Otwarcie każdego nowego lokalu przeznaczonego dla gejów i les, witane jest w Polsce z ogromnym zainteresowaniem. Miejsc gdzie "można pójść" jest bardzo niewiele, zaś istniejące położone są niemal wyłącznie w dużych miastach. Niestety, naszemu krajowi jeszcze bardzo daleko do standardów zachodnich, gdzie w kilkusettysięcznych miastach jest po kilkanaście "branżowych" lokali i wszystkie one doskonale sobie radzą. Otwarcie dyskoteki "Cocon" w Krakowie przyjęte było z takim entuzjazmem, że spragnieni zabawy gromadzili się przed zamkniętymi drzwiami klubu, zaś na otwarcie przyszło ponad 400 osób - bez żadnej reklamy! Jak to zwykle bywa, błędy wychodzą w praniu. Gdy atrakcja spowszedniała, zaczęły się skargi i narzekania. Postanowiliśmy więc poprosić o wywiad właściciela "Cocona" - Grzegorza.
Inna Strona: Od otwarcia klubu minęło już pół roku, można więc pokusić się o wstępny bilans sukcesów i porażek.
Grzegorz: Tak, w ciągu sześciu miesięcy można się sporo nauczyć... Błędy, które występowały, starałem się sukcesywnie eliminować. Chociaż - wiele niedociągnięć umykało mojej uwadze, nie wszystko do mnie docierało. Jak wiadomo, największym problemem była poprzednia grupa ochroniarzy.
IS: Na czym polegał ten problem?
Grzegorz: Przede wszystkim na tym, że do ochroniarzy, którzy byli heteroseksualni, przychodzili koledzy, którzy koniecznie chcieli udowodnić swoją męskość. Doszło niestety do kilku incydentów.
IS: Jakich?
Grzegorz: Było kilka sytuacji, kiedy koledzy ochroniarzy pobili klientów. Nie można temu zaprzeczyć. Jednak, kiedy się o tym dowiedziałem, wysłuchałem co mówią świadkowie, ochrona została natychmiast wymieniona.
IS: Jak to właściwie jest z tą ochroną? Czy jest ona konieczna? Przecież większość imprez gejowskich przebiega spokojnie.
Grzegorz: Ochrona jest po to, by chronić klientów w dyskotece przed agresją z zewnątrz. I tak właśnie było. Pech polegał na tym, że korzystając ze znajomości z ochroniarzami, rozrabiacy dostali się do środka. Jestem pewien, że gdybym o wszystkim wiedział wcześniej, gdybym miał dowody na winę ochrony, to zareagowałbym od razu.
IS: OK. A co zostało zrobione, by polepszyć standard dyskoteki? Na Zachodzie kluby są nieustannie modernizowane...
Grzegorz: Lokal ma dopiero 6 miesięcy, przez pierwszy okres prowadziłem go wraz z wspólnikiem. Nasze plany dotyczące rozwoju były bardzo rozbieżne. Nie mogliśmy się dogadać. Teraz pracuję sam i moje zamierzenia idą bardzo daleko. Cały klub zostanie gruntownie przebudowany. Zmieniony będzie bar i dobudowany dodatkowy. Chcę otworzyć kawiarnię internetową, zmienić wystrój sali głównej, gdzie będzie można wygodnie siedzieć. To są plany na najbliższą przyszłość.
IS: Klub "Cocon" jest otwarty codziennie, z wyjątkiem poniedziałku. Ale trudno przecież oczekiwać, żeby każdego dnia kręciła się dyskoteka.
Grzegorz: Do końca listopada i w grudniu otwieramy tylko w piątki, soboty i niedziele ze względu na konieczność przeprowadzenia remontu.
IS: Co ma być zmienione?
Grzegorz: Instalujemy wyciszenie i konserwujemy sprzęt. Remontujemy też bar. "Cocon" to przecież ogromna powierzchnia - blisko 600 metrów kwadratowych. Z tego wykorzystujemy około 450 metrów. Mamy więc jeszcze 150 metrów, gdzie chcemy zrobić wspomnianą kawiarnię internetową i wygodny pub, gdzie można będzie posiedzieć także za dnia.
IS: Dyskoteka, taka jak krakowski "Cocon" jest w gejowskiej "infrastrukturze" bardzo ważnym miejscem. W końcu ludzie o tej orientacji seksualnej zaistnieć mogą jedynie w własnym, zamkniętym środowisku. Poza nim bardzo trudno jest znaleźć partnera, przyjaciół, bawić się w nieskrępowany sposób.
Grzegorz: Dyskoteka to przede wszystkim zabawa. Ale jasne jest, że naszym bywalcom bez przerwy trzeba dostarczać nowych wrażeń. Od samego początku starałem się organizować występy "drag queens". Obserwowałem jak takie dodatkowe atrakcje są przyjmowane. Chciałbym dopracować się własnego kalendarza imprez...
IS: Prowadzenie lokalu dla gejów uczy pokory. Jeśli się cokolwiek pozytywnego lub negatywnego wydarzy, natychmiast wiedzą o tym wszyscy. Jeden powtarza drugiemu - i nagle klub, który miał świetną opinię zaczyna szybować w dół.
Grzegorz: Rozumiem o co chodzi... Ale z drugiej strony - nie zauważyłem żadnej statystycznej różnicy w ilości klientów, którzy do nas przychodzą. Ale naturalnie jest mi bardzo przykro, kiedy o "Coconie" mówi się źle. Jestem pewien, że każda negatywna informacja zostaje pomnożona i zwielokrotniona przez plotki, pogłoski, pomówienia. Potem trafiają one na strony internetowe i do czasopism.
IS: Prowadzenie dyskoteki może się wydawać bardzo atrakcyjnym zajęciem. Poznaje się mnóstwo ludzi, ciągła zabawa. Ale z drugiej strony to przecież katorżnicza robota, bo w lokalu siedzieć trzeba codziennie do piątej rano. Jak tak można żyć?
Grzegorz: Ja jestem pracoholikiem. Dyskoteka nie jest moim jedynym biznesem. Jestem jeszcze bardzo młody, ale od 15 lat nie miałem urlopu. "Cocon" to dla mnie rozrywka. Wstaję o szóstej rano (bywa że wcale nie śpię) i zaczynam pracę w zupełnie innej branży. A wieczorem idę znów do klubu.
IS: Trzeba jednak sprawiedliwie powiedzieć, że nasz portal starał się być obiektywny. Mówiliśmy o niedociągnięciach, ale kiedy zostały usunięte - też o tym natychmiast informowaliśmy.
Grzegorz: Gdybym mógł cofnąć czas i jeszcze raz otworzyć dyskotekę dla gejów, to najpierw bardzo dokładnie zbadałbym cały personel. I słuchałbym częściej tego, co mówią klienci.
IS: Głównym elementem wszystkich plotek są opowieści o mafii. Chciałbym więc zadać konkretne pytanie: Jest mafia czy jej nie ma?
Grzegorz: Spodziewałem się tego pytania. Nie, nie ma żadnych układów z mafią, żadna mafia u nas nie bywa. I nie jestem wcale osobą "podstawioną przez mafię". Mam przyjemność być jedynym, prawowitym właścicielem lokalu.
IS: Może mafia nie dotarła jeszcze go biznesu gejowskiego?
Grzegorz: Być może. Ale na Gazową w Krakowie jeszcze nie dotarła.
IS: I niech tak zostanie! Dziękujemy za rozmowę.
Rozmowę przeprowadził: Janusz Marchwiński
TO NAJGORSZY KLUB POD WZGLĘDEM KULTURY OBSŁUGI, BRAMKARZY I WŁAŚCICIELA CZY KIEROWNIKA NA CZELE. HAMY JAKICH MAŁO. WCZORAJ WIDZIAŁAM JAK POBILI DZIEWCZYNĘ. BILI LEŻĄCĄ. WŁAŚCICIEL BRAŁ W TYM UDZIAŁ. TA MORDOWNIA NIE ZASŁUGUJE NAZYWAĆ SIĘ CLUBEM.
Artykul jest z 2001 roku. Niestety nie mozemy za kazdym razem przeprowadzac nowych wywiadow, gdy cos sie zmieni. Nie wyrzucamy tez starych artkylow, poniwaz uwazamy, ze moga byc one dla wielu osob ciekawe.
Tu zaszla duza zmiana i prosze o poprawke bez urazy
Pozdrawiam wszystkich!