W pierwszą rocznicę tragicznych wydarzeń w Nowy Jorku, 11 września 2001 roku, prasa przypomina heroiczną postać Mychala Judge'a, księdza, franciszkanina, duszpasterza nowojorskich strażaków, który zginął w ruinach World Trade Center. "Jego dzieła nie przerwała śmierć" - czytamy na internetowej stronie, na której gromadzone są wszystkie dotyczące Judge'a informacje. Dzielny franciszkanin traktowany jest w USA jak bohater. Dla Kościoła katolickiego pozostaje on kłopotliwym przypadkiem: Ksiądz Mychal był gejem. I w przeciwieństwie do wielu duchownych, nigdy nie ukrywał swej orientacji seksualnej. "Gdy inni uciekali, on wbiegł do walącego się budynku. Gdy inni ratowali swoje własne życie, on ratował dusze innych. Na tle rozdzierającego Kościół skandalu, jego życie świeciło jasno niczym latarnia morska" - czytamy dalej. Rzeczywiście: ksiądz Mychal zginął, kiedy udzielał ostatniego namaszczenia umierającemu strażakowi ugodzony spadającym z ogromnej wysokości kawałkiem metalowej konstrukcji.
Ksiądz Mychal Judge był świętym za życia - twierdzą rodziny ofiar katastrofy lotniczej na Long Island z czerwca 1996 roku, którymi się z poświęceniem opiekował. Gdy zginął, miał 68 lat. Rada miasta Nowego Jorku postanowiła nazwać jego imieniem odcinek 31 ulicy na zachodnim Manhattanie. Inicjatywa obywatelska, zrzeszająca działaczy katolickich, strażaków i osób prywatnych domaga się od Watykanu wszczęcia procesu beatyfikacyjnego. Powołuje się przy tym na słowa byłego burmistrza Rudolpha Giulianiego, wypowiedziane nad grobem kapłana: "On był świętym, wspaniałym człowiekiem". Ozdobiony krzyżem strażacki hełm księdza Mychala przekazany został jesienią roku 2001 papieżowi Janowi Pawłowi Drugiemu podczas audiencji w Watykanie. Przywódca katolików przyjął dar bez słowa komentarza. A przecież dla nikogo w Kościele nie było tajemnicą, że ksiądz Mychal był otwartym gejem. Już w latach osiemdziesiątych zajmował się chorymi na AIDS. Było to w czasach, kiedy w Kościele rozbrzmiewały głosy o "karze zesłanej przez Boga za niemoralne czyny". W latach dziewięćdziesiątych przełamał opór konserwatywnych kół kościelnych przeciwko udziałowi grup gejowskich i lesbijskich w katolickiej paradzie świętego Patryka. Te same koła starają się dziś nie dopuścić do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego.
W obliczu licznych artykułów prasowych, opisujących heroizm i pełną kapłańskich cnót drogę życiową księdza Mychala Judge'a, głos zabrał rzecznik prowincji franciszkańskiej w Nowym Jorku, ojciec John Felice. Powiedział, że duchowny zginął co prawda bohaterską śmiercią, jednak obracał się często w "kontrowersyjnych środowiskach". Z tego względu, domaganie się beatyfikacji jest "błędem". W wywiadzie dla New York Magazine kardynał O'Connor powiedział: "Opowiada się, że kiedy tylko Mychal dostał jakiś datek od konserwatywnych darczyńców, zaraz przekazywał pieniądze organizacjom gejowskim. Nie wiem czy to prawda, ale to odpowiadałoby jego poczuciu humoru".
Wydaje się, że przyciśnięta do ściany nieustającymi skandalami, wywoływanymi przez książy-pedofilów hierarchia Kościoła katolickiego najchętniej wyciszyłaby rozgłos, jaki panuje wokół osoby księdza geja i męczennika. Nie jest to na szczęście możliwe, bowiem jego imieniem nazwana została regulacja prawna, umożliwiająca partnerom homoseksualnych ofiar ataku z 11 września 2001 ubieganie się o finansowe odszkodowanie. Tak zwany "Mychal Judge Act" podpisany został przez prezydenta George W. Busha. Odszkodowanie, wysokości 250 tysięcy dolarów przysługuje partnerom funkcjonariuszy policji i straży pożarnej, którzy zginęli podczas wykonywania obowiązków służbowych. Zaś dokładniej tym najbliższym zmarłych, którzy wpisani są do polis ubezpieczeniowych. Mogą to być małżonkowie, dzieci lub partnerzy ofiar. Orientacja seksualna nie odgrywa żadnej roli - i to właśnie organizacje gejowskie i lesbijskie traktują jako wielkie zwycięstwo, zaś konserwatyści jako gorzką porażkę. Tymczasem - prezent dla mniejszości seksualnych był wypadkiem przy pracy. Gazeta New York Times cytowała list, jaki amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości wystosowało do członków Kongresu, ostrzegając ich przed "niechcianymi i nieszczęśliwymi efektami ubocznymi" projektowanej ustawy. Mimo tych wątpliwości, przeszła ona gładko w niezmienionej formie cały proces legislacyjny. Zawdzięczać to można demokracie Jerroldowi Nadlerowi, którego wspierał republikanin Donald Manzullo. Te ostatni nie wyróżnił się szczególną przychylnością wobec gejów a za swój "błąd" musi teraz pokutować. W ostrym ogniu krytyki prawicy, Manzullo oznajmił w NYT, że "z gejowskim środowiskiem nie ma nic wspólnego". Paul Weyrich, działacz konserwatywnych organizacji religijnych jest niepocieszony: "Jestem przybity tym, że prezydent podpisał ustawę" - powiedział prasie. Ostrzegł też, że "Mychal Judge Act" może stać się precedensem, wykorzystywanym do dalszych gejowskich roszczeń. Trudno też przypuszczać, że prezydent G.W. Bush stał się nagle sympatykiem równouprawnienia gejów. Najprawdopodobniej w Białym Domu nikomu nie przyszło do głowy, jak dalekosiężne skutki może mieć ustawa odszkodowawcza. W każdym razie, największa amerykańska organizacja LGTB Human Rights Campaign obsypała prezydenta pochwałami a jej rzecznik David Smith wyraził nadzieję, że w przyszłości "Bush będzie bardziej otwarty na problemy emancypacji gejów i lesbijek niż miało to miejsce w przeszłości".
W miarę upływu czasu, wokół postaci tragicznie zmarłego duchownego, zaczyna tworzyć się kult. W tych dniach, ukaże się w księgarniach jego biografia zatytułowana "Mychal Judge: Prawdziwy amerykański bohater". Autorem jest znany dziennikarz, reporter BBC Michael Ford. Kolejną biografię pisze współpracownik Daily News. Pytanie tylko, co ksiądz Mychal powiedziałby na rozgłos wokół jego osoby. Za życia był człowiekiem skromnym i pragmatycznym, o lata świetlne oddalonym od kościelnego upodobania do bizantyjskich uroczystości i taśmowego wynoszenia na ołtarze. Anegdota opowiada, że podczas kazania wygłoszonego w Białym Domu mówił o niebezpieczeństwach związanych z alkoholizmem (sam wyszedł z nałogu). W obecności prezydenta Clintona, Judge miał powiedzieć, że założyciele stowarzyszenia Anonimowych Alkoholików więcej zrobili dla ludzkości niż matka Teresa z Kalkuty.
Opracował: Tomek Juszkowski
(na podst. TAZ)
Drodzy Przyjaciele,
Podobnie, jak przed rokiem pochylamy wraz z Wami czoła w chwili bolesnej zadumy nad tragedią, jaka dotknęła Wasz piękny kraj. W tym niewyobrażalnym akcie bezsensownego terroru zginęli ludzie, którzy nie powinni zginąć.
Dziś, mija rok od tamtych wydarzeń. Wielu z nas nadal nie potrafi zapomnieć o wydarzeniach tamtego dnia. Żyjemy w cieniu tej strasznej tragedii.
Mimo to musimy żyć dalej. Ludzie, którzy zginęli pod gruzami wież World Trade Center nie odeszli na próżno. Ich śmierć zmieniła świat. Była zimnym prysznicem dla wszystkich tych, którzy wierzyli w bezpieczeństwo i błogostan dzisiejszych czasów. Pokazała, że fanatyzm i nietolerancja może doprowadzić do wielkiej tragedii.
Chcemy, wraz z Wami, wierzyć, że podobna tragedia nigdy się nie powtórzy. Że ludzie, zajmujący najwyższe stanowiska w rządach naszych krajów nigdy nie pozwolą, aby tragedia 11 września powróciła.
Stając do wspólnej walki z fanatyzmem, nietolerancją i brakiem akceptacji dla wszystkiego, co inne pragniemy powiedzieć wszystkim, którzy tamtego dnia ponieśli stratę na życiu bądź zdrowiu: Nie zapomnimy. Nie zapomnimy tej lekcji. Oby stała się ona lekcją dla całego świata.
Pozostając z wyrazami głębokiego szacunku
Członkinie i Członkowie
Międzynarodowego Stowarzyszenia
Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce
Dzisiaj w TVN24 o 20.00 film dokumentalny o tragedii w wtc, tragedii nas wszystkich... Pozdrawiam wszystkich
tommi