Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 06.07.2005 00:00

Wywiady IS - Bartosz Żurawiecki (I)

Podziel się Tweetnij Skomentuj (4)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (4)

"Mogę pisać nawet gejowskie Harelequiny"

Rozmowa z Bartoszem Żurawieckim, pisarzem i krytykiem filmowym, autorem powieści "Trzech panów w łóżku, nie licząc kota (romans pasywny)". Tematyka gejowska ciągle jest u nas nowa i egzotyczna, dlatego na to idzie pierwszy impet(...) Może dla mnie jako geja kobiecość jest dodatkowym pułapem, który próbuję osiągnąć(...) temat homoseksualizmu jest obciążony oczekiwaniami, postulatami, pretensjami(...)

Krzysztof Tomasik: Rozmawiamy kilka miesięcy po ukazaniu się twojej książki, która została uznana za powieść gejowską. Czy masz coś przeciwko określaniu w ten sposób "Trzech panów w łóżku..."?

Bartosz Żurawiecki: Nie, nie mam nic przeciwko. Jest to książka gejowska w tym sensie, że bohaterami są geje, że opisuję środowisko gejów. Uważam zresztą, że powinien powstać taki rynek, nisza, dział literatury, który będzie przełamywać heteronormatywność i opowiadać z innego punku widzenia o naszym świecie.
Natomiast mam nadzieję, a i dowody na to, że ta książka trafia też do ludzi, którzy nie są homoseksualni. Co mi sprawia ogromną satysfakcję i znaczy, że to nie jest tylko branżowa literatura.

KT: Narratorką w powieści jest jednak heteroseksualna kobieta, a więc zostawiasz sobie pewną furtkę.

BŻ: Tak, potrzebne mi było spojrzenie z pewnego oddalenia. Kobieta była dobrym punktem odniesienia dla tych gejów, których opisuję. Potrzebowałem też zbieżności doświadczenia moich bohaterów i dziewczyny, która buntuje się przeciwko patriarchalnemu modelowi. Potrzebna mi była postać, która będzie blisko opisywanego świata, a jednocześnie trochę z boku, będzie go obserwować, ale też mówić, że go w pewnej mierze nie rozumie. Wydawało mi się to wzbogacające, po to, żeby wykroczyć poza środowiskową, sensacyjną opowiastkę.

KT: Z twoją bohaterką - Pauliną jest jeszcze o tyle ciekawa sprawa, że jej właściwie nie ma, jest pomijana w recenzjach, wypowiedziach czytelników.

BŻ: To mnie też uderzyło, że ona pojawia się najwyżej w jednym zdaniu, na zasadzie streszczenia. Nie wiem, dlaczego. Może moja Paulina jest w pewnym sensie oczywista, kawa na ławę wykłada swoje emocje, przemyślenia, refleksje i już nie ma czego interpretować, wszystko jest w tekście? Z drugiej strony, perspektywa gejowska przesłania cały świat przedstawiony, recenzenci tak się tym rajcują, że już nie dostrzegają innej strony książki.
Tematyka gejowska ciągle jest u nas nowa i egzotyczna, dlatego na to idzie pierwszy impet. W ogóle, byłoby ciekawe zastanowić się nad funkcjowaniem postaci kobiecych w literaturze gejowskiej, to też jest pewna specyfika.
Bardzo było mi miło, gdy na Paradzie Równości jedna dziewczyna, znajoma moich znajomych, przyszła pogratulować książki i powiedziała, że postać Pauliny jest jej ulubioną i z nią się utożsamia.

KT: Czy miałeś wzory, literackie lub filmowe, do których się odwoływałeś przy pisaniu "Trzech panów..."?

BŻ: Gdzieś starałem się, żeby ta książka była osadzona w szeroko pojętej subkulturze homoseksualnej, czyli kamp, Oscar Wilde, trochę Hollinghurst, Firbank... Zwłaszcza w języku, ale też w aluzjach; pojawia się Marlena Dietrich, Maria Callas, czyli ikony gejowskie. Próbowałem kształtować język tej książki przez takie kampowo-ironiczne, złośliwe, z pewną pretensją przegięcie, które jest charakterystycznie właśnie dla Wilde'a czy Firbanka. Ten kierunek, a więc literatura anglosaska, choć to wszystko osadzone w polskich realiach.
Natomiast w przypadku części pamiętnika Pauliny wykorzystałem stylistykę blogu. Potrzebna mi była inna technika narracyjna, żeby wątki się oddzielały, a nie zlewały.

KT: To wypaliło? Jak oceniasz odbiór książki?

BŻ: Trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że tę książkę dobrze czytają geje i kobiety, czyli ci, do których ją kierowałem, natomiast mają z nią problem heteronormatywni faceci, nie mówię heteroseksualni, ale właśnie heteronormatywni. I to się też odbija w recenzjach.

KT: No właśnie, to następne pytanie, czy jesteś zadowolony z recenzji?

BŻ: Bardzo ciekawe były recenzje na portalach gejowskich, chwytające, wiedzące, o czym to jest, na jakim tu poziomie gramy. Poruszająca była recenzja Justyny Sobolewskiej w "Przekroju". Natomiast pojawiło się też trochę recenzji, których autorzy popłynęli po powierzchni. To, że na okładce widnieje słowo "romans" całkowicie ukierunkowywało ich lekturę. Ale może oni po prostu nie są obeznani z subkulturą kampu czy queeru, nie wiedzą, jak to czytać? To było rozczarowujące, spodziewałem się nawet bardziej sprzeciwu niż takiego olania.

KT: A jak reagujesz na krytykę?

BŻ: Oczywiście źle, bo mało kto reaguje na nią dobrze. Ale jako krytyk muszę być do niej przyzwyczajony. To jest nagła zmiana ról - do tej pory to ja miałem prawo krytykować. Ciekawe jest zaobserwowanie z tej drugiej strony, jak różne bywają krytyki, może być krytyka nawet negatywna, ale coś wnosząca, wzbogacająca mnie jako autora, a może bywają też takie, które zasługują tylko na wzruszenie ramion.

KT: Zdarzyła się jakaś zaskakująca interpetacja, której się nie spodziewałeś?

BŻ: Ciekawą interpretację przedstawił mój znajomy - że jest w "Trzech panach.." pewna hierarchia rozwoju: najpierw kot, potem gej, a najwyższą formą jest kobieta. On to uzasadniał tym, że Paulina to postać najbogatsza emocjonalnie, która ma najbardziej krytyczny stosunek do świata, najwięcej do powiedzenia. Może coś w tym jest, że akurat tak to poustawiałem? Może dla mnie jako geja kobiecość jest dodatkowym pułapem, który próbuję osiągnąć? A skoro nie mogę biologicznie czy mentalnie, to staram się chociażby poprzez literaturę. (śmiech).

KT: A ogólnie w literaturze gejowsko-lesbijskiej w Polsce czego najbardziej brakuje? Co by nas mogło zbawić, posunąć dyskurs na ten temat do przodu?

BŻ: Ja bym w ogóle nie mówił o zbawieniu i nie rozpatrywał tego w kategoriach religijnych. Po pierwsze, nie wierzę już w zbawczą moc literatury, to jest jednak dość elitarna i wąska dziedzina, nie ma takiej siły oddziaływania jak np. kino. Zdaje się, że ponad połowa Polaków nie czyta żadnych książek. A jeśli coś może być swoistym lekarstwem na naszą polską biedę intelektualną to róznorodność i wielość.
Podczas mojego spotkania autorskiego wyszło, do jakiego stopnia temat homoseksualizmu jest obciążony oczekiwaniami, postulatami, pretensjami, wyobrażeniami, znaczeniami... Moja nieduża powieść ugięła się pod tym i właściwie zniknęła. Wiadomo jednak, że żadna pojedyńcza książka nie jest w stanie spełnić tego wszystkiego. Dlatego ja mam radę dla tych, którzy stawiają takie postulaty, by sami pisali. Jak będzie dużo tego typu książek, będą one różnorodne, takie i siakie, i pedalskie, i ciotowskie, i rewolucyjne, i lesbijskie, i mieszczańskie, to przyjdzie, nie wiem czy zbawienie, ale przynajmniej jakaś ulga, że już jest. Że jest, po co sięgnąć, jest do czego się odwołać, jest z czym polemizować. Oto model, do którego bym zmierzał.

