Jego Wielebność dostał wezwanie do stawienia się przed sądem - ale się nie zgłosił. A rozprawa w pełnym przepychu Palazzo della Cancelleria mogła być naprawdę ciekawa! Niestety - oskarżony zawiódł na całej linii. No cóż, watykański trybunał, czyli Sacra Rota nie wywarła najwyraźniej na Monsignore Luigi Marinelli zbyt wielkiego wrażenia. Po wielu latach pracy w Kongregacji do Spraw Kościołów Wschodnich Wielebność zażywa zasłużonej emerytury. Poza tym, Monsignore Marinelli nie miał czasu dla papieskiego sądu. Jest w końcu autorem książkowego bestsellera. Święta Rota znana była dotychczas z praktyki anulowania ślubów, zawartych prominentów, między innymi księżnej Monako, Karoliny. Demaskatorskie dzieło zatytułowane "Przeminęło z wiatrem w Watykanie" ("Via col Vento in Vaticano") ukazało się kilka miesięcy temu i od chwili, gdy znalazło się na półkach włoskich księgarni sprzedawało się jak świeże bułeczki.
Wydawca, Lorenzo Ruggiero radośnie doniósł, że pierwsze 100 tysięcy egzemplarzy właśnie trafiło pod strzechy, a prasy drukarskie pracują całą parą. Najstarsi ludzie nie pamiętają, by jakaś książka zrobiła w katolickiej Italii więcej wrzawy niż ta licząca zaledwie 288 stron praca, napisana przez prawdziwego eksperta kuchennych schodów Stolicy Apostolskiej. Wydawnictwo Kaos znane jest we Włoszech z licznych publikacji antykościelnych i antyklerykalnych. Ale czegoś podobnego jeszcze nie było. "Przeminęło z wiatrem w Watykanie" to zbiór zgrabnie napisanych epizodów, w których nazwiska bohaterów zmienione są tak zgrabnie, że każdy domyślić się może kim jest prawdziwy bohater. Tematem opowieści jest zaś seks, pieniądze i walka o władzę. Dowiadujemy się pikantnych szczegółów o świątobliwych zakonnicach i ich kochankach, prałatach-gejach i ponurych rzezimieszkach w purpurze. Można oczywiście powiedzieć - nic nowego pod słońcem - i wzruszyć ramionami. Gdyby nie to, że wszystkie opisywane postacie, to ludzie piastując w dalszym ciągu swe wysokie funkcje w hierarchii Kościoła...
Monsignore Marinelli zarzeka się, że nie jest jedynym autorem książki. W Watykanie krążą pogłoski, że 30 procent opisanych w niej przypadków to szczera prawda a 70 procent to autentyczne fakty. Po przeczytaniu ostatniego zdania mamy już pewność, że Watykan jest po prostu totalitarnym państwem, a 80 procent jego urzędników są pozbawionymi wszelkich praw pariasami, ludzkimi mrówkami bez twarzy. Pewien kardynał kurii, Polak, przekazać miał równowartość 50 milionów złotych związkowi zawodowemu "Solidarność." Były szef Marinelliego, kardynał Achille Silvestrini jaki się jako pozbawiony skrupułów karierowicz. Silvestrini uważany jest za "papabile", to znaczy ewentualny kandydat na papieski tron. Ale to nie go oskarżył i wezwał do stawienia przed watykański trybunał, ale krewny zmarłego sekretarza Mario Brini, który opisany został jako "perfekcyjny koncentrat grzechów i zalet." Doszło do tego, że do wydawnictwa nadeszła prośba o wstrzymanie sprzedaży i zaniechanie przekładów. Ale to jeszcze bardziej wzmogło jej popularność na liście bestsellerów. Sam Marinelli został już za życia męczennikiem, ofiarą kościelnej cenzury. "Kierowane pod moim adresem oskarżenia są absurdalne" - mówi Monsignore. "Nie powiedzieli mi nawet, jaki paragraf Prawa kanonicznego naruszyłem." I zastanawia się, czy nie wystąpić przeciwko swym gnębicielom z pozwem cywilnym - oczywiście przed włoskim sądem. A demaskacja odniosła najwidoczniej skutek. Nie bez przyczyny chyba, papież Jan Paweł Drugi - który zdaniem autora z wszystkimi tymi machinacjami nie ma nic wspólnego - wzywa coraz częściej kler do pokory i skromności. Niestety, nawet Janowi Pawłowi Drugiemu nie udało się rozbić zmurszałej konstrukcji, na której opera się watykańska administracja.
Krystian Piotrowicz
To jest „wybitne” osiągnięcie ich Szatana, bo brak wiedzy przecież nie boli, a na głupotę i naiwność jeszcze lekarstwa nie wynaleziono. Kościołowi rzymsko-katolickiemu słusznie zatem zarzuca się chroniczną, nieuleczalną i bezdenną hipokryzję. Pod deklarowanym obłudnie płaszczem etyki, moralności i oszukańczej misji odkupienia człowieka znajduje się gnijąca od podstaw substancja, pełna arogancji, pychy i żądzy władzy. Amen!
JP I mial ambitne plany: legalizacje antykoncepcji w Kosciele, zniesienie celibatu, czy chocby dopuszczenie kobiet do kaplanstwa.
Moze nie byl tak radykalny, ale gdyby to zrobil w 1979 teraz pewnie te rzeczy bylyby faktem.
Kiedy umarl - na nowego papieza powolano Polaka (nie tylko po to by "obalic komune"). Dla kleru to byla wygodna kandydatura: konserwatyny kraj, konserwatywne myslenie = Kosciol jako konserwa. Niestety zepsuta. Amen.