Do redakcji Innej Strony dotarł list jednego z naszych Czytelników. Sprawa, którą porusza jest bardzo smutnym i przejmującym przypadkiem bezsiły wobec ignorowania związków gejowskich przez obowiązujące w Polsce prawo. Oto treść listu:
Mam poważny problem. Otóż jestem gejem i mam przyjaciela z którym jesteśmy razem od dwóch lat. Czyli sytuacja jakich wiele, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Niestety nasza "winą" jest to, ze Kay nie jest obywatelem Polski. I tu zaczyna się dla nas "droga przez mękę". W sytuacji gdy o regulacjach prawnych dotyczących związków partnerskich pomiędzy osobami jednej płci, podobnych do tych jakie już obowiązują w wielu krajach zachodniej Europy w Polsce możemy nadal tylko pomarzyć, nasze życie sprowadza się do nieustannej walki o prawo do bycia z sobą.
Na początku Kay przebywał w Polsce na podstawie wizy turystycznej. Niestety jest ona wydawana na okres nie dłuższy niż 90 dni. Po upływie tego czasu musiał lecieć do kraju z którego pochodzi aby uzyskać w naszej ambasadzie nowa wizę. Na takie "wycieczki" najzwyczajniej w świecie nie było nas stać. Poza tym taka wiza może być wydana tylko dwukrotnie gdyż na podstawie ustawy o cudzoziemcach, łączny pobyt w Polsce obcokrajowca na podstawie wiz nie może przekroczyć 180 dni w ciągu roku kalendarzowego.
Za pośrednictwem biura prawnego zaczęliśmy ubiegać się o wydanie dla niego karty czasowego pobytu. I tu zaczęły się prawdziwe schody, nie mówiąc o "kosmicznych" kosztach z tym związanych. Na szczęście prowadzę własna działalność gospodarczą i nie było innej rady, jak uzyskać zgodę na zatrudnienie cudzoziemca, oraz pozwolenie na prace dla niego. Przecież nie mogliśmy powiedzieć, że po prostu chcemy być razem .... bo kogo to interesuje.
Po wielu przeszkodach udało nam się wywalczyć wymagane dokumenty i obecnie regularnie odprowadzam podatek od wynagrodzeń i składki na ubezpieczenie od osoby której de facto nie zatrudniam. Po prostu nie mamy innego wyjścia! Wydawałoby się, że gdy będę regulował wszelkie należne państwu opłaty, traktując je jako formę swoistego haraczu w zamian za "święty spokój", nasze problemy powinny się skończyć .... Nic z tych rzeczy. Osoba w Urzędzie d/s Cudzoziemców odpowiedzialna za wydawanie kart czasowego pobytu stwierdziła że warunkowo udziela zgody na wydanie takiej karty do końca roku, gdyż "ona nie widzi celowości zatrudnienia cudzoziemca w mojej firmie". Jak mamy ją przekonać, że sprawą pracodawcy jest zatrudnianie pracowników. I jeżeli jest on skłonny odprowadzać wszelkie opłaty należne państwu z tytułu zatrudnienia dodatkowego pracownika, to do niego powinna należeć ocena celowości utworzenia dodatkowego etatu. Jak wytłumaczyć, że nie wydając zgody na dalsze zatrudnienie Kaya nie spowoduje zwolnienia etatu dla Polaka, bo ja po prostu nikogo innego na tym stanowisku nie zatrudnię! Czyli po prostu wyrządzi nam tylko bezsensowna krzywdę, która nikomu nie przyniesie korzyści.
Już same opłaty które teraz ponosimy uniemożliwiają nam odłożenie jakiejkolwiek sumy w ramach zabezpieczenia na przyszłość. Jesteśmy wręcz dobici ponosząc coraz to nowe koszta. A tu jeszcze stajemy przed perspektywą iż jakaś urzędniczka, demonstrując swą władzę, po prostu nam zrobi na złość i wykorzysta swe stanowisko aby uniemożliwić mu dalszy pobyt w Polsce. Co robić?