KT: Rada dobra, ale przecież wiesz, że problemem w Polsce nie jest napisanie tylko raczej wydanie, i twoja książka, która przeleżała w szufladzie dwa lata jest tego najlepszym przykładem.

BŻ: Owszem, zgadzam się, trwało to długo, ale coś chyba zostało przełamane. W stosunkowo niedługim czasie pojawiło się parę rzeczy na tematy homoseksualne. Oczywiście, może być tak, że to zostanie zapomniane, aż do momenty, gdy znowu pojawią się jacyś kolejni "pierwsi". Ale można też tę wątłą na razie nić konsekwentnie pociągnąć dalej. To jest, po pierwsze, kwestia ludzi, którzy piszą, po drugie, kwestia wydawnictwa, po trzecie. wytworzenia mechanizmów promocji, dystrybucji, wysondowania rynku gejowsko-lesbijskiego.

KT: A masz jakieś wyjaśnienie dlaczego twoja książka musiała tak długo czekać na wydanie? Dlaczego była odrzucana przez kolejne wydawnictwa?

BŻ: Być może jako debiutant nieodpowiednio się do tego zabrałem, musiało trochę potrwać, żeby istnienie mojej książki dotarło do świadomości wydawców. Natomiast drugim powodem pewnie był lęk przed tematem, publikowaniem czegoś podobnego.

KT: Czy myślisz, że gdyby "Trzej panowie.." wyszli w chwili napisania odbiór byłby inny?

BŻ: Może rzecz byłaby bardziej nagłośniona? Ale to ma swoje zalety i wady. Z ulgą przyjąłem fakt, że książka jednak dość gładko weszła w obieg. To znaczy, że pewna ścieżka została przetarta i to już nie jest taki skandal, zgroza i bóg wie co. To dobrze, bo to jednak nie ta epoka, żeby epatować burżuja. Zresztą, jestem zdecydowanie bardziej pozytywistą niż romantykiem. Uważam, że praca u podstaw czy rozpychanie dyskursu od środka może przynieść lepsze, bardziej znaczące efekty niż płomienne demonstracje. Efektowne, ale chwilowe.

KT: A jak twój odbiór zmienił się przez te dwa lata?

BŻ: Nabrałem dystansu, mam do książki krytyczny stosunek, potrafię na chłodno ocenić to, co napisałem. Byłem bardzo ciekaw, co się stanie, gdy powieść pójdzie już do ludzi. Musiałem sprawdzić, co można, jak to jest odbierane, w jakim kierunku pojść dalej itp. Teraz traktuję ją jako punkt na mojej drodze rozwoju, który muszę zostawić, by pójść dalej.

KT: Już po napisaniu "Trzech panów..." powstała sztuka "Sekstet", która została opublikowana w "Ha!arcie". Czy to znaczy, że literatura na dobre cię wciągnęła?

BŻ: Wciąga mnie, tylko, że ja jestem człowiekiem trochę bojaźliwym. To, że nie napisałem kolejnej książki, wynika poniekąd z mojego lenistwa, a poniekąd właśnie ze strachu. Ponieważ tak to długo trwało, ponieważ wydawnictwa nie odpowiadały, zacząłem się zastanawiać, czy pisanie w moim przypadku ma sens, czy nie jestem jakimś grafomanem. Teraz już wiem, że nie jest może aż tak źle i wiem też, że jest swego rodzaju oczekiwanie na tego typu literaturę. Ale ja nie jestem typem artysty-pisarza, który tworzy swoje wizje w oderwaniu od całego świata. Jestem człowiekiem piszącym, który pisze na zamówienie. Piszę na zamówienie np. recenzje i podobnie chciałbym traktować literaturę, jeśli miałbym się nią zajmować. Jeżeli jest taka potrzeba, to mogę pisać nawet harlequiny.

KT: Gejowskie czy heteryckie?

BŻ: Gejowskie, heteryckich nie ma sensu, bo już zostały napisane.
Musi być sprzężenie między odbiorcą, rynkiem, a nadawcą. Musi wyjść czytelny komunikat ze strony wydawców, konkretne zamówienie na tego typu literaturę, wtedy jest bodziec. Pisanie do szuflady jest dla mnie kompletnie niestymulujące. Jestem raczej przyzwyczajony do tego, że coś piszę, to się ukazuje i jest recepcja.

