Hierarchia Kościoła katolickiego w Polsce może być zadowolona. Sprawa arcybiskupa Paetza jest załatwiona i odłożona na półkę. Obwiniany o molestowanie seksualne kleryków hierarcha został odsunięty, ale nie ukarany. Przełożony seminarium duchownego w Poznaniu, którego wychowankowie padli ofiarą lubieżności purpurata złożył dymisję. Szkody zminimalizowano. Nie doszło do szerokiej dyskusji na temat celibatu, homoseksualizmu wśród księży i zakonników, powszechności zjawiska seksualnego wykorzystywania przez nich nastolatków lub wręcz ukrywanych celowo przypadków pedofilii. Hipokryzja, której motto brzmi "nie szkodzić Kościołowi" zamyka w Polsce usta, oczy i uszy. Do milczenia zmusza też zwykły strach przed potępieniem, nagonką, zemstą ze strony potężnej i wpływowej instytucji. Klasycznym przykładem piramidalnego zakłamania jest przemilczenie przez tak zwane "opiniotwórcze" media opisanego w tygodniku "Fakty i Mity" prywatnego życia gdańskiego prałata Henryka Jankowskiego. Skłonności Jankowskiego do młodych chłopców nie można naturalnie porównać z wyczynami arcybiskupa Paetza. Prałat jest dorosłym człowiekiem podobnie jak jego ulubieniec Kajtuś. Można sobie jednak wyobrazić, że gdyby skłonność do Kajtusia przejawiał - na przykład - minister lub wojewoda rządu Leszka Millera, koła kościelne dostałyby czkawki z oburzenia. Najbardziej zadowoleni są z pewnością geje w sutannach, których afera Paetza poważnie wystraszyła. Mogą odetchnąć - choć kto wie na jak długo? Kościelna machina heteryckiej zemsty na gejów w sutannach została uruchomiona i zaczyna nabierać obrotów.
Przesłanie, płynące z Watykanu jest jasne: Kościół nie będzie tolerował gejów w sutannach nawet, jeśli zrezygnują z wszelkich kontaktów seksualnych. Winę za naruszenie dobrego imienia Kościoła ponoszą homoseksualiści. Homoseksualizm utożsamiany jest z pedofilią. Wokół tej nowej strategii totalnej dyskryminacji i "oczyszczenia szeregów", toczy się na zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych ożywiona dyskusja, lecz jej echa trudno szukać w polskich mediach. Niemiecka gazeta Die Zeit, której w żadnym wypadku nie można posądzić o wrogość wobec Kościoła opisuje długą tradycję kościelnego wmiatania brudów pod dywan. "Zarzut seksualnego wykorzystania dzieci i młodzież przez katolickich duchownych przewija się przez całą historię Kościoła" - pisze niemiecka gazeta. "Kościół jest tajemniczą instytucją której struktura władzy ma charakter antydemokratyczny" - twierdzi krytyczny teolog Hubertus Mynarek. Od stuleci, Kościół ukrywał zbrodnie, zakłamywał i utajniał, krył sprawców i ignorował cierpienia ofiar. Jego autorytet moralny zredukowany jest do zera. Od chwili ujawnienia przypadków masowego molestowania seksualnego dzieci i młodzieży przez duchownych w Stanach Zjednoczonych i pamiętnej konferencji 13 kardynałów z USA z papieżem Janem Pawłem Drugim w Rzymie, biskupi niemieccy starają się ograniczyć rozmiar skandalu. Stała Rada Episkopatu Niemiec która obradowała w klasztorze Himmelspforten koło Würzburga - pisze Die Zeit - nie wydała jednoznacznych instrukcji na temat traktowania lubieżników w sutannach. "Każda diecezja musi decydować indywidualnie" - powiedział przewodniczący Episkopatu Niemiec, kardynał Karl Lehmann. I zaprzeczył, że ujawnione przypadki to tylko "wierzchołek góry lodowej". Ale - jak powiedział "nawet jeden to już za dużo".
W Niemczech istnieją oficjalne, zarejestrowane stowarzyszenia ofiar seksualnego wykorzystywania przez księży. Jedno z nich działa w miasteczku Siershahn w landzie Nadrenia-Palatynat. Stowarzyszenie krytykuje szczególnie praktykę ochrony sprawców przez przenoszenie ich z parafii na parafię. Zachowanie tajemnicy jest dla hierarchii Kościoła katolickiego nadrzędnym imperatywem. Pokrzywdzonym proponuje się odszkodowanie w zamian za milczenie. Sprawcy zaś pozostają w poczuciu całkowitej bezkarności. Tylko nieliczne sprawy kończą się przed sądem. Wiadomo, że skazany został proboszcz z Hesji. Ksiądz z Emsland odsiaduje karę dwóch lat, inny ze Szwabii trzech i pół lat. Temu ostatniemu udowodniono 59 przypadków wykorzystania seksualnego nieletnich. Katecheta z Coburga dostał dwa lata, brat zakonny z Bawarii tyle samo za zgwałcenie dwóch chłopców w wieku sześciu i ośmiu lat. Niemiecka gazeta cytuje rozmowę z księdzem pedofilem. Nazywa się Klaus Jung, ma 68 lat. "Jestem pedofilem, trzeba mnie trzymać z daleka od dzieci" - mówi. Jak taki człowiek mógł przez całe życie pracować z ministrantami, jako katecheta w szkole, na obozach młodzieżowych? W jakich okolicznościach został zdemaskowany? "Zorientowałem się w trakcie terapii" - mówi. "Sam się zgłosiłem na żądanie diecezji. To była trudna decyzja". Czy molestował dzieci? "Nie. Miałem tylko zdjęcia nagich dzieci i masturbowałem się przy nich."
Wspomniany już teolog Mynarek ma polskie korzenie. Urodził się na Śląsku, studiował na KULu w Lublinie. Potem wyjechał do Niemiec, został teologiem: Jego krytyczna postawa doprowadziła rychło do konfliktu. W 1972 roku wystąpił z Kościoła, lecz został "człowiekiem głęboko wierzącym". Twierdzi, że "przymusowy celibat musi być krytykowany tak długo, aż znajdzie się w lamusie historii". Mynarek wie, że instytucjonalny Kościół traktuje go jak zdrajcę. Twierdzi, że seminaria duchowne są zbiorowiskiem homoseksualistów. Panująca w nich seksualno-represyjna atmosfera sprzyja celowej hodowli infantylnych, niedojrzałych mężczyzn. Dwadzieścia do dwudziestu pięciu procent księży ma skłonności homoseksualne. Co najmniej pięć procent to pedofile. Wielu z nich doskonale wie, że tylko pod osłoną sutanny będą mogli znaleźć ofiary swej skłonności. Die Zeit szczegółowo opisuje przypadek proboszcza Eberta z parafii św. Józefa w mieście Krefeld. Jego kariera zakończyła się, kiedy matka wykorzystywanego przez księdza chłopca poszła na policję. Uprzednie wizyty w kurii diecezjalnej nic nie dały. Funkcjonariusze znaleźli na plebanii 40 tysięcy pornograficznych zdjęć i 700 filmów. Proboszcz wysłany został natychmiast do klasztoru Kornelimünster koło Aachen (Akwizgran). W jego celi odkryto dalsze 4 tysiące zdjęć. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że Ebert dwukrotnie przenoszony był z jednej parafii do drugiej w związku z dowiedzioną pedofilią.
Amerykańska gazeta Chicago Tribune zamieściła reportaż z seminarium św. Jana w Camarillo, Kalifornia. W tej szacownej instytucji od 64 lat kształcącej narybek Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych roi się od gejów. "W zależności od tego, kogo się pyta" - pisze gazeta - "30 do 70 procent kleryków to homoseksualiści." "To nie jest tak, że mamy tu Christopher Street lub West Hollywood (miejsca dużej koncentracji gejów - przyp. red)" - mówi jeden z alumnów. "Żyjemy w czystości, ale niektórzy nie ukrywają swej orientacji seksualnej a jeszcze inni wręcz się z nią obnoszą." Gejowska atmosfera zniechęca heteroseksualnych kandydatów na księży. Wielebny Wilton Gregory, przewodniczący powołanej przez amerykański Episkopat komisji mówi że w seminariach panuje "homoseksualna atmosfera i dynamika". Tylko jedno seminarium St. Charles Borromeo Seminary w Filadelfii nie dopuszcza kandydatów o odmiennej orientacji seksualnej. Inne nie stawiają pytań. Dopiero od niedawna, program nauki obejmuje kwestie, związane z seksualnością człowieka. Poprzednio, wszystkie podręczniki pisane były w zawiłym i zaszyfrowanym języku i w dodatku po łacinie. Doktor Jon Fuller, katolicki ksiądz i lekarz praktykujący w Boston Medical Center mówi, że liczba kleryków, studiujących na amerykańskich seminariach dramatycznie spada (z 49 tysięcy w roku 1965 do 4 tysięcy obecnie). Jeśli zamknie się osobom homoseksualnym drogę do święceń kapłańskich, powołań będzie jeszcze mniej. Represyjne kroki ze strony Watykanu zepchną gejów w sutannach do głębokiego podziemia co z pewnością nie uzdrowi stosunków w Kościele.
Jak wygląda sytuacja w polskich seminariach możemy się tylko domyślać. Z licznych źródeł wiadomo, że jest podobnie jak w opisywanej instytucji amerykańskiej. Czas próby dla kleryków trwa tylko do otrzymania święceń. Kodeks Kanoniczny nie przewiduje bowiem możliwości wykluczenia kogokolwiek ze stanu duchownego. W grę wchodzić mogą zatem tylko rozliczne kary, które wzmagają tylko poczucie frustracji. Tak czy inaczej - duchowni i sam Kościół nie będą w stanie podołać spiętrzonym problemom moralnym, których źródłem jest nieludzka i niezgodna z naturą doktryna celibatu.
Jak to się dzieje, że ogromna instytucja, która rości sobie pretensje do monopolu naprawdę i sprawiedliwość może na oczach całego świata prowadzić otwartą politykę dyskryminacji ze względu na orientacją seksualną? Dlaczego przypadki wykorzystywania seksualnego nieletnich są w przypadku księży tak częste i tak drastyczne, zaś bez porównania rzadsze w innych zawodach, których przedstawiciele mają kontakt z młodzieżą? Czy - gdyby Kościół ogłosił, że księdzem nie może zostać Murzyn lub Azjata, także obyłoby się bez protestów? I wreszcie - co o tym wszystkim sądzą sami zainteresowani? Czy księża-geje będą milczeli do końca? Niemiecka gazeta Die Zeit pisze: "Wielu duchownych zatrzymało się w rozwoju identyfikacji seksualnej na poziomie dojrzewającego chłopca. Nie potrafią oni prawidłowo ocenić swych czynów. Uważają, że kontakt seksualny z kobietą jest grzechem. Z dorastającym chłopcem - nie. Paradoksalnie, widzą w tych chłopcach swoje zwierciadlane odbicie. Sutanna jest dla nich perfekcyjnym kamuflażem."
Roman Mencwel
Chociażby to, że Słońce krąży w okół Ziemi, czy że Ziemia była stwarzana 7 dni.