.
STUDENT
Głupie żarty wam w głowie. A ja tu rozmyślam nad kwestią fundamentalną.
PRZEDSIĘBIORCA
Jaką?
STUDENT
Ilu z tych szlachcirów było gejami?
PRZEDSIĘBIORCA
Co dziesiąty. Albo co siódmy. (liczy) Raz, dwa, trzy, cztery... Ten mi wygląda na pedała. Ma takie wyrobione usta.
HISTORYK
A ta to rasowa sarmacka lesba.
PRZEDSIĘBIORCA
Ciekawe, czy kutasy mieli równe dorodne jak wąsy?
STUDENT
Oni nie mieli kutasów, oni mieli kutasiki.
Chichoczą.
PROFESOR
Jesteście obsceniczni. Jaja sobie robicie w obliczu vanitas.
STUDENT
Skąd! My tylko odzyskujemy gejowską historię.
PRZEDSIĘBIORCA
Co naprawdę zaszło między panem, wójtem a plebanem?
HISTORYK
Polska Safonka - Urszulka Kochanowska.
STUDENT
Czy Pasek bił Morsztyna?
Niemal jednocześnie, z dwóch stron, wpadają do sali On i Krytyk. Profesor podchodzi do Onego, chwyta za rękę i prowadzi do Krytyka.
PROFESOR
Wpadliście!
ON
Ja...
KRYTYK (zmieszany)
Ja... Nie... Nie wiem... Coś się tobie....
PROFESOR
Wpadliście na wernisaż. To świetnie.
Chwyta dłoń Krytka i łączy ją z dłonią Onego.
Poprosimy przodków o błogosławieństwo. Zbliżcie się!
KRYTYK (puszcza dłoń Onego)
Już żeśmy się zbliżyli, buławo hetmańska. Podyndaj nią gdzie indziej.
PROFESOR
Jakżeś się ożywił! Jakże pokraśniał! Dotąd na Cię jak na raroga poglądaliśmy, a tu lica płoną, strój niedbały zrzucony, oddech już nie plugawy. Cóż to? Veni Creator Spiritus?
KRYTYK
Veni, vidi, vici.
PROFESOR
Och! Kiedy mi w ogóle nie staje do rywalizacji. Oddaję się walkowerem. I kto by pomyślał (obejmuje Onego), że ta latorośl stanie się naszym łącznikiem z przeszłością, naszym wspólnym dziedzictwem i żywą tradycją. (zwracając się do Onego) Mówi przez ciebie historia, mój synu. To wielka odpowiedzialność.
KRYTYK
On nie jest twój! Skończ z tym demiurgicznym bełkotem
PROFESOR
Mój, twój, swój... Widzisz jakieś różnice? Bo ja tylko powtórzenia.
HISTORYK (ocknął się z zamyślenia)
Faktycznie, nasz miły krytyk filmowy wygląda jakby inaczej. Inaczej, czyli tak samo dobrze jak my. To jakaś transgresja. Przyznaj się, kto cię przerobił? (Przedsiębiorca trąca go w ramię. Historyk spogląda na niego, potem na Krytyka, potem na Onego...) Rany! Nie zajarzyłem! (twarz mu tężeje, ze złością) Uprzedził mnie, gryzipiórek!
Krytyk wściekły wybiega z sali.
Chwila milczenia
HISTORYK
Obraził się za "gryzie" czy za "piórko"?
Profesor grozi Historykowi palcem
PROFESOR
Nieładnie! Wszyscy wiemy, że ani jedno, ani drugie.
Krytyk wraca.
KRYTYK
No! Zmieniamy temat.
STUDENT
Właśnie. Pierdolicie i pierdolicie, jednostajnie i monotematycznie. Nie przyszedłem tutaj, by łykać waszą rzadką spermę, bo mam jej pod dostatkiem przy innych okazjach. Zamiast się ślinić na swój widok, przypatrzcie się lepiej tym obrazom. Pogadajmy o patriarchacie, o wykluczeniu, o dyskryminacji...
HISTORYK
Ależ, najdroższy, nigdy Cię nie dyskryminowaliśmy. Przeciwnie. Zawsze szanowaliśmy i ceniliśmy Twoją anatomię.
PRZEDSIĘBIORCA
Autonomię, misiu, autonomię.
Oprócz Studenta wszyscy chichoczą.
STUDENT
Już nie trawię tych waszych dowcipów. Już... veto. Liberum veto!
PROFESOR
Uchu! Zaraz wyciągnie szabelkę. Jak ci zarostu przybędzie, to będziesz się mógł powiesić koło tych Sarmatów.
STUDENT
Czy naprawdę nie czujecie potrzeby działania? Nie wkurwia was homofobia, która się panoszy dookoła, nawet tu, w tej sali, w polskim Muzeum Narodowym, wśród tych eksponatów i wartości chrześcijańskich ? Nie widzicie, że jesteście, że jesteśmy na każdym kroku poniżani i obrażani. Że wciąż wyzywa się nas od zboczeńców i traktuje jak obywateli drugiej kategorii. Że kamieniami w nas rzucają? Nie ma w was pragnienia zmiany? Nie brakuje wam idei, wizji?
HISTORYK
Mi w tej chwili brakuje naszego drogiego doktora. Nie przyjdzie do nas?
KRYTYK
Nie przyjdzie. Wpadł w melancholię, fachowo zwaną depresją.
PRZEDSIĘBIORCA
Mówiąc szczerze, nas z misiem nudzą te wszystkie bunty, manifestacje i gejowskie organizacje. Poza tym można dostać w gębę pałą od młodzieńca wszechpolskiego, a my przecież jesteśmy monogamiczni (chichoczą). Oczywiście, jeśli masz jakąś petycję czy protest, to chętnie złożymy podpis, ale nie każ nam prywatne przekuwać w publiczne.
STUDENT
Prywatne już od dawna jest publiczne! Właśnie przez takich jak wy nigdy w tym kraju nie będzie lepiej. Jesteście homoseksualną elitą, a nie chcecie nic uczynić dla sprawy. Zamykacie się w getcie swojej orientacji z podobnymi do was i czujecie się cool. Jesteście ślepi na rzeczywistość. A spróbujecie pomieszkać w... Niepokalanowie!
PROFESOR
Jakiż ty jesteś dziewiętnastowieczny, mój gejowski sufrażysto. Zagadałbyś seksualność na śmierć. Potrafisz perorować, aż z człowieka uchodzi całe podniecenie. A tymczasem to jest istota! (wskazuje na Onego). Młode piękno przeglądające się w portrecie trumiennym. Chcę zdążyć zanim on i ja znajdziemy się na deskach. Reszta to strata czasu. To marność nad marnościami.
STUDENT
Walisz banały, panie profesorze. A może on wcale nie chce być przedmiotem pożądania? Może wcale nie potrzebuje tego twojego modernistycznego decorum? Twoich pięknych słówek, którymi tak naprawdę wstydliwie przykrywasz jego fiuta? Może on chce być... sobą?
PROFESOR
Nie wiem. Zapytaj delikwenta.
STUDENT
Zapytam. Zobaczysz, że zapytam. Pytam. (po chwili wahania, do Onego) To co ty o tym wszystkim sądzisz?
Zaciemnienie

Akt II - Moderato
Scena 1
Lekarz w swoim mieszkaniu siedzi na podłodze zawalony stosem papierów. Próbuje je przeglądać, segregować, przekłada z kupki na kupkę. Ułożone stosy rozyspują mu się. Część papierów drze bez czytania, innym przegląda się z zadziwieniem.
Zaciemnienie

