"Seks analny na scenie" obiecywał brytyjski dramaturg Mark Ravenhill przed premierą swej najnowszej sztuki ?Mother Clap's Molly House". Ravenhill zasłynął w 1996 roku jako autor gejowskiej opowieści scenicznej pod tytułem "Shopping and fucking" (Kupczenie i dupczenie), która pokazywana była w teatrach na całym świecie, w tym także i w Polsce (Teatr Rozmaitości w Warszawie, reż. Paweł Łysak, premiera kwiecień 1999). Inscenizacja wzbudziła ogromne kontrowersje i protesty po prawej stronie sceny politycznej. Warszawscy radni AWS domagali się zdjęcia sztuki z afisza. To samo działo się w Poznaniu. Niemniej - "Shopping and fucking" odniosła u nas sukces. Czy dlatego, że Ravenhill był już znanym i poważanym dramaturgiem? Jego sztuki "Faust is Dead" (1997), "Handbag" (1998) oraz "Some Explicit Polaroids" (1999) wywołały wśród krytyków na kontynencie falę euforii dla "Young British Playwrites". Twórczość Ravenhilla jest klasycznym przykładem "nowej dramaturgii gejowskiej", która bez ogródek pokazuje życie w jego ciemnych barwach. Oczywiste, że sztuka o podobnej tematyce mogłaby powstać także w Polsce. Materiału by z pewnością nie zabrakło. Pytanie tylko, kto odważyłby się ją wystawić? Ravenhill ma to szczęście, że jest Brytyjczykiem. Jego wspomniana na początku sztuka ?Mother Clap's Molly House" miała premierę na deskach londyńskiego Teatru Narodowego. I słusznie, bowiem opowiada fragment brytyjskiej historii: Dzieje osiemnastowiecznego londyńskiego burdelu, w którym swe wdzięki sprzedawali transwestyci. Czegoś takiego nad Wisłą nigdy pewnie nie było. I z tego powodu Polacy musieli jeździć po wiedzę w dalekie kraje. "Arse will always triumph over cunt" - (d... zawsze zatriumfuje nad p...) krzyczeli aktorzy ze sceny przy aplauzie publiczności. "Mamy gdzieś tych, którzy nazywają to sodomią. Dla nas - to jest wspaniałe!"
Ravenhill nazwał swą nową sztukę "komedią muzyczną". Historia opowiadana na scenie jest autentyczna. Wszystko to, co działo się w "Mother Clap's Molly House" wydarzyło się naprawdę. Słowo "mollies", to wczesne określenie gejów, które pojawia się w wydanej w 1992 roku monografii autorstwa Rictora Nortona. Przytoczone są w niej akta sądowe z toczącego się w 1726 roku procesu przeciwko "Matce Clap." Są tam opisy uciech londyńskich rzemieślników z mężczyznami w kobiecym przebraniu, ich zabaw i sprośnych piosenek w rodzaju "Who fucks the finest". Autentyczna jest też z pewnością sceneria i atmosfera drugiego aktu sztuki, w którym przenosimy się na współczesne bieliźniano-narkotykowe party w nowoczesnym i nowobogackim londyńskim apartamencie. Moralista i krytyk Ravenhill kontrastuje plastikową i zimną współczesność z barwnym niczym historyczne malowidło obrazem przeszłości. Czy porównanie to jest słuszne? Czy świat chorego na AIDS Ravenhilla, jest zrozumiały dla postronnych? Sądząc po reakcjach publiczności - tak. Tym bardziej, że jak przystało na teatr utrzymywany z państwowych subwencji, inscenizacja ?Mother Clap's Molly House" jest obfita w scenografię i kostiumy a reżyserię powierzono słynnemu Nicholasowi Hytnerowi.
Tematyka gejowska ma w teatrze bardzo długą tradycję. Sztuki takich autorów jak wie Noel Coward, Jonathan Harvey czy Edward Albee nie schodzą od lat z afisza. Albee, dramaturg amerykański, napisał na początku lat 60-tych "Kto się boi Virginii Woolf?? Jonathan Harvey odniósł ostatnio sukces musicalem ?Closer to Heaven?, wyprodukowanym wspólnie z Pet Shop Boys. Jest to historia gejowskiego klubu nocnego. Ciekawe, że epicentrum gejowskiej ofensywy teatralnej jest Londyn. Przypomnieć trzeba, że do 1968 roku wystawianie sztuk o treści homoseksualnej było w Wielkiej Brytanii zabronione. Można się też zastanawiać, czy los homoseksualistów jest tak ciekawy, że warto przenosić go na scenę? Słynny musical "La cage aux folles" Jerry Hermannsa, znany w Polsce jako "Klatka dla ptaków", pokazuje życie dwóch starzejących się gejów, którzy prowadzą zwariowany kabaret travestie. Musical doczekał się licznych adaptacji filmowych i obawiam się, że miliony osób, które zaśmiewały się do łez, obserwując jak jeden z bohaterów usiłuje zjeść "po męsku" grzankę, przekonanych jest, że tak właśnie wygląda przeciętne gejowskie stadło. Inna sprawa, że z tego właśnie (znakomitego) musicalu, pochodzi piosenka, która stała się nieoficjalnym gejowskim hymnem: "I'm what I'm" (Jestem kim jestem). Nowa gejowska dramaturgia w wydaniu Ravenhilla pokazuje zupełnie inną rzeczywistość. Dojrzewanie jest procesem bardzo trudnym dla heteryków. Dla gejów bywa piekłem, ponieważ muszą zaakceptować siebie samych, dotrzeć do własnej tożsamości, odnaleźć się w nietolerancyjnym społeczeństwie. Niejedno ze zwierzeń, jakie słyszałem z ust 17 - 18-latków, nadawałaby się na znakomitą sztukę teatralną. Z góry można jednak założyć, że inscenizację taką okrzyczano by "skandalem sezonu".
Tematyka homoseksualna w kinie dawno przestała szokować. Prasa wyśmiewa dewotów, którzy złożyli doniesienie do prokuratury na film "Ksiądz", mimo że obrazu tego nigdy nie oglądali. Czas więc najwyższy, żeby krytycy teatralni przestali się interesować orientacją seksualną autora, a skupili się na pytaniu, czy sztuka, którą napisał jest dobra i czy aktorzy podołali postawionemu im zadaniu. Być może, chory na AIDS Mark Ravenhill nie może się pogodzić z tym, że prowokacją nazywa się pokazywanie życia ludzi, którzy oglądają świat z innej nieco perspektywy, niż czyni to większość. Największym hamulcem promocji gejowskiej kultury w Polsce jest słabość niezależnej infrastruktury teatralnej. Jeszcze kilkanaście lat temu wystarczyło pomieszczenie w piwnicy lub nieco większy pokój w czynszowym mieszkaniu, by grupy zapaleńców złotymi zgłoskami pisały historię teatru. Dziś, za drażliwe tematy zabierają się niemal wyłącznie teatry subwencjonowane przez państwo lub samorządy. A przez to podatne na szantaż fałszywych moralizatorów. No cóż... możemy tylko liczyć na to, że masowo zgłaszać się będą właściciele piwnic...
Krzysztof Wagner
w każdym razie osoby typu Ravenhila czy Kane to zwykłe pierdolce.