Termin "małżeństwo gejowskie" (Homoehe), trwale zadomowił się w języku niemieckim. Także w obszarze języka angielskiego funkcjonuje "gay marriage" i każdy tam wie, o co chodzi. W Polsce jest dużo trudniej. "Małżeństwo gejowskie" to co prawda bardzo trafna zbitka słowna. Jednak "małżeństwo" nawet gejom mniej kojarzy się z partnerstwem a bardziej z pieluchami, wrzeszczącymi dziećmi i żoną przy garnkach. Nieporozumienie polega więc na tym, że w krajach Zachodu "małżeństwo" i "rodzina" znaczy dziś coś zupełnie innego, niż jeszcze 20 lat temu. Nie są to już patriarchalne instytucje, opatrzone obowiązkową "głową" (mężczyzna) i "szyją, która tą głową porusza" (kobieta). Według nowej definicji, małżeństwo to rodzaj partnerskiego kontraktu, opartego na miłości i wzajemnym szacunku. Na takim samym fundamencie zbudowany jest model partnerstwa jednopłciowego, który spełnia przecież wszystkie funkcje społeczne, z wyjątkiem jednej: reprodukcyjnej. Wiedząc jednak, że geje i lesbijki stanowią tylko kilka procent każdej populacji - można śmiało powiedzieć, że i za sto lat więcej będzie małżeństw bezdzietnych niż małżeństw gejowskich.
Tyle tytułem wstępu, a teraz - konkretnie. Od pół roku, w Republice Federalnej pary gejowskie i lesbijskie mogą wstępować w związki małżeńskie. Można się więc przyjrzeć, jak funkcjonują one w praktyce. Niestety, wśród moich bezpośrednich znajomych nikt jeszcze nie zdecydował się na wizytę w urzędzie stanu cywilnego. Dlatego, z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam relację, zamieszczoną w magazynie internetowym Eurogay. Opisano w nim doświadczenia gejowskiej pary z Magdeburga. Helfried jest pracownikiem socjalnym, który podczas obowiązkowych zajęć z uczniami miejscowych szkół bez ogródek mówi że "poślubił mężczyznę". W tym kontekście nasuwa się kolejna refleksja: W jaki sposób wyrazić po polsku sam fakt zaślubin dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet. "Ożenek" i "zamążpójście" to przecież słowa związane z płcią. A słowo "partner" brzmi bardzo sucho! Gwoli sprawiedliwości powiedzieć trzeba, że także w Niemczech "małżeństwo gejowskie" jest tylko terminem obiegowym. Dla urzędów istnieje "partnerstwo zarejestrowane". Helfried uważa, że brzmi to okropnie. Podczas wizyty w Urzędzie Pracy przekonał się, że ustawa - ustawą, a w komputerowych formularzach tak jak dawniej funkcjonuje tylko "zaślubiony" ("verheiratet").
Helfried i jego partner byli jedną z pierwszych niemieckich par gejowskich, jakie stawiły się w urzędzie stanu cywilnego, by wygłosić sakramentalne "tak" i pierwszym małżeństwem gejowskim w Saksonii-Anhalt, w dawnym NRD. Na ich uroczystość 1 sierpnia 2001 roku, przybyła osobiście wicepremier rządu landowego. Co się dla nich zmieniło? Co czują dziś, po kilku miesiącach? Obaj twierdzą, że "ich związek stał się jeszcze mocniejszy w sensie wspólnoty". Także obie rodziny nowożeńców przyjęły ich ślub pozytywnie. "Przyjaciel, to nie to samo co członek rodziny" - mówi partner Helfrieda, Stefan. I dodaje, że odczuwa cały ciężar odpowiedzialności za związek.
Helfried i Stefan poznali się w 1991 roku w jednym z gejowskich klubów w Magdeburgu. "To była miłość od pierwszego wejrzenia" - opowiadają. Jej widomym dowodem są zaręczynowe pierścionki, które noszą do dziś. Któregoś dnia postanowili, że w dziesiątą rocznicę pamiętnego spotkania, wezmą ślub w jednym z krajów, w którym byłoby to możliwe. Nie przypuszczali, że do tego czasu będzie to możliwe także w Niemczech. Pytani o reakcje otoczenia, twierdzą że była bardzo pozytywna. Wszyscy im gratulowali i życzyli szczęścia. Do dziś, otrzymują kartki z pozdrowieniami od zupełnie obcych ludzi. Po 100 dniach od ślubu, nie zanotowali ani jednego negatywnego doświadczenia! A życie codzienne? Nie uległo zmianie. Podział ról jest trwały. Jeden troszczy się o pranie, drugi o kuchnię. Sprzątają wspólnie. Niedługo przeprowadzają się do nowego mieszkania, a gdy je znajdą, na drzwiach zawiśnie tabliczka z nazwiskiem Helfrieda, które przyjął także Stefan.
Załatwienie formalności, związanych z ślubem kosztuje. Stefan i Helfried wydali kilka tysięcy marek na opłaty urzędowe i wszystkie niezbędne papiery. Niestety - ustawodawca nie daje jeszcze parom gejowskim prawa do wspólnego opodatkowania, które w przypadku małżeństw heteroseksualnych jest bardzo konkretnym, finansowym przywilejem. A co z kontrowersyjną sprawą adopcji dzieci? Obaj nie palą się do tego. Mówią, że są już za starzy, a dzieciom trzeba poświęcić sporą część życia. Opiekują się za to chrześniakiem. I kochają swego pieska.
Portal Eurogay pisze, że Helfried i Stefan zasypani zostali przez innych gejów lawiną pytań. Ktoś dzwonił nawet z Bawarii, z drugiego końca Niemiec. Zaprzyjaźnieni z nimi geje, którzy żyją razem od 25 lat, też postanowili zalegalizować swój związek. Ale o przepowiadanym "szturmie par gejowskich na urzędy stanu cywilnego" nie można w Niemczech mówić. Z pewnością, wiele par zastanawia się jeszcze, ostrożnie planuje. I czeka - co będzie dalej.
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin
Dzieki. Pozdrawiam.
Twoja zoologiczna nienawisc do Polski powinna ci pomoc w osiagnieciu celu - "uwolnieniu z tyranii polskosci" i zostania obywatelem Niemiec ! 7yczte tego tobie i wszystkim tym, dla ktorych Polska nie jest mila Ojczyzna... ===Amen====Amen====Aaaaameeen=======!!!!!!!!