logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
22.08.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
4

Czytelnia: My z datą przydatności...

Ich teraz nie ma...

Dodano: 31.05.2004, Aktualizacja: 31.05.2004

Rano szli ulicą, kiedy nagle Don zobaczył z daleka kogoś z biura. Natychmiast obrócił się w stronę Kenta, rzucił: "Zadzwonię wieczorem!" i przestraszony ruszył na drugą stronę zakorkowanej ulicy. Sparaliżowany Kent stał pośrodku chodnika i patrzył jak Don w popłochu przemyka się miedzy samochodami, dając znak dłonią kolejnym kierowcom, by jeszcze przez chwilę nie ruszali z miejsca i dali mu jak najszybciej przedostać się przez jezdnię. Wyglądał jakby właśnie dopiero co dostał wiadomość, że coś tragicznego stało się z jego najbliższymi, wiec wściekli i zniecierpliwieni kierowcy nie mieli nic przeciwko, ze zrozumieniem patrzyli na roztrzęsionego Dona. Jedyną osobą, która nic nie rozumiała, był Kent. Co się mogło stać?...

Dlaczego koniec przychodzi tak szybko, a początek musi być poprzedzony długim czekaniem? Nigdy nie jest wystarczająco późno, by chcieć się pożegnać, choć przez całe życie trwamy w przekonaniu, że czas już najwyższy, by powiedzieć: "Witaj!"... Wreszcie po dwóch dniach wstał z łóżka. Dwa, trzy może nawet cztery dni, kto wie? - sam nie miał pojęcia jak długo trwał w letargu. Od jakiegoś czasu, żeby zagłuszyć to wszystko w sobie zasypiał i budził się tylko po to by wziąć kolejną porcję środków nasennych, a potem znowu zasnąć. Teraz czuł się okropnie, jeszcze gorzej niż kiedy ten maraton zagłuszania się zaczął. Potworny ból głowy, purpurowe z przekrwienia oczy, kilkudniowy zarost, a przede wszystkim mdłości i ten okropny smak w ustach. Zmusił się żeby wstać i wolno, niepewnie poszedł do łazienki, bojąc się zapalić światło. Wszystko działo się jak na zwolnionych obrotach, nawet szum wody docierał do niego z opóźnieniem. Zaczął myć zęby, patrzył na rozpryskującą się o umywalkę wodę, analizując znowu krok po kroku to, co wydarzyło się parę dni temu... Stracił poczucie czasu i z zamyślenia wyrwał go dopiero piekący ból krwawiących dziąseł i przeraźliwie czerwony kolor piany, jaka ściekała mu po dłoni i kapała do umywalki. "Boże jak to boli..." - krzyczał w duszy do siebie. Gdyby tego dnia nie zadzwonił, Kent nie pomyślałby nawet, że to już pora, nie liczył czasu już od tygodni, świadomie zapomniał o kalendarzu, patrzył wytrwale w inną stronę, przesadnie koncentrował uwagę na innych detalach. Zamiast tykania zegara wolał słuchać jak bije serce Dona za każdym razem, kiedy kładł głowę na jego piersi, kiedy przytulał ucho do jego pleców, gdy z bliska przyglądał się falującej klatce piersiowej, słyszał miarowy łomot szczęścia, a może strachu przed jego utratą? Dzisiaj ten strach łomotał w jego sercu, a chociaż już dawno oswojony, teraz szarpał się, wył, miotał, kąsał boleśnie, żadną miarą nie dało się go okiełznać. Tylko oczy Kenta zachowały dziwny spokój, opanowanie, wolno wodziły po przedmiotach w pokoju i nawet na chwilę nie przestawały swojej wędrówki. To zupełnie tak, jakby zatrzymanie się ich na jednym przedmiocie miałoby spowodować ostateczny koniec. "Walcz do końca, patrz, póki widzisz - jesteś" - mówił sobie ciągle - "patrz, jeszcze jedno spojrzenie, nie przestawaj, jeszcze jesteś..." - dopingował się, tracąc siły do tej ucieczki-patrzenia. Telefon dzwonił jeszcze parę razy tego wieczoru, ale już go nie mógł odebrać, nasłuchiwał jedynie, czy automatyczna sekretarka nie rejestruje właśnie głosu Dona. Gdyby tylko jeszcze raz mógł usłyszeć ten ciepły głos człowieka pewnego siebie, poderwałby się natychmiast, wyrwałby się z tej bezsiły, podniósłby słuchawkę, zacząłby rozmowę i nie pozwoliłby się Donowi rozłączyć dopóki nie zasnąłby spokojnie. Robili tak zawsze, kiedy Don wyjeżdżał, a Kent nie mógł sam zasnąć. Jak to wyglądało te siedem miesięcy temu, dlaczego wtedy nie potrzebował niczyjego szeptu, by zasnąć?... Najcenniejsze na świecie: "Śpij dobrze" z wczorajszej nocy miało być ostatnim, jakie usłyszał; teraz o wiele mocniej brzmiało" "Kent, już czas, oni przyjeżdżają pojutrze do Nowego Jorku..." Nigdy miało