Mój znajomy, Piotrek, jest fanatykiem zapachów. W warszawskiej Galerii Centrum jest stałym klientem. Uwielbia wystawać wśród regałów, wdychać wonie wszystkich perfum świata, oglądać różnobarwne i różnokształtne buteleczki. Doskonale wie, jakie są na rynku nowości i ich ranking wśród bywalców klubów. Posiada też pokaźną kolekcję markowych zapachów. Nie znosi "podróbek" i do ich użytkowników odnosi się ku mojemu ubolewaniu z nieukrywaną wyższością. Piotrek to zapachowy freak i snob, a jego mania ma tę jedyną zaletę, że nie mam problemów z wyborem prezentów dla niego. Nie są to upominki tanie. 200 złotych to spora suma za niewielką buteleczkę ekstraktu z napisem "eau de toilette". Uszczęśliwiony podarunkiem, Piotrek nie rozstaje się ze swoim skarbem. Choć ma dopiero 18 lat i chodzi jeszcze do szkoły, wśród jego kumpli aż roi się od ekspertów takich jak on. Dawno minęły czasy, kiedy szczytem marzeń młodego eleganta była woda "Old Spice" z Pewexu lub "Brutal" z socjalistycznej perfumerii.
Nowoczesny polski mężczyzna coraz chętniej wydaje pieniądze na dobre perfumy. I ma z czego wybierać, bo handel oferuje około 350 męskich zapachów (450 dla kobiet). W krajach zachodnich, kosmetyki dla mężczyzn stają się coraz ważniejszym elementem międzynarodowego rynku kosmetyków, przynoszącym setki milionów dolarów zysku. Nic więc dziwnego, że nowości pojawiają się na półkach w coraz krótszych odstępach czasu. Rocznie, handel oferuje od 120 do 150 nowych zapachów. Dziewięćdziesiąt procent z nich nie ma długiego życia. Uważa się, że kreacja zapachowa staje się klasyką po upływie 10 lat. Niedoścignionym wzorcem jest tu słynna "Chanel N° 5", sprzedawana od 80 lat.
Polski rynek sprzedaży perfum jest jeszcze bardzo niewielki. Ceny u nas są znacznie wyższe niż na Zachodzie. Ma to przyczynę nie tylko w wysokiej akcyzie, ale w braku sieci sprzedaży i monopolu na dostawy. W sąsiednich Niemczech, niemal 40 procent obrotów przechodzi przez domy towarowe i perfumerie "Douglas", gdzie najbardziej ekskluzywne produkty sprzedawane są masowo, niczym w supermarkecie. Wysokie obroty umożliwiają utrzymywanie stabilnych cen, akcje promocyjne i tanie "pakiety podarunkowe", szczególnie ulubione przez tych, którzy nigdy nie wiedzą co podarować znajomym i przyjaciołom. Przełom w branży nastąpił w latach siedemdziesiątych. Wtedy, na rynku liczyły się niemal wyłącznie firmy francuskie i amerykańskie. Obecnie do listy potentatów dopisały się Niemcy, promując serię nazwisk jakich jak Joop, Bogner, Sander czy Davidoff. Ten ostatni, był szwajcarskim producentem cygar. Woda toaletowa "Cool Water", sygnowana jego nazwiskiem jest przykładem klasyki, bo znajduje się w sprzedaży od 1988 roku. Kiedy czasy kosmetycznego boomu zawitają do Polski? Obawiam się że nieprędko. Ciągle jeszcze jesteśmy zbyt biedni, by dogonić wypachniony europejski peleton.
To, co nazywamy potocznie "perfumami" jest mieszanką różnych esencji w koncentracji od 25 do 28 procent. Wspomniana eau de toilette ma zawartość zaledwie pięć do ośmiu procent esencji zapachowej. Można zatem łatwo wyliczyć, że "perfumy" mają trzykrotnie większą trwałość niż "woda toaletowa". Ponieważ jednak przeciętny użytkownik posiada w domu około trzech zapachów do wyboru, trwałość nie jest aż tak szczególnie ważna. Większość klientów i tak nie dochowuje wierności jednej marce, wypróbowując coraz to nowe zapachy. W latach 90-tych modne były zapachy unisex, identyczne dla kobiet i dla mężczyzn. Obecnie, popularne stają się serie partnerskie. Nazwa pozostaje taka sama, ale kompozycje dzielą się na męskie i kobiece.
Od pierwszego pomysłu nowego zapachu do realizacji produktu potrzeba przeciętnie dwóch lat. Projektowaniem kompozycji zapachowych dla całego przemysłu perfumiarskiego zajmuje się dziesięć laboratoriów w Szwajcarii i Francji. Przygotowanie propozycji według wstępnego opisu zapachu trwa około 3 miesięcy. Jest to zwykle 25 różnych wariantów, z których do fazy zaawansowanych testów przechodzi tylko dziesięć. Procedura "dostrajania" woni do formy ostatecznej trwa kilka dalszych miesięcy. Wreszcie, na polu bitwy zostają trzy propozycje. Od chwili rozpoczęcia testów minął rok! Teraz, głos mają specjaliści od marketingu, którzy na podstawie znajomości rynku wyłonić muszą zwycięzcę. Gotowy zapach poddawany jest testom klinicznym. Sprawdza się, czy nie wywołuje alergii, czy jest trwały, ustala się technologię produktów pokrewnych, takich jak dezodoranty, szampony, wody po goleniu etc. Po około 18 miesiącach wszystkie decyzje już zapadły, łącznie z wyborem flakonu, liternictwa i grafiki reklamowej. Można zacząć produkcję. Po dwóch latach, nowy flakonik pojawia się w regale przy akompaniamencie ogłuszającej reklamy, sugerującej najczęściej młodość, urodę, piękno i bogactwo. Mój znajomy Piotrek sięga po nią, pogrąża się w woni i stwierdza: "To muszę mieć! Choćby nie wiem co!"
Najlepszą książką o zapachu, jaką przeczytałem była powieść "Perfumy" Patrika Suesskinda. Jest to nie tylko fascynująca lektura o tym, jak powstawały zręby przemysłu perfumiarskiego we Francji w XVII wieku. "Perfumy" to historia o zmysłowości, o działaniu zapachu na instynkt seksualny. Bez wątpienia, specom od reklamy kosmetyków znacznie lepiej niż komukolwiek innemu, udaje się manipulować naszą próżnością. To dlatego właśnie w latach 70-tych zaczęła się moda na zapachy, sygnowane przez słynne osobistości. Kup "Gabrielę Sabatini" - a będziesz jak ona. Pokrop się "Gaultier" - a spłynie na ciebie cząstka jego sławy. Nie uwierzycie, ale jest kilka polskich "wód", które podarowałem moim zagranicznym znajomych i od tej pory cieszą się wielką popularnością. Cóż jednak znaczy sam zapach, bez promocji? A czy mamy jakiegoś polskiego prominenta, który nadawałby się do promocji perfum? Nie bardzo widzę. Bo chyba perfumy "Adam Małysz" nie miałyby szansy....
Opracował: ®OME©
Jakie na ta chwile sa najbardziej uwodzicielskie perfumy meskie o trwałym zapachu???Prosze o podpowiedz.
Pozdrawiam
1.NOA - Cacharel - subtelne,sexowne!
2.SENSI - Giorgio Armani - zmysłowe,niezwyle kobiece!
3.MADMOISELE - Chanel - ponadczasowe,ekskluzywne!
Poza tym, polecam jeszcze Alexander McQuenn "Kingdom" oraz Stellę McCartney. Pozdrawiam