Szukam osoby która zainteresowałaby się choć w najmniejszym stopniu naszą sytuacją i spróbowała nam pomóc. Ponoć żyjemy w wolnym kraju, gdzie takie pojęcia jak dyskryminacja ze względu na "rasę, narodowość, orientację seksualną" są nieznane. Niestety - to tylko teoria, w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Ostatnio słychać glosy, że prawdziwa demokracja przyznaje słuszność nie większości tylko tym po których stronie stoi racja. Co ciekawe, takie wypowiedzi można usłyszeć w kołach skrajnie prawicowych. Skoro tak, to chyba mamy prawo domagać się poszanowania naszych podstawowych praw obywatelskich. A nie chcemy niczego innego poza prawem do bycia razem i spokojnego zycia. Czy to aż tak dużo? Przecież my nie chcemy aby nam dano cokolwiek z łaski lub za darmo. Wręcz odwrotnie ... Od wielu lat odprowadzam podatki z dwóch rożnych miejsc zatrudnienia, płacę podatki za Kaya, żyjemy cicho nie rzucając się innym w oczy (niechbyśmy spróbowali :)) to by nam pokazano "demokrację" ). Czyli w sumie bilans dla Polski korzystny. Nie chcemy niczego więcej poza tym, aby nas nie rozdzielano na siłę lub nie zmuszano mnie do emigracji. Zresztą może to jest jakiś sposób - stworzyć takie przepisy, ze tu już się w ogóle nie da żyć i problem sam się rozwiąże, gdyż większość z nas wyjedzie byle jak najdalej stąd :) Niestety to czarny humor.
Przecież to jest podstawowe prawo człowieka - kochać i być kochanym. Czy państwo ma prawo decydować, że tę osobę mi wolno kochać a inną nie? Z tą mogę być (mimo marsowych min co poniektórych osób) natomiast z inną mi nie wolno? I w ogóle nie mam prawa głosu gdy w pełnym majestacie prawa chce się ją wydalić z mojej ojczyzny? Bo akurat w świetle obowiązujących przepisów można to zrobić. Zupełnie nie wiemy co dalej robić, gdzie się udać, kogo prosić o pomoc .....
Prawdę powiedziawszy jesteśmy na granicy "czarnej rozpaczy". A mnie dobija jeszcze bardziej to, że na każdym kroku czuje się obywatelem 2-giej kategorii, który musi ukrywać swoje prawdziwe uczucia, musi jak najęty kłamać w urzędach aby wywalczyć każdą drobnostkę. Inni ludzie mają decydować czy mam prawo być z osoba którą kocham ..... Często zadaję sobie pytanie: kim ja właściwie jestem ? Bo pełnoprawnym obywatelem na pewno się nie czuję. Będziemy wdzięczni, jeżeli ktoś okaże nam na jakąkolwiek pomoc.
Pozdrawiamy serdecznie,
z poważaniem
On i On
P.S: Na zakończenie przypomniał mi się stary dowcip, ale jakże pasujący do obecnej sytuacji:
-wiecie jaka jest różnica pomiędzy "demokracją" a "demokracją socjalistyczną" ?
- ????
- ano taka sama jak miedzy "krzesłem" a "krzesłem elektrycznym"
(chciałoby się wierzyć, ze ten dowcip był dobry 30-ci lat temu, ale przyznacie, że jest w nim coś takiego naszego, swojskiego ..... no nie?)
Od redakcji: Z uwagi na bezpieczeństwo autorów listu, zmieniliśmy wszystkie szczegóły, umożliwiające ich identyfikację. Kontakt z zainteresowanymi możliwy jest tylko drogą mailową: [email protected]
i wpisz hasło beznadziejność
Jestem w podobnej sytuacji: mieszkam w Anglii i mam chlopaka Anglika. Prawo wymaga 2 letniego stazu, czyli po prostu trzeba ze soba mieszkac 2 lata zeby dostac staly pobyt. To prawo zostalo wywalczone wlasnie przez Stonewall.