W minionym tygodniu głośno było w środkach masowego przekazu o projekcie ustawy o związkach partnerskich. Znów wysłuchać musieliśmy opinii biskupa Pieronka, który orzekł, że pary żyjące bez sakramentu są niemoralne, a geje wynaturzeni. Ze smutkiem i rezygnacją przyjąć też należy, że nawet sprzyjające postępowym poglądom redakcje (jak np. TVN) zrobiły ze sprawy tanią sensację. Nawet tak wytrawni dziennikarze jak Monika Olejnik nie bardzo wiedzieli, jak ugryźć tak "kontrowersyjny" temat jak związek dwojga dorosłych ludzi, których jedynym przewinieniem jest niedopełnienie państwowo-religijnego rytuału.
Autorką całego zamieszania jest Joanna Sosnowska, posłanka na Sejm trzeciej kadencji z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Joanna Sosnowska mieszka w Olsztynie, ma 33 lata i samotnie wychowuje córkę. Zajmuje się między innymi problemami kobiet i dzieci poddanych przemocy oraz ochroną zwierząt. Jest pomysłodawcą ustawy o legalizacji konkubinatów.
Inna Strona: Od kilku dni w środkach masowego przekazu głośno jest o Pani projekcie ustawy o związkach partnerskich. Ale oprócz tego, że wszyscy są jej przeciwni, nie mieliśmy szansy dowiedzenia się, o co w ogóle w tym akcie prawnym chodzi?
Joanna Sosnowska: Chcemy zalegalizować konkubinaty, bez określania, że ma to być związek kobiety z mężczyzną. Czyli krótko mówiąc, wprowadzić do polskiego prawodawstwa pojęcie pary, jako związku dwojga dorosłych ludzi. Rzecz dotyczy wyłącznie spraw finansowych. A wiec możliwości wspólnego opodatkowania, korzystania z renty rodzinnej, podejmowania decyzji za partnera w razie choroby czy tez spaw związanych z pogrzebem i spadkiem. Nasze propozycje nie idą tak daleko, by zrównywać konkubinat z małżeństwem. Nie chcemy, by wysuwano nam zarzut, że podważamy instytucję małżeństwa. Partnerstwa nie mają być konkurencją dla małżeństw, lecz prawną akceptacją istniejącego stanu rzeczy. A wygląda on tak, że ludzie żyją z sobą na "kocią łapę".
IS: Jak liczna jest w Pani ocenie grupa osób, która mogłaby skorzystać z dobrodziejstw tej ustawy?
JS: To jest niestety nasza słabość, bowiem nie dysponujemy żadnymi danymi na ten temat. Nikt takich statystyk nie prowadził, dlatego przygotowujemy się do tego, by zlecić odpowiednie badania. Posiłkowałam się "Rocznikiem Statystycznym", który dotyczył rzecz jasna wyłącznie małżeństw, ilości rozwodów i osób, które zawierają małżeństwa. Pewien procent tych, którzy się rozwiedli, wchodzi ponownie w jakiś legalny związek. Jeśli chodzi o gejów, to nie ma zupełnie żadnej wiedzy o tym, jak liczne jest to środowisko w naszym kraju. Szacunki wahają się od 2 do 10 procent populacji.
IS: Sądzę, że ta ostatnia liczba jest dużo przesadzona. Chciałbym zapytań, jaka byłaby procedura zawierania kontraktu partnerskiego? Kto i w jakiej formie legalizowałby takie związki?
JS: Miałoby to miejsce w Urzędzie Stanu Cywilnego, a odbywałoby się za zgodnym oświadczeniem woli obu stron. Nie miałoby charakteru uroczystego. Interesująca jest też kwestia rozwiązania takiego kontraktu: Wystarczyłaby wola jednej strony, ale z trzymiesięcznym wyprzedzeniem.
IS: Z głosów, które słyszałem w radiu i telewizji wynika, że projekt spotkał się z niesłychanie silnym i negatywnym przyjęciem emocjonalnym. Nie było właściwie żadnej dyskusji merytorycznej, tak jakby na dźwięk słowa "gej" wszystkim przechodziły ciarki po plecach.
JS: To jest istotnie nasz największy problem. Sama nie wiem jak to nazwać. Erupcja homofobii. No tak - temat jest u nas bardzo świeży. Mam nadzieję, że zaczniemy rozmawiać merytoryczni. Spróbujemy wywołać publiczną debatę, nakłonić do myślenia, bo kiedy się nie myśli, rodzą się upiory.
