Rzymska "Kamasutra" w ruinach Pompejów kończy się na rozdziale siódmym: dwie kobiety i dwóch mężczyzn uprawiają seks grupowy. Reszta z szesnastu erotycznych fresków, zdobiących niegdyś łaźnię "terme suburbane" została doszczętnie zniszczona podczas wybuchu wulkanu Wezuwiusz w roku 79 naszej ery. Ale nawet te niewielkie ocalałe fragmenty pokazują, jak frywolni i bezpruderyjni byli mieszkańcy tej ważnej metropolii imperium rzymskiego. Erotyczne freski znalezione w Pompejach i odrestaurowane dwudziestoletnią mrówczą pracą archeologów, udostępnione zostały publiczności. Ciekawość turystów, wywołana pikantną treścią starożytnej pornografii jest równie wielka jak zdumienie, ogarniające historyków sztuki. Z jakim zjawiskiem kulturowym mamy tu do czynienia?
Według Luciany Jacobelli, która uczestniczyła w pracach wykopaliskowych, erotyczne freski służyły "rozbawieniu gości odwiedzających łaźnię". A zatem seks jako ironiczny akcent? Pietro Giovanni Guzzo, szef pompejańskich archeologów twierdzi coś przeciwnego. Malowidła miały służyć doznaniom zmysłowym, zapraszały do natychmiastowego wypróbowania pokazanych na nich pozycji. "Na niższym piętrze znajdowały się łaźnie, na wyższym można było uprawiać seks" - twierdzi uczony. Większość ekspertów zgodnych jest, że erotyczne malowidła umieszczono w sali, którą nazwać można koedukacyjną przebieralnią. Już sam ten fakt wzbudza kontrowersje. Dotąd bowiem uważano, że kobiety i mężczyźni byli w łaźni rzymskiej rozdzieleni. Gdy więc jedni sądzą, że przybytek u stóp Wezuwiusza oglądał wyuzdane orgie, inni upierają się, że kobiety i mężczyźni musieli kąpać się osobno, o ściśle wyznaczonych porach.
Architektura "terme suburbane" jest wyjątkowa. Podczas gdy publiczne budowle takie jak łaźnie realizowano w starożytnym Rzymie w sposób - powiedzmy - oszczędnościowy, w Pompejach na pierwszym miejscu stawiano ich walory estetyczne. Architektura była ważniejsza niż funkcjonalność. Można z tego wnosić, że mieszkańcy zniszczonego przed niemal dwoma tysiącami lat miasta byli ludźmi zmysłowymi. "Terme suburbane" zbudowano około sto lat przed Chrystusem poza murami miasta (stąd "suburbane"). Goście, kąpiący się w podgrzewanych basenach spoglądać mogli przez olbrzymie okna bezpośrednio na morze.
Zachowane freski są rzeczywiście niezwykłe. Nigdy i nigdzie nie odkryto wizerunków aktów seksualnych, oddanych z taką dosłownością i wyrazistością. Fresk pierwszy pokazuje pozycją miłosną zwaną "Venus pendula" czyli "Wahadłem Wenus". Mężczyzna leży na plecach, kobieta zaś siedzi na nim "na jeźdźca". Obraz drugi to "coitus a tergo": mężczyzna bierze kobietę od tyłu. Dalej następują wizerunki fellatio i cunnilingus. Na piątym fresku, kobieta i mężczyzna wypoczywają po trudach gry miłosnej. Potem jest jeszcze trójkąt i wspomniany seks grupowy. Warto wspomnieć, że archeolodzy wydobyli także ósmy fresk, jednak nie przedstawia on aktu płciowego, lecz mężczyznę obdarzonego gigantycznymi jądrami. Być może jest to wizerunek bożka Priapa lub zabawna karykatura. Ciekawe, co przedstawiały pozostałe, zniszczone freski? W 1752 roku odkryto w pobliskim Herkulanum, mieście, które podzieliło los Pempejów, figurę bożka Pana, zabawiającego się z... kozą. Gdyby w naszych czasach artysta ośmielił się stworzyć podobny wizerunek, zostałby z pewnością wyklęty.
