Tragikomiczną historię o sąsiedztwie strasznych mieszczan i "wyzwolonych gejów" opisuje amerykański portal Gay.com. Rzecz dzieje się w hrabstwie Seminole County na Florydzie. Miejscowe władze zatrudniły tam prawnika, wyspecjalizowanego w problematyce pornografii, który dopomóc ma mieszkańcom w pozbyciu się grupy gejów, których życie, na podobieństwo "Big Brother", obserwowane jest przez cały czas przez kamery internetowe. Rzecz taka, pod nazwą "voyeur cam" jest dość popularna w amerykańskim internecie. Za niecałe 20 dolarów, każdy chętny może podpatrywać, co dzieje się w domu, zamieszkałym przez wspomnianą grupę. Rzecz jasna, tożsamość podpatrywanych jak ich adres pozostają anonimowe. Tak było i tym razem. Ale - do czasu.
Ustalone dotąd fakty są banalne. Grupa mężczyzn wprowadziła się do piętrowego budynku w typowej rezydencjalnej dzielnicy. Ci, którzy oglądają amerykańskie filmy, znają ten widok doskonale: Rzędy piętrowych lub parterowych domów, w Polsce zwanych willami, od frontu trawnik, z tyłu ogród z basenem. Z sąsiadami rzadko kto utrzymuje kontakt. Tak i w naszym przypadku, nikt na gejów nie zwracał uwagi i nie miał pojęcia, czym się zajmują. Pewnego dnia jednak, pojawił się mieszkający obok mężczyzna. Przyszedł przeprosić za rozbitą przez przypadek szybę w oknie. Zobaczył porozwieszane na ścianach jednoznaczne plakaty z adresem strony internetowej. Wrócił do domu, wszedł do internetu, jego oko ujrzało otchłań grzechu, zepsucia i zgnilizny moralnej, a jego serce zapałało żądzą zniszczenia siedliska zła. Złożył więc odpowiednie doniesienie do władz, a władze uruchomiły swą biurokratyczną maszynerię.
Okazało się jednak, że nic właściwie nie można zrobić. Właściciel strony internetowej, na której oglądać można obrazki z gejowskiego domu powiedział ochoczo reporterowi lokalnej stacji telewizyjnej, że mieszkańcy przybytku "prowadzą całkowicie normalne życie, z tą różnicą, że można ich podglądać przez internet. Znaczy to więc, że jeśli ktoś uprawia z kimś seks - to można to także obejrzeć". Koniec i kropka. Stróże porządku publicznego stwierdzili ponadto, że posesja otoczona jest wysokim płotem. Sąsiedzi, z niejakim trudem mógł najwyżej zajrzeć na podwórko z wysokości pierwszego piętra i to tylko jeśli będą się bardzo wysilali. Okazało się jednak, że w przypadku gejów, ten płot to za mało. Mieszkający w sąsiedztwie Jesus Rodriguez zeznał, że widział 10 nagich mężczyzn biegających pomiędzy basenem i jacuzzi (to taka bąbelkowa wanna), a działo się to - o zgrozo! - podczas wizyty jego teściowej. Inny sąsiad z kolei zameldował usłużnie, że jego młoda córka zaobserwowała, jak jakiś nagus otworzył drzwi frontowe, by kogoś innego wpuścić.
Wola Seminole County pozbycia się niewygodnego przybytku jest poza wszelką wątpliwością. Ale jak to zrobić, kiedy nie ma żadnego instrumentu prawnego? Wystawiając swe życie prywatne na widok publiczny, mieszkańcy gejowskiego domu nie łamią żadnego prawa. Przed amerykańskim sądem zapadł niedawno precedensowy wyrok, który potwierdził, że akty pornograficzne w internecie, które nie zakłócają "porządku publicznego" nie mogą być ścigane przez prawo. Właściciel budynku jest zadowolony z lokatorów i nie chce ich wyrzucać. Zadaniem prawnika jest więc nie tyle dochodzenie prawa, ile znalezienie w nim luki, by zadowolić strasznych mieszczan. Tak naprawdę zaś chodzi o to, by pozbyć się z sąsiedztwa gejów, którzy zakłócają smrodliwe ale lube ciepełko amerykańskiej prowincji.
Marek Romiszewski - Miami
Chodzi o freesee
nie rozumiem dlaczego niekturzu nie toleruję geji ani lesbijek. Ja otwarcię sie do tego przyznaję a pozatym fajna stronka z gejami to
www.gaybeef.com