Żyjemy w czasach, kiedy nawet chleb i mleko można sprzedać za pomocą seksu. Panienki w teledyskach z lubością przyjmują wygląd i pozy prostytutek, a coraz więcej miejsca w telewizjach muzycznych zajmują produkcje trafiające w gusta pedofilskie, co jest wręcz zastanawiające w dobie skandali ostatnich lat. Nikt w mediach nie zwraca na to szczególnej uwagi, wzburzenie wywołują już tylko obrazki w stylu Prodigy, których estetyka niezwykle szybko przenika do większości komercyjnych audycji. Kto dziś pamięta, że piętnaście lat temu MTV odmówiła wyemitowania teledysku Eurythmics, ponieważ jego bohaterką była luksusowa call-girl, jeżdżąca samotnie limuzyną z szoferem? Albo klipu Davida Bowie, gdyż zawierał scenę miłosną? Dziś pieprzą się wszyscy i wszędzie, czy to z powodu batonika, czy też na rzecz towarzystw ubezpieczeniowych. Porno weszło na salony i podniosło wysoko głowę, zaczynając aspirować do rangi kolejnej ze sztuk. Już tylko dwóch kopulujących facetów jest w stanie przyciągnąć czyjąkolwiek uwagę.
No cóż, geje znajdują się w o tyle niezręcznym położeniu, że ich wyróżnikiem jest właśnie ich seksualność, i trudno zbyć to milczeniem. Niestety nie jest to ten rodzaj seksualności, który trafia w upowszechniane z takim trudem gusta społeczne, choć zarysowały się ostatnio pewne znaczące tendencje. Praktycznie w każdym hollywoodzkim filmie, serialu czy sitcomie pojawia się postać mniej lub bardziej przegiętego, acz baa-ardzo sympatycznego homoseksualisty. Należy to jednak raczej uznać za efekt skrupulatnych kalkulacji producentów, niż przejaw narastającej fali sympatii do gejów, którzy - to akurat dostrzeżono - stanowią atrakcyjną i wcale sporą grupę konsumentów, nie mających jak się zdaje co robić z czasem i pieniędzmi. Inną sprawą jest, że nawet jeśli moja sąsiadka zobaczy "In&Out" (zakładając, że trafi przypadkiem do kina), to po pierwsze niekoniecznie musi się tym filmem zachwycić, a poza tym - jeśli nawet - to jej zachwyt nie musi od razu rzutować na jej ogólny i pozytywniejszy stosunek do gejów, czy chociażby do mnie osobiście, na czym w tym wypadku najbardziej by mi zależało. Film jest owszem, zabawny, ale czy trzeba się od razu całować?!
Całe rzesze aktorów różnych narodowości tłumaczą się z pocałunków z mężczyzną. Okazuje się, że gejowska scena pod prysznicem jest w stanie przesłonić całą resztę niemieckiego filmu, w którym się znalazła, stając się dla niego najlepszą reklamą. Amerykańska aktorka o premierze innego obrazu ze swoim udziałem: "Chłopaki [z którymi gram] kazali powiedzieć, że w jednej scenie widać ich gołe tyłki, bo są w łaźni." Czy fakt, że to zdanie pada z ust dziewczyny znanej z serialu "Świat według Bundych" nie wydaje się znamienny?
Homoseksualna tematyka i erotyka stała się zgrabnym wabikiem, świecidełkiem przyciągającym tłumy do kas, nie tylko kinowych. Thomas Hermanns, jeden z naczelnych gejów kabaretu niemieckiego, stwierdził niedawno z przekąsem, że kiedyś łatwiej było mu wyłowić z tłumu pedała w dyskotece, podczas gdy dziś wszyscy wyglądają jak geje, i naprawdę nie wiadomo już, kogo podrywać. Młodzi mężczyźni przejmują estetyczne wzorce niegdysiejszej subkultury, przy czym nie tolerują w niej nic poza samą estetyką. Styl życia homoseksualisty pozostaje dla nich równie obcy, jak wcześniej, i nadal są skłonni do agresji wobec jego bardziej jaskrawych przejawów, do których poza ekranem zalicza się często nawet trzymanie się za ręce.
Wydaje się niestety, że jedynie przemysł prawdziwie pornograficzny traktuje homoseksualistów naprawdę równorzędnie, i zbija na nich kasę tak samo otwarcie, jak na wszelkich innych upodobaniach seksualnych. Bez roztrząsania, dlaczego niektórzy mają ochotę oglądać kopulujących facetów, a nie program redakcji katolickiej. Oczywiście, biznes prowadzony jest przez samych zainteresowanych, co wiele tłumaczy, ale działa z całkowicie czytelnych pobudek, nie chowając się pod płaszczykiem sztuki czy nauki, w związku z czym niczego nie musi przemycać czy sygnalizować. Jest w tym o wiele więcej szczerości niż w komercyjnych wypocinach Hollywoodu, których twórcy mrugają do nas okiem i mizdrzą się, podczas gdy chodzi w zasadzie o to samo: o gotówkę. Co ciekawsze, podczas gdy w Los Angeles świętowano powstanie pierwszego filmu głównego nurtu, w ogóle poruszającego temat AIDS w kontekście homoseksualizmu ("Filadelfia", 1993!!!), gejowski przemysł pornograficzny kwitł na sąsiednich ulicach w najlepsze, nie robiąc wielkiego halo ze swojej tematyki, a prezerwatywa jako rekwizyt przystający do świadomości epoki, dla wielu będąca również symbolem drastycznych ograniczeń z takim trudem wywalczonej wolności, pojawiła się w jego produkcjach już kilka lat wcześniej (1988).
Tymczasem w oficjalnym obiegu informacji i głównym nurcie kultury prezerwatywa pozostaje do dziś tematem tabu lub - w najlepszym wypadku - przedmiotem kontrowersji. Jednocześnie bombarduje się konsumentów obrazami latających biustów i pośladków, nawet wagina utorowała sobie drogę do mediów, ku wściekłości wojujących feministek, u których niewinny wizerunek sutka (ciekawe, że tylko damskiego) budzi skojarzenia z samczym wyzyskiem. Czy w tym kontekście powinniśmy być zadowoleni, czy też raczej urażeni brakiem penisa na ekranach kin i telewizorów - nie wiadomo. Należałoby się zastanowić, czy erotyka homoseksualna nie wiąże się przypadkiem z wyzyskiem biednych chłopców, zmuszanych do bezbożnych praktyk, skoro okazuje się, że każda odważniejsza scena między dwoma facetami nadal prowokuje ostre reakcje Kościoła i innych stróżów moralności, a wzmianka o podejrzanym charakterze związku Batmana i Robina wciąż jeszcze wywołuje nerwowe uśmieszki.
Z drugiej strony obłęd politycznej poprawności prowadzi w prostej linii do sytuacji, kiedy taki uśmieszek na czyichś ustach stać się może przyczynkiem do wytyczenia procesu sądowego, którego bohater nie zacznie bynajmniej po jego zakończeniu szanować gejów bardziej, niż przedtem. Wynikiem nadgorliwości urzędników państwowych w egzekwowaniu równości rasowej i seksualnej bardzo szybko stał się znaczny wzrost nieufności lub wręcz wrogości wobec protegowanych establishmentu, tyle tylko, że umiejętnie skrytej za maską fałszywej uprzejmości.
Żyjemy w ciekawych czasach, kiedy możemy poszczycić się większą swobodą i otwartością, a w imię nowoczesnych idei i osiągnięć ruchu spod znaku tęczowej flagi modnym stało się rozpatrywanie różnych aspektów gejowskiego życia. Nie warto chyba jednak żywić złudzeń, że te zabiegi mają na celu lepsze poznanie zwyczajów czy natury homoseksualistów. Dociekliwość mediów kończy się bowiem tam, gdzie wyczerpują się stereotypy i sensacja, dzięki której udaje się pozyskać nowych odbiorców. Stwarza się jednak pozory troski, zainteresowania i sympatii, którym to gestom całkowicie przeczą inne działania, eliminujące co bardziej prawdziwe relacje z życia gejów.
Na Zachodzie postawa taka wyraża się protestami przeciw książkom dla dzieci, propagującym model rodziny alternatywnej, ale w końcu demokracja oznacza również prawo do protestu. W Polsce z serwera państwowego operatora telefonii bardzo szybko zniknęły wszelkie grupy dyskusyjne, co do których zachodziło najmniejsze podejrzenie, że mają coś wspólnego z seksualnością człowieka. Tak więc doczekaliśmy chwili, kiedy hasła typu erotica, sex, boys, homosexual z gruntu wykluczają grupy z grona przyzwoitych. Że nie we wszystkich dostępne były zdjęcia powszechnie uważane z pornograficzne (lub co najmniej erotyczne) - to już drobiazg. To, co w innych krajach nie udaje się od lat: cenzurowanie sieci, u nas trwało ledwie około miesiąca.
Na szczęście fakt zapóźnienia urzędników w terminologii okazał się wręcz pożyteczny, nie zwrócili bowiem uwagi na niewinne z pozoru konta, w których nazwie zawarte było słówko gay, i zostawili je w spokoju, o ile tylko obok nie widniały trzy magiczne litery: s e x. Nawet dzieci są bardziej na bieżąco, zdarza się już bowiem usłyszeć, jak wyzywają się od gejów.
Posunięcie Telekomunikacji mówi więcej, niż niejedna deklaracja, w dodatku, niestety, nawet nie złożona. Osobiście chciałbym tylko dożyć chwili, kiedy reklamówki przedstawiające parę całujących się gejów, przestaną pojawiać się w polskiej telewizji jedynie w charakterze ciekawostek, a zagoszczą w niej na stałe w porze nienajgorszej oglądalności. Obawiam się jednak, że długo mi jeszcze przyjdzie na to czekać
koosie
Powaznie: jedyna NAPRAWDE WAZNA sprawa, ktora laczy gejow to zdolnosc (sklonnosc, potrzeba, przeklenstwo, dar...) kierowania tzw. wyzszych uczuc do mezczyzn. Nie zebym lecewazyl pociag seksualny, oj nie, ani moge ani chce ;-) I nie zebym nie zdawal sobie sprawy z tego, jak rzadko wiekszosc z nas laczy jedno z drugim :-( Ale - poki nawet my bedziemy mowic o sobie jako rozniacych sie od heteroseksualistow wylacznie pociagiem seksualnym - nic z prob przekonania heteroseksualnej wiekszosci, ze nie jestesmy gorsi. Hetero- i homo-seksualizm to nie nazwy popedow plciowych. Jest cos wiecej :-)
Tu tez mozna powiedziec, ze sex w gumce to nie jest sex.
Tak samo mozna promowac stale zwiazki...slowo promocja moze nie jest najlesze, ale chodzi o porady, przyklady, pomoc...
czarny_tulipan
Tak zwane "trwałe związki" to fenomen o bardzo wielu obliczach także wśród osób heteroseksualnych, którym dalego do ideału wierności. Umiejętność trwałego wiązania się z partnerem zależy od doświadczenia, temperamentu, charakteru, wieku etc etc etc.
Nie można "promować" trwałych związków, ponieważ zmysłowość jest tylko w niewielkim stopniu elementem rozsądku. Z równym skutkiem Kościół nawołuje od 2 tysięcy lat do przestrzegania 10 przykazań.
JS