Francuski dyplomata, który przez ponad dwadzieścia lat żył z przebranym za kobietę Chińczykiem i nie zauważył mistyfikacji - czy to możliwe? Historię chińskiego szpiega, który grając rolę przepięknej aktorki, wyciągał od swego kochanka największe tajemnice - to można sobie jeszcze wyobrazić. Ale trwający przez lata romans, podrzucony przez wywiad rzekomy jego produkt, czyli "wspólne" dziecko, dziesiątki zbliżeń seksualnych - to brzmi wręcz nieprawdopodobnie. A jednak taka historia wydarzyła się naprawdę. Dyplomata ten nazywał się Bernard Bouriscot, jego zdrada została odkryta, a on sam skazany na karę więzienia. Podczas procesu, skonfrontowany z byłym kochankiem, ubranym tym razem w męski garnitur, nie był w stanie wytłumaczyć swej ślepoty i naiwności...
Sprawa nieszczęsnego Bouriscot przez krótką chwilę przyciągnęła uwagę dziennikarzy i zgasła - jak tysiące innych. I pewnie o jednej z największych mistyfikacji naszych czasów nikt by dziś nie pamiętał, gdyby nie amerykański dramaturg, David Henry Hwang, który przeczytał w gazecie notatkę o tej niewiarygodnej wręcz historii i napisał sztukę pod tytułem "M. Butterfly". Sztuka ta miała premierę w 1988 roku na Boadwayu i natychmiast stała się międzynarodowym teatralnym hitem obsypanym deszczem nagród - między innymi Tony Award, Drama Desk Award i Outer Critics' Circle Award. W roku 1993, na jej podstawie nakręcony został (niestety nieudany) film z Jeremy Irons w roli głównej.
"M.Butterfly" dość wiernie oddaje przebieg wypadków. Dyplomata francuski, który w sztuce nazywa się Rene Gallimard, zostaje wysłany na placówkę do Pekinu. Któregoś dnia, wybiera się na przedstawienie tzw. "Opery Pekińskiej". Pod tą nazwą kryje się prastara chińska tradycja sztuki teatralnej, w której mężczyźni występują w roli kobiet. Nie ma w tym nic dziwnego. Także w teatrze europejskim, kobiety miały niegdyś zakaz wstępu na deski sceniczne. Dlatego też, za czasów Szekspira rolę Julii w "Romeo i Julia" musiał grać młody chłopiec. Zaś sprawy miłości męsko-męskiej były w tamtych czasach tak samo aktualne jak dziś. W każdym razie, nieszczęsny Gallimard widzi na scenie przepiękną dziewczynę imieniem Song Liling ubraną w bajeczny kostium i nawet przez myśl mu nie przejdzie, że to mężczyzna. Francuz rozkochany jest w operze Pucciniego "Madame Butterfly" i marzy o romantycznej miłości do azjatyckiego bóstwa. To, że piękność ta jest przebiegłym lalusiem nie przychodzi mu nawet do głowy. Zaczynają się randki, niedobrana para wije sobie gniazdko w Pekinie. Song Liling perfekcyjnie gra rolę nieśmiałej i cnotliwej dziewczyny, która krępuje się pokazywać swe ciało. To jeszcze bardziej utwierdza Gallimard w trafności wyboru. Tymczasem, sytuacja polityczna w Chinach pogarsza się. Na Gallimarda i jego "kochankę" rzuca oko chiński wywiad. Odtąd, romans ma służyć celom rewolucji... Aby jeszcze bardziej przywiązać do siebie dyplomatę, Song Liling symuluje ciążę. Wyjeżdża do rodziny by... urodzić i wraca z niemowlęciem! "Rewolucja Kulturalna" zmiata w Chinach stary świat, a z nim także tradycję "Opery Pekińskiej". Song Liling trafia do obozu dla więźniów politycznych. Gallimard wyjeżdża do Paryża. Song pojawia się jednak i tam. Staje się coraz bardziej pozbawiony skrupułów. Nie przebiera się już, nie nakłada szminki. Staje się bywalcem luksusowych paryskich klubów. I to także nie wystarcza, by otworzyć Gallimardowi oczy. Wreszcie, afera szpiegowska zostaje odkryta, dyplomata staje przed sądem, stając się pośmiewiskiem opinii publicznej.
W kulminacyjnej scenie "M. Butterfly", Song Liling odwiedza swego dawnego kochanka w więzieniu. Aby brutalnie otworzyć mu oczy, rozbiera się i staje przed nim całkowicie nago. Także i publiczność, która przez dwie godziny trwania spektaklu mogła wręcz uwierzyć, że Song jest kobietą - ma szansę przekonać się, jak łatwo oszukać nasze zmysły, jak łatwo stworzyć można perfekcyjną imitacją pięknej kobiety... Jak łatwo uwierzyć w iluzję, której ofiarą w dosłownym sensie padł Gallimard, popełniający wreszcie samobójstwo.
Sztuka Davida Henry Haunga "M. Butterfly" nigdy nie była wystawiona w Polsce - z pewnością z powodu braku odpowiedniego wykonawcy dla roli Song Liling. Gdyby jednak ktokolwiek czuł się na siłach by wcielić się w tę rolę proszony jest o kontakt z redakcją IS.
Krzysztof Wagner