KT: Pojawienie się "Sekstetu" jest najlepszym świadectwem, że literatura cię wciągnęła.

BŻ: Trochę tak, to dla mnie wyzwanie, spróbowanie sił w nowych warunkach.

KT: Czy to oznacza, że krytyk filmowy umarł, a narodził sie pisarz? Czy też będa razem mieszkać w jednym domu?

BŻ: Będą musieli. I krytyk będzie zajmować większą część powierzchni z powodów czysto ekonomicznych. Nie da się wyżyć w Polsce z książek, chyba, że jest się Grocholą. Zresztą nie wiem, czy chciałbym rzucać pisanie o filmie, bo to jest także moja pasja i moje hobby.

KT: Chodzą słuchy, że będzie kolejna książka. To prawda?

BŻ: Oj chyba będę ją musiał napisać, bo plotka już poszła w świat! Chciałbym, mam pewien pomysł, ale też nie wiem czy podołam, mierzę siły na zamiary.

KT: Wyobrażasz sobie, że piszesz książkę kompletnie bez wątku gejowskiego?

BŻ: Wyobrażam, choć na razie nie mam takiej potrzeby. To nie tak, że to jest jakiś ideologiczny dogmat, po prostu ten krąg doświadczeń nie został opisany, tu jest ciągle pole do popisu, w przeciwieństwie do wyeksploatowanej tematyki heteroseksualnej, więc nie widzę powodu, żeby sobie tego odmawiać. Zaczynam od tego co jest mi bliskie.

Koniec części pierwszej.


Rozmawiał Krzysztof Tomasik

Czerwiec 2005


Wrażenie z Parady Równooci, opowieść o zakładaniu KPH i odpowiedź na pytanie jaką partię poparliby w wyborach bohaterowie książki Bartosza Żurawieckiego już wkrótce, w drugiej części wywiadu.
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (4)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
28.11.2007 0:09 ana
czy bezsenność może być chorobą?
czy przebudzeniem do słowa?
czy zabójstwem życia?
bo ja niczym sowa oczy szeroko otwieram w mroku
by za dnia skulić skrzydła do snu.
cytuj zgłoś 0 0
egankian2003
06.07.2005 22:59 Wojtek (40) Warszawa
Też byłem na tym spotkaniu autorskim. (Dziękuję raz jeszcze Bartkowi za autograf.)

Uderzyło mnie właśnie to, że około 3/4 czasu poświeconego na dyskusję spożytkowano na to, co w książce być powinno, a nie na to, co w niej jest i jak to rozumieć, interpretować czy skąd to się wzięło. Właściwie to przydałoby się sformułowanie postulatów dotyczących tego typu wzorcowej powieści i napisanie jej. Ale to znowu sprawa z zupełnie innej beczki.

Czekam na drugą część wywiadu.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
06.07.2005 17:19 look
"nie wiem, czy chciałbym rzucać pisanie o filmie, bo to jest także moja pasja i moje hobby"

Bartku, a może by tak połączyć pisanie o filmie z pisaniem powieści? We współczesnej literaturze są powieści, w których widoczne jest takie przenikanie kina do literatury (np. u Manuela Puiga).

Zresztą, jako krytyk filmowy mógłbyś z powodzeniem wykorzystywać różne techniki narracji typowe dla kinematografii w swoich tekstach. Uważam, że masz ogromny potencjał jako pisarz, między innymi właśnie dlatego, że zajmujesz się również krytyką filmową. Szkoda by było, gdybyś nie próbował wykorzystać swojej wiedzy o kinematografii, konstruując kolejne powieści. Masz tu ogromne pole do popisu :-)

Pozdrawiam.
cytuj zgłoś 0 0
hebius
06.07.2005 16:14 hebius (58) warmińsko-mazurskie
Aha :) Część pierwsza wywiadu - pzystawka na zaostrzenie apetytu. Część druga (sądząc z zapowiedzi poruszanych tematów) - danie główne.
Co do tych wymagań stawianych powieści Bartosza właśnie tak odebrałem wypowiedź Kingi Dunin na tym spotkaniu na Chlodnej 25 - jakby oczekiwała jakiejś gejowskiej "Wojny i pokoju".
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się