IS: Jako autorka ustawy o partnerstwie jest Pani swoistym zakładnikiem uwarunkowań politycznych. Sama Pani powiedziała, że poseł Jaskiernia widzi debatę nad projektem ustawy o konkubinacie dopiero po referendum na temat członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Biskup Pieronek, który raczył powiedzieć, że związki partnerskie są niemoralne i grzeszne ostrzegał, że poruszanie tej sprawy może spowodować, że Polska nie wejdzie do Unii. Ja - i chyba wielu innych - odebrałem to jako wyraźną groźbę. Kościół mówi: Nie prowokujcie nas legalizacją związków gejowskich i innych, bo nie poprzemy was w referendum w sprawie Unii.
JS: Coś w tym jest. Tyle, że biskup gada bzdury, bo można w nieskończoność uciekać od tematu i udawać, że go nie ma. Ale taka strategia ma krótkie nogi. I jeśli dzisiaj nie uchwalamy tej ustawy, to właśnie dlatego, że nie chcemy wywoływać awantury. Dajemy sobie czas, żeby rozmawiać z ludźmi i przekonywać ich. Nasze elity są oderwane od rzeczywistości. Prawica tkwi mentalnie w epoce kamienia łupanego. Ale jeżeli politycy zostaną zmuszeni do zajęcia się sprawą przez zainteresowanych obywateli, to zmieni się także klimat polityczny. Chcielibyśmy, by w spawie naszego projektu, wypowiedzieli się ludzie cieszący się autorytetem. Żeby głos zabrał rzecznik praw obywatelskich. Może Komitet Helsiński? Może należy zaprosić zaprzyjaźnionych parlamentarzystów z krajów, w których ustawa o związkach partnerskich już funkcjonuje?
IS: To jest doskonały pomysł. Nasza redakcja chętnie się włączy w jego realizację. Chciałbym jednak powiedzieć, że obserwując to, co się ostatnio dzieje na styku Państwo - Kościół, trudno oprzeć się wrażeniu, że toczy się jakaś zakamuflowana walka. Media informują o inicjatywie pani senator Sienkiewicz w sprawie opodatkowania kościelnych dochodów. Dalej - kwestia wynagrodzenia duchownych za ich posługę kapłańską w szpitalach i nauczanie religii w szkołach, kwestionowanie przywilejów różnych rzekomych akcji charytatywnych. Znów mówi się o konieczności liberalizacji ustawy aborcyjnej. No i wreszcie - przedstawiony przez Panią projekt ustawy o partnerstwie. To sprawia wrażenie, że istnieje wola polityczna przeciwstawienia się uprawianej przez Kościół w ostatnich latach strategii TKM, klerykalizacji życia publicznego.
JS: Możemy oczywiście iść w retorykę konfrontacyjną. Ale najprościej rzecz ujmując, jest grupa polityków, która widzi pilne społeczne problemy. I sprawy, które Pan wymienił bez wątpienia do nich należą. Jeżeli nie zaczniemy o nich mówić i ich rozwiązywać, to zgromadzi się masa krytyczna, która wymknąć się może spod kontroli. Od pewnych spaw nie da się dłużej uciekać. Ludzie nimi żyją.
IS: Kościół jest w Polsce chroniony znacznie silniejszym immunitetem niż poseł Lepper. Jest to immunitet, którego nikt mu właściwie nie może odebrać. Każda próba krytycznej oceny postawy Kościoła przyjmowana jest straszliwym lamentem, który natychmiast skutecznie paraliżuje wszelkie ruchy polityczne. W Polsce istnieje irracjonalny strach przed polityczną potęgą Kościoła, podczas gdy jego rzeczywistą siłę obnażyły chociażby ostatnie wybory do Sejmu.
JS. Ten strach istnieje. Jest on prawdopodobnie związany z tym, że polska klasa polityczna składa się z ludzi posuniętych w wieku.
IS: Chciałbym zapytać, co skłoniło Panią do zajęcia się problemami mniejszości seksualnych?
JS: Nie bardzo wiem, jak odpowiedzieć. Po prostu znam paru bardzo fajnych gejów...
IS: W Olsztynie?
JS: W Olsztynie też. No więc, skoro widzę, że komuś jest źle w życiu, a można by to zmienić, to dlaczego tego nie zrobić? Tym bardziej, że w innych krajach sprawę pomyślnie załatwiono. Polsce nie ma niestety środowiska, które skutecznie złamałoby pieczęć milczenia wokół tematów związanych z seksualnością. Musimy zacząć głośno o nich mówić.
IS: Czy sądzi Pani, że do tej dyskusji powinni dołączyć geje, żyjący dotąd w głębokim ukryciu?
JS: Co tu dużo gadać... Brak wsparcia ze strony środowiska gejowskiego odczuwam bardzo boleśnie. Gdyby jeden z drugim, trzeci czy piąty pan, o którego orientacja seksualna jest powszechnie znana zechciał się przełamać i ujawnić, byłby do spory postęp. Z drugiej strony wiem że trudno tego wymagać. W końcu każdy chce żyć w spokoju.
IS: Jak liczna jest grupa w Sejmie, która Panią popiera?
JS: To jest stałe grono, które nazywa się "Parlamentarny Zespół na rzecz Wolności Światopoglądowej". Nie jest to liczna grupa posłów. Będziemy starali się pozyskać dla naszych planów innych polityków.
IS: Co uda się załatwić w czasie obecnej kadencji Sejmu?
JS: Nie będzie fajerwerków, ale rzetelna, systematyczna praca u podstaw. Mam nadzieję doczekać czasów, kiedy skład naszego klubu parlamentarnego będzie tak liczny, że sprawę doprowadzimy do końca.
IS: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę wytrwałości.
Rozmowę przeprowadził Janusz Marchwiński
Jedyna bardzo niepokojaca rzecz to Ks. Pieronek, ktorego opinie na temat homoseksualizmu, nie zgadzaja sie z aktualnymi wskazowkami Watykanu na temat stosunku Kosciola do homoseksualistow!
Ale teraz o wazniejszej rzeczy: nie zgadzam sie z toba, ze nie mamay prawa reagowac na to , co kosciol sobie twierdzi, bo to konsekwencja jego nauki a nam nic do tego "chcemy wolnosci wiec dajmy ja innym" ok, ale pamietaj, ze ta wolnosc ma swoje granice, KK nie zyje w izolacji, ma swoje ambicje polityczne i chcialby aby jego przekonania staly sie rzeczywistoscia spoleczna, wierzy on manowicie w swoja powolanie misyjne, a wiec dzialania nastawione na zmiane rzeczywistosci spolecznej i to w skali swiatowej ( Katolicyzm nigdy nie byl religiaa narodowa , plemienna , zamknieta, zawsze mial ambicje uniwersalne) i na takie dzialania KK mamy prawo glosno protestowac, bo dotycza one rowniez nas, ja mam prawo do zabierania glosu we wlasnej sprawie i do mowienia kim , jako gej jestem, zanim w kosciele swoja "nauke" na temat homoseksualizmu wylozy jakis proboszcz. Swojej wolnosci KK bowiem naduzywa i wkracza tym samym w obszar mojej, a na to zgodzic sie nie moge. KK czyni to w sposob bardzo prosty: po prostu mowi we wlasciwym sobie jezyku, KIM JEST HOMOSEKSUALISTA, (vide Pieronek: "WYNATURZENIEM") i podsyca tym samym homofobie spoleczna, a to , jak dobrze wiesz, mocno ogranicza nasza wolnosc w tym Kraju, a czesto i oznacza tzw smierc spoleczna. "Na to zgody nie bedzie" -odpowiem cytujac klasyka. tak wiec, owszem, uwazam , ze kosciol moze sobie nauczac , co mu sie podoba , pod warunkiem, ze zastosuje sie do regul gry obowiazujacych wszystkie organizacje we wspolczesnych demokracjach, przestanie obrazac innych, wkrzczac w obszar wolnosci ludzi majacych inne spojrzenie na swiat. na szczescie uwazam, ze marzenie polskiego KK o "wladzy dusz" w tym kraju, o realnym wplywie na plityke i losy panstwa jest juz li tylko mrzonka. I KK wie, ze grunt mu sie spod nog usowa, swiadcza o tym chociazby ostatnie kuriozalne posuniecia kleru majacena celu podnoszenie nastrojow religijnych: kolejne bazyliki i najazdy papieskie. pozdrawiam, bobo
A że uwielbienie dla papieża nie ma z religią nic wspólnego (raczej z ludowym nacjonalizmem) - to już zupełnie co innego...