Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 19.06.2002 00:00

Coś dla naszych sióstr z wyspy Lesbos

Podziel się Tweetnij Skomentuj (5)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (5)

czyli o moim spotkaniu z królową les-pop K.D.Lang

Mieszkając długie lata na Zachodzie, dziewczyny les spotykałem bardzo często. Raz była to siostra faceta, który z ogromnym uporem, choć bezskutecznie, usiłował mnie zaciągnąć do łóżka. Była bardzo silna, męska, jeździła na motorze, wielkiej maszynie (chyba Harleyu) i nosiła skórzaną kurtkę. Jej oblubienica, na odwrót, wyglądała niczym łania z filmów Disneya. Była śliczna, delikatna i sprawiała wrażenie niewinnej anielicy. Kochały się bardzo i były strasznie o siebie zazdrosne. Później poznałem właścicielkę popularnej dyskoteki, do której regularnie chodziłem. Był to lokal kultowy. Nazywał się, tak jak jego gospodyni: "Cosy", mieścił się w piwnicy i przypominał nieco warszawski "Fantom". Towarzystwo przychodziło mieszane, tak więc zawsze można tam było spotkać kogoś interesującego. Cosy królowała przy barze, otoczona wianuszkiem dziewczyn i chłopaków. Jej przyjaciółka, upozowana na wielką damę, obwieszona kosztownościami, rozdawała dworkom i paziom łaskawe uśmiechy. Moja znajomość z Cosy, na początku dość powierzchowna, przekształciła się potem w trwałą przyjaźń. Piło się mnóstwo alkoholu, głównie modnej wówczas tequilli. Dość powiedzieć, że Cosy wpadła w alkoholizm i pewnego dnia postanowiła gruntownie przemeblować swoje życie. Zerwała z damulką (zostawiając jej intratny lokal) i została artystką. W typowy dla ludzi przedsiębiorczych sposób dość rychło odniosła sukces, którego szczytowym momentem było zamówienie na wystrój stacji metra w mieście M.!!! Wyprowadziła się z swego luksusowego apartamentu i zamieszkała w starej kamienicy bez łazienek. Przytaszczyła do domu starą wannę, która stała na podwyższeniu w kuchni. Cosy często przyjmowała gości, siedząc w tej właśnie wannie po szyję w wodzie. Zawsze, kiedy jestem w mieście M., przypominam sobie stare czasy.
Cosy wprowadziła mnie w hermetyczny świat lesbijskich barów i dyskotek. Faceci byli tam rasą nie istniejącą - chyba, że w drodze absolutnego wyjątku i tylko w damskim towarzystwie. Zresztą, lokale te były świetnie zakamuflowane i niełatwo było je znaleźć. Często byłem tam świadkiem dramatów, gwałtownych scen zazdrości, kiedy powietrze świdrowały przenikliwe wrzaski, pazury były w robocie a kłaki fruwały po parkiecie. Takich bijatyk jak w knajpach les nigdy w męsko-gejowskich lokalach nie widziałem. Nie przypuszczałem nawet, że kobiety potrafią być tak agresywne.

Jeszcze później poznałem w Niemczech najpopularniejszą tam parę les, czyli popularną gwiazdę telewizji Hella von Sinnen i jej przyjaciółkę Cornelię Scheel, córkę byłego prezydenta RFN.
Kiedy więc kiedy na mej drodze życia pojawiła się Rosel (o której szeptano że jest z branży), znana i bardzo cenioną aktorka, miałem już niejakie pojęcie o życiu kobiet "kochających inaczej". Weronika była panią po pięćdziesiątce, fantastycznie zadbaną. Dla utrzymania sylwetki nie jadała mięsa i chodziła wszędzie na piechotę, choćby lało jak z cebra lub sypał śnieg. Chodziła - to za mało powiedziane. Zasuwała galopem. Miała świetne nazwisko, grała główne role w najlepszych teatrach i pracowała z najlepszymi reżyserami. Światową sławę zdobyła kreacją w filmie R.W. Fassbindera "Podwójne życie Weroniki". Słynny reżyser, który umarł młodo, bo w wieku chyba trzydziestu sześciu lat, zapisał jej w spadku skórzaną sofę. Siedzieliśmy na niej często w luksusowym, dwupoziomowym mieszkaniu Weroniki i gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
Któregoś dnia, Weronika zadzwoniła do mnie i zapytała czy nie miałbym ochoty pójść na koncert znanej piosenkarki "kejdilang".
"Kejdikto?" - zapytałem. Nigdy nie słyszałem tego nazwiska. Oburzona taką ignorancją Weronika objaśniła, że K.D.Lang jest wschodzącą gwiazdą country, że pochodzi z Kanady i że jest jej dobrą znajomą, bo właśnie skończyły kręcić za oceanem jakiś film.
OK - powiedziałem i w ten sposób wzbogaciłem się o fascynujące i niezapomniane przeżycie.

Koncert odbywał się w miejscowej Filharmonii, ogromnej supernowoczesnej budowli z salą na ponad trzy tysiące miejsc. Kiedy stawiłem się na miejsce z Weroniką uczepioną mego ramienia, zorientowałem się, że coś jest nie tak. Przede wszystkim, przy położonym z tyłu gmachu wejściu dla artystów kłębił się dziki tłum młodych dziewcząt. Każda trzymała fotografię K.D.Lang lub zeszycik do wpisania autografu. Kompletny brak chłopców rzucił mi się od razu w oczy, (bo jestem na to dość uczulony). W foyer ten sam obrazek. Wszędzie tylko dziewczyny - młode i starsze. Same i z partnerkami. W stadkach, podniecone, ubrane w najlepsze ciuchy, kupujące plakaty, programy, płyty i gadgety. Niektóre z nich w męskich garniturach, obcięte na krótko, wyglądały na pierwszy rzut oka na facetów. Inne podkreślające swą kobiecość, w sukienkach lub obcisłych dżinsach. Dopiero wtedy, Weronika powiedziała mi, że K.D.Lang uznawana jest za lesmegastar, królową lespop, władczynię serc, uwielbianą przez setki tysięcy i miliony dziewczyn na całym świecie.

Gdy wszedłem na salę, zatkało mnie. Zobaczyłem wypełnioną do ostatniego miejsca widownię, trzy tysiące lesbijek - radosnych, na pełnym luzie, czekających na koncert niczym na swoją Love Parade, na wielkie święto. Here we are!!! Mężczyzn zliczyć było można na palcach jednej ręki. A i ci byli w większości nieprzyzwoicie wręcz wygięci.

Sam koncert był po prostu świetny. Już po pierwszej piosence zorientowałem się, że K.D.Lang jest niezwykłą, wspaniałą artystką. Śpiewała przeboje z płyty "Ingenue", za którą dostała potem aż pięć Grammy Awards, jedną z najbardziej prestiżowych fonograficznych nagród.
Trudno powiedzieć, by K.D. miała pociągającą powierzchowność - przynajmniej, jeśli oglądać ją oczyma faceta. Jest duża, potężnie zbudowana niczym drwal z kanadyjskich lasów. Nosi dżinsy z wypuszczoną na wierzch koszulą. Ale ten głos! I ten wdzięk! Podrywała wszystkie dziewczyny na sali. Tarzała się po scenie, tańczyła, skakała, schodziła ze sceny do publiczności, zmieniała rytmy i nastroje. Publiczność wyła, ryczała, słychać było histeryczne krzyki, nawoływania "I love you, I love you". Omdlenia i histeryczne zapaści były na porządku dziennym.

Było to chyba jedno z najbardziej niezwykłych wydarzeń artystycznych, w jakim mogłem uczestniczyć. Gdy w końcu, po długich bisach zgasły światła, trzy tysiące dziewczyn rozproszyło się, rozeszło, wtopiło się w ciemność nocy. I pomyślałem sobie - już chyba nigdy więcej w życiu nie zobaczę trzech tysięcy rozszalałych les w jednym miejscu.
Ale to nie koniec. Rosel (a ja z nią) zaproszeni zostaliśmy na małe przyjęcie, tak znane "after show". Za kulisy zaprowadziła nas młoda, ubrana na czarno dziewczyna. Garderoby strzegły inne dziewczyny, ubrane w czarne stroje ochroniarzy. Stały w rozkroku przy wszystkich wejściach z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Miały śliczne, cherubinkowate buzie i smukłe sylwetki. Nie wyglądały wcale groźnie, choć jestem pewien, że w razie potrzeby dałyby radę niejednemu facetowi. Niedługo potem zjawiła się sama gwiazda. Piliśmy szampana i gawędziliśmy. Zorientowałem się, że między Weroniką a K.D. coś było - było, ale już nie jest. I że obie starają się ten romans, (który wydarzył się podczas pracy nad wspomnianym filmem), przenieść na płaszczyznę przyjaźni. K.D. podarowała Weronice egzemplarz swej złotej płyty a mnie wypytywała o Polskę. Przyznała się, że była już w naszym kraju, bo miała w swej kolekcji dziewczynę z Polski, scenografkę (chyba z Torunia). Podarowała mi też płytę. Mam ją do dziś.
Kiedy słucham "Constant craving" przypomina mi się to wszystko - i żal mi się robi, że tu, w Polsce kontakty z naszymi siostrami z wyspy Lesbos są tak sporadyczne i powierzchowne. Kiedy będziecie przechodzić koło sklepu z płytami - wstąpcie i zapytajcie o K.D.Lang. Naprawdę warto.

Janusz Marchwiński

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (2)
killerqueen
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (5)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
11.10.2006 9:57 Czarownico-Czarodziejka
zakochalam sie w kd,gdy uslyszalam ´´Crying``.Bylo to na poczatku lat dziewiedziesiatych,moze 1991 lub 1992r.zobaczylam teledysk we ``wzrockowej`` Marka Niedzwiedzkiego i od razu wyczulam, ze jest taka jak mysle i nie dawalo mi to spokoju.Pan Marek rozwial moja niepewnosc przysylajac artykol z anglojezycznej gazety.Minelo 15 lat i nadal jestem nia zafascynowana,jej glosem,wygladem,poprostu wszystkim.Nie mialam okazji byc na koncercie ale gdy tylko nadarzy sie okazja to na pewno pojde upoic sie nia i uniesc sie nad ziemia...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.06.2004 23:30 naiwna
Zapewniam Cię, że nie tylko Ty w Polsce znasz muzykę k.d. :))) Ja "zakochałam się" w jej śpiewie pewnie w tym samym okresie co Ty, i udało mi się już być na jej koncercie (w Północnej Karolinie w USA w 2000 roku) - koncert był ODLOTOWY, tak jak to opisał autor - świetnego zresztą - artykułu powyżej. :))) Byłam na tym koncercie z kolegą hetero, który twierdził, że dla k.d. byłby gotów zmienić płeć :P To chyba najlepsza recenzja jej uroku osobistego i talentu!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
03.11.2002 6:49 kazia
Słyszałam od W.Mana,że ta kobieta z Polski pochodziła z Poznania i była rzeźbiarką?Zazdroszcze spotkania:).Pa
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
11.07.2002 14:45 daga
Jak sie ciesze, ze nie tylko ja znam KD w Polsce. Pierwszy raz uslyszalam ja w MTV w koncercie chyba z 1993 roku, nie jestem pewna. Gral wlasnie Ben Mink na skrzypach. Dopadlam do jakiejś kasety i nagralam. Potem rodzina wyznaczyla mi limit: mogal jej sluchac raz dziennie :))). Byloby cudownie uslyszec ja na zywo, choc inaczej tyz piknie.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
03.07.2002 23:09 Kocurek
Mnie sie dwukrotnie udalo byc na koncercie k.d.- na pierwszy wybralam sie do Londynu, wariacka podroz na niecaly 48 godzin. Warto bylo i nigdy nie zapomne uczuc towarzyszacych mi gdy spiewala Crying. k.d. nie jest moim idolem, bo w moim wieku juz sie idoli nie miewa, ale miekne gdy slysze jej glos...
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się