nie dojść do tego mementu. Cały misterny plan zakładał, że obaj przeskoczą tę fazę, a jednak... Kent czuł, że przegrywa swoją cichą bitwę o Dona. Czy gdyby wiedział jaka wola walki się w nim nagle obudzi, to dopuściłby do tego co potem nastąpiło? Nigdy nie był zaborczy, obce mu było angażowanie się w jakąkolwiek konkurencję o coś, a już z pewnością o kogoś! Uczucia, tak mocno nim teraz powodujące, były równie nowym doświadczeniem, jak cały związek z Donem. Czasem przychodził już moment pogodzenia się z przegraną - sam śmiał się ze swojej naiwności, jednak szczególnie w ostatnich dniach o wiele więcej było tych chwil, jakie on sam na własny użytek nazwał bataliami ostatniej szansy. "Jakiej szansy, baranie? Nie ma szansy, dla niego to nawet nie ma nic wspólnego z walką... Zachowaj przynajmniej resztki szacunku dla siebie!" - gdyby tylko miał jakiegoś powiernika, kogoś komu mógłby powiedzieć o tym wszystkim. Ale obowiązywała go przecież wielka tajemnica. Przystał na nią w ułamku sekundy, nie spodziewając się nawet części konsekwencji, wtedy liczyło się to jedno "spróbujemy", bo miało gwarantować mu Dona, nie ważne na jak długo, nie ważne za jaką cenę. Teraz czuł się niesprawiedliwie okaleczony przez to, że nie mógł porozmawiać o Donie nawet ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi. "Pracuje nad czymś" - to musiało im wystarczyć ostatnio, kiedy Mark nie wytrzymał i zapytał: "Kent, co się dzieje? Czy ty przypadkiem nam się nie zakochałeś, biedaku?". O Donie mógłby z nimi rozmawiać godzinami, a teraz musiał zredukować tę lawinę uczuć do tych paru kretyńskich słów: "pracuję-nad-czymś", które i tak zabrzmiały jak najtańszy unik. Żeby jakoś wybrnąć z tej rozmowy, wymusił jeszcze na sobie ten żałosny, tajemniczy uśmiech. Jak oni wszyscy mogliby w tą grę uwierzyć? Nigdy bardziej nie miał silniejszego poczucia klęski - przegrał już Dona, a teraz przegrywał z samym sobą, co będzie następne do stracenia? Poprzedniej nocy strasznie się upili. Kent ugotował przepyszną kolację, do której wprost nie sposób było nie wypić większej ilości czerwonego wina. Siedzieli przy stole, rozmawiali, żartowali, zaczęli wspominać jakieś bzdury z dzieciństwa, wybuchając co i rusz śmiechem na myśl jak wiele tych dziecinnych przeżyć było dokładnie takich samych, choć wychowywali się w zupełnie innych krajach, w innych rodzinach a dzielące ich dwanaście lat też zdawało się nie czynić najmniejszej różnicy. Don jadł zdecydowanie mniej, nie tak jak autor tej uczty, który zdążył już pochłonąć ogromną porcję. Z niecierpliwością oczekiwał na ten moment, kiedy Kent nie wytrzyma i nawet nie zapyta, tylko stwierdzi: "nie smakuje Ci". Robił to niemal za każdym razem, a w oczach miał bezkresną nadzieję, że usłyszy szybkie zaprzeczenie, komplementy i zapewnienia, że to najlepszy posiłek, jaki do tej pory dla Dona ugotował. Don szybko połapał się w regułach tej gry i nie miał nic przeciwko niej, tym bardziej, że grając według właściwych zasad, mógł liczyć na fantastyczna nagrodę. Tym razem jednak, rozochocony winem zaryzykował utratę nagrody: "Kent, błagam, tylko nie zrozum mnie źle..." - w duszy zacierał już ręce na widok unoszącego się czoła Kenta, chichotał wewnątrz, kiedy źrenice Kenta coraz bardziej rozszerzały się z zaskoczenia, z trudem hamował się od śmiechu, widząc jak milimetr po milimetrze uśmiech Kenta zapada się pod ciężarem kulinarnej klęski, której ten obawiał się najbardziej - "ta pasta..." - nadludzkim wysiłkiem zachował powagę - "...sam zresztą wiesz..." - czuł wprost jak serce Kenta wprawia w wibracje naczynia na stole, ba, nawet meble w promieniu kilku metrów - "...to najlepsza rzecz, którą dla mnie zrobiłeś! Tylko, widzisz, ja mam jeden żołądek, nie tak jak Ty, jakieś dwanaście..." - z ulgą mógł wreszcie śmiać się do woli, a tryumf nad kokieterią Kenta dostarczał jeszcze większej radości. Kent rzucił w niego serwetką i nieco zawstydzony, ratował sytuację: "No to się świetnie składa, bo już nigdy dla Ciebie ni...   ( Pozostało znaków: 30459 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186261   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku