Polska jest internetowym Bantustanem. O tym, że jest bardzo źle nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Choć jakość polskich serwisów jest bardzo wysoka i nie różni się od zachodnich, to ich zasięg oddziaływania jest stosunkowo niewielki. Nawet największe potrale odnotowują straty finansowe. Tak zwany e-biznes, czyli handel elektroniczny jest w Polsce jeszcze w powijakach. Jakość techniczna usług monopolistycznego operatora, czyli TP SA jest w powszechnej opinii niezadowalająca. Infrastrukturalnie, Polska jest odcięta od świata zewnętrznego. W godzinach szczytu, wejście na serwery usytuowane w Europie Zachodniej jest prawie niemożliwe. Mimo tych braków, ceny dostępu do sieci w Polsce należą do najwyższych na świecie i raczej wzrosną niż zmaleją. Ogromna większość internautów posługuje się numerem dostępowym i modemem, jednym okiem śledząc wskazówki zegara. W państwach zachodnich internet staje się niezbędnym, ułatwiającym życie narzędziem pracy, medium komunikacyjnym, źródłem wiedzy. W Polsce jest elitarną technologią, dostępną dla najbogatszych.
Dla mniejszości seksualnych, internet jest medium rewolucyjnym. Zmienia on całkowicie położenie tych mniejszości, usuwa bariery izolacyjne, umożliwia błyskawiczny kontakt z dowolną ilością osób, zapewnia anonimowość, dostęp do informacji, możliwość uczestniczenia w zbiorowych akcjach itd. Wpływ internetu na rozwój gejowskiej "społeczności wirtualnej" widać najlepiej w wysoko rozwiniętych krajach zachodu i w Stanach Zjednoczonych. W wczesnych godzinach popołudniowych, na kanale chat znanego portalu brytyjskiego uk.gay.com spotyka się około 8 tysięcy użytkowników (jednocześnie!) zaś wieczorem liczba ta się podwaja! O ile trudno dziś jeszcze ocenić, jaki wpływ będzie miał internet na rozwój ludzkości, o tyle z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że jego rozwój niezmiernie ułatwi życie społeczności gejowskiej i lesbijskiej, wyprowadzi ją z izolacji i umożliwi z czasem powstanie solidarnej i efektywnej multistruktury.
Spoglądając na imponujący rozwój internetu na Zachodzie, tym bardziej palące staje się pytanie - jak liczny jest "gejowski" internet w Polsce? Jakie są jego szanse rozwojowe? Ponieważ przeprowadzenie poważnego projektu badawczego w środowisku gejowskim jest z oczywistych powodów niemożliwe, pozostaje przeprowadzenie symulacji, w oparciu o dostępne dane. Symulacja taka jest naturalnie tylko zabawą. Nie rości sobie pretensji do miarodajnej wykładni. Niemniej - daje pewne wyobrażenie o tym - ilu jest nas w sieci i jaki wpływ wywiera internet na życie polskich gejów.
Z opublikowanych niedawno wyników ankiety firmy ARC - Rynek i Opinia (www.arc.com.pl) wynika, że w ciągu ostatniego miesiąca z internetu skorzystało około 3,5 miliona Polaków powyżej 15 roku życia. "Oznacza to, że internautów przybywa dziś w Polsce znacznie wolniej - w ciągu roku grupa osób korzystających z sieci wzrosła o niewiele ponad jedną czwartą!" - czytamy w opracowaniu. "Dystans pomiędzy Polską, a krajami Europy Zachodniej nie tylko nie zmalał w ostatnim roku, ale - w stosunku do takich liderów jak Wielka Brytania czy Niemcy nawet wzrósł.... Nieobecni w sieci to przede wszystkim osoby powyżej 36 roku życia, mieszkające na wsi i w małych miastach, o łącznych dochodach rodziny nie większych niż 2000 złotych." Z opracowania dowiadujemy się dalej, że "obecnie z internetu korzysta 13,4 % Polaków w wieku 15 i więcej lat. Najczęściej z sieci korzystają mężczyźni i osoby z wykształceniem średnim i niepełnym wyższym w wieku 15 - 29 lat. Najliczniejszą grupę internautów stanowią osoby korzystające z internetu od 1 - 2 lat. Mężczyźni nadal stanowią większość użytkowników. Kobiety stanowią nieco ponad 1/3 polskich internautów." Tylko 10% procent polskich internautów mieszka na wsi. Niemal 70% mieszka w miastach powyżej 20.000 mieszkańców.
3,5 miliona internautów to mniej niż 10% procent populacji. Jest to wynik żałosny. Według wiceprezesa ARC Adama Czarneckiego "ci, którzy mogło podłączyć się do sieci, już się do niej podłączyli... Doszliśmy do muru, bo (...) barierą są zbyt wysokie koszty i brak dostępu do sieci".
Jeszcze bardziej ponure są wyniki badań gdańskiego Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (http://www.ibngr.edu.pl). Pomijam już fakt, że analiza wykazała że " ponad połowa najmniejszych pomorskich przedsiębiorstw (zatrudniających do 5 pracowników) w ogóle nie używa w swojej działalności komputerów". Ważniejsza jest dla nas konstatacja, że " odsetek pomorskich gospodarstw domowych, które korzystają z Internetu (6,5 procent) odpowiada średniej krajowej. Jest jednak zdecydowanie za niski z punktu widzenia efektu skali, czyli liczba internautów jest za mała, aby generować szybki rozwój e-biznesu (np. bankowości internetowej)."
Opierając się na analizie ARC, z 3,5 miliona polskich internautów - 2/3 to mężczyźni. Daje to około 2 milionów 350 tysięcy osób. Zakładając, że około 5% z nich stanowią geje (dane te są europejską średnią statystyczną), dochodzimy do liczby około 115 tysięcy osób. Możemy naturalnie powiedzieć, że gejów jest więcej, bo z natury szukają aktywniej kontaktu, powiększyć tę liczbę o potencjał "ciekawskich", którzy incydentalnie korzystają z stron gejowskich, osoby polskojęzyczne z zagranicy etc. Niewiele to jednak zmieni. Dla porównania: Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUC), Polskę zamieszkiwało 30 czerwca 200 roku około 18 milionów 800 tysięcy osobników płci męskiej. Około 4 milionów z tej liczby to dzieci do lat 15. Pozostaje zatem około 14 milionów mężczyzn i młodzieży męskiej. Gdyby Polska była np. Szwecją, gdzie dostęp do internetu posiada niemal 60 % społeczeństwa - mielibyśmy potencjał ponad pół miliona osób w sieci - i to tylko w interesującej nas grupie wiekowej!
"Gejowski internet" stoi w Polsce przed bardzo wysokim progiem profesjonalizacji. Ten etap, duże serwisy zachodnie mają już za sobą. Obserwujemy tam skomplikowane transakcje biznesowe, inwestycje na poważną skalę, przejmowanie jednych portali przez drugie. Zauważyć też można daleko posuniętą specjalizację. Niektóre, interesujące gejów branże - takie jak turystyka lub erotyka - operują niemal wyłącznie przez internet. W Polsce, gdzie tylko 4% internautów odważyło się na zakupy w sieci (w Niemczech około 40 procent) i gdzie nie funkcjonuje system płacenia przy pomocy kart elektronicznych, nie opłaca się nawet tworzyć i utrzymywać komercyjnej oferty sieciowej. Tym bardziej, że istnieje ogromna bariera uprzedzeń wobec mniejszości seksualnych.
Wszystko to może zniechęcać do inwestowania w rozwój polskiego "gejowskiego internetu". O tym, że tego optymizmu jednak nie brakuje - możecie ocenić na przykładzie Innej Strony. Być może, już za kilka miesięcy, będziemy mogli zaskoczyć was nową "symulacją" - tym razem bardziej optymistyczną.
Opracował: Tomek Juszkowski
A propos szybkosci polaczen - rzeczywiscie od pewnego czasu polaczenia Polska-Europa Zach.sa beznadziejne. Za to ze Stanami OK. Dziwne...
stronach ich serwerow .