Ponad rok temu gejowsko-lesbijskie "Inaczej" ostatecznie przesłało się ukazywać. Ten wydawany w Poznaniu miesięcznik z dziesięcioletnią tradycją od początku istnienia miał swoje wady, ale miał też szereg zalet, które są widoczne szczególnie teraz, gdy na rynku nie ma żadnego branżowego tytułu, który miałby większe ambicje niż zarabianie na pornografii. Nie wychodzi też lesbiańska "Furia Pierwsza", więc środowiskowa wymiana myśli istnieje głównie na portalach internetowych, ale docenić trzeba także niskonakładowe magazyny kulturalno-społeczne, które coraz odważniej otwierają się na dotychczas marginalizowane kwestie.
"Zadra" - feministyczny kwartalnik z Krakowa jest chyba jedynym pismem na rynku, który w równej mierze przeznaczony jest zarówno dla osób hetero- jak i homo- czy biseksualnych. Chodzi mi tu nie tylko o konkretne artykuły poświęcone lesbijkom i gejom, ale też świadomość, którą ma większość piszących tam autorek i autorów.
Nie ma tu miejsca, żeby omówić czy nawet wymienić wszystkie "zadrowe" artykuły o homoseksualizmie, przez prawie cztery lata ukazywania się kwartalnika było ich bardzo dużo. Kwestię adopcji dzieci przez gejów i lesbijki poruszano tam już w 2000 r. Renata Lis pisząc w artykule "Ostatnie tabu" (nr 3/2000) o francuskim "Cywilnym Pakcie Solidarności" (PACS) błyskotliwie odpowiadała na wątpliwości wszystkich, którzy w tej kwestii nie są jeszcze przekonani: "Troska o dobro dziecka jest najczęstszym powodem braku przyzwolenia na tworzenie rodzin nietypowych, szczególnie homoseksualnych. Tymczasem osoby homoseksualne nie realizują poprzez rodzicielstwo swojej seksualności, lecz wspólną dla wielu ludzi potrzebę posiadania dzieci, a seksualność nie ma tu nic do rzeczy".
Zupełnym ewenementem jest tekst Bożeny Zdaniuk "Trudniej, ale ciekawiej" ("Zadra", nr 3-4/2001). To chyba jedyny w polskiej prasie opis wychowywania dziecka przez osobę homoseksualną. Autorka, mieszkająca na stałe w USA, z rozbrajającą szczerością i humorem opisuje sytuację kobiety, która tworzy niestereotypową rodzinę, uprzedza też pytanie jak dziecko reaguje na partnerkę matki: "Pamiętam, szłyśmy w stronę domu z przystanku autobusowego, ja, Nina, jej mała rączka ufnie trzymająca moją dłoń, znajoma zadająca pytania i jej kolega filmujący nas z boku, nie natrętnie. 'Jak myślisz, co się stanie, jeśli będziesz kiedyś chciała zamieszkać z kochanką? Jak Nina to przyjmie?'. Pomyślałam przez chwilę i zwróciłam się do Niny: 'Żabciu, chciałabyś aby ktoś inny jeszcze z nami zamieszkał?' 'Tylko Susan' padła natychmiastowa, bez wahania, odpowiedź. Zamurowało mnie. Czy Susan zdobyła jej serce? Czy też moja córka, w swojej małej, zaledwie czteroletniej główce wyczuła, że to jest ktoś dla mnie ogromnie ważny, ktoś kto mnie uszczęśliwia? Trudno powiedzieć, być może i to, i to. A Susan od tego czasu co najmniej raz do roku ogląda taśmę i nieodmiennie przełyka łzy przy tym fragmencie."
W poprzednim, podwójnym numerze "Zadry" (4-1/2003) w dziale "Lesbijki" znalazły się trzy teksty: Anny Gruszczyńskiej - "W poszukiwaniu lesbijek", Ygi Kostrzewy - "Media hop do przodu" i "Świat według lesbijek" Madaleny D. Krzemińskiej. Homoseksualizm był także jednym z tematów artykułu Ingi Iwasiów, która pisząc o szumie wokół sztuk Sarah Kane zauważa m.in.: "Kiedy atmosfera tężeje i nie wiadomo, o co chodzi, zawsze może chodzić o homoseksualizm".
W ostatniej "Zadrze" (nr 2/2003), która jest jeszcze w sprzedaży, Anna Gruszczyńska w tekście o "europejskim mieście homofobów" opisuje co przeszła ona i wystawa "Niech nas zobaczą", której była koordynatorką w Krakowie. Przy okazji przypomina jaki był cel Kampanii Przeciw Homofobii: "W całej dyskusji, jaka rozpętała się wokół "Niech nas zobaczą", bardzo szybko zapomniano, o co tak naprawdę chodziło. Nie o skandal, nie o afiszowanie się z własną orientacją seksualną i wyzywające podetknięcie pod oczy informacji, że te dwie panie ze zdjęcia ze sobą sypiają. Chodziło o normalność, o to, żeby geje i lesbijki mieli w końcu prawo do mówienia o sobie i tworzenia takiego wizerunku, jaki odpowiada prawdzie, a nie wybujałej wyobraźni dziennikarzy, którzy w przypadku pisania o mniejszościach seksualnych są wyznawcami zasady, że osoby nie mające o niczym pojęcia powinny pisać dla tych, którzy nic na ten temat nie wiedza, bo tak jest bardziej obiektywnie." W tym samym numerze jest też tekst Anny Radman o różnicach między młodymi, a dojrzałymi lesbijkami, natomiast Alicja Kowalska opisując sytuację osób homoseksualnych w Polsce zastanawia się dlaczego tak mało z nich się ujawnia.
Kolejne otwarte na mniejszości seksualne pismo to warszawskie "Bez Dogmatu". Ten kwartalnik kulturalno-polityczny szczególnie dużo miejsca poświęca na opisanie dominacji Kościoła katolickiego w Polsce, ale także kwestia ekonomii, edukacji czy obyczajowości nie jest tu zaniedbywana. W numerze 45 (lato 2000) Maria Szyszkowska pisała w tekście "W obronie inności": "Niepokojące jest, gdy w sferę osobistą, taką jak życie seksualne, wprowadza się normy i dyskryminuje tych, którzy od nich odstają. Jest to właściwość ustrojów i społeczeństw totalitarnych. Ustrój demokratyczny charakteryzuje się pluralizmem światopoglądowym, a wiec zarazem relatywizmem wartości. Nie można więc mówić o urzeczywistnionej demokracji, jeśli homoseksualiści - tak jak u nas - muszą 'schodzić do podziemia' i udawać, że są heteroseksualistami."
W tym samym numerze z lata 2000 r. znakomity, prawie 5-stronicowy artykuł "Wola niewiedzy: społeczeństwo wobec homoseksualizmu" przestawili Tomasz Basiuk i Marcin Łakomski. Autorzy zaczynają w nim od samego terminu "homoseksualizm", który pojawił się w II połowie XIX wieku, a kończą na sytuacji w Polsce końca XX wieku, która nie nastraja optymistycznie: "Ukrytym przedmiotem homofobicznej woli niewiedzy jest sama homofobia. Społeczeństwo postanowiło nie dowiadywać się jak bardzo jest homofobiczne, boi się i nie chce tej samowiedzy, choć bez niej nigdy nie uwolni się od skłonności do irracjonalnej agresji i niczym nieuzasadnionego potępienia. To nie homoseksualizm, lecz homofobia stanowi autentyczne zagrożenie dla naszego społeczeństwa."
Letnia dyskusja o homoseksualizmie w sierpniu 2002 r. na łamach "Gazety Wyborczej" została podsumowana w numerze 54 (jesień 2002) "Bez Dogmatu". W bloku tematycznym znalazły się cztery teksty, z których dwa (Tomasza Żukowskiego i niżej podpisanego) były bezpośrednią polemiką z artykułem Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, a pozostałe dwa (Bartosza Żurawieckiego i Błażeja Warkockiego) to próba podsumowania przedstawiania kwestii gejowsko-lesbijskiej w mediach.
Szczególnie ciekawa jest historia tekstu "O tym, którego nie ma" Bartosza Żurawieckiego. Podczas panelu dyskusyjnego "Homofobia? Nie, dziękuję" w Instytucie Kultury Polskiej 1 kwietnia br. autor zdradził, że tekst ten pierwotnie został zamówiony przez tygodnik "Przekrój", nigdy się tam jednak nie ukazał. Po raz kolejny okazało się, że głos geja, który nie ukrywa swojej orientacji seksualnej i przeciwstawia się dyskryminacji jest dla polskiej prasy wysokonakładowej nie do przyjęcia. Szkoda, pozostaje tylko żałować, choćby tego fragmentu: "Mam wielu znajomych i przyjaciół o orientacji homoseksualnej. Jedni mają udane życie osobiste i zawodowe, inni mniej. Są tacy, którzy trwają w stałych związkach od lat i tacy, którzy z różnych powodów kultywują samotność. Monogamiści i libertyni. Miłośnicy trójkątów, wielbiciele Prousta i Anny Jantar. Jednostki wybitne pod względem umysłowym i takie sobie. A po co wypisuję te oczywistości? Żeby powiedzieć głośno i wyraźnie - homoseksualizm nie jest problemem. Z homoseksualizmu ROBI się problem. Robi go społeczeństwo, bo się, głupie, boi 'innego', robi Kościół, który nie chce stracić rządu ciał i dusz. Robią go wreszcie sami geje - ci stłamszeni, zastraszeni, pozbawieni od małego jakichkolwiek pozytywnych wzorców swej tożsamości."
"Ha!art" to interdyscyplinarny magazyn kulturalno - artystyczny. W poprzednim numerze (4/2002) tego wydawanego w Krakowie kwartalnika cały zbiór tekstów poświecono literaturze gejowskiej. Oprócz opowiadań znalazło się tam omówienie tomików wierszy Grzegorza Musiała i Edwarda Pasewicza autorstwa Błażeja Warkockiego, a także wiersze wymienionych poetów. Bardzo ciekawy tekst o homofobii w literaturze polskiej napisał Marcin Wilk, a Robert Kulpa przedstawił recenzję zbioru tekstów konferencyjnych pod wspólnym tytułem "Odmiany odmieńca. Mniejszościowe orientacje seksualne w perspektywie gender/A Queer Mixture. Gender perspecives on minority sexual identities" pod redakcją Tomasza Basiuka, Dominiki Ferens i Tomasza Sikory.
Natomiast w ostatnim "Ha!arcie" (1/2003; ciągle dostępny w sprzedaży) cały dział poświęcony jest tym razem literaturze lesbijskiej. Znowu mamy opowiadania, recenzję tomiku "Madame Intuita" Izabeli Filipiak autorstwa Błażeja Warkockiego i bardzo ciekawy tekst Marty Cuber, która pisząc o polskiej prozie lesbijskiej sięga aż do "Poganki" Narcyzy Żmichowskiej. Klasą samą dla siebie jest wywiad z Izabelą Filipak, która odpowiadając na pytania Queerującego Podmiotu Pytającego (w składzie Robert Kulpa i Błażej Warkocki) mówi nie tylko o niewidzialności lesbijek, swojej twórczości i jej recepcji przez krytykę literacką, ale także strategiach, które stosuje pisząc powieści czy felietony.
Dla wszystkich przekonanych, że polskie pisma głównego nurtu są w gruncie rzeczy otwarte, a marginalizowanie homoseksualizmu to przeszłość dedykuję fragment wypowiedzi Filipiak z omówionego wyżej wywiadu w której mówi o "niewypowiedzianej" cenzurze wywieranej na piszących: "Gdybym chciała pisać tak jak Krystyna Janda, która rozwija się długo na temat, że z mężem to, a z dziećmi tamto - gdybym ja chciała pisać w ten sposób do mainstreamowego pisma, o tym, że z przyjaciółką przy śniadaniu tak sobie rozmawiamy, że może by pojechać na wakacje, ale do jakiegoś miejsca przyjaznego dla lesbijek - to by nie przeszło. To jest absolutnie niemożliwe, bo zdruzgotana i poniżona wylatuję momentalnie. I ja o tym wiem, ja to rozumiem, wszyscy to rozumiemy. A zatem, jeśli mam pisać felietony, to przebieram się za 'inteligentną heteroseksualną kobietę', z którą czytelniczki mogą się identyfikować. I ja z tej pozycji 'inteligentnej, heteroseksualnej kobiety' piszę."
Krzysztof Tomasik
krzysiozone@wp.pl
pozdrawiam
Adramelech
Pozdrawiam ;)
Sam temat tolerancji w tygodniku pojawia się od zawsze, nie jest to nowy pomysł marketingowy (przynajmniej mam taką nadzieję). Redaktorzy cały czas wspominają, że są przeciwni jakiejkolwiek dyskryminacji, bo jest przeciwna ich ideom. Wartość merytoryczną i wiarygodność gazety każdy musi ocenić sam, Ty możesz uważać, że zależy do od ich naiwności, Twoje święte prawo. O wywiadzie z Miodkiem nie słyszałem, może nie jest aż tak słynny, albo mam krótką pamięć. Nie wiem nic o manipulacji i kłamstwach, ale jeśli Ty tak uważasz, to możesz tygodnika nie kupować. Tylko nie wybuchaj świętym oburzeniem, na pomysł umieszczenia FiM w tym artykule.
Na stronach partii APPR byłem, byłem też na kilku zebraniach członków tej partii. To nie jest partia gejowska, nie tylko geje są ich członkami, jest też sporo ludzi o poglądach mocno konserwatywnych w tych sprawach. Nie można przez to wnioskować, że partia jest zakłamana. Z drugiej strony to już polityka, a w niej wszystko możliwe.
Dygresja: Andrzej Lepper zapowiedział swoją obecność na Paradzie Równości; gdyby na nią przyszedł, i gdyby nagle Samoobrona zaczęła popierać ustawy pro-gejowskie, to czy to ma oznaczać, że geje powinni z wdzięczności popierać partię, której członkowie do uczciwych nie należą ???
I wracamy do FiM...
Moje zdania na temat Kościoła jest bardzo krytyczne. Słyszę, co mówią biskupi o osobach homoseksualnych. Widzę, jak wiele zacofania, fanatyzmu, i zwykłej głupoty jest w modelu "rodziny" proponowanym przez KK. Ale - i to znowu moja, niezależna ocena - stopień prymitywizmu FiM jest równie porażający. Trzeba być naiwnym, żeby nie widzieć, jak bardzo nagina to pismo nawet najbardziej neutralne zdarzenia, aby tylko wykorzystać je przeciw KK.
Jeszcze raz podkreślam - sam jestem częstym krytykiem KK, ale jest różnica pomiędzy krytyką a posuwaniem się do manipulacji, kłamstwa (słynny wywiad z prof. Miodkiem, którego on nigdy nie udzielił !!!) i naciągania rzeczywistości.
Poza tym jeszcze jedno - wejdź na strony związane z tą ich partią - Racją i poczytaj opinie szeregowych ludzi - ich nietolerancja wobec gejów jest równie wielka, jak rodziny Radia Maryja. Zresztą jedno i drugie (sympatycy FiM oraz symaptycy Rydzyka) - to znowu moim zdaniem - to grupy dosyć zbliżone socjologicznie... sfrustrowani ludzie, tyle że za swoje kopoty obwiniają inne grupy (dla FiM wszystkiemu winien jest KK, dla RM komuniści i liberałowie).