Kto słyszał o West Hollywood? I jaki byłby powód by interesować się tą niewielką miejscowością w Stanach Zjednoczonych która liczy zaledwie 36 tysięcy mieszkańców żyjących na niecałych dwóch milach kwadratowych powierzchni? Niewtajemniczeni mylą często West Hollywood z filmową stolicą świata - Hollywoodem. Albo z oazą słynnych i bogatych - Beverly Hills. Inni są przekonani, że jest to tylko dzielnica położonej za miedzą super metropolii Los Angeles. Tymczasem rzecz ma się zupełnie inaczej. Jednak główny tytuł do sławy West Hollywood czerpie z faktu, że jedna trzecia z owych 36 tysięcy - to geje i lesbijki. Zaś jeśli chodzi o status administracyjny, mieszkańcy zadecydowali w roku 1984, że chcą być odrębnym miastem.
West Hollywood jest gwoździem programu dla wszystkich gejowskich turystów, odwiedzających Południową Kalifornię. Burmistrz miasteczka John Heilman - oczywiście otwarty gej - tłumaczy, dlaczego mieszkająca tu licznie mniejszość gejowska nie chciała zostać zdominowana przez niezbyt tolerancyjne Los Angeles: "Obawialiśmy się utraty naszych praw i przywilejów. I dobrze zrobiliśmy, bo teraz mamy przedstawicieli na wszystkich szczeblach władzy". Jako "miasto gejów" West Hollywood cieszy się ogromnym zainteresowaniem - odwrotnie proporcjonalnym do jego wielkości i znaczenia. "Mieliśmy tu reporterów z całego świata" - mówi burmistrz. "Stawiali najbardziej absurdalne pytania. Japończycy chcieli na przykład wiedzieć, jak geje radzą sobie z problemem utylizacji śmieci." W 1985 roku, w mieście odbyła się pierwsza w historii konferencja otwarcie gejowskich działaczy samorządowych. "Zjawiło się jedenaście osób" - przypomina sobie Heilman. "A dziś w samych Stanach naliczyliśmy około 150 radnych." W zarządzie miasta West Hollywood John Heilman zasiada od chwili uzyskania miejskiej "suwerenności", czyli od roku 1984. Zarząd składa się z pięciu członków - samych mężczyzn. Czterech z nich to geje.
West Hollywood już od zawsze nastawione było na rozrywkę i życie nocne. Pierwsze eleganckie lokale pojawiły się tu już w latach dwudziestych ubiegłego wieku. A ponieważ mieszkańcy szczycili się tolerancją, zaś przepisy były dużo liberalniejsze niż w sąsiednim Los Angeles, zaczęły powstawać także lokale dla branżowej klienteli. Dziś w "sercu gejowskiej Południowej Kalifornii" pulsuje życie nocne. Szczególnie w weekendy, kiedy w West Hollywood bawi się więcej spragnionych uciech gości, niż liczy ono mieszkańców. Do stałej oferty rozrywkowej zaliczyć można około dwudziestu lokali gejowskich. Oprócz tego są liczne "branżowe" restauracje i sklepy. Większość z nich umiejscowiona jest przy Santa Monica Boulevard. Jak widać, obyczaje gejów na całym świecie są podobne. Czy słynne Castro w San Francisco, Christopher Street w Nowym Jorku, gejowskie dzielnice Amsterdamu, Paryża lub Berlina - gejowska młodzież uwielbia, kiedy wszystko jest w jednym miejscu. Łatwiej jest wtedy przeskakiwać z jednej knajpy do drugiej bo może akurat obok dzieje się coś niezwykłego. Unifikacja dotyczy także wyglądu klienteli. Bywalcy barów są młodzi, wysportowani gładko wygoleni i ubrani zgodnie z ostatnim krzykiem mody. Zwolennicy misiów, brodaczy i skórzaków lepiej niech do West Hollywood nie jadą!
Mówi się, że wielu słynnych projektantów mody jest gejami, Coś musi być w tym na rzeczy, bowiem oprócz sławy homo-metropolii, West Hollywood jest także centrum sztuki i wzornictwa. Niewielka dzielnica, położona pomiędzy Beverly, Robertson i Melrose nazywana jest "Avenues of Art & Design". Znaleźć tam można po kilkadziesiąt galerii, sklepów z antykami, atelier krawieckich, kawiarni artystycznych, restauracji, salonów meblowych, sklepów z wyszukanymi delikatesami i wiele innych, oferujących towary z najwyższej półki. Dość powiedzieć, że słynny Giorgio Armani otworzył w tym niewielkim miasteczku własny sklep firmowy, drugi w USA po Nowym Jorku. Słynny Pacific Design Center mieści aż 200 salonów wystawowych pod jednym dachem! Mój reporterski entuzjazm psuje niestety porządna łyżka dziegciu: niebotyczne ceny. A tanich domów towarowych w West Hollywood nie ma - zostały wykluczone specjalnym edyktem gejowskiego zarządu miasta.
West Hollywood to high life i elegancja na każdym kroku. To tu właśnie - a nie w Hollywood (tym filmowym) leży słynny Sunset Strip. Swoje rezydencje posiadają Robert De Niro, Faye Dunaway, Johnny Depp i Dan Akroyd. Największe wytwórnie filmowe urządzają swe bale i przyjęcia. A jeśli ktoś ma szczęście, może zobaczyć Julię Roberts w ulicznej kawiarence.
Opracował: traveller