Przekonanie, że wszyscy tancerze w balecie są gejami należy do licznych przesądów. Z drugiej strony, nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego profesja ta przyciąga tak wiele osób o odmiennej orientacji seksualnej - i to niemal wyłącznie gejów. Lesbijek w balecie próżno szukać. Naturalnego wytłumaczenia tego fenomenu brak. W końcu naukę w szkole baletowej zaczyna się w bardzo wczesnym wieku, kiedy brak jeszcze oznak przyszłych upodobań, a decyzję podejmują najczęściej nie dzieci, lecz rodzice. Zawód tancerza jest bardzo trudny, wymagający siły charakteru, wytrwałości, odporności na ból i porażki. Nic dla zniewieściałych mięczaków. Jest to również profesja niewdzięczna. Po latach nauki, nieustannych ćwiczeń, poświęceniu większości dzieciństwa i wieku młodzieńczego, tancerz wkracza w krótkie życie zawodowe, które kończy na ogół w wieku 35 lat. Potem musi szukać sobie innego zajęcia.
Historię współczesnego baletu napisali niemal wyłącznie geje. Na przełomie wieku działał we Francji słynny Balet Rosyjski, którego założycielem był Sergiej Diagilew, a gwiazdą pierwszej wielkości tancerz pochodzenia polskiego, Wacław Niżyński. Historia ich dramatycznego romansu jest powszechnie znana i opisana w wielu książkach. Niżyński zrewolucjonizował taniec w wielu dziedzinach, przede wszystkim zaś uczynił go sztuką zmysłową, erotyczną. Odsłonił ciało mężczyzny i pozwolił je nam podziwiać. Można śmiało powiedzieć, że Balet Rosyjski nie tylko stworzył podwaliny pod obowiązującą do dziś formułę baletu współczesnego, ale też ugruntował tradycję bardzo liberalnego osądu obowiązującej w nim obyczajowości. Od czasów Diagilewa balet stał się gejowskim refugium i gejowskim mocarstwem. W Balecie Rosyjskim pracowali tak wybitni twórcy jak kompozytorzy Potr Czajkowski, Igor Strawinski, choreografowie Marius Petipa, Sergej Lifar, Michaił Fokin, malarze Pablo Picasso, Pierre Matisse i wielu innych.
Jeszcze bardziej interesująca jest lista współczesnych postaci tańca klasycznego i nowoczesnego. Otwiera ją naturalnie wielki tancerz rosyjski i choreograf, były dyrektor baletu Opery Paryskiej, Rudolf Nurejew. Historię jego życia czyta się jak przygodową powieść. Rodzice Nurejewa byli pochodzenia tatarskiego, a urodził się w pociągu, gdzieś na trasie pomiędzy jeziorem Bajkał a Irkuckiem. Będąc solistą Baletu Kirowa pozostał w 1961 roku w Paryżu, wywołując międzynarodowy skandal. Astronomicznej wysokości gaże za występy pozwoliły mu na życie w luksusie. Posiadał nawet własną wyspę. Zmarł na AIDS w 1993 roku.
Twórczość Niżyńskiego była natchnieniem dla George Balanchine (prawdziwe nazwisko Balansziwadze). Jako choreograf wspomnianego Baletu Rosyjskiego, związał się na wiele lat z Igorem Strawińskim (nie tylko zawodowo). Także działający do dziś w szwajcarskim Lausanne Maurice Béjart wzorował się na Niżyńskim. Dziełem jego życia jest powstały w 1960 roku w Brukseli "Balet XX" wieku - jedna z najbardziej znanych kompanii świata. Przy naborze tancerzy do swego zespołu, Béjart wprowadził obok kryteriów czysto zawodowych - ocenę estetyczną. Jego tancerze musieli być wysocy, piękni, nieskazitelnie zbudowani. Trafne oko mistrza można było ocenić, kiedy po raz pierwszy zaprezentował swą trup, wykonującą układy choreograficzne całkowicie nago. Zamiast protestów - widok doskonałej harmonii ciała ludzkiego, wywołał zachwyt. Trik ten powtarzany był potem z upodobaniem przez wielu innych choreografów.
Lista związanych z baletem artystów, żyjących lub zmarłych, których odmienna orientacja seksualna była lub jest publiczną tajemnicą, jest bardzo długa. Z góry odpowiadając na zarzut, że orientacja ta nie ma nic wspólnego z dorobkiem artystycznym odpowiadam, że ma, i to bardzo wiele. Gdyby nie spotkanie z Diagilewem, Niżyński nigdy nie uzyskałby możliwości rozwinięcia swego talentu, bowiem balet w obecnej postaci po prostu by nie istniał. A zatem Leonard Bernstein czy Jean Cocteau nie znaleźliby klimatu, sceny, współpracowników i przyjaciół, by zapisać ważne karty w historii światowego dziedzictwa kulturowego. Za nimi zaś John Cranco, William Forsythe, John Neumeier, Uwe Scholz i tysiące znanych i mniej znanych.
W Polsce, zawód tancerza nie jest popularny. Istnieje co prawda kilka renomowanych szkół baletowych z warszawską na czele, ale ich absolwentów częściej spotkać można na scenach teatrów zachodnich niż polskich. Wszystkie szkoły narzekają na brak utalentowanej młodzieży męskiej - choć zdarzają się oczywiście wyjątki. Wiąże się to oczywiście z kiepskim wynagrodzeniem i nikłymi możliwościami kariery. W naszym kraju działa tylko kilka profesjonalnych zespołów baletowych. Niewielu pracujących w nich choreografów sięga po język tańca współczesnego. Wielka to szkoda, bowiem balet jest ważnym elementem kultury i tradycji. Pomaga odnaleźć nieskrępowany stosunek do cielesności i zmysłowości.
Przyjaźniłem się z wieloma tancerzami i zawsze z podziwem traktowałem ich bezwarunkowe oddanie swej sztuce. Rano - ćwiczenia i próba, wieczorem - ćwiczenia i próba, ewentualnie spektakl. Ćwiczenia godzinami, w piątek i świątek. Bóle mięśni, zerwane ścięgna, powykręcane stawy. To, co na scenie wygląda zwiewnie i lekko, okupione jest straszliwym mozołem. Każdy szanujący się tancerz przez całe życie zmaga się z grawitacją, dąży do doskonałości, nie zna innego słowa jak: perfekcja.
Wśród galerii popularnych w gejowskim światku postaci, niezapomniany pozostaje Stanisław Szymański, zmarły niedawno były pierwszy tancerz Teatru Wielkiego w Warszawie. Dowcipy i historyjki o nim krążą wśród wtajemniczonych po dziś dzień. "Stacha" potrafił w latach 60-tych, przejść w szpilkach i makijażu przez pół Marszałkowskiej, zanim został zatrzymany przez patrol milicji. Żegnając się z powołanym do wojska chłopakiem, okładał na Dworcu Głównym (Centralnego jeszcze nie było) parowóz pięściami, krzycząc histerycznie "ty brzydkie żelastwo, zabierasz mi chłopczyka...!" Jak mówią Czesi: To se ne vrati...
Wasz - ®OME©
jedyne, co mogę powiedzieć na temat tego artykułu- bzdura do kwadratu ;/