Londyn jest niekwestionowaną stolicą europejskiego musicalu. Ogromna infrastruktura teatralna dzielnicy West End to nie tylko imponująca ilość budynków, ale też cała armia znakomitych kompozytorów, librecistów, muzyków i wykonawców. Udział w produkcji musicalowej to dla nich wszystkich ultymatywne ukoronowanie kariery. Od pewnego czasu, pośród wielkich gwiazd rozrywki, panuje moda na wystawienie sobie musicalowego pomnika właśnie na West End. Ostatnią ofiarą tego trendu jest Madonna, która planuje przeniesienie na deski sceniczne swej śpiewanej biografii pod tytułem "Material Girl". Nie dalej jak w 1999 roku miała wystąpić w Piccadilly Theatre w sztuce "Kotka na blaszanym dachu", ale do premiery nie doszło z powodu sporu między reżyserem a producentem.
Kilkanaście dni temu, w teatrze Notre Dame Hall odbyła się premiera musicalu "Taboo", który opowiada historię londyńskiego klubu o tej właśnie nazwie. Na początku lat osiemdziesiątych rozpoczął w nim karierę jeden z najciekawszych artystów brytyjskich - Boy George. Jego burzliwa młodość, fascynacja anarchiczną subkulturą punków, którzy wydali wojnę mieszczańskiemu społeczeństwu, ekscesy z narkotykami, grupa Culture Club i pojawienie się stylu new romantics - wszystko to jest ciasno spakowane w akcji przeplatanej piosenkami. Sam Boy George - dziś obok Eltona Johna ikona brytyjskiego ruchu gejowskiego - nie wystąpił na scenie. Jego postać gra młody aktor Euan Morton, wybrany z tłumu 200 przebranych za Boy George'a postaci, które zjawiły się na casting. "Taboo" to nieliczne stare przeboje Culture Club i 16 zupełnie nowych piosenek, które Boy George (prawdziwe nazwisko George O'Dowd) pisał przez ostatnie dwa lata. Oglądamy postacie takie jak Steve Strange z Visage ("Fade to Grey") i Marilyn ("You don't love me").
Boy George ma 40 lat jest legendą, Jego singiel "Karma Chemaleon" znalazł się na pierwszym miejscu brytyjskiej i amerykańskiej listy przebojów z 20 milionami sprzedanych płyt - sukces, który nie łatwo przebić. 24 letni Euan Morton, odtwórca głównej roli w musicalu powiedział prasie, że przez kilka tygodni chodził wyłącznie w szpilkach by nie przewrócić się na scenie. Charakteryzacja przed spektaklem trwa bite dwie godziny. Sam mistrz George powiedział, że rezultat takiej sesji jest niesamowity - jakby patrzał w zwierciadło przeszłości.
W wywiadzie dla wychodzącego w Irlandii pisma "Gi Magazine" Boy George skarżył się na apatię, jaka panuje w gejowskim środowisku. To z tego powodu - twierdzi - padła na West Endzie musicalowa produkcja Pet-Shop-Boys "Closer to Heaven". Zamiast do teatru, geje latają na koncerty Kylie Minogue lub do dyskoteki. "Młodzi geje powinni znać historię, wiedzieć, komu zawdzięczają swoją wolność" - mówi. I odpiera zarzut, że sceniczny Boy George jest heterykiem: "Żyjemy w heteryckim świecie. To oni nas stworzyli i niech ich Bóg za to błogosławi"...
KRISZNA