Scena 2
Krytyk z Lekarzem siedzą w mieszkaniu tego ostatniego przy stole. Na stole resztki kolacji z winem. Dopalają się świeczki. Jedna właściwie już zgasła.
KRYTYK
Raz w tygodniu.
LEKARZ
Czuję taki... kryzys.
KRYTYK
Oddaje się bez reszty. Reszty mu nie trzeba.
LEKARZ
Wiek średni, jak z podręcznika. I co ja mam powiedzieć?
KRYTYK
Odżyłem. Czuję się jak zombie.
LEKARZ
A mi życie się prześwietla.
KRYTYK
Nie wiem, czego chce. Ani o co mu chodzi. I czy mówi tamtemu?
LEKARZ
Mówię tobie, nie najlepiej ze mną.
KRYTYK
Nie powinien mówić. Przecież to profesorowie są od tego, żeby mówić, a nie żeby słuchać.
LEKARZ
Do twarzy ci z tym nieoczekiwanym rżnięciem.
KRYTYK
To już znasz o mnie całą prawdę.
LEKARZ
Ty moją poznałeś dawno temu. Całą wyrzuciłem wczoraj na śmietnik.
KRYTYK
Nie szkodzi. I tak już nic nie pamiętam.
LEKARZ (wstaje)
Chodź, coś ci przypomnę. Albo nie wstawaj, bo siądziesz z wrażenia. Coś ocaliłem.
(podchodzi do uprzątniętego biurka, na którym leży tylko jedna teczka. Wyciąga z niej nieco pogniecioną kartkę papieru listowego).
Uwaga! Poczytaj mi mamo.
(czyta)
"Warszawa, 29 maja 1986, czwarta rocznica śmierci Romy Schneider.
Najukochańszy mój Doktorze Caligari!
Piszę w pośpiechu, wzburzeniu i udręce. Tak wiele nas łączy, tak bardzo serce me i inne organy skłaniają się ku Tobie. Więc nim skapituluję raz jeszcze, nim raz jeszcze się poddam, piszę szybko. Nie mogę już byc Twoim pacjentem. Marionetką w Twych rękach, skądinąd tak delikatnych i zręcznych, zwinnych i mocnych. Całuję je na pożegnanie w najgłębsze zakątki, nim łzy uniemożliwią mi orientację w terenie."
KRYTYK
Jezu, co za grafoman to napisał!
Lekarz podnosi wzrok znad listu i patrzy na Krytyka wymownie.
KRYTYK
O nie! Tego mi nie wmówisz. W 1986 już od dawna publikowałem w prasie ogólnopolskiej.
LEKARZ
Słuchaj dalej:
"Zawsze miałeś na wszystko najlepsze recepty. Zawsze byłem posłuszny tym, którzy mieli na wszystko najlepsze recepty. Radzili mi i podpowiadali. Kształtowali mnie i penetrowali, by zasiać we mnie swoje nasienie. A ja przecież muszę być niezależny. Muszę być silną, samorządną jednostką. Niezależny Samorządny Związek Partnerski nie jest możliwy. Nie tu i nie teraz. To Związek Załgany. Odchodzę. Idę na swoje. Bye bye wszyscy intelektualiści i uzdrowiciele tego świata. Łączcie się i kopulujcie, ale beze mnie.
Wiedz jednak, doktorku, że zawsze będę..."
Tyle. Więcej nie znalazłem.
KRYTYK (podchodzi i wyrywa Lekarzowi kartkę)
Pierdolisz bez sensu. Przecież to nie moje pismo. W 86 to ty byłeś z tym... operatorem wózków widłowych.
LEKARZ
On nie wiedział, gdzie leży Rzym, a co dopiero Romy Schneider.
KRYTYK
To może Profesor miał okres buntu proletariackiego?
LEKARZ
Miał, ale sześć lat wcześniej. Potem proletariat miał wyłącznie w dupie.
KRYTYK (zrezygnowany)
Wywal i to do śmieci. Na żadnej aukcji nie dadzą ci za to złamanego grosza.
LEKARZ
Sam wywal. Ja nie mam odwagi.
Krytyk porywa się, by podrzeć kartkę. Ale zatrzymuje się w geście darcia. Chwila znieruchomienia, potem opuszczenie rąk.
KRYTYK
Lepiej spalę. Teraz lubią grzebać po śmietnikach.
LEKARZ (spuszcza głowę)
Nie mam zapałek. Tylko elektryczny zapalnik do gazu.
KRYTYK (składa kartkę na czworo i wkłada ją do kieszeni)
Więc zrobię to w domu. I tak jestem do cna wypalony.
LEKARZ (głaszcze Krytyka po głowie i policzkach)
A pamiętasz PPS?
KRYTYK
Kolejna psychoanalityczna insynuacja? Najpierw wmawiasz mi autorstwo jakiejś epistoły, a teraz mylisz mnie ze swoim ojcem.
LEKARZ
PPS - nie Polska Partia Socjalistyczna, lecz Przyjacielska Pomoc Seksualna.
KRYTYK
To znaczy, chcesz, żeby ci...
LEKARZ
To znaczy, że chcę, żebyś ze mną...
KRYTYK (wzdycha)
No dobrze. W końcu mój raz w tygodniu będzie dopiero za sześć dni.
Ale (zatrzymuje się i podnosi palec) ty też wyświadczysz mi przysługę. On nabawił się jakiegoś potwornego kaszlu. Skierowałem go do ciebie. Może to alergia na wszystko powyżej trzydziestego roku życia?
Krytyk i Lekarz znikają w mrokach pokoju.

Scena 3
To samo mieszkanie. Lekarz ze stetoskopem przy piersi Onego. Mówi, lekko krzycząc, bo w uszach ma słuchawki.
LEKARZ
Tak, czułem wtedy ból w sercu. Wtedy, gdy kazał mi iść precz, bo byłem zbyt ostentacyjnie pedalski i przeszkadzałem mu w robieniu kariery. Gdy pierwszy raz kazał mi iść precz. Ty też możesz poczuć. Oddychaj głęboko! Nie oddychaj głęboko! Bądź twardy i nieugięty. Bo ja kochałem go jeszcze z pięć lat. A na to nikt nic ci nie przepisze. Za drugim razem już nie. Za drugim razem to już nikt nikogo nie kochał. Wtedy to on przeszkadzał mi w robieniu kariery, bo ciągle się domagał, żeby mu pomagać w tłumaczeniu "Przypadków klinicznych w literaturze francuskiej". Nic nie czuję. Nic nie słyszę. Otwórz głębokie gardło. Aaaaa! (zagląda)Nic nie widzę.
A ty właściwie kogo kochasz? Wolisz profesora czy krytyka, hm? Żebym to ja sam wiedział.
(wciąż badając Onego, zaczyna coraz bardziej "przekrzykiwać" stetoskop)
Opowiedzieć ci, jak się pierwszy raz kochałem z profesorem? To było naprawdę heroiczne. Solidarność. Strajki studenckie. Medycyna z uniwerkiem. Solidarnie okupowaliśmy... Tylko co? Akademię czy polonistykę? Mniejsza z tym. Mieliśmy nocny dyżur. Wokół nasi towarzysze, nasi druhowie i nasze... druhinie? nasze koleżanki leżą pokotem w swetrach dzierganych przez ich matki-polki. Za oknem złowieszcze światełka suk, zomowcy walą pały, Wałęsa ssie fajkę. A on mnie wziął na katedrze. Na ołtarzu nauki i walki. Troskliwy był, podłożył mi pod tyłek flagę, żeby miękko było. Tylko którą? Solidarności czy zwykłą, biało-czerwoną? Nawet chciał potem wytrzeć w nią spermę, ale patriotyczne tabu dało o sobie znać po orgazmie. Więc użył do tego celu ulotek. Albo może Trybuny Ludu? Jakiż ja byłem dumny, że straciłem dziewictwo. Ale naród tego nie zauważył, bo kochał się sam ze sobą. No, ubieraj się.
On zaczyna się jeszcze bardziej rozbierać. Lekarz patrzy na niego zdumiony.
LEKARZ
Boże, coś Polskę! Tydzień cudów!

