Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Czwartek, 10.01.2002 00:00

Kochać i być kochanym

Podziel się Tweetnij Skomentuj (20)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (20)

miłości jak niczego innego...

Tak w ogóle to musicie wiedzieć, że mam aktualnie straszną depresję - nic mi się nie chce i najchętniej przez cały dzień nie wychodziłbym z łóżka. Nie mam po co żyć, jestem gejem i takie tam, inne banały, z którymi na ogół jakoś sobie radzę.
Dzisiaj mam ten dzień, kiedy nie potrafię sobie poradzić. Nie mam jeszcze najgorzej. Jest co włożyć do garnka i gdzie się ogrzać... ale apetyt rośnie przecież w miarę jedzenia. A ja się już najadłem wszystkiego oprócz miłości.
Jadłem ją tylko przez trzy miesiące. Tak naprawdę nie zdążyłem nawet zaspokoić tego pierwszego, najważniejszego głodu, który męczy najbardziej. Byłem z kimś blisko i dałem się zwieść myśli, że będzie tak już zawsze. Okazało się, że nie. Od tamtego czasu minął już prawie rok - rok, od kiedy ostatni raz trzymałem kogoś w ramionach. Później już tylko leczyłem swoje złamane serce. Leczę je nadal, ale chyba nigdy nie uda mi się skleić go tak dokładnie, jak dokładnie gładkie było gdzieś tak około grudnia 2000; wtedy czułem, że wystarczy kochać, żeby dostać to samo. Teraz rozumiem, że kochać i być kochanym to dwie zupełnie różne sprawy.

W sumie nie mogę powiedzieć, że przez tamte trzy miesiące nie byłem kochany. Wręcz przeciwnie: nie rozpaczałbym tak bardzo, gdybym nie czuł, że tamten ktoś dał mi z siebie wszystko, co mógł mi dać. Nie mógł dać więcej, bo przestał czuć to, co ja czułem do niego jeszcze pół roku po tym, jak sobie poszedł. Wiem, to wszystko jest okropnie zawiłe... jak całe moje życie, zwłaszcza psychiczne ;)
Zdecydowanie nie wyrażam się zbyt jasno. Przepraszam. Wszystko przez to, że dziś mam pecha. Tak samo jak wczoraj - może jutro będzie lepiej... Wstanę wcześnie i będę tryskał energią, jak przystało na moje dwadzieścia jeden lat. Naprawdę nie powinienem być smutny - mam wszystko, czego dwudziestojednolatkowi może brakować do szczęścia. Wszystko oprócz kogoś, komu można by szepnąć do ucha "kocham Cię".

Wiem, że się nie poddam. Będę szukał i szukał, aż wreszcie znajdzie się ktoś, kto pokocha mnie tak samo, jak ja jego. Nie cierpię chodzić na spotkania, wystawać w umówionym miejscu, zastanawiać się, czy ten ktoś podejdzie albo jak wygląda. Nienawidzę tego wszystkiego i kocham to... jednocześnie. I nigdy z tego nie zrezygnuję. Prowadzę zbyt bujne życie emocjonalne, w przeciwieństwie do życia erotycznego ;) Czasem myślę, że od czasu do czasu wystarczyłoby się po prostu z kimś puścić (oops!) - udać, że to ktoś, z kim jestem na stałe, oszukać własne myśli i skupić się tylko na tym, co mam przed sobą: czyjeś ciepłe ciało, które da mi sto razy większą rozkosz, niż moja własna ręka. Nie, nie jestem tak zwany "zepsuty" (jakie to śmieszne określenie ;) Otrzymałem wychowanie w duchu katolickim. Przez dziesięć lat byłem ministrantem, odszedłem, kiedy już nie mogłem znieść własnej obłudy.

W ogóle kiedyś wydawało mi się, że przejdę przez życie samemu. A potem nagle wszystko się zmieniło - zapragnąłem miłości jak niczego innego na świecie. Zrozumiałem, jak wiele stracę, jeśli nie uda mi się spotkać nikogo, kto będzie chciał iść ze mną przez życie. Kogoś, kto rozumie, że miłość to nie jest nieustanna zmysłowa ekscytacja, tylko wspólne budowanie swojej przyszłości na fundamencie wzajemnej tolerancji i wierności. Zaczynam brzmieć jak jakiś Doktor Psychologii... hm... ale tak to po prostu już jest. Nie ja wymyślałem zasady prawdziwej miłości.
Myślę zbyt perspektywicznie a jednocześnie za bardzo się spieszę. Patrząc na kogoś, kto mi się podoba, zastanawiam się, czy byłby w stanie wytrzymać ze mną dłużej niż parę miesięcy, staram się ocenić, czy nie byłbym dla niego zbyt nudny. Z drugiej strony wiem, że nie odpowiem sobie na to pytanie po dwóch, trzech spotkaniach. Czas jest w tym przypadku czymś niezbędnym, a ja wciąż jestem zanadto niecierpliwy. Chciałbym "Księcia od zaraz". Wiem, że to nie dobre, ale nie potrafię w sobie tego zmienić. W każdym bądź razie pracuję nad tym i może za jakieś pięć lat będę mógł wreszcie zupełnie ukrywać swoje uczucia. Nie pokazywać nikomu, że mi na nim zależy, dopóki ten ktoś sam mi czegoś takiego nie powie. Wtedy z radością objawię mu, że czuję dokładnie tak samo. I zaczniemy być ze sobą w sposób, o jakim marzę: będziemy dla siebie zwyczajnie, każdego dnia...

Co jeszcze mogę o sobie dodać na początek, droga Potomności? Może na przykład to, że uwielbiam się całować. Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego pocałunku, bo to było... tak... nieziemskie uczucie. Myślałem, że zemdleję, a moje serce biło tak mocno, że mało nie musiałem go łapać, żeby mi nie wypadło. To było jedno z tych nielicznych wydarzeń w moim życiu, które zapamiętam na zawsze - tak jak na przykład dzień, w którym powiedziałem do mojej siostry: "jestem gejem".
Już prawie nie pamiętam, jak smakuje pocałunek.
Kiedy się kładę spać, usiłuję to sobie jakoś przypomnieć... ale po kilku miesiącach to naprawdę trudne. Właściwie to pamiętam po prostu, że czułem wtedy szczęście. I tyle. W końcu robiłem to z osobą, która była dla mnie całym moim życiem, nie ciałem do całowania. Spojrzał na mnie, jak się patrzy tylko wtedy, gdy się kocha :) Nachylił... a potem zamknąłem oczy. Później, gdy pocałunki powinny były mi już spowszednieć - stało się wręcz odwrotnie: wiele razy, po takich bardzo długich, zdarzyło mi się zapłakać ze szczęścia. On obcierał moje łzy i szeptał: "Nie płacz, Kochanie".
Aż wreszcie przyszedł ten czas, kiedy już nie mogłem liczyć na to, że jeszcze kiedyś mi tak powie. Mimo wszystko nadal w to wierzyłem, resztką sił, które mi zostały. Płakałem znowu ale innym już płaczem. Moja siostra płakała razem ze mną, widząc, w jakim jestem stanie. Przemywałem twarz lodowatą wodą, spoglądałem do lustra i pytałem sam siebie: gdzie się podział ten ładny człowiek... To śmieszne, ale kiedy czułem, że jestem kochany, sam zacząłem się sobie podobać! Sama świadomość tego, że jest ktoś, kto daje mi odczuć, jak bardzo jestem mu potrzebny, dodawała mi we własnych oczach odrobinę uroku. Dowiedziałem się, co to znaczy: "przeglądać się w kimś, jak w lustrze". Ja przeglądałem się w moim Miłym.

Wiem, że piszę trochę chaotycznie, ale nic na to nie poradzę. To wszystko siedzi we mnie jednocześnie i - uwierzcie - robię, co mogę, żeby i tak posklejać jakoś te moje odczucia w coś przynajmniej w miarę uporządkowanego. Mam nadzieję, że ktokolwiek to przeczyta, nie pomyśli o mnie strasznie źle. I tak sam już się nie lubię wystarczająco bardzo ;) Nie lubię się za to, że tak się wszystkim przejmuję!!! Że chciałbym dogodzić najpierw całemu światu, a dopiero później sobie... a kiedy już nie mogę tego znieść, kolejność odwraca się na chwilę i robię coś, czego cholernie żałuję. Ale o tym... może kiedy indziej ;)
Oto ja - w "ogólnym zarysie" ;) Jestem właśnie taki... i proszę nie kłamać, że nie ma wśród Was kogoś tak samo zakręconego :)


Andy Backett [email protected]

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (1)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (20)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
24.09.2012 22:52 ten
musisz być fantastycznym człowiekiem. Szkoda, że jest mało takich ludzi.....
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
18.03.2010 23:09 madziuuu
wiem jak to boli;/ ale 3maj sie..to w sumie stary artykul...mam nadzieje ze prze te kilka lat zmienilo sie u Ciebie nalepsze
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
05.10.2008 10:44 Aiszaaa
CZwsc!! trafilam na Twoj tekst przypadkiem ale mnie uja, wzruszyl... To ze tym razem sie zawiodles nie oznacze ze juz nigdy Cie nikt nie pokocha :) zobaczysz ze jeszcze bedziesz BARDZO kochany :) napewno znajdziesz ta jedyna osobe, ktora bedzie w stanie zrobic waszstko dla Ciebie :)
Moim zdaniem nie powinnes sie juz ta sytuacja az tak przejmowac bo zwariujesz a to i tak juz do niczego nie p\rowadzi.... Trzymaj sie :)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
16.04.2005 17:38 k
Drogi Andy :) Moze to co napisze nie bedzie zbyt orginalne i ciekawe ale... napisze :)
Sam napisales ze to nie Ty wymysliles zasady prawdziwej milosci. A wiec kto to jest ? Spytaj sie swej duszy, serca, rozumu? Jak Ci odpowiedza szczerze w cichosci i spokoju Twego ja to pozniej pytaj sie tworcy tych zasad prawdziwej milosci o nia sama, o ta milosc, ktora jest prawdziwa miloscia...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
01.01.2005 22:17 Iza
Andy... Trafiłam tu przypadkiem, jestem hetero, ale w końcu kocha się tak samo, sercem i całym sobą, niezależnie od okoliczności. Mój świat właśnie się załamał. Kochał i przestał kochać, a właściwie zmienił obiekt kochania. Najbardziej boli to, że otworzyłam się całkiem, oddałam swoje myśli, marzenia i lęki, a on je zabrał i odszedł. Nie mam już nic co należałoby tylko do mnie. Skrzywdził mnie potwornie, ale wiesz co... ja nadal kocham, kocham ponad życie. Wiem gdzieś głęboko że to jest TEN JEDYNY, że to mój Książę z bajki. A wiesz dlaczego? Bo minęło już sporo czasu a ja nie przestałam kochać ani na sekundę. I czekam, już zawsze będę. Czas leczy rany? Tak, i właśnie dlatego już nie pamiętam co zrobił mi złego, skupiam się na samym kochaniu Go. Dla niego warto czekać całe życie. Wierzę że jest mi pisany, nie umiem inaczej wytłumaczyć sobie tego co czuję. Mój Ideał powinien był sięgnąć bruku po tym co zrobił a tak się nie stało, wręcz przeciwnie, wypełnia całe moje serce. Całe moje życie zamieniło się w czekanie na Niego, żyję myślą o dniu kiedy znowu mnie przytuli, właśnie On, bo nie chcę żeby zrobił to kto inny. Książę z bajki jest jeden. Może warto czekać? Niezależnie od tego jaka jest odpowiedź, ja muszę czekać bo na nasze nieszczęście kocha się sercem a nie rozsądkiem. Przypominam sobie o greckiej teorii dwóch połówek poszukujących się po świecie - jeśli już się wie kim jest ta połówka po prostu nie da się przestać kochać choćby nie wiem co ta osoba zrobiła. Trzeba kochać dalej, wybaczyć wszystko i czekać.
Ściskam Cię mocno i życzę Ci wszystkiego dobrego, mam nadzieję że znajdziesz swoje szczęście gdziekolwiek by się nie ukrywało.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
15.12.2003 1:15 jaro
d twego listu nic dodac nic ujac,wlasciwie powinienem lzami to wszystko napisac !
najbardziej mnie boli to ,ze to co dajeszz najcenniejszego z siebie-serce-milosc.wcale w pewnym momencie nie jest juz mu potrzebne,widzimy czlowieka takiego jak chcemy by byl wady sa zaletami i itp.a pozniej budzimy sie juz rano sami:(pozdrawiam jaro
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
06.12.2003 9:24 RYAN
Wiem co znaczy być kochanym. Ale bardziej znam słowo kochać. Sam kocham pewna dziewczyne i ona mówi że kocha mnie. Ale jest jeszcze jedna ktura wiem że kocha mnie bardzo mocno, ale ja niemoge tego samego powiedzieć w związku doniej.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
12.05.2002 18:45 zuzia
Andy... wiem,wiem.Jestem dziewczyna...coz moge Ci powiedziec.Ale wiem co znaczy kochac a potem cierpiec.Kiedys uslyszalam ze kochac bez wzajemnosci to najgorsza kara.Podobno na tym polega pieklo.Tez kiedys w takim piekle bylam.I nie wazne ze Ty kochales (kochasz!) mezczyzne.Przeciez to taka sama MILOSC jaka ja darze mojego chlopaka.I pamietaj ze zawsze jest sens dazenia do kolejnego dnia.Jesli nie wierzysz to dam Ci rade.Kiedy czuje ze swiat mnie juz w ogole nie obchodzi to ogladam Wschod Slonca.Wtedy dostaje skrzydel.Wtedy wiem ze warto zyc chociazby dlatego aby nie przegapic kolejnego Wschodu... Przeciez wszyscy kidys bylismy PORANKIEM.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
21.02.2002 15:21 rybat
jeśli wyciągnę ręce
i zechcę dotknąć
natrafię na miedziany drut
przez który biegnie elektryczny prąd

posypie się
popiołem
w dół

fizyka jest prawdziwa
biblia jest prawdziwa
miłośc jest prawdziwa
i prawdziwy jest ból.

(Halina Poświatowska)

... a potem odrodzisz się jak feniks z popiołów.
p.s. co nas nie zabije, to nas uzdrowi
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
01.02.2002 14:49 Michał
Sam, nie kochany te słowa nieprzestannie wiszš nade mnš. Czy to moja wina. Może nie potrafię odnaleŸć się w życiu, może nie wiem jak szukać a może nie jest mi dane znaleŸć. Czy do końca zostanie to już tylko moim marzeniem. Jeœli tak to życie (przynajmniej moje) nie ma sensu. Nie dadzš go pienišdze, praca, zamknięcie się w czterech œcianach. Sens ten nadaje jedynie...miłoœć.
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się