Już wcześniejsze wykopaliska w Pompejach świadczą o bardzo swobodnym stosunku do spraw związanych z seksem. W mieście działało kilkanaście burdeli. Starożytne domy publiczne składały się z małych pomieszczeń i wspólnej latryny. Nad otworami drzwiowymi wielu z nich, zachowały się malunki i napisy o treści erotycznej. Niejaka Myrtis zachwalała się jako "Fellatrix". Inna, zwana Callidrome "dawała na jeźdźca". Trzecia wreszcie o przydomku Panta (po grecku "wszystko") spełniała każde życzenie klienta. Już dwa tysiące lat temu popularne były napisy na ścianach - i dziś chętnie pozostawiane przez użytkowników publicznych toalet. Jakiś mężczyzna napisał: "Hic ego bis futui" - co znaczy "Tu pieprzyłem się dwa razy". Nieznana kobieta komunikuje natomiast "Fututa sum hic" ("tu byłam pieprzona"). Inny napis głosi: "Hic ego cum domina resoluto clune peregi" co przetłumaczyć można jako "tu siłą wziąłem panią i rozszerzyłem jej tyłek". Wersety takiej treści spotkać można w różnych częściach Pompejów. Zachowały się też kamienne fallusy, wskazujące drogę do burdeli.
Można sobie wyobrazi minę uczonych archeologów, którzy w roku 1748 odkryli takie bezeceństwa. Nic dziwnego, że Pompeje i Herkulanum zyskały opinię rzymskiej Sodomy i Gomory. Kościół katolicki uznał wybuch wulkanu i zniszczenie miasta karą za grzechy. W 1852 roku, ówczesny dyrektor muzeum w Neapolu nakazał zamurowanie wszystkich obscenicznych przedmiotów i malowideł. Jedynie figurka bożka Pana trafiła do prywatnego kolekcji króla Karola III Burbońskiego. W ten sposób, dalsze badania zostały sparaliżowane i wstrzymane na kilkadziesiąt lat.
Kto na podstawie pompejańskich znalezisk sądzi, że w starożytnym Rzymie panowała luźna obyczajowość, jest w błędzie. Tolerancja w sprawach seksu nie istniała nawet dwa tysiące lat temu. Widać to wyraźnie po sposobie traktowania homoseksualizmu. Tak zwana "grecka przypadłość" była w imperium rzymskim bardzo rozpowszechniona. Wiązało się to z przejęciem przez Rzym helleńskich tradycji kulturowych. Jednak dość rychło zaczęto krzywo patrzeć na męski homoseksualizm, później zaś został on zabroniony. Lecz - co ciekawe - nie potępiano obu partnerów, lecz jedynie pasywnego. Podczas gdy Grecy traktowali doświadczenia homoseksualne jako część procesu wychowawczego młodego chłopca, Rzymianie zabraniali spychania "wolnego obywatela" do roli "kobiety". Sądzili, że zdobywcom świata nie przystoi taka pozycja, zaś zniewieścienie w łożu negatywnie przełoży się na przydatność na polu walki. Rzymianin musiał być "panem" i wolno mu było uprawiać seks gejowski wyłącznie z niewolnikami. Rzeczywistość wyglądała oczywiście zupełnie inaczej - co wiemy z zapisów posiedzeń rzymskiego Senatu.
Pompejańskie freski nie omijają wątku homoseksualnego. Na obrazie numer sześć (trójkąt) widzimy mężczyznę, penetrującego kobietę od tyłu. Jednocześnie, drugi mężczyzna bierze go analnie. Technika ta, nazywana dziś "sandwiczem" musiała być w Pompejach popularna, choć moralnie dwuznaczna. Podobnie jak seks oralny, przedstawiony na innych freskach. Zupełnie wyjątkowy jest fresk numer siedem, na którym przedstawiono seks grupowy z elementem miłości lesbijskiej. Rzymianie uważali, że akt seksualny między dwiema kobietami jest sprzeczny z naturą (!) i - teoretycznie - kobiety złapane na gorącym uczynku mogły zostać skazane na śmierć. Tym bardziej zdumiewające jest, że wizerunek o tak subwersyjnej treści mógł pojawić się w miejscu publicznym.
Starożytni Rzymianie byli bardzo oddaleni od surowych, chrześcijańskich norm moralnych. Jednak nie znaczy to, że w sferze obyczajowej panował liberalizm. Dozwolone było wszystko, co nie obrażało "męskości". Utrwalone przez stulecia katolickiej pruderii przekonanie o "zgniliźnie" Rzymu jest zwykłym kłamstwem.
Krystian Piotrowicz
(na podst. NZZ)