Scena 4
To samo mieszkanie. Lekarz ze stetoskopem przy piersi Profesora.
PROFESOR
Słyszysz coś?
LEKARZ (kręci głową)
PROFESOR
To może chcesz mi coś powiedzieć?
LEKARZ (udaje, że nie słyszy)
PROFESOR (wyjmuje mu stetoskop z uszu)
No, co znowu przeskrobałeś? Usunąłeś komuś płód czy zagłosowałeś na prawicę? Przecież nie wezwałeś mnie z troski o stan mego zdrowia. Już tak cię nie pociągam, byś musiał co dwa tygodnie macać mnie swoim przyrządem. Jestem zdrów jak ryba. A z ciebie stary koń, który jest wciąż tym samym zapłakanym chłopcem z przerośniętym poczuciem winy. Więc o co chodzi?
LEKARZ (z opuszczonym stetoskopem w ręku)
Ja...
Milczenie
PROFESOR
Dobrze, zawrzyjmy układ. Ja oddam ci krew, mocz, a nawet kał, a ty zawierzysz mi swój grzech. Obu nam będzie lżej na ciele i duszy. Stoi? (lekko poddenerwowany) Mogę zapalić?
LEKARZ
Nie mam zapałek. Tylko elektryczny zapalnik do gazu.
PROFESOR
Tym bardziej powinieneś się streszczać. Jakie mi zrobiłeś świństwo i dlaczego?
LEKARZ
To nie jest takie proste.
PROFESOR
Skarbie. To jest bardzo proste. On tu przyszedł, a ty go zerżnąłeś. Nieprawdaż?
LEKARZ
Jak zgadłeś?
Profesor wyjmuje z kieszeni pudełko z papierosami. Wyjmuje jednego. Potem zapalniczkę. Przypala. Milczenie.
Lekarz zakłada stetoskop, podchodzi do Profesora i znowu zaczyna go osłuchiwać. Pochyla się, niemal klęka.
PROFESOR (paląc)
Jest ci odpuszczone.
Czyni w powietrzu znak krzyża. Potem puka Lekarza w czoło jak ksiądz w konfesjonał.
LEKARZ
Bóg zapłać. Powinieneś rzucić palenie.

Scena 5
Kawiarnia (ta sama, co w scenie III Aktu I). Student siedzi tam, gdzie przedtem siedział Profesor. Rozgląda się.
Do kawiarni wchodzi Przedsiębiorca. Wita się ze Studentem.
W swoim mieszkaniu Krytyk (spodenki w ludzki, wyciągnięta koszulka,) krąży nerwowo ubrany w wyciągniętą koszulkę i spodenki w ludziki. Sięga po list, który wziął od Lekarza. Czyta, odkłada, znowu krąży itd.
Wracamy do kawiarni. Przedsiębiorca ze Studentem piją kawę.
STUDENT
Miałem nadzieję, że On tu będzie. A właściwie miałem nadzieję, że go tu nie będzie.
PRZEDSIĘBIORCA
Odbiło wam wszystkim z tym młodzikiem? Przecież to szczyl i gołowąs.
STUDENT
Starzeję się i chyba chciałbym się ustatkować.
PRZEDSIĘBIORCA wybucha głośnym śmiechem
STUDENT
Dlatego właśnie poprosiłem cię o spotkanie. Bo jesteście dla mnie wzorem.
PRZEDSIĘBIORCA przestaje się śmiać
Tobie naprawdę odbiło.
STUDENT
Nie zrozum mnie źle. Wiele rzeczy mi się w was nie podoba. Nie podoba mi się wasza zachowawczość, wasz konserwatyzm, wasz brak zaangażowania, wasz egoizm, wasza krótkowzroczność, wasza pycha, wasza ignorancja, wasza tchórzliwość, wasze drobnomieszczaństwo. Jesteście tacy petite petite bourgeois. Ale wy mi się podobacie.
PRZEDSIĘBIORCA
Z ciebie jest większy perwert niż przypuszczałem.
STUDENT
Nie wykręcaj się, proszę. Wiesz dobrze, że tak jesteście postrzegani. Jako skała, ostoja, punkt odniesienia. Macie to, co inni chcieliby mieć. Forsę, mieszkanie, siebie... I nie opuścicie się aż do śmierci.
PRZEDSIĘBIORCA
Poznam cię z tym kuzynem z Niepokalanowa. On też szuka męża.
STUDENT
Pierdolę Niepokalanów. Ja chcę tylko wiedzieć jak. Jak być szczęśliwym w tym pieprzonym homofobicznym kraju? Gdzie i z kim się zamknąć w czterech ścianach? Na kogo wypiąć dupę, a komu dać dupy?
PRZEDSIĘBIORCA
Zadajesz mi pytania, na które nie znam odpowiedzi. Poczytaj sobie pisma kobiece.
STUDENT
I tego właśnie w was nie znoszę. Dorobkowiczostwa. Skąpstwa. Nachapaliście się szczęścia i teraz boicie się nim podzielić. Żeby wam nie ubyło. Jakaż typowo polska małostkowość.
PRZEDSIĘBIORCA
Skarbie, to ty jesteś typem aktywisty. Mnie wszystko przychodzi pasywnie. Ja tylko robię uniki. Nie słucham polityków, puszczam mimo ucha kalumnie, nie bywam zazdrosny. Nie dopuszczam do siebie ani złości, ani bólu.
STUDENT
Czyli boisz się z homoseksualisty stać się gejem. Hołubisz swą hipokryzję i czerpiesz z niej korzyści.
PRZEDSIĘBIORCA
Żyję na marginesie. I jest mi tam wygodnie. Choć pamiętaj, że jako biznesman pierwszy skorzystam, gdy tacy jak ty otworzą mi drogę do urzędów i na salony.
STUDENT
Skoro masz się na mnie dorobić, to chociaż odpłać mi kilkoma cennymi wskazówkami. Jak żyć, mój menie, jak żyć?
PRZEDSIĘBIORCA
Nie jestem specem od mądrości życiowych. To nie mój biznes. Obracam głównie pretensjami. Mogę ci sprzedać tylko sztukę osiągania kompromisu...
Scena przechodzi w...

