"Dlaczego homoseksualizm jest dziś bardziej akceptowany niż jeszcze 30 lat temu?" Na to pytanie, pewien znany niemiecki polityk z całą szczerością odpowiada: "Ponieważ wiemy o nim znacznie więcej niż kiedyś". Wiedza jest najlepszym lekarstwem na uprzedzenia i stereotypy. Homoseksualizm skreślony został z listy chorób Światowej Organizacji Zdrowia, a fakt ten przyjęły do wiadomości nawet komunistyczne Chiny. Jest jednak pewien typ mentalności, który wszelaki postęp przyjmuje niezwykle opornie, a uprzedzenia myli z "tradycją" i "wartościami". Fundamentaliści religijni w wielu krajach głoszą od lat, że homoseksualizm jest dewiacją, zaś gejów należy leczyć. W Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieje ogromna mnogość przeróżnych obskurnych sekt i "Kościołów", od dwudziestu lat działa organizacja tak zwanych "ex-gejów".
Niemiecki portal Eurogay, zamieścił niedawno ciekawy artykuł o poczynaniach tej grupy w Niemczech. Ponieważ zaś Polska jest ulubionym celem penetracji wszelakiej maści misjonarzy zza oceanu, chciałabym przytoczyć fragmenty tego tekstu - ku przestrodze i ostrzeżeniu:
Tamm jest niewielkim miasteczkiem na południu Niemiec. W marcu roku 2000 spotkało się tam 14 mężczyzn. Ich cel: Założenie stowarzyszenia, który pomagać miałby w pokonywaniu problemów duchowych. Jego nazwa: "Wüstenstrom" ("Pustynna Rzeka"). Owa 14-stka ojców założycieli, to w rzeczywistości grupa fundamentalistycznych chrześcijan, którzy oferują swą pomoc wykorzystanym seksualnie kobietom i mężczyznom, osobom uzależnionym od narkotyków i - gejom. Szef grupy Markus Hoffmann (37), który wyspecjalizował się w antygejowskiej terapii, też był kiedyś gejem. Nosi tytuł "diakona" i opowiada o "przemianie" jaka się w nim dokonała. Padają sformułowania takie jak "kamienista droga". Zawile tłumaczy, że "przyczyną jego gejostwa była próba pokonania konfliktu identyfikacji mężczyzny nad mężczyzną" a owa "kamienista droga" prowadziła przez uzmysłowienie sobie, że ów "konflikt identyfikacji nie mógł być rozwiązany poprzez homoseksualne fantazje, lecz realny związek". Realny związek zaś - to "męska przyjaźń", bowiem homoseksualizm to nic innego jak "brak umiejętności budowania emocjonalnej bariery wobec własnej płci". Kto zaś zdoła taką barierę zbudować (z pomocą Boga), z geja stanie się ex-gejem. Jasne?
Ideologia ex-gejów wymienia jeszcze wiele innych faktorów wiodących do homoseksualnej pułapki. Dwóch szwajcarskich psychologów uważa, że z pomocą amerykańskich kolegów rozwiązali zagadkę orientacji gejowskiej. Russel Hilliard i Walter Gasser wyłuszczyli to szczegółowo podczas kongresu w Baar w 1997 roku. I tak: Większość gejów nie zdołała po prostu znaleźć emocjonalnego dystansu do ojca i identyfikuje się z matką. Pewna niewielka część ma po prostu bardzo słaby charakter, inni wmawiają sobie gejostwo i wreszcie jeszcze inni chcą skupić na sobie uwagę. Homoseksualne kobiety natomiast, walczą także z "konfliktami identyfikacyjnymi" i "boją się mężczyzn, bo były ofiarami gwałtu". Konkluzja: "Homoseksualizm jest zaburzeniem rozwojowym i jest wyleczalny".
Oferta terapii nie odbiega od metod, stosowanych w latach 70-tych. Szczególnie złą sławę zyskała wówczas metoda elektrowstrząsów. Pacjentom pokazywano fotki przystojnych, nagich mężczyzn i jednocześnie traktowano ich uderzeniem prądu. Wynalazczy konował nazwiskiem Tanner, zbudował nawet w latach 70-tych specjalną maszynę do automatycznego torturowania ludzi elektrowstrząsami. Inni "specjaliści" dręczyli przy pomocy wstrzykiwania ofiarom silnych środków wymiotnych, jeszcze inni pracowali przy pomocy seansów hipnotycznych, podczas których pacjenci musieli wyobrażać sobie ropiejące wrzody na ciele młodego mężczyzny.
Psychologia dzisiejsza dystansuje się od takich metod. Nie stosują ich także ex-geje. Ich metoda polega na leczeniu modlitwą. Portal Eurogay pisze, że oprócz wspomnianego stowarzyszenia "Pustynna Rzeka" funkcjonują w Niemczech inne organizacje, oferujące metody leczenia homoseksualizmu. Jest grupa "Biały Krzyż". Inna nosi nazwę "Ofensywa Młodych Chrześcijan".
Każdy, kto chce skorzystać z pomocy "Pustynnej Rzeki", musi wypełnić 7-mio stronicowy formularz. Są tam pytania dotyczące wiary i popełnionych odstępstw. Osoba, zwracająca się o pomoc musi wyznać czy dokonywała aborcji, czy interesuje się astrologią, literaturą okultystyczną, czy uprawia ekstensywnie seks, jest członkiem loży masońskiej, czyta z ręki, jest Zielonoświątkowcem lub członkiem sekty scientologów. Niebezpieczna dla duszy jest także hipnoza.
Po pomyślnym przejściu testów, pacjent staje się członkiem programu "Żywa Woda". Jego koncepcję wymyślił młody Amerykanin, Andrew Comiskey. Comiskey jest szefem amerykańskiej organizacji-matki "Pustynnej Rzeki". Głosi on, że homoseksualizm jest efektem zerwania duchowej więzi z Jezusem Chrystusem. Uczestnicy programu "Żywa Woda" są przede wszystkim całkowicie odizolowani od otoczenia. Terapia rozpoczyna się długimi modlitwami i chóralnym śpiewem. Potem, uczestnicy wkuwają "nauczanie" Comiskey'a. Wreszcie, podzieleni na grupy, przechodzą przez intensywne pranie mózgów, polegające na publicznej spowiedzi z wszystkich swych najintymniejszych tajemnic. "Nauczanie" powiada, że "niechęć do otwarcia się, umniejsza szansę wyleczenia i zbawiennego działania Boga".
Całkowite odosobnienie trwa przez 30 tygodni. Obejmuje ono nawet kontakty z innymi grupami. Natomiast zalecany jest kontakt z proboszczem parafii w miejscu zamieszkania pacjenta. Ma on kontrolować przyszłe życie wyleczonego geja i uchronić go od powrotu na złe drogi. Od czasu do czasu, terapia uzupełniana jest przez opryskanie wodą "dla oczyszczenia". Trudno oprzeć się wrażeniu, że "Pustynna Rzeka" to rodzaj fundamentalistycznej seksty, a jego metody - to rodzaj egzorcyzmu. Skuteczność opisanej "terapii", gwarantowana jest naturalnie tylko w przypadku skrupulatnego przestrzegania reguł i "głębokiej wiary". W każdym razie, homoseksualizm to "grzech, zło, brud". Słowa te powtórzone są w seminaryjnym podręczniku tak często, że każdy pacjent potrafi wyrecytować je wyrwany ze snu w środku nocy.
W Szwajcarii mieszka 42-letni Günter Baum. To on właśnie przywiózł do Europy ruch ex-gejów i to na wyraźne życzenie Andrew Comiskey'a. Zawiódł jednak swego mistrza i powrócił do praktyk homoseksualnych. Za karę został z ośrodka wyrzucony. Ex-ex-gej Baum opowiada, że terapeuci "Pustynnej Rzeki" nie mają pojęcia o psychologii, zaś często pacjentami są geje, których przywiozły szukające "ratunku i pomocy" rodziny. Ex-Ex-gejów jest zresztą więcej. Michael Bussee i Gary Cooper byli kiedyś współzałożycielami amerykańskiej organizacji Exodus International. Znany jest także przypadek 22-letniego Wade Richards'a z stanu Wisconsin, który był niegdyś gwiazdą na konferencjach prasowych ruchów antygejoiwskich. Pół roku później odwołał wszystkie swoje pobożne tezy, wyznał publicznie że jest po prostu zwykłym gejem i stwierdził filozoficznie: "Grałem w życiu wiele ról. Ale jedną z nich grać będę do końca życia. Zawsze byłem gejem. Teraz, chciałbym pograć tę właśnie rolę". Ex-ex-geje są radykalnymi przeciwnikami wszelkich prób "leczenia homoseksualizmu". Amerykańska organizacja Human Rights Campaign (HRC) wskazuje na tragiczny przykład Stuarta Mathisa, członka Kościoła Mormonów, który zastrzelił się przed drzwiami swego kościoła, ponieważ nie mógł pokonać swego homoseksualizmu.
Eurogay pisze, że po opuszczeniu "Pustynnej Rzeki", jej były szef Günter Baum musiał sam poddać się terapii psychiatrycznej. Do dziś prześladują go obawy, że mógłby znów spotkać kogoś, kto instrumentalnie wykorzystując wiarę chciałby wyleczyć go z gejostwa. Największym problemem Bauma jest trudność pogodzenia orientacji seksualnej z wiarą chrześcijańską. Dziś wie, że jest to możliwe.
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin
(za eurogay)
Przeczytaj także na IS: Medycyna w służbie nietolerancji.
komu na co medycyna, nauki i inne wynalazki tego złego Świata?
Modlitwa dobra na wszystko jest ... teraz wiem, że na złą orientację seksualną i tą w terenie pewnie też, na wiatry i kurzajki, pierwotniaki różne i łupież ...
Módlmy się więc!
ramzes;)
To co przeczytalem, za namowa jednego z moich przedmowcow/przedpiszcow ;) w Naszym Dzienniku rzeczywiscie spowodowalo u mnie odruch wymiotny...
Gdyby nie solidne oparcie, spadlbym z fotela...
A tak serio... Czy autor ww. aktykulu sie gdzies leczy moze? :>
Pozdr.
Nasz czytelnik, podpisujący się "ramzes", zwraca uwagę na artykuł, który ukazał sią na łamach gadzinówki pseudokatolickiej pt. "Nowy Dzennik".
tekst ten był nam znany. Bez wątpienia, jego autor wymaga dogłębnej konsultacji medycznej. Tym niemniej: Bredzenie, majaczenie, przywidzenia - wszystko to jest integralną częścią rzeczywistego życia politycznego w Polsce. Epitety w rodzaju "Zboczeńcy", "dewianci", "pedały" publikowane są na łamach ogólnodostępnej gazety całkowicie bezkarnie...
Jeśli przy lekturze "Naszego Dziennika" potraficie pokonać odruch wymiotny - przeczytajcie:
http://www.naszdziennik.pl/stcodz/mysl/20010423/my12.sht(...)12.shtml