Przysłowia "nie suknia zdobi człowieka" nie można naturalnie brać dosłownie. Jan Brzechwa napisał dowcipnie: "Co zdobi człowieka? Nie suknia lecz praca. I głowa - lecz w głowie się często przewraca." A Stanisław Jerzy Lec zapytał: "Czy naga kobieta jest inteligentna?"
Rzecz to jasna i bezdyskusyjna, że suknia nie tylko zdobi człowieka, ale definiuje też jego pozycję, status społeczny, funkcję, pochodzenie i tak dalej. Kostium, ubranie, to bardzo ważna rzecz. Żyjący w zgodzie z duchem czasu mężczyźni znajdują się pod ogromnym ciśnieniem reklamy, która na plakatach, w telewizji lub w gazetach przedstawia typ mężczyzny idealnego, nieskazitelnie pięknego, młodego i zadbanego. I jak tu nie wpaść w kompleksy? W każdej epoce historycznej pewna grupa mężczyzn mogła sobie pozwolić na zaspokojenie próżności i przesadną dbałość o powierzchowność. Zawsze chodziło przy tym to podkreślenie atrakcyjności fizycznej, imponowanie potencjalnym rywalom i manifestowanie swego znaczenia.
Tak było na przykład w armii starożytnego Rzymu, gdzie oficerowie wyższej rangi nosili pancerze z plastycznym odbiciem muskularnej klatki piersiowej. Nie chodziło przy tym o wywarcie wrażenia na kobietach, ani też o ukrycie ewentualnych niedostatków cielesnych. Herkulesowa atrapa zgodna była po prostu z idealnym wyobrażeniem wojownika, takim, jak przedstawiali go rzeźbiarze. W życiu cywilnym, ciało nie odgrywało aż tak wielkiej roli, ponieważ zasłonięte było luźną szatą - u młodych chłopców krótką, u mężczyzn długą. Ludzie w czasach antycznych nie wstydzili się ciała. Zawodnicy, startujący w Igrzyskach Olimpijskich, występowali przecież nago. Pięknem ciała męskiego zachwycali się artyści. Do dziś, nasze muzea, pełne są wspaniałych posągów nagich herosów z czasów greckich i rzymskich.
Przełom nastąpił dopiero wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa, dla którego ciało jest grzeszną powłoką a zmysłowość nieczystym pożądaniem. W wczesnym średniowieczu, mężczyźni i kobiety nosili niemal takie same przestronne szaty przepasane w talii oraz długie włosy. Ubiory dla mężczyzn i kobiet zaczęły się różnić od siebie dopiero w późnym średniowieczu. W XIV wieku szaty męskie stawały się coraz krótsze. Pod spodem, panowie nosili ciasne rajstopy i buty z długaśnymi nosami. Te buty były u niektórych elegantów tak długie, że ich chód musiał przypominać ruchy kaczki. Ekstrawagancja, panująca na dworze w Burgundii posunęła się tak daleko, że z szaty wierzchniej pozostała tylko krótka pelerynka. Natomiast rajstopy zamieniły się w rodzaj "body" z wyciętym dekoltem, które więcej odsłaniało niż zasłaniało. Moda na seksowne męskie nogi przetrwała co najmniej kilkaset lat. W czasie, gdy mężczyźni odsłaniali swe wdzięki, kobiety pokazywały dekolty i wąską talię, ściśniętą gorsetem. Ale suknia zawsze sięgała do samej ziemi. Zgrabne nogi kobiet możemy podziwiać dopiero od niespełna 100 lat - oto jak fałszywa moralność kształtuje gusty.
Kronikarz niemieckiego miasta Moguncja, skarżył się w 1367 roku, że miejscowi młodzieńcy noszą tak wyzywający i ciasny ubiór, że swe najintymniejsze części ciała wystawiają niemal na widok publiczny! Z rycin i obrazów wiemy, że owa bezwstydność polegała na odsłanianiu nóg i wszystkiego innego aż do bioder. Mężczyzna odziany był tylko w obcisłe pończochy w krzykliwych kolorach i wzorach. Pończochy połączone były z czymś w rodzaju koszuli przy pomocy guzików. Aby ułatwić modnisiom załatwianie potrzeb fizjologicznych, wymyślono klapki, zakrywające przyrodzenie. I one właśnie zaczęły z czasem odgrywać coraz większą rolę. Uwydatniające męskość klapki, zwane po francusku "braguette", były wypychane przy pomocy rozmaitych materiałów i odpowiednio modelowane. Mężczyźni i młodzieńcy lubowali się w coraz większych i coraz bardziej odstających "braguettes", czasami wykonanych z szlachetnych tkanin i ozdobionych haftem i drogimi kamieniami. Kiedy przyszła moda na bombastyczne, balonowate spodnie zapinane pod kolanem, pełne plisów, falban i wstążek, "braguettes" osiągnęły wielkość głowy dziecka. W demonstrowaniu swej męskości wyróżniali się szczególnie najemni żołdacy, znani z brutalności. Ich "braguettes" imitowały erekcję i były koloru krwisto czerwonego, co sygnalizowało agresywną seksualność, którą zresztą wyżywali, gwałcąc kobiety w każdym zdobytym mieście.
"Braguettes" wyszły z mody pod koniec XVI wieku. Kuliste portki straciły swą objętość i prowokacyjny wygląd. W połowie XVII wieku, w modzie męskiej nastąpiła prawdziwa eksplozja koronek, wstążek i guziczków. Także okolice rozporka zdobione były przemyślnie tymi elementami. Jako materiału używano połyskliwych atłasów i jedwabiów. Na dworze Ludwików XV i XVI mężczyźni prezentowali się niezwykle kobieco. Nosili buty na wysokich obcasach, kapelusze z pękami piór. Ciało ściśnięte mieli gorsetami a twarze gładko wygolone i wypudrowane. Niektórzy panowie przyklejali sobie tak zwane "muszki", czyli pieprzyki z czarnego taftu, które miały kontrastować z śnieżną karnacją skóry. Dziwne, że damy w tamtych czasach wcale nie uważały iż tak wystrojeni faceci nie wyglądali wcale męsko.
Europejska moda wróciła do antycznego uwielbienia naturalnych proporcji ciała dopiero około roku 1800. Nogi mężczyzn nie były już udrapowane zwojami kolorowych tkanin. Spodnie od tej pory miały prosty krój, sięgały do kolan i uszyte były z jedwabiu. Sylwetka mężczyzny przypominać miała greckie lub rzymskie posągi. I podczas gdy dzisiejsi młodzieńcy gotowi są wstrzykiwać sobie silikon w pośladki lub w uda, by powiększyć muskulaturę, 200 lat temu wystarczały zręcznie wszyte w newralgicznych miejscach poduszeczki. Moda w epoce Biedermeiera to drobne kwiatki na porcelanowych filiżankach i wazonikach, ale też spadziste ramiona i wcięta talia. Był to okrutny czas dla mężczyzn ceniących uroki dobrego stołu, bo aby wbić się w spodnie i surduty, otyli panowie musieli krępować się gorsetami, niczym kaftanem bezpieczeństwa.
Wszystkie te firlefancje skończyły się wraz z epoką uprzemysłowienia w drugiej połowie XIX wieku. Bogaci ludzie poświęcali coraz więcej czasu i energii pracy, a coraz mniej rozrywce. Moda traktowana była jako zło konieczne. Znikły gorsety a pojawiły się luźne marynarki. Frak zakładano już tylko na bardzo uroczyste okazje. I tak pozostało do dziś. Nadeszła epoka męskiego garnituru, który od mniej więcej stu lat nie zmienił się zasadniczo, jeśli chodzi o koncepcję i krój. W latach 50-tych, młodzież odkryła seks-appeal i zaczęła nosić dżinsy i T-Shirty. Prekursorami tego trendu byli między innymi James Dean, Marlon Brando i Elvis Presley. Moda dla chłopców i dziewcząt ujednoliciła się. A rewolucja obyczajowa, którą rozpoczęło pokolenie "dzieci-kwiatów" w latach 60-tych przywróciła należne miejsce naturalnemu pięknu ludzkiego ciała. Podczas parad miłości w Berlinie lub pochodów gejowskich w miastach na całym świecie, widać tyle nagości, że staje się ona czymś zupełnie naturalnym. I chyba tak powinno być? A może macie inne zdanie na ten temat?
Opracował: ®ome©
wszyscy przecież uwilbiamy naturalność... szkoda tylko że tak żadko do niej powracamy.. np: do zbiorowych gwałtów(delfiny i szympanse), zoofili(właściwie wszysttkie ssaki.. nie wieżysz? przpomnij sobie psa "przytulającego się" do twojej nogi), wszechstronna agresja która jest w środowisku naturalnym, jedynym sposobem egzekwowania własnych praw.. a właściwie mamy tam do czynienia z brakiem jakichkolwiek praw...
naturalność górą!!!:)
dziwne to jest to zdanie