Scena 6
Sypialnia w mieszkaniu Przedsiębiorcy i Historyka.
Przedsiębiorca już zasypia, Historyk siedzi na łóżku.
HISTORYK
... i to nasze życie takie sobie. W miejscu stanęło. Zapada się.
PRZEDSIĘBIORCA
Zapadam się.
HISTORYK
Nie dzieje się nic. Dzieje się nic. Wszystko zastyga.
PRZEDSIĘBIORCA
Zastygam.
HISTORYK
Jesteśmy normalni, wzorcowi, sympatyczni. A powinniśmy być libertyńscy, wyzwoleni, występni...
PRZEDSIĘBIORCA
Powinniśmy spać.
HISTORYK
Im bardziej się starasz, im bardziej pragniesz, tym bardziej jest, jak było. Tyle wysiłku, tyle strategii, tyle efektów specjalnych, a i tak zawsze ląduję w twoim łóżku. W naszym łóżku. Och! Chciałbym, żeby nas zobaczyli, ci, co wyzywają pedałów od perwersów. Mieliby się z pyszna! Jesteśmy przecież małżeństwem z rozsądku. Nie jesteś w moim typie. Nigdy cię nie pożądałem. Ale wiedziałem, że zapewnisz nam stabilne, rozsądne życie. Że reprezentujesz sobą wysoki poziom kultury, że łączą nas wspólne zainteresowania i pasje pozaerotyczne. Dlatego cię wybrałem. Tak, wtedy jeszcze miałem prawo wyboru. Miałem jeszcze z czego wybierać. Wybrałem życie odmierzane rytmem twoich równomiernych oddechów. Żebyś chociaż chrapał, to przynajmniej mógłby cię znienawidzić. Wykrzywić twarz ze wstrętem, bez skrupułów kopnąć cię w tyłek. Ale ty jesteś taki nieskazitelny. Rzuciłeś studia muzykologiczne, bym mógł sublimować w muzeum. Założyłeś firmę, zarabiasz kasę, by miał za co rozwijać swoją elokwencję. Kocham cię i jestem ci wdzięczny.
(odwraca się do Przedsiębiorcy)
Czy musimy odgrywać ten pieprzony schemat - ja cię kocham, a ty śpisz? Czy musimy być tacy sami? Nie chcę spać, nie chcę się z tobą kochać. Chcę... Znowu mnie nie rozumiesz.
PRZEDSIĘBIORCA
Rozumiem.
HISTORYK
Nie rozumiesz.
PRZEDSIĘBIORCA
Mhm..
HISTORYK (kładzie się koło Przedsiębiorcy)
Jestem zmęczony. Masz rację. Trzeba przespać to nic. Dobranoc.
(wtula się w Przedsiębiorce)
PRZEDSIĘBIORCA (coś mruczy)
Zaciemnienie. Słychać odgłosy manifestacji. Okrzyki, gwizdy, piski, rzucanie kamieniami, bójki, nawet strzały.

Scena 7
On siedzi na łóżku w mieszkaniu Profesora. Dzwonek do drzwi. Wstaje, idzie, spogląda przez judasza. Otwiera. Na progu stoi Student z zakrwawioną twarzą.

AKT III - Adagio

Scena 1
STUDENT
Cze, sorry, myślałem, że nikogo nie ma. Sam jesteś? Nie ma go? Miałem nadzieję... Wciąż mam klucze, które mi dał, ale pomyślałem, że najpierw zadzwonię, bo nie byłem pewien, że nikogo nie ma. Mogę wejść? Muszę się umyć czy co. Pozwolisz? Nie wiesz, gdzie są opatrunki, plastry jakieś? (On rozgląda się po mieszkaniu) Ja wiem. Chyba nic się nie zmieniło. (udaje się w głąb mieszkania, słychać odkręcanie wody i stukanie szuflad). Jezu, ale wyglądam! Dostałem na paradzie, a potem była napażanka z łysymi. Policja interweniowała, mówię Ci - istna "Ziemia obiecana". Ledwo się wyrwałem. Tam chyba wciąż... Stonewall, jeszcze jedno Stonewall. Następne Stonewall. Stonewall bez końca, kurwa mać. (wraca dociskając plaster do czoła, siada na łóżku). Mam dość. Jestem kurewsko zmęczony. (wygląda na bliskiego płaczu). Spokojnie sobie manifestujesz, a tu te pierdolone bydlaki z niedowładem umysłowym... I musisz walczyć. Kurwa, nie chcę mi się walczyć. Ale muszę walczyć. A ty dlaczego nie walczysz? Dlaczego o nic nie walczysz? Myślisz, że masz już wszystko, bo dorwałeś dzianego faceta z prestiżem? Że cię wszystkiego nauczy? On cię niczego nie nauczy, bo sam nic nie wie. Tylko mu się wydaje, że wie wszystko, że pożarł wszystkie rozumy z tych swoich książek. Ale jest tchórzliwym ignorantem. Nie potrafi stawić czoła życiu. I myślisz, że to będzie trwało wiecznie? Że ty u jego starczego boku będzie sobie skakał na boki? Gówno prawda. Wydyma cię wcześniej niż przypuszczasz. Da ci na drogę parę przeterminowanych mądrości życiowych i spierdalaj. Szczęśliwej drogi, już czas. Znajdzie sobie kolejnego przydupasa, a ty na ulicę, walczyć o spokój jego dupy. Ktoś przecież za takich mądrali musi umierać na barykadach. Dla sprawy. (On siada koło Studenta na łóżku, dotyka plastra na jego czoła). Auu! Boli. Nie złapiesz mnie na te swoje sztuczki. Jestem na to za młody. I pamięć mam dobrą. (spogląda na Onego) Musisz być ostrożny. Mogłem sobie coś złamać albo nadwyrężyć. Albo zwichnąć. Musisz być delikatny. I... powściągliwy. (rzuca się Onemu do ust. Chłopcy zaczynają się namiętnie obciskiwać, kotłować na łóżku, ściągać z siebie odzienie. Student od czasu do czasu pokrzykuje) Auu! Auu!
Odgłos otwieranych drzwi. Chłopcy nic nie słyszą. Wchodzi Profesor z bagietką pod pachą. Wchodzi do pokoju. Patrzy. Chłopcy wreszcie go dostrzegają. Chwila znieruchomienia.
ON
Ja...
PROFESOR
Ty siedź cicho! Jesteś jeszcze gówniarzem!
STUDENT (do Onego)
A nie mówiłem ci? Ma cię za nic. Będzie cię poniżał. Już cię poniża.
PROFESOR
Jak na razie to wy poniżacie mnie. Moglibyście chociaż przebrać pościel, skoro już musicie robić to w moim łóżku.
STUDENT
W moim łóżku? Odezwał się obrażony podmiot. Burżazyjno-katolicko-sklozetowany podmiot. Nadzorować i karać. To po co było pierdolić o indywidualnej wolności?!
PROFESOR
Wolność wolnością, ale nie pozwolę się wykluczać!
STUDENT
Jesteś wkurwiony, bo cię pominęliśmy? Bo nie zaczekaliśmy, aż okażesz swój wielki autorytet, tak? Obaj go już widzieliśmy. W pełnej krasie. Nie ma więcej niż 15 centymetrów.
PROFESOR
Jesteś bardzo wulgarnym studentem. Dzisiaj już nie dostałbyś u mnie zaliczenia.
STUDENT
Wiesz, co było dzisiaj? Wiesz? Pewnie, że nie wiesz. Wolisz nie wiedzieć. To popatrz. O! (odkleja sobie plaster) Widzisz? Oberwałem w twoim imieniu. Żeby tacy obłudni i zakłamani jajogłowi jak ty mogli nadal bezstresowo posuwać takich świeżutkich chłoptasiów jak on.
On żuje bagietkę.
PROFESOR
Oberwałeś wyłącznie w swoim imieniu. To wasza wojna, nie moja. Ja tylko bardzo proszę o niezawłaszczanie własności prywatnej, bo dobrodziejstwa kolektywu są mi zbyt dobrze znane.
STUDENT
Pewnie, gieroju. Tak się boisz, że aż bujasz w obłokach. Ale ze szczytów katedry będzie tokował o transgresjach i represjach seksualnych w wielkiej literaturze.
PROFESOR
Życie to życie, literatura to literatura. Naucz się wreszcie odróżniać real od fikcji i autora od narratora. To jakiś pierwszy rok studiów, zdaje się. Proust nie ma nic wspólnego ze spermą na moim prześcieradle.
STUDENT
Te twoje tautologie! Życie to życie, literatura to literatura! Wiesz, co ci powiem?! Gdyby to twoje pokolenie pieprzonych hipokrytów potrafiło w swoim czasie stworzyć życie i literaturę, dzisiaj my nie musielibyśmy zaczynać wszystkiego od zera. Bylibyśmy znacznie dalej na skali. I ty też!
PROFESOR
To moje pokolenie hipokrytów zrobiło tyle, ile mogło zrobić. Zrobiło znacznie więcej niż wy dzisiaj robicie, wrzeszcząc histerycznie, jakby kto czyhał na waszą cnotę. Świat nie zaczął się od postfeminizmu, barbarzyńco.
On powoli wycofuje się w stronę drzwi.
STUDENT
Och, przestań wreszcie z tym kombatanctwem i nieświeżą sofistyką. To było przydatne w zupełnie innych czasach. Przełam się wreszcie, weź głęboki oddech i powiedz głośno: Jestem gejem. Ulży ci.
PROFESOR
Nie jestem gejem. To nie ta tożsamość.
STUDENT
To ja ci powiem, kim jesteś. Chcesz wiedzieć, kim jesteś? Jesteś starym, obleśnym pedałem.
PROFESOREM
A ty młodym, głupim gejem.
On zamyka za sobą drzwi.

Scena 2
Mieszkanie Przedsiębiorcy i Historyka. Oprócz nich Krytyk, cokolwiek wstawiony. Alkohol.
KRYTYK
I wciąż nie wiem, dlaczego. Przecież to On mnie wybrał, to On mnie nawiedził. I to On mnie opuścił. Tak znienacka. Czuję się jak porzucony lud wybrany.
HISTORYK
Pluralis majestaticus?
PRZEDSIĘBIORCA
Skąd! Jemu się po prostu troi w oczach.
KRYTYK
Dwoi. Wystarczyło mi, jak się dwoiło. Ten raz w tygodniu, ten mój intymny raz w tygodniu, jak w tym filmie. A teraz nigdy więcej blow jobów!
PRZEDSIĘBIORCA (dyskretnie ziewa)
Może nie spełniłeś jakiejś jego zachcianki seksualnej?
KRYTYK
To ja miałem zachcianki, on miał tylko idee.
PRZEDSIĘBIORCA
To może któraś z nich była zbyt wyrafinowana?
HISTORYK
Nie przesadzasz z tą rozpaczą? Miałeś szczeście, które się nie trafia, czyjeś ciało...
KRYTYK
Nie została nawet fotografia.
PRZEDSIĘBIORCA
Może jeszcze wróci? Młodzież szkolna i akademicka miewa długie wakacje.
KRYTYK
On nie studiuje. On chce zrobić karierę.
PRZEDSIĘBIORCA
Widocznie nie przez twoje łóżko.
KRYTYK
Kiedy ja bez niego, bez jego... perspektywy. Bez perspektywy, że On... Z perspektywą, że jego nie będzie, co jakiś czas, ja.. się boję.. żyć.
HISTORYK
To jak żyłeś do tej pory?
KRYTYK
Bojąc się.
PRZEDSIĘBIORCA
To nie żyj.
KRYTYK
Nie żyć też się boję.
PRZEDSIĘBIORCA (poirytowany)
To idź do kina!
HISTORYK
Zazdroszczę ci, stary. Miałeś swoje pięć minut. Postaw się w moje położenie. Do mnie smarkacz się nie zgłosił.
Dzwoni telefon.Historyk odbiera.
HISTORYK
Halo! Kto? Nie!!! (macha z podniecenia ręką). Ależ pewnie, zupełnie. Nie, wcale, absolutnie. Skąd. Niesamowite. (zasłania ręką słuchawkę, do swoich towarzyszy szeptem) To On! (wraca do rozmowy) Co tam? Naprawdę? Och! Jezu! Pewnie! No, pewnie. Oczywiście. Nie, zupełnie nie. Co ty! Jasne. Natychmiast. Nie, w ogóle. No to pa pa! (odkłada słuchawkę). On tu przyjedzie!
PRZEDSIĘBIORCA
Gdzie? Tu?
Krytyk zrywa się na równe nogi.
HISTORYK
Tu, tu (chodzi nerwowo po pokoju) Pokłócił się, uciekł z domu, szuka schronienia, pomocy. Trzeba się przygotować. Boże, pochowaj tego Brucknera. Nie może tak bezwstydnie leżeć na wierzchu. Gdzieś przecież mieliśmy płytę Madonny.
PRZEDSIĘBIORCA
Daliśmy ją twojemu chrześniakowi na pierwszą komunię.
HISTORYK
Mogłeś chociaż kopię zrobić. Co on sobie pomyśli? Że w tym domu nawet porządnej muzyki nie ma!
KRYTYK
To ja chyba... odejdę.
HISTORYK
O tak, tak. To byłoby dla niego... dla mnie... dla ciebie zbyt bolesne. Musisz się zdystansować, znaleźć sobie kogoś, nam zostawić twój problem. Jakoś sobie z nim poradzimy. Głowa do góry!
PRZEDSIĘBIORCA (podaje Krytykowi płaszcz)
Fajnie, że wpadłeś. Zapraszamy częściej. Tylko najpierw zadzwoń. Bo może nas akurat nie być. Może mnie już nie być.
HISTORYK
A ja mogę być z kimś innym.
KRYTYK
Dzięki za wszystko. A może jednak powinienem zostać...?
HISTORYK I PRZEDSIĘBIORCA (jednocześnie)
Nie!
KRYTYK
I wyjaśnić sprawę?
HISTORYK
Wyjaśnimy ją za ciebie. Od tego masz przyjaciół.
Krytyk wychodzi, potykając się o próg
PRZEDSIĘBIORCA
Tylko się nie zabij na naszym progu.
Zamyka drzwi.
To ja idę spać.
HISTORYK
Jak kto? Nie pomożesz mi?
PRZEDSIĘBIORCA
Zrobisz to sam.
HISTORYK
Sam się boję.
PRZEDSIĘBIORCA
Nie mogę cię wiecznie aserukować. Naucz się sięgać szczytów na własną ręką. Muszę jutro wcześnie wstać, żeby na was zarobić.
Wychodzi.
Historyk siada i nerwowo oczekuje.
Dłuższa chwila. Słychać odgłosy ablucji Przedsiębiorcy.
Historyk zrywa się i podbiega do okna.
HISTORYK
Już, już... Już otwieram.
Biegnie do domofonu. Mocuje się z nim. Otwiera drzwi.
Witam w naszych skromnych progach! Czym chata bogata! (wchodzi On) Gość w dom, Bóg umarł. Mizernie wyglądasz, blado jakoś. Ale i tak pięknie. Dał ci w kość, wygnał Cię? (On potrząsa niezdecydowanie głową). Wiem, znam, despota z niego i tchórz zarazem. Poznaliśmy się w saunie. Chował się przed jakimś swoim studentem, który też tam przyszedł. Bał się, że zostanie rozpoznany. I w ten sposób trafił pod mój prysznic. Szukasz pomocy, prawda? Chcesz się zwierzyć? (znienacka Historyk chwyta głowę Onego i tuli do swej piersi) Dobrze, tak dobrze, że jesteś. Nie mogłeś lepiej trafić.
Z łazienki wychodzi Przedsiębiorca, nagi maszeruje przez pokój.
PRZEDSIĘBIORCA
Dobry wieczór.
On delikatnie, ale stanowczo wyrywa się Historykowi.
PRZEDSIĘBIORCA
Dobranoc.
Wychodzi.
HISTORYK
Sam widzisz. Moje życie jest cudowne. Spełnione. Robimy to, co kochamy. Kochamy to, co robimy. Mamy z tego pieniądze. Inni nie mają, a my mamy. Jeździmy dwoma samochodami, w nic się nie angażujemy. Kupiliśmy sobie święty spokój, zamknięty w tym apartamentowcu. Nasi przyjaciele są tolerancyjni, nasi rodzice nic nie mówią. Dosłownie nic. Wszystko już zostało powiedziane i zrobione. Cieszymy się sympatią i szacunkiem. Żyjemy dyskretnie i bez ekscesów. Nic nam nie grozi, bo płacimy za ochronę. A jak jest nam zimno, to lecimy na wakacje do Egiptu. Albo Tunezji. Byłeś kiedyś w Tunezji? (On zaprzecza) Ja byłem. My byliśmy. Tam jest ciepło. Jest ci zimno? Drżysz? Jesteś zmęczony? Chcesz się położyć, prawda? Połóż się. Poczekaj, rozbiorę Cię. (rozbiera Onego troskliwie) Odpoczniesz, zaśniesz. Historia się skończyła, ale przecież toczy się dalej. (zdejmuje Onemu spodnie) Niczego od ciebie nie chcę, chcę, żeby ci było dobrze. Otoczę cię miłością i uczynię szczęśliwym. (kładzie Onego na kanapę i otula kocem). Jutro pomyślimy, co dalej. Teraz zostawiam cię w objęciach Orfeusza. (całuje Onego w usta, chce wyjść). Powiedziałem Orfeusza? Co za żenujący błąd. Oczywiście, chodzi o Morfeusza. Zostawiam cię w objęciach Morfeusza. (całuje Onego raz jeszcze)

Mieszkanie Lekarza. Mieszkanie Krytyka. Romawiają przez telefon.
LEKARZ
Wiesz co, znalazłem dalszy ciąg listu.
KRYTYK
Listu?
LEKARZ
Tego, co wziąłeś na całopalenie.
KRYTYK
A! I co tam jest napisane?
LEKARZ
Twój. Tylko "Twój".
KRYTYK
"Twój. Tylko Twój" czy tylko "Twój"?
LEKARZ
Twój. Tylko "Twój". Bez tylko. No i podpis.
KRYTYK
Ładny miałem wtedy podpis?
LEKARZ
To nie ty ten list napisałeś. Przepraszam.
KRYTYK
Nie ja? A kto?
LEKARZ
Nikt ważny. Nawet nie pamiętałem, że istniał.
KRYTYK
Aaa! A ja już spaliłem się ze wstydu. I co teraz będzie?

Historyk staje na progu sypialni. Przedsiębiorca leży w łóżku i czyta książkę "Ja zarządzać zasobami ludzkimi".
HISTORYK
Położyłem go spać.
PRZEDSIĘBIORCA
I jakie wrażenia?
HISTRORYK
Muszę przyznać, że ma bardzo zgrabne... łydki.
PRZEDSIĘBIORCA
Tylko tyle?
HISTORYK
Tyle. Przynajmniej na razie.
Czterech mężczyzn i Onego powoli otula ciemność.


Akt IV - Allegro ma non troppo
Kalina Jędrusik śpiewa "Z kim tak ci będzie źle jak ze mną". Powoli scena się rozjaśnia. Ten sam bar, co w scenie 1 Aktu I. Przy stole siedzą Profesor, Krytyk, Lekarz i Historyk. Zestaw trunków również taki sam, jak na początku sztuki.
LEKARZ
Wyglądacie, jakby wam witamin brakowało.
KRYTYK (wychylając wódeczkę)
Nie witamin, tylko młodego białka.
Idzie do baru po kolejną.
HISTORYK
Mnie tam niczego nie brakuje. A to, czego mi brakuje, jest moim bogactwem.
LEKARZ
Nie mów do mnie paradoksami, bo brak mi na nie recepty.
HISTORYK
Po prostu, mam święty spokój, dużej wolnej przestrzeni i nieograniczony dostęp do konta. A jak już się nasycę tym brakiem to stary wraca i znowu jest ok.
LEKARZ
A jeśli któregoś dnia nie wróci?
HISTORYK
Wróci, wróci. Zawsze wraca z tych swoich służbowych podróży (nuci) "Powrócisz tu, gdzie nadwiślański brzeg...".
KRYTYK (wraca z wódeczką)
Gdzie pojechał tym razem? Do Tajlandii?
HISTORYK
Nie. Do Amsterdamu.
LEKARZ
Nie tęsknisz za nim?
HISTORYK
Tęsknię. Pewnie, że tęsknię. Ale jak wróci, to przestanę tęsknić.
PROFESOR
Jak wróci...
Wzrok pozostałych biesadników kieruje się na niego. Profesor siedzi osowiały.
LEKARZ
Nadal żadnej wiadomości?
PROFESOR przecząco kiwa głową
HISTORYK
Poczyniłeś jakieś kroki, by go odnaleźć?
PROFESOR
Ja...
LEKARZ
Zaglądałeś do tej knajpy, gdzie pracował?
PROFESOR
Nigdy więcej się w niej nie pokazał.
HISTORYK
Dzwoniłeś na komórkę?
PROFESOR
Wyłączył na amen.
LEKARZ
Dzwoniłeś do jego rodziny? Do przyjaciół?
PROFESOR wybucha
Myślicie, że ja znam jego rodzinę?! Jego przyjaciół?! Że ktoś u mnie bywał?! Ktoś mnie zapraszał?! A wy? Co wy o nim wiecie, drodzy przyjaciele?
KRYTYK podsuwa mu swoją wódkę
Masz wypij. Przestań udawać, że cokolwiek załatwisz czerwonym winem.
PROFESOR
Spadaj, Konsulu!
HISTORYK
Jak ja się wtedy zaniepokoiłem, kiedy wstałem, a Jego już nie było. Od razu sprawdziłem, czy coś nie zginęło. Ale biedak nie wziął nawet niczego z lodówki na śniadanie.
LEKARZ
To chyba niemożliwe tak zniknąć bez śladu. Coś przecież zostaje. Jakieś rzeczy? Notatki? Kalendarze?
PROFESOR
Nie pomieszało się wam w głowach? Kto za kim ma latać? Ja za jakimś smarkaczem? Po co? Chyba żeby mu złoić skórę!
KRYTYK
Acha! Z naszego profesorka wylazł stary, pedalski patriarcha.
PROFESOR wstaje wzburzony
A dajcie mi wszyscy święty spokój.
Chce odejść.
LEKARZ
Uspokój się. Opanuj. Jako twój osobisty lekarz radzę ci usiąść.
PROFESOR siada
Macie rację. Wypadam z formy. Nie zdarzyło mi się to od lat.
LEKARZ
Ktokolwiek odszedł, cokolwiek minęło, trzeba robić wrażenie, jakby się nic nie stało. Bądźmy stoikami!
KRYTYK
Z naciskiem na stoi.
Wszyscy oprócz Profesora chichoczą.
HISTORYK
Właśnie. Wiecie, że na dole otworzyli dark room. Idziemy poszperać?
KRYTYK
Idźcie. Ja bym się tam zgubił.
LEKARZ
To ja też zostanę i dodam ci otuchy.
PROFESOR
A ja idę. Sięgnąć, gdzie wzrok nie sięga.
Profesor i Historyk wychodzą. Krytyk chce iść po kolejną wódkę, ale Lekarz go zatrzymuje.
LEKARZ
Mam coś dla ciebie.
KRYTYK
Jeśli to kolejny list, od razu oddaj go na cele charytatywne.
Lekarz wyjmuje pęk kluczy na tasiemce.
KRYTYK
Co to jest?
LEKARZ
Prosty, szczery i bezpośredni gest. Chce, żebyś ze mną zamieszkał. To znaczy, żebyś u mnie mieszkał czasami. Nie, żebym chciał, byś się całkiem przeprowadził. Będziemy mieszkać osobno, ale czasami możesz mieszkać u mnie. Znowu. Znowu możemy być razem. Poniekąd.
KRYTYK
Siadę z wrażenia. (siada) Co kombinujesz? Co to ma być? Zemsta po latach?
LEKARZ
Postawmy sprawę jasno. Nie jesteśmy już młodzi. Najmłodsi. Mamy swoje problemy - ty z alkoholem i depresją, ja... Ja jestem lekarzem. Znamy swoje wady, zalety, słabości, przyzwyczajenia. Znamy swoje ciała. Przyjaźnimy się. Rozumiemy. Mamy wspólne wspomnienia i wspólnych znajomych. Dawno temu byliśmy w sobie zakochani. Przeszliśmy okres fascynacji seksualnej. To wszystko już za nami. Więc chyba nareszcie możemy naprawdę być razem. Poniekąd.
KRYTYK milczy
LEKARZ
Co ty na to? Bez presji, bez przymusu, wolni, samorządni, niezależni, odpowiedzialni...
KRYTYK (unosi głowę)
PPS?
LEKARZ
PPR. Przyjacielska Pomoc Rodzinna.
KRYTYK wyciąga rękę, bierze klucze i wsadza je do kieszeni.
Wchodzę w to.
Lekarz ściska Krytyka razem z krzesłem.
Wracają Profesor z Historykiem, prowadząc Studenta.
HISTORYK
Patrzcie, kogo znaleźliśmy w dark roomie.
LEKARZ
To teraz rozumiem, dlaczego miałeś się spóźnić godzinę na nasze spotkanie.
STUDENT
Jak zwykle, wyciągacie fałszywe wnioski.
HISTORYK
Tylko nie fałszywe!
PROFESOR
Tylko nie wnioski!
STUDENT
Wszedłem innym wejściem, od dołu. Chciałem sprawdzić, jak to funkcjonuje... Jak to wygląda.
KRYTYK
To się nazywa "obserwacja uczestnicząca".
STUDENT
Poza tym, nie mogę z wami długo zostać, bo jestem umówiony z moim chłopakiem.
KRYTYK
Aż tak dobry był seks w dark roomie?
STUDENT
Mój chłopak nie jest z dark roomu! (do Historyka) Nie powiedziałeś im?
LEKARZ
Boże, to dlatego twój stary uciekł do Tajlandii!
HISTORYK
Do Amsterdamu. I nigdzie nie uciekł. To nie ja. To ten mój brat cioteczny. Ten, co tu pracował. Z Niepokalanowa. Spiknęliśmy ich ze sobą. I chyba znaleźli wspólny język.
PROFESOR
O! To jakiś nowy motyw.
LEKARZ
A kuzyn jeszcze tu pracuje? Bo nie pamiętam, jak wyglądał.
STUDENT
Bynajmniej! Nie zniósłbym myśli, że jest tutaj wystawiony na wasze pożądliwe spojrzenia.
PROFESOR
Oto jacy są młodzi polscy rewolucjoniści. Monogamiczni.
STUDENT
Przynajmniej są otwarcie monogamiczni. Nie tak, jak niektórzy ze starych konserwatystów.
LEKARZ
To gdzie teraz pracuje?
STUDENT
Załatwiłem mu robotę w Federacji Na Rzecz Kobiet.
KRYTYK
Tam nie jest wystawiony na pożądliwe spojrzenia.
STUDENT
Z tymi spojrzeniami jakoś sobie radzi.
LEKARZ
Mieszkacie razem w Warszawie, czy u jego rodziców w Niepokalanowie?
STUDENT
Mieszkamy osobno. Na razie.
KRYTYK
Mam nadzieję, że chociaż spicie razem?
PROFESOR
Rewolucja wymaga czystości!
STUDENT
Nie tylko śpimy, wczoraj się wręcz całowaliśmy.
KRYTYK
W usta?
STUDENT
W sanktuarium maryjnym w Niepokalanowie. Tuż przy głównym ołtarzu.
PROFESOR
Brawo! Niepokalanów wzięty. W niebo wzięty. Czas ruszać na Częstochowę!
HISTORYK
Dostaliśmy standing ovation?
STUDENT
Niestety, nie było nikogo poza świętych obcowaniem. Może następnym razem?
HISTORYK
To mi przypomina, jak obściskiwaliśmy się w Kaplicy Zygmuntowskiej.
LEKARZ
To mi przypomina, że za młodu sypiałem z księdzem. Pytałem go, czy to nie grzech śmiertelny, a on zawsze odpowiadał, że bierze mój grzech na siebie. I że zna specjalne formułki, które zawieszają działanie grzechu. Więc nad ranem coś tam mamrotał i szedł odprawić mszę.
KRYTYK
Mnie to już niczego nie przypomina.
PROFESOR
A mnie to przypomina, że zawsze lubiłem mundury. Kościelne, uniwersyteckie, wojskowe. Białą flotę i czarny zakon. Lubiłem zaglądać pod sutanny i togi, uchylać rąbka strojów galowych. Jak Iwaszkiewicz, który nim schował głowę w piasek, przykrył ją czapą górniczą.
STUDENT
Wspomnienia niebieskiego mundurka.
PROFESOR
Od dzieciństwa uwielbiałem fartuszki, harcerskie bluzy, komunijne sukienki, komże i spodnie w kancik. Potem garnitury i wykrochmalone koszule. Coś w co mogłem się wcisnąć, zapiąć na ostatni guzik. Coś, co mnie chroniło, było moim ubiorem ochronnym, w którego głębi hołubiłem moje małe sekrety.
HISTORYK
Na przykład, że nie masz na sobie majtek?
PROFESOR
Ciągnęło mnie do księży, oficerów, milicjantów, górników i hutników. Byli moimi współbraćmi. Nieliczni, wybrani. Członkowie tego samego tajnego stowarzyszenia. Z drżeniem rąk posuwałem się etap po etapie, odpinając kolejne guziki, zdejmując kolejne warstwy odzieży ochronnej, wyłuskując to, co najcenniejsze z mankietów, pasków, galonów i orderów.
KRYTYK
Tyle lat z tobą byłem, a nic już nie pamiętam.
LEKARZ
A ja pamiętam, jak kazałeś mi siedzieć cicho, gdy oglądałeś w telewizorze festiwal piosenki żołnierskiej.
PROFESOR
Ach, tamte dreszcze już nie powrócą. Oni przeważnie byli tacy brzydcy. Włochaci, wąsaci, niscy. Niegustowne mieli mundury w kolorach wyblakłej zieleni. Nijak się mieli do amerykańskich marines. Ale to było wielkie święto swojskiego pedalstwa. Demonstracja siły, manifestacja dumy i jedności homospołecznej wspólnoty. Z tysięcy męskich serc i genitaliów wyrywał się chóralny śpiew: "Myśmy są wojsko!"
Chwila zadumy
HISTORYK
Ależ to już historia. Nie sądzicie, że dzisiaj, gdy mundurki noszą pracownicy pierwszego lepszego supermarketu, dużo cenniejsza jest naga prawda? Przydałaby się nam wszystkim męska Albertynka.
KRYTYK
Tak, nagi Albert. Dziewiczy i niepokalany za każdym razem.
LEKARZ
Słaby w rękach, silny w ramionach.
HISTORYK
Posłuszny i niepokorny.
PROFESOR
Drżacy i rozkwitający.
STUDENT
Taki jak On...
PROFESOR
Hej, barman, nie masz czegoś z festiwalu piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu?
Światła przygasają. Brzmią pierwsze dźwięki piosenki zespołu "No To Co" - "Po ten kwiat czerwony". Przed mężczyznami staje nagi On, ociekając deszczem."Idę, wrócę. O nic nie pytaj dziś. Przyjdę, nie zasmucę. Powiem, po com musiał iść."
PROFESOR
Gdzie byłeś?
KRYTYK
Co robiłeś?
LEKARZ
Było ci dobrze?
STUDENT
Dlaczego wróciłeś?
"Żołnierz dziewczynie nie skłamie, chociaż nie wszystko jej powie. Żołnierz zarzuci broń na ramię. Wróci to resztę dopowie."
PROFESOR
Napijesz się wina?
KRYTYK
Czego chcesz?
LEKARZ
Co planujesz?
STUDENT
Kogo wybrałeś?
PROFESOR
Zostaniesz?
On siada.
ON
Zacznę od początku...
Światła gasną, deszcz pada.
No To Co?

(2004)
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (7)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
19.09.2005 9:53 Mariouszek
No jak na współeczsny dramat bardzo dobry. Ukazuje jak się dzisiaj żle żyje ludziom. Młody chłopiec wrzucony w igraszki starych pedałów. Pokazuje, że materializm i seks rządzi na tym świecie i że nie ma miłości. Ten przekaz chyba jest najważniejszy, każdy wykorzystuje młodego Onego do powrótu do swojej świetności. Młody reprezentuje zagubienie, człowieka, który jeszcze nie wie co ma wybrać i nigdy się tego nie dowiemy, bo wyraźnie uważa się za geja i próbuje wciąż z tymi samymi pedałami, mógłby pomyśleć nad czymś innym. Mamy studenta, który walczy ze społeczeństwem jak widać z wielkim skutkiem;p Reszta to stare pedały, które wspominają historię i poznaną literaturę, mówiąc w skrócię tęsknią za mlodoscią i dzieciństwem, zresztą jak każdy. Błędne koło jakim bywa zycie.
cytuj zgłoś 0 0
rafalh
17.08.2005 15:45 rafalh (49) Gdańsk
no a ja chyba sie wylamie z ogolu zachwyconych i napisze ze nawet mi sie podobalo, porownujac to z "Czterema panami......", ktorych uwazam za lekko ujmujac nie smacznych. Byc moze nie jestem krytykiem ale zwyklym czlowiekiem i wyrazam swoje odczucia,a to chyba wazne.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
11.08.2005 12:51 Jass
Bardzo dobre.
Nawiązanie do Gombrowicza cudnie na miejscu.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
10.08.2005 23:19 aifol
swietne :) zreszta "Trzech panów..." tez było wysmienite.
Zurawiecki jest dla mnie cudowny przede wszystkim ze wzgledu na to, że umie polaczyc naprawde dobry humor z obfita warstwa znaczaca. i te zakonczenia- trzeba naprawde na koncu ksiazek (dramatow) usiasc na chwile i... pomilczec.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
10.08.2005 16:31 marcin g
swietna literatura
takich wiecej!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.08.2005 7:44 shy_gay
W „Sekstecie” widzę to co doskwiera naszemu środowisku, a mianowicie opozycję homoseksualista – gej wyemancypowany. Najjaskrawszym przedstawicielem homo-konserwatysty jest Profesor – człowiek już podstarzały, dbający o swój zewnętrzny wizerunek na uczelni. Z drugiej strony dostrzegam Studenta – bojownika, rewolucjonistę, który przelewa własną krew za sprawę gejów i lesbijek. Ten ostatni bezskutecznie próbuje poderwać do walki pozostałych bohaterów sztuki. Czyżby mały konflikt pokoleń?

W sztuce centralną postacią wydaje się być Profesor, który na różnym etapie swojego życia zaciągnął do łóżka każdą osobę z tytułowego sekstetu. Tym razem Profesor przedstawia przyjaciołom nowy „nabytek” 20-letnie, świeże mięso – Onego. Przemilczę tą różnicę wieku, bo bardziej istotne jest postępowanie tego młodzieńca, który co scenę zmienia partnera seksualnego a profesor wręcz zgadza się na takie „wypożyczenie” Onego. Milczący On staje się tutaj jedynie dodatkiem, który próbuje wybrać kogoś z przedstawionej przez Profesora „oferty”. Jak się okazuje na końcu, niezdecydowany postanawia rozpocząć kolejną rundę. Dalszy los, postaci tragicznej, Onego nie jest znany – nie wiadomo czy skończy jako zaspokajacz chuci sekstetu, czy też wybierze jakiegoś pana albo odetnie się od tytułowej szóstki i poszuka szczęścia gdzie indziej.

Jeszcze inna warstwa utworu ma charakter egzystencjalny, który wyraża się w niepokojach Historyka. Pojawienie się Onego burzy jego uporządkowany świat u boku Przedsiębiorcy, zmusza do odpowiedzi na pytania o związek z partnerem. Okazuje się, że Historyk i Przedsiębiorca tworzą „małżeństwo” z rozsądku. Taki sam racjonalny związek powstaje pod koniec sztuki pomiędzy Lekarzem a Krytykiem, kiedy to ten pierwszy wręcza drugiemu klucze do swojego mieszkania. Przez to wszystko przedziera się kryzys wieku średniego uaktywniający się pod wpływem Onego.

Tak więc „Sekstet” jest utworem wielowymiarowym, w którym możemy odnaleźć opozycje:
gej – homoseksualista;
pokolenie 20-latków – pokolenie 50, 40-latków;
elita – klasa pracująca (On);
proza życia – młodzieńcze ideały.

Być może jednak, to wszystko przez kryzys wieku średniego?



cytuj zgłoś 0 0
hebius
08.08.2005 22:11 hebius (58) warmińsko-mazurskie
CUDOWNIE! Sztuki jeszcze nie przeczytałem (nie zdązyłem), ale już za samą inicjatywę ogromne brawa :)

Inna Strona zaczyna mi się coraz bardziej